Dostojni Jubilaci przed Urzędem Miejskim w Strzelnie z rodzinami, burmistrzem Dariuszem Chudziński, wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej Emilią Walkowiak i kierowniczką USC Joanną Stranc fot. Paweł Lachowicz

Barbara i Tadeusz Białkowie, Genowefa i Czesław Brzuszczakowie, Anna i Roman Bąk, Henryka i Zygmunt Rejniakowie, Grażyna i Jerzy Półrolnik. Wszystkie pary ślubowały w 1971 roku. Po 50 latach małżeństwa, za wytrwałość i wspaniały przykład dla młodych ludzi uhonorowani zostali medalami prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Uroczystość odbyła się we wtorek, 7 czerwca w sali obrad strzeleńskiego Urzędu Miejskiego. Przybyli na nią Jubilaci, którzy dziękowali za nawet te najtrudniejsze chwile swego życia i kolejny raz, podobnie jak pół wieku temu przyrzekali sobie miłość, wierność i wsparcie w każdej chwili życia. Uroczystość rozpoczęła kierownik USC Joanna Stranc, która zaznaczyła, że 50. rocznica zawarcia związku małżeńskiego, to niezwykle piękna uroczystość. Następnie małżonkowie podając sobie prawe ręce złożyli wzajemne podziękowania za zgodne, szczęśliwe i trwałe małżeństwo. Z życzeniami wystąpił również burmistrz Dariusz Chudziński, który pogratulował jubilatom długich lat wspólnego życia, życzył wszystkim parom zdrowia, wszelkiej pomyślności, pogody ducha i doczekania następnych pięknych jubileuszy. Do życzeń dołączyła też przewodnicząca Rady Miejskiej Emilia Walkowiak, wręczając Jubilatom listy gratulacyjne oraz kwiaty.

REKLAMA

Następnie przy symbolicznej lampce szampana odśpiewano jubilatom Sto lat. Przy jubileuszowym torcie ufundowanym przez Urząd Miejski oraz kawie i muzyce, którą grając na akordeonie zapewnił Waldemar Krystkowiak i śpiewie Patrycji Politowskiej dostojne pary małżeńskie opowiadały o tym, jak przeżyły ten bardzo długi okres, który ich zdaniem nie zawsze usłany był różami, a często okraszony zmęczeniem. Jednak bardzo szczęśliwy. Jaka jest zatem recepta na długowieczne szczęście we dwoje? Odpowiedź była jedna, że nie istnieje recepta na małżeństwo doskonałe. Potrzebna jest tylko prawdziwa miłość, wzajemne poszanowanie i zrozumienie oraz uczciwość i wyrozumiałość.

BARBARA I TADEUSZ BIAŁKOWIE

Barbara i Tadeusz Białek mieszkają w Strzelnie. Pani Barbara Pochodzi z Lubstówka (gm. Jeziora Wielkie), a pan Tadeusz z miejscowości Budy (gm. Jeziora Wielkie) Poznali się na zabawie w Jeziorach Wielkich. - Wówczas chodziło się na zabawy i tak się ludzie poznawali. Spodobała mi się, bo była piękna. Jakby pan zobaczył jej zdjęcie, jak miała 18 lat, to dosłownie Miss Polonia.- powiedział pan Tadeusz. Miłość i wierność ślubowali sobie 16 października 1971 roku w Strzelnie. Doczekali się 3 dzieci, samych chłopców oraz pięciorga wnucząt - dwóch wnuczek i trojga wnuków.

Jak mówią specjalnej recepty na tak długie wspólne pożycie nie ma, ale cały czas są o siebie zazdrośni. - Jakoś się dotarliśmy do tego jubileuszu, chociaż nadal czasami jest różnie, a żadne małżeństwo nie jest idealne. Mąż jest bardzo uparty. Lecz przy niesnaskach jeden drugiemu wybacza i żyjemy dalej. Nie raz powiedziałam mu, że już dzisiaj z tobą nie rozmawiam, ale to nie trwało długo i po godzinie normalnie rozmawialiśmy. Moja mama zawsze mówiła „Pamiętaj w małżeństwie, raz na wozie raz pod wozem” - powiedziała pani Barbara. - Najważniejsza jest przysięga złożona w kościele i tej przysięgi się trzymamy. To jest sakramentalne Tak - dodał pan Tadeusz.

 

Barbara i Tadeusz Białkowie fot. Paweł Lachowicz

 

GENOWEFA I CZESŁAW BRZUSZCZAKOWIE

Genowefa i Czesław Brzuszczak mieszkają w Strzelnie. Pan Czesław pochodzi z Łąkiego (gm. Strzelno), a pani Genowefa jest rodowitą strzelnianką. Pobrali się 23 października 1971 roku w Strzelnie, po dwóch latach narzeczeństwa. Wychowali troje dzieci i doczekali się czworga wnucząt. Jak zgodnie mówią recepty na tak długie pożycie małżeńskie nie ma. - Trzeba być wyrozumiałym i ustępować sobie. Jak mąż był zły, to ja wychodziłam. Tylko, żeby się nie kłócić. Teraz sobie spokojnie żyjemy. Córka mieszka z nami i mamy wesoło i fajnego zięcia. Jeździłem autobusem przez 51 lat. Jeździłem po delegacjach i wycieczkach i nigdy, żona nie była zazdrosna – opowiada pan Czesław. A pani Genowefa dodała: - Zanim się dobrze zapoznaliśmy, to już wcześniej się widzieliśmy. Z koleżankami byłyśmy na wagarach przed maturą i mąż wówczas jechał samochodem, po takiej leśnej dróżce i powiedział do nas "Dziewczyny, co wy tu robicie”, a ja mu powiedziałam panie my tu maturę zdajemy. Później spotkaliśmy się i po 2 latach się pobraliśmy - opowiedziała pani Genowefa.

 

Genowefa i Czesław Brzuszczakowie fot. Paweł Lachowicz

 

ANNA I ROMAN BĄK

Anna i Roman Bąk mieszkają w rodzinnym Ostrowie (gm. Strzelno). Znają się z sąsiedztwa. - Mieszkaliśmy obok siebie i dosłownie dzielił nas płot. Mąż twierdzi, że zna mnie od dziecka i pamięta jak się urodziłam. Więc daleko nie jeździł. Nie kłóciliśmy się praktycznie nigdy. Cały czas się wspieramy i lubimy dużo podróżować razem - powiedziała pani Anna. Ślubowali 20 listopada 1971 roku najpierw w strzeleńskim USC, a później w parafialnym kościele w Ostrowie. Wychowali dwoje, jak mówią wspaniałych dzieci - syna i córkę. Podkreślają, że mają też wspaniałego zięcia i synową oraz trójkę wnucząt, z których są bardzo dumni.

Doczekali się jednej prawnuczki. - Jedno co jest bardzo ważne, to mamy bardzo dobrych sąsiadów, z którymi nigdy się nie kłóciliśmy. Wspieramy się nawzajem i przyjaźnimy - opowiada pani Anna. A pan Roman, który cały czas udziela się w miejscowej jednostce OSP, której jest honorowym prezesem oraz w Sadzie Sołeckiej dodaje: - Ja kiedyś oglądałem się za takim zegarkiem, który by wolniej chodził, ale powiedzieli mi, że musiałby być popsuty, a czasu i tak nie zatrzymam, a szkoda - opowiada pan Roman.

 

Anna i Roman Bąk fot. Paweł Lachowicz

 

HENRYKA I ZYGMUNT REJNIAKOWIE

Henryka i Zygmunt Rejniak mieszkają w Strzelnie. Pani Henryka jest rodowitą strzelnianką, a pan Zygmunt pochodzi z Młynic (gm. Strzelno). Poznali się w pracy, gdyż oboje pracowali w GS w Strzelnie. Pan Zygmunt pracował jako inwentaryzator w sklepach. - Ja już tam pracowałem i mieliśmy możliwość dokooptować sobie dziewczyny, które będą nam wszystko spisywały. Jak przyjęła się do pracy, to tak się poznaliśmy. Jak na mnie wejrzała, to pozostał mi ten błysk oka i tak się to zaczęło - opowiada pan Zygmunt. Ślubowali 23 października 1971 roku w Strzelnie. Wychowali tróje synów i doczekali się ośmiorga wnucząt. Oboje twierdzą, że w związku potrzebna jest miłość i wyrozumiałość. - Kiedyś bardzo mądry człowiek powiedział mi, że jak się coś psuje, to trzeba naprawiać, a nie wyrzucać. Różnie było w tym życiu czasami coś się popsuło i to się naprawiało, tak jak z meblami i z wszystkim. Meble się dzisiaj popsują, telewizor się popsuje i się wyrzuca. Dawniej wszystko się naprawiało i to było dobre i małżeństwo się również naprawiało, a dzisiaj od razu rozwód i tylko cierpią dzieci - powiedział pan Zygmunt.

 

Henryka i Zygmunt Rejniakowie fot. Paweł Lachowicz

 

GRAŻYNA I JERZY PÓŁROLNIK

Grażyna i Jerzy Półrolnik mieszkają w Strzelnie i tutaj się poznali. - Mąż mnie poderwał, jak przyszedł do banku, gdzie pracowałam. Miałam wieczorny dyżur. Wpłacał wówczas pieniądze i umówił się ze mną na kawę i tak się nam dobrze rozmawiało. W sumie ślubowaliśmy bardzo szybko, bo w kwietniu, żeśmy się poznali, w maju mój mąż mi się oświadczył, a 2 października wzięliśmy ślub i doczekaliśmy się tych 50 lat razem - opowiada pani Grażyna. Ślubowali w Strzelnie 2 października 1971 roku. Wychowali dwoje dzieci i są szczęśliwymi dziadkami dla trojga wnucząt. - Mąż zawsze mówi, że to się mu we mnie podobało, że mógł ze mną porozmawiać na każdy temat. Później mi zarzucał, że kiedyś rozmawiał na każdy temat, a teraz jest tylko Jurek wynieś śmieci, czy Jurek umyj dzieci. No takie życie - dodała pani Grażyna.

Oboje twierdzą, że w małżeństwie potrzebny jest kompromis, zgoda i wyrozumiałość. - Receptą to przede wszystkim jest chęć być razem i nie robić problemów z byle czego i jeżeli się chce i zależy na tym drugim człowieku, to wszystko idzie w jakiś sposób przeżyć i zapomnieć i wybaczyć. A niesnaski będą w każdym małżeństwie. Te 50 lat, rzeczywiście zleciało bardzo szybko. Była i wiosna i była zima. Były noce i dnie, jak w każdym małżeństwie, ale najważniejsze być razem i to jest jakąś podstawą udanego związku, że się chce, bo idealnie to nigdy nie będzie. Nasze dzieci są szczęśliwe, każde ma pracę i to jest dla nas chyba największym szczęściem. Dla nas liczy się teraz szczęście i zdrowie naszych dzieci. My chcielibyśmy żyć jeszcze jak najdłużej razem w zdrowiu i nic więcej nam nie potrzeba. Wszystko mamy, tylko nam potrzebne zdrowie - powiedziała pani Grażyna, a pan Jerzy skomentował - Nic dodać nic ująć.

 

Grażyna i Jerzy Półrolnik fot. Paweł Lachowicz

 

Do życzeń składanych Jubilatom dołącza się także redakcja Pałuk.

Paweł Lachowicz, 8 VI 2022

W związku z nowelizacją ustawy Prawo telekomunikacyjne informujemy o korzystaniu przez stronę palukimogilno.pl z plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich używanie.