Poruszająca się na wózku Krystyna Grzelachowska mieszka w jednym z bloków przy ul. 22 Stycznia w Mogilnie. Cały czas jest zamknięta sama w mieszkaniu. Dwa razy dziennie na kilkanaście minut wpada do niej opiekunka - synowa. Sąsiedzi są zaniepokojeni całą sytuacją. Nie wiedzą, czy ma co jeść, czy ma podłączone media. Uważają, że to nieludzkie tak traktować człowieka.
MIESZKAŃCY ZANIEPOKOJENI
W ubiegłym tygodniu do redakcji Pałuk zgłosiły się dwie mieszkanki jednego z bloków przy ul. 22 Stycznia w Mogilnie zaniepokojone losem swojej sąsiadki Krystyny Grzelachowskiej. Kobieta ma ponad 80 lat. Według mieszkańców nie może wyjść z własnego domu, ponieważ ma być w nim zamykana przez syna. Mieszkańcy boją się, że seniorka nie ma dostępu ani do jedzenia ani picia, ponieważ rzadko kto ją odwiedza. Dodatkowo ma problemy z chodzeniem i porusza się na wózku inwalidzkim. Gdy tylko sąsiedzi interesowali się jej losem, syn Marek miał im mówić, że mają się nie wtrącać. Pani Krystyna często ma pukać w drzwi i prosić sąsiadów o pomoc i wydostanie się z mieszkania. O sytuacji mieszkańcy mieli informować różne służby, które jednak niewiele ich zdaniem zrobiły w tej sprawie. Taka sytuacja jak tłumaczyły mieszkanki - trwa już przynajmniej od roku, dlatego przyszły do gazety.
Cztery sąsiadki pani Krystyny spotkały się z reporterem w piątek 25 listopada na klatce przed mieszkaniem pani Krystyny. Chciały pozostać anonimowe, by nie narażać się na nieprzyjemności.
- Była opieka z M-GOPS. Nic nie mogą zrobić, bo to syn Marek ma opiekę nad matką. Może pan przejść 14 mieszkań w klatce i wszyscy powiedzą to samo. Sąsiadka dzwoniła na Straż Miejską i na policję, oni się nie chcą wtrącać, tak wygląda sprawa - mówiła jedna z sąsiadek. Sąsiedzi dodali, że martwią się, bo nie wiedzą nawet czy w domu jest prąd, gaz czy ogrzewanie. Pytania ze strony sąsiadów w stronę syna pani Krystyny miały kończyć się zawsze tym samym: - Ja rozmawiałam z tym panem, z jej synem, to nakrzyczał na mnie, że mam się nie wtrącać. Ja mu niczego nie chciałam zabrać, chciałam tylko porozmawiać.
Sąsiedzi mówili, że widzą, że jest coś nie tak. Dodatkowo martwią się tym, iż zdarza się, że Krystyna Grzelachowska wstaje z łóżka, wychodzi na balkon lub wychyla się przez okno. - Ile razy okno otworzy to ja mówię: „Boże, pani Grzelachowska niech pani zamknie, bo pani jeszcze wypadnie”. A ona się tak wychyla, no strach - mówi sąsiadka.
Według sąsiadów, ktoś czasami przychodzi do pani Krystyny i jest to jej synowa, żona syna Marka. Sąsiadki dodały jednak, że wchodzi ona do mieszkania dosłownie na kilkanaście minut.
- To nie jest żadna złośliwość z naszej strony, my się po prostu martwimy - po raz kolejny sąsiedzi zapewniali reportera Pałuk.
ROZMOWA PRZEZ DRZWI
Po około 20-minutowym pukaniu reportera do drzwi i dzwonieniu, pani Krystyna odezwała się. Dopytywała kto jest po drugiej stronie, tłumaczyła, że śpi teraz w łóżku. Porozumienie z panią Krystyną nie należało do najłatwiejszych przez to, że jest ona osobą, która niedosłyszy. To jednak co usłyszał reporter było przerażające. - Ludzie kochani pomóżcie mi, co się stanie ze mną. Tylko kotek chodzi koło mnie, wezwijcie policję. Co to mi przyszło na tym świecie - mówiła. - Sam pan słyszy - komentowali sąsiedzi. Później mówiła już coś pod nosem przez dłuższy czas i trudno byłą ją zrozumieć przez drzwi. Reporter dopytywał jeszcze czy ma co jeść w domu. - Nie wiem czy mam - mówiła.
TELEFON OD BYŁEJ SĄSIADKI
W sobotę 26 listopada do reportera Pałuk zadzwoniła była sąsiadka pani Krystyny - Monika Derenda, która kiedyś mieszkała tuż obok jej mieszkania. Monika Derenda powiedziała reporterowi, że nie ma nic do ukrycia i nie boi się w tej sprawie nikogo. Według jej informacji pani Krystyna ma mieć dużą emeryturę (ponad 2.000 zł) i powinna mieć zapewnione godne warunki życia.
- My kiedyś mieliśmy klucze od tego mieszkania, moja teściowa nie raz widziała jak w lodówce było echo - opowiada nam pani Monika. Jak dodała mieszkanka sytuacja pani Krystyny kręci się tak naprawdę wokół pieniędzy. Syn Marek miał jej zdaniem bardzo mało pieniędzy wydawać na opiekę nad matką.
- Grzejniki ma zakręcone w mieszkaniu to dostaną zwrot znowu po okresie grzewczym. Nie wyobrażam sobie takiego życia na starość. Całą rodziną bardzo interesujemy się sytuacją pani Krystyny mimo, że tam już nie mieszkam - mówiła Monika Derenda.
STRAŻ MIEJSKA ODSYŁA
Gdy skontaktowaliśmy się z Mirosławem Kussem komendantem Straży Miejskiej ten potwierdził informację o tym, że rzeczywiście straż miała zgłoszenia odnośnie pukania do drzwi przy ul. 22 Stycznia. Strażnicy nie dostali się do mieszkania, ale jak zapewnił komendant Straż Miejska zrobiła to co mogła i skierowała sprawę do M-GOPS w Mogilnie.
WKRACZA M-GOPS
M-GOPS 28 listopada poinformował reportera Pałuk, że informacje o niepokojącej sytuacji w mieszkaniu Krystyny Grzelachowskiej dotarły do ośrodka około 4 miesięce temu. Wówczas sąsiedzi poinformowali, że pani Krystyna jest zamykana w swoim mieszkaniu bez możliwości wyjścia i puka do drzwi przywołując w ten sposób inne osoby.
Pracownik socjalny Małgorzata Kulczak kilkakrotnie odwiedzała miejsce zamieszkania pani Krystyny, często jednak nie miała możliwości wejścia do lokalu z uwagi na fakt, że pani Krystyna była w nim zamknięta i nie posiadała kluczy. W tej sytuacji zasięgano informacji u najbliższej sąsiadki. Jakaś z sąsiadek miała poinformować pracownika socjalnego o tym, że pukanie do drzwi nie występuje tak często jak wcześniej, a syn Marek miał codziennie odwiedzać matkę, ale wizyty te miały być bardzo krótkie.
POMOC ODRZUCONA
Kilka razy Małgorzata Kulczak z M-GOPS w Mogilnie miała przeprowadzić rozmowę z synem Markiem. M-GOPS zaproponował wsparcie w formie przyznania usług opiekuńczych świadczonych przez opiekunki środowiskowe. Wówczas pracownicy M-GOPS w Mogilnie mieliby możliwość wglądu w codzienne funkcjonowanie pani Krystyny.
Pomoc miała zostać jednak odrzucona przez syna Marka. Nie wyraził on zgody na współpracę z ośrodkiem. Poinformował pracownika socjalnego, że będzie samodzielnie sprawował opiekę nad matką i dodatkowo prywatnie zatrudni osobę do pomocy.
W MIESZKANIU CZYSTO
Podczas rozmów z synem, pracownik socjalny miał możliwość sprawdzenia warunków mieszkaniowych panujących w lokalu zajmowanym przez panią Krystynę. Podczas wizyty Małgorzaty Kulczak w mieszkaniu miał panować porządek, a syn Marek przygotowywał dla matki posiłek. Wówczas według pracownika socjalnego nie zaistniały żadne przesłanki, by zaistniała konieczność powiadamiania innych służb.
Gdy pytaliśmy jednak Małgorzatę Kulczak kiedy ostatnio była w mieszkaniu, nie potrafiła odpowiedzieć. - O, to dłuższy czas niż 2 tygodnie - mówi.
Dodatkowo jak informował reportera M-GOPS, ośrodek nie ma możliwości wglądu w dokumentację medyczną pani Krystyny, by stwierdzić jej stan zdrowia. Pracownik socjalny zapytał syna Marka z jakiego powodu zamyka matkę w lokalu. Pracownik socjalny miał usłyszeć odpowiedź, że czyni to dla zapewnienia jej bezpieczeństwa.
ZA DŁUGO SIEDZI SAMA
M-GOPS w Mogilnie posiada informacje od sąsiadów, że opiekunka prywatna przychodzi do pani Grzelachowskiej, jednak są to niewystarczające godziny, aby zapewnić właściwą opiekę dla osoby starszej. Opinia pracowników socjalnych ośrodka jest druzgocąca. Krystyna Grzelachowska zdaniem pracowników tutejszego ośrodka: wymaga pomocy w przygotowywaniu i podawaniu posiłków oraz zapewnieniu kontaktu z osobami z najbliższego otoczenia, czego aktualnie została pozbawiona.
Pracownicy zaznaczali, że ośrodek prowadził czynności nie tylko w miejscu zamieszkania pani Krystyny, ale również współpracował z funkcjonariuszami policji w Mogilnie, sprawdzenie sytuacji starszej kobiety miało miejsce również przez Straż Miejską.
Na koniec w odpowiedzi dla reportera M-GOPS w Mogilnie napisał: Ośrodek będzie poddawał dalszej analizie powyższą sytuację i w przypadku udokumentowania innych faktów znaczących dla tej sprawy, zostanie podjęta decyzja co do zastosowania dalszych działań.
DRUGI SYN SIĘ NIE WTRĄCA
Pani Krystyna ma jeszcze drugiego syna - Zdzisława, który mieszka w Mogilnie. Jak mówili nam sąsiedzi, syn Marek miał panu Zdzisławowi powiedzieć, że ma się do sprawy opieki nad matką nie wtrącać. 29 listopada reporter Pałuk pojechał do domu Zdzisława, który jednak nie chciał rozmawiać na temat sytuacji swojej matki. Córka pana Zdzisława dała jednak reporterowi telefon do swojej mamy, czyli do synowej pani Krystyny. Tego samego dnia reporter skontaktował się z nią telefonicznie. Rozmawiała z reporterem, ale zastrzegła, by nie podawać jej nazwiska.
Powiedziała, że nieprawdą jest, że w mieszkaniu nie ma prądu, ogrzewania i gazu o czym informowali reportera mieszkańcy. Taka sama sytuacja dotyczy pożywienia. - Była u nas policja, ja powiedziałam im całą prawdę i sprawa wygląda w tej chwili tak, że mama ma ciepło, ma opiekunkę dwa razy w ciągu dnia, także o tyle po tej interwencji policji udało się ze szwagrem wynegocjować. Policja była ze trzy miesiące temu - mówi.
Reporter wskazywał, że opiekunka przychodzi do pani Krystyny na bardzo krótki czas. Odpowiedziała: - Ale jest czyściej niż było. Szwagier w tej chwili nie wychodzi, bo nie może ze względu na to, że jest chory, natomiast szwagierka obskakuje na śniadanie i po pracy na obiad mamę.
Jak dodała, wszystko tak naprawdę miało kręcić się wokół pieniędzy, jakie za opiekę nad matką ma dostawać syn Marek. Dodała jednak, że są w tej sytuacji bezradni. - My nie jesteśmy w stanie nic zrobić, my jako ja i mąż. Sytuacja jest taka, że mama nie głoduje, opiekę ma, my przyjeżdżamy raz po raz ją odwiedzić, ale mama w tej chwili nie wszystko kojarzy. Mama ma takie momenty, że krzyczy, że woła, w tej chwili to naprawdę strach by było zostawić drzwi otwarte. Klucze nam pozwolili dorobić dopiero po tym, jak kiedyś mamę znaleźliśmy pod drzwiami i nie mogła wstać bo spadła z wózka - opowiada synowa.
Reporter dopytywał, czy nie sądzi, że z jej teściową ktoś powinien spędzać więcej czasu, przynajmniej kilka godzin dziennie. Reporter zaznaczał, że skoro syn Marek wziął na swoje barki opiekę nad matką i otrzymuje za to pieniądze, to powinien z nią zamieszkać. Gdy pytaliśmy dlaczego nie mieszka z matką odpowiedziała: - To samo pytanie zadawała policja, ale ja na to pytanie panu nie odpowiem. Na ten temat szwagier z nami nie rozmawia. On decyduje.
- Pomimo, że my pogodziliśmy się z tą sytuacją bo nie byliśmy w stanie nic zrobić w tej kwestii, to czasami mam wyrzuty sumienia, że nie zrobiliśmy nic. Są jednak sytuacje w życiu, że trzeba spasować. Ja i tak zbyt dużo nastawiałam swój kark żeby potem sobie nerwy szarpać. Bo ja nie będę wojowała z kimś tak jak Don Kichot - mówi.
W tej chwili rodzina od strony drugiego syna niezbyt często odwiedza Krystynę Grzelachowską przez to, że po prostu dużo pracują: - Nie jeździmy za często bo ja na popołudniówkach pracuję, mąż na zmiany pracuje, ale w miarę możliwości jeździmy. Na święta też ją bierzemy na jakiś dzień, latem też ją zabieramy, ale nie za długo bo mama ma w tej chwili stany lękowe jak gdzieś jest.
Synowa Krystyny Grzelachowskiej dodała, że liczy na pomoc ze strony reportera Pałuk, chociaż dodała, że wątpi, aby cokolwiek artykuł coś w tej sprawie wskórał.
ROZMOWA Z SYNEM MARKIEM
29 listopada rozmawialiśmy z synem Markiem. Przez domofon zaprosił reportera na piętro. Tam od wejścia wypalił: - Nie macie ciekawszych tematów do roboty? Lepiej się zajmijcie czymś innym. Co to w ogóle za gazeta, skąd pan w ogóle jest.
Był wyraźnie zdenerwowany. Zapewnił jednak, że jego matce nic złego się nie dzieje. Sam jak mówił, nie odwiedza jej już, bo jest człowiekiem o niepełnosprawności w dużym stopniu. Przed reporterem Pałuk stał o kulach. Reporter przekazał mu informacje jakie obawy mieli co do jego mamy sąsiedzi.
Tłumaczył, że sąsiedzi po prostu wymyślają: - Pan niech nie wierzy w to co oni mówią, to kłamstwa. Twierdził, że u mamy dwukrotnie dziennie jest opiekunka. Reporter zwrócił mu uwagę, że z informacji jakie posiada opiekunka jest u jego mamy maksymalnie 15 minut. Tutaj pan Marek wzburzył się: - A pan przygotowuje obiad w 15 minut? Ja dzisiaj obiad robiłem pół dnia. Reporter po raz kolejny zwrócił mu uwagę, że opiekunka powinna przynajmniej spędzać z jego matką 6 godzin dziennie - tak jak zaznaczała m.in. pracownica M-GOPS w Mogilnie. - Jest tyle ile jest, wystarczająco - odburknął.
Syn Marek o rodzinie mówił tak: - Myślę, że powinni z mamą spędzać więcej czasu. Parę razy ją tylko zabierali, raz wzięli ją na święta, a ja o niczym wtedy nie wiedziałem. Pytaliśmy czy jest szansa by to brat Zdzisław i jego rodzina mogli opiekować się panią Krystyną. Odpowiedział, że nie widzi problemu. Reporter wtedy zapytał, co z około 2.000 zł emerytury, które dostaje za matkę. Czy gdyby brat przejął opiekę nad matką to wtedy on sam oddałby te pieniądze właśnie bratu. - Nikt do mnie nie wyszedł z taką propozycją. Myślę, że jest to do obgadania - stwierdził.
Marek Grzelachowski dodał jeszcze na koniec, że ma ogromny żal do pracowników M-GOPS.
- Myślę, że to oni powinni się zająć tą sprawą, a twierdzą, że nic nie mogą. Mogliby mi jakoś pomóc - tłumaczył.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1294 (48/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze