Karolina Kapela z Trzemeszna, 1 maja skończyła 101 lat. Pomimo sędziwego wieku nadal cieszy się dobrą formą, której mogą jej pozazdrościć młodsi wiekiem mieszkańcy. Jest bardzo pogodną i spokojną osobą. Emanuje ciepłem i serdecznością. Z racji jubileuszu, dostojną Jubilatkę z życzeniami i upominkiem odwiedzili burmistrz Trzemeszna Kacper Lipiński, wiceburmistrz Zygmunt Nowaczyk, przewodnicząca Rady Miejskiej Agnieszka Bartz oraz zastępca kierownika USC Elżbieta Peno. Życzenia pani Karolinie złożyli w imieniu własnym oraz mieszkańców gminy.
Już 29 kwietnia, z racji zbliżającego się jubileuszu, dostojną Jubilatkę z życzeniami i upominkiem odwiedzili burmistrz Trzemeszna Kacper Lipiński, wiceburmistrz Zygmunt Nowaczyk, przewodnicząca Rady Miejskiej Agnieszka Bartz oraz zastępca kierownika USC Elżbieta Peno. Pani Karolina witając gości powiedziała: - A pani już u mnie była, a tego pana jeszcze nie znam - wskazując na Elżbietę Peno i burmistrza Kacpra Lipińskiego.

Karolina Kapela 1 maja skończyła 101 lat. Chętnie opowiedziała nam o swoim życiu fot. Paweł Lachowicz
Witając się z reporterem Pałuk, gdy usłyszała, że napiszemy o niej artykuł pani Karolina powiedziała: - Jak mnie widzisz, tak o mnie pisz. Takie jest przysłowie „Jak mnie widzisz, tak mnie pisz. Jak mnie kochasz to mnie bierz”. Ja mam sporo historii w głowie z tamtejszych czasów, nie teraźniejszych, ja nie zapominam. Babcia dużo gada. - powiedziała pani Karolina.

Dostojna Jubilatka z władzami miasta: burmistrzem Kacprem Lipińskim, przewodniczącą Rady Miejskiej Agnieszką Bartz i zastępcą kierownika USC Elżbietą Peno fot. Paweł Lachowicz
Karolina Kapela jest najstarszą mieszkanką gminy Trzemeszno. Urodziła się 1 maja 1924 roku w Tarnopolu, a mieszkała w miejscowości Łoszyniów, na terenie ówczesnego ZSRR. Później przeprowadziła się do Hojny Szczecińskiej, gdzie mieszkała przez 30 lat. Do Trzemeszna przeprowadziła się w latach 60-tych ubiegłego wieku i w Grodzie Kilińskiego mieszka do tej pory. Wychowała dwójkę dzieci: syna Wiesława i przybraną córkę. Doczekała się wnuków Radosława i Przemysława oraz 8-letniej prawnuczki Laury. Obecnie mieszka sama. Mąż zmarł w 1996 r., a syn Wiesław zmarł w 2022 roku. Córka natomiast mieszka w Poznaniu. Panią Karoliną na co dzień, z czułością opiekują się jej wnukowie. Pomimo sędziwego wieku, nadal cieszy się dobrą formą, której mogą jej pozazdrościć młodsi wiekiem mieszkańcy. Jest bardzo pogodną i spokojną osobą. Emanuje ciepłem i serdecznością.

Dostojna Jubilatka z wnukami Radosławem i Przemysławem, prawnuczką Laurą oraz władzami miasta: burmistrzem Kacprem Lipińskim, przewodniczącą Rady Miejskiej Agnieszką Bartz i zastępcą kierownika USC Elżbietą Peno fot. Paweł Lachowicz
Podczas naszej wizyty opowiedziała nam, że w dzieciństwie wychowywała się u dziadków i pradziadków w gliniance i słomiance, ale wyrosła na pracowitą kobietę. - Dwie szkoły tylko mam, po 2 lata w jednej klasie. Miałam 12 lat, jak wojna wybuchła i musiałam zawsze wszystkim pomóc i przyszła druga wojna niemiecka i trzeba było pomóc temu swojemu młodszemu rodzeństwu i tak jakoś tą wojnę przepętaliśmy. W biedzie, w chłodzie i głodzie. Zawsze się bałam, bo serce też mam chore i muszę uważać. Jak najmłodszego braciszka na plecach niosłam przez bagna, to on powiedział do mnie. „Siostrzyczko, Karolu daj mi kawałeczek chleba, głodny jestem”. A tu wojna, skąd chleba wziąć. To było najgorsze moje przeżycie. Zobaczyłam, że jakiś plecak leży z boku i zobaczyłam co w tym plecaku coś jest. To był niemiecki plecak i była w nim czekolada i ja dałam mu tą czekoladę. Zjadł kawałek poczuł się lepiej. Takie czasy były, a ojca nie miałam, bo zmarł bardzo dawno. Moja mama miała 4 dzieci i wykształcenie krawieckie. We Lwowie 6 lat się uczyła, na studiach była i miała zakład męsko-damski. Bardzo krótko tylko 2 lata i wojna wybuchła. Wszystko przepadło, ale musieliśmy sobie radzić. Mama miała na wsi mieszkanie i przeprowadziliśmy się z miasta na wieś i tam jakoś się kręciło i powiem wam prawdę, nigdy nie wyjdzie człowiekowi tak, jak człowiek chce, taka jest prawda. Jak wyjechałam ze Wschodu transportem, to miałam 20 lat. Jechaliśmy 8 tygodni, zawszone, że garściami wszy zbieraliśmy. W Koninie nas Ruskie wyrzucili na peron i pobrali nas gospodarze. Gospodyni najpierw nas wykąpała i dopiero jeść dała i tak pierwsze moje zamieszkanie było w Koninie. Później mieliśmy 10 lat, aby poszukać gdzie chcemy zamieszkać. I tak każdy szukał, gdzie lepiej. Ja wybrałam Smerzyn i Szczecin. Tam zostałam ewakuowana z mamą i dwoma braćmi i tam prawie 30 lat mieszkaliśmy. Mój mąż był ciężko ranny na wojnie, podobno nawet był w szpitalu w Moskwie, a później chciał do Polski i w Polsce chciał umrzeć. Nie chciał umrzeć na niemieckich terenach. A miał kolegę w Gnieźnie i przez tego kolegę znaleźliśmy się tutaj - opowiada pani Karolina.
Tak znaleźli się w Trzemesznie. Zajmowała się pszczelarstwem. Pani Karolina opowiada, że miała w sumie 120 uli, a opiekę nad pszczołami zaszczepił w niej jej dziadek.

Karolina Kapela 1 maja skończyła 101 lat. Chętnie opowiedziała nam o swoim życiu fot. Paweł Lachowicz
Obecnie panią Karolina zajmują się jej wnukowie. - Ostatnio troszkę gorzej z babcią, więc opiekujemy się nią na zmianę. Przyjeżdżamy piątek-niedziela, a i uda się w tygodniu przyjechać. Właściwie wszyscy się opiekują babcią: ciocia, jest opiekunka babci i sąsiadka, wszyscy się opiekują. Obiadki zamawialiśmy z „Pietraka”, ale babcia zaczęła mieć kłopoty z żołądkiem, to teraz przyjechał Radek i właśnie babci gotuje. Babcia ma problemy z sercem, ale bardzo się pilnuje. Dzień ma stały. Rano zje 2 skibeczki chleba, jeden z dżemikiem, a drugi z miodem. Obiad to jest różnie, ale przeważnie zupy, bo nic innego nie służy. A wieczorem skibka chleba pszennego z miodem, czy dżemem, ewentualnie jakieś paróweczki, bo jak coś więcej zje, to z automatu 3 dni jest chora. Dla babci najlepszym obiadem jest, jak jest kawał mięsa, jest tłuste i są ziemniaki, wtedy jest zadowolona, ale później marudzi, że ją wszędzie boli. Zje czasami kawał kiełbasy, później przychodzi do nas, że źle się czuje, po czym mówi, że zjadłaby sobie pizzę. My mówimy jej, babcia przecież nie możesz pizzy, ale ona i tak twierdzi, że by sobie zjadła - opowiada nam wnuk Przemysław.

Karolina Kapela 1 maja skończyła 101 lat. Chętnie opowiedziała nam o swoim życiu fot. Paweł Lachowicz
Z okazji 101. rocznicy urodzin pani Karolina odebrała życzenia i kosz pełen witamin od władz miasta. Wszyscy, życzyli Jubilatce dużo zdrowia i pogody. - Wiele miłości, wiele zdrowia i cierpliwości do wnuków. Niech pani będzie zdrowa i nadal pełna energii – powiedział burmistrz Lipiński. Nie zabrakło odśpiewania 200 lat.
Paweł Lachowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze