Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Chcesz wysłać wiadomość do redakcji? Napisz na nasz adres e-mail

Na chwałę drewna

Wypowiedź wiceministra Edwarda Siarki, dotycząca pozyskiwania drewna opałowego w postaci gałęzi, leżących po wyrębach w lasach zastała mnie akurat na urlopie, na skraju lasu, gdzie rozstawiliśmy namioty. Kolega przekazał mi ją, gdy zajmowałem się właśnie dokładaniem do ogniska pozbieranych w rumuńskim lesie gałęzi. Później na telefon dostałem dziesiątki memów wyśmiewających zbieranie chrustu, politykę rządu i tak dalej.

A przecież nie ma się z czego wyśmiewać! Ludzie, którzy za dopłatą wymienili niedawno piec węglowy na gazowy, mogą mieć słuszne poczucie, że polityka energetyczna zrobiła ich w bambuko. Ci, którzy mają piec, w którym można palić drewnem, są wygrani.

Przyzwyczailiśmy się do pewnej stabilności, do państwa opiekuńczego. Do dopłat - do czynszu, do dzieci, do eternitu. Tymczasem są sytuacje, gdy musimy o własny dom zadbać sami i tylko sami. Zaczyna bowiem działać jakaś siła fatalna, której nie są w stanie przemóc politycy, urzędnicy, żołnierze. Zostawmy tu przyczyny, czy winien jest bardziej Putin, czy polityka zamykania w Polsce kopalń, czy biznes, ekolodzy, przyrodnicy, może jeszcze kto inny. W sytuacji, kiedy za za trzy miesiące trzeba będzie ogrzewać dom, nie ma to znaczenia. 

Bardzo dobrze, że wiceminister już teraz zwrócił uwagę na to, że jesienią węgla może nie starczyć dla wszystkich. A ile kosztuje - wolę nie wspominać. I bardzo dobrze, że przypomniał o tanim i niemodnym źródle opału, jakim jest drobnica opałowa, nazywana też czasem gałęziówką. To nie jest chrust (minister Siarka nie użył zresztą tego słowa). Chodzi o gałęzie. O średnicy kilku centymetrów, o długości do dwóch - trzech metrów.

O tym, skąd można zabrać drewno informuje leśniczy. Zbieramy leżące na ziemi gałęzie sami. Obcinamy małe gałązki, które będą wadzić w transporcie i mają małą wartość opałową. Leśniczy dokonuje pomiaru, wycenia, na podstawie kwitu wywozimy. To dużo pracy i ona tu kosztuje najwięcej. Ale drewno do ogrzania domu (jeśli mamy piec, w którym można je spalić) - mamy.

Tu się nie ma z czego śmiać, tu po prostu trzeba myśleć na jedną porę roku naprzód, bo naprawdę nie wiadomo, co będzie jesienią.

Dziesięć lat temu byłem w Rumunii świadkiem przejmującej sceny, którą opisałem w Pałukach tak:

"Przełom rzeki Aluta między Fogaraszem (od wschodu) a górami Lotru - (od zachodu). Wioska założona jeszcze w czasach rzymskich, położona po obu stronach wrzącej górskiej rzeki. Stajemy na moście. Wędkarze? Kije mają, ale jakoś tak dziwnie łowią. Bura rzeka niesie ten sam deszcz z ostatnich trzech dni, który nas przemoczył. Zresztą znowu zaczyna padać. Patrzymy w fale, próbując przy okazji cały czas rozszyfrować, czym zajmują się kobieta i mężczyzna na brzegu. Most długi, podchodzimy bliżej. Ewidentnie łowią, ale nie ryby, tylko płynące rzeką kawałki drewna. Duże, małe.

Rzeka - szeroka. Przy niej utwardzone betonowe, spadziste nabrzeże. Dwa metry pobocza. Droga wysypana kamieniami. Za nią metr chudej trawki i płot. Furtka. - Tam staruszkowie mieszkają - mówię. - Jacy staruszkowie, popatrz, oni są w naszym wieku - odpowiada Heniek.

Powoli wszystko nam się układa. Wyłowione drzewo wędruje na taczkę. Wiezione jest w poprzek nadrzecznej drogi krótko - za furtkę jedynie. Po drugiej stronie płotu widać suszące się na słońcu, równo poukładane kłody, gałęzie, deski. Dwa metry za nimi - pień z siekierą, a wzdłuż ściany drewnianego, krytego eternitem domu - porąbane drwa, gotowe do podrzucenia zimą do pieca. Z wysokiego mostu całą podwórkową geografię widać jak na dłoni.

Podpływa wielka kłoda. W ruchach obojga widoczne są lata praktyki. Naprowadzić, wykorzystać prąd do wciągnięcia jednego końca na gładki beton, potem - nie dać temu samemu prądowi, by wyrwał zdobycz z rąk. Podziwiamy ich."

Sągi drewna, przeznaczonego do spalenia pamiętamy z Placu Broni (książka Molnara, w której umiera Nemeczek). W Budapeszcie, Krakowie i innych miastach przez komin przeszły całe lasy karpackich buków, a dym z kominów psuł zdrowie mieszkańcom. Resztę tych lasów uratował rozwój kopalni węgla. Drewno nie jest więc najlepszym paliwem, trzeba pamiętać o jego minusach. Jest jednak przede wszystkim paliwem odnawialnym i takim, które mamy o kilkanaście kilometrów od naszych domów. I w sytuacji kryzysu - a taki mamy! - może nas poratować.

Dominik Księski, Pałuki nr 1585 (26/2022), 1 VI 2022
Reklama na stronie

W związku z nowelizacją ustawy Prawo telekomunikacyjne informujemy o korzystaniu przez stronę palukimogilno.pl z plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich używanie.