Burmistrz Leszek Duszyński przyjechał do „Rokoteksu”, aby porozmawiać z pracownikami oraz właścicielką. Zaoferował im pomoc prawną ratusza w dochodzeniu zaległych pensji.
fot. Paweł Lachowicz
Mogileński Rokotex wystawiony na sprzedaż za 3 mln zł
90 szwaczek na bruk
Właścicielka firmy Elke Wachtendorf zapewnia, że wszyscy zwolnieni pracownicy otrzymają zaległe pensje (od lipca) oraz należne im przy zwolnieniu grupowym odprawy.
OD 5 LAT W MOGILNIE
Mogileński oddział chojnickiej firmy Rokotex istniał od 5 lat i zatrudniał blisko 90 mieszkańców miasta i gminy Mogilno. Zakład w Chojnicach funkcjonował od 15 lat i powstał na bazie Bydgoskiego Zakładu Odzieżowego. Niemka Elke Wachtendorf od początku jest prezesem Rokotexu. Pierwsze problemy w chojnickiej centrali pojawiły się już w 2004 r. i wówczas zlikwidowano jedną zmianę. Myślano także o zgłoszeniu upadłości, ale w 2005 r. niemiecka firma Delmod zaproponowała, aby Rokotex stał się prototypownią. - Chodziło, o to żebyśmy robili modele, czy próby materiałowe i produkcyjne kolekcje, a potem wysyłane to było do krajów, gdzie jest tańsza siła robocza i niższe koszty produkcji - mówi księgowa firmy pracująca w chojnickiej centrali Rokotexu Maria Kowalska-Przybyszewska. Delmod wymagał, aby produkcja odbywała się na dwa zakłady. Wtedy właściciele Delmodu zażyczyli sobie, żeby prezes Rokotexu kupiła zakład w Mogilnie. Od poprzedniej istniejącej w tym miejscu firmy szwalniczej Delmotex przejęto wówczas większość pracowników. Stało się to w 2005 r.
Przypomnijmy, że w tym miejscu od 1970 r. istniały w Mogilnie Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego Dzianotex.
SPADEK EURO, POTEM KRYZYS
Od kilku miesięcy istnienie zakładu na rynku stało się zagrożone. Niepowodzenia rozpoczęły się, kiedy nastąpił spadek euro i niemieckie firmy poczuły załamanie również na polskim rynku. - Jeszcze we wrześniu 2008 r. niemiecka firma mówiła, że nam pomoże w tych różnicach kursowych. Ale już wtedy zaczęli nam płacić z opóźnieniem. Później dowiedzieliśmy się, że „Delmod” ma zamiar zgłosić upadłość, ale ciągle mówili o współpracy i zapewniali, że pieniądze spłyną. Jakieś 1,5 roku temu „Delmod” ze względu na problemy finansowe sprzedał 85% swoich udziałów. Wówczas nadszedł kryzys, o którym my nie chcielibyśmy jeszcze mówić, bo samych tłumaczeń mieliśmy i mamy dosyć. W „Delmodzie” zaczęły się problemy od momentu, gdy nie mogli oni uzyskać kredytu obrotowego. Wszystko stało się wtedy wątpliwe. Jednak do czerwca, dzięki temu, że mieliśmy oszczędności, udało się nam przetrwać. Z kolei od lipca bez żadnej zapowiedzi „Delmod” przestał nam płaci. My spotykaliśmy się z pracownikami cyklicznie i tłumaczyliśmy, co się dzieje, ale oni nam nie wierzyli. Przekazywaliśmy im informacje, które przywoziła nam z Niemiec, z „Delmodu” pani Elke. Otrzymywaliśmy setki maili z zapewnieniami o dalszej współpracy i obietnicami, że pieniądze spłyną - mówi Maria Kowalska-Przybyszewska.
Z informacji chojnickiej księgowej udzielonej naszemu reporterowi wynika, że prezes Rokotexu Elke Wachtendorf 13 sierpnia pojechała do Niemiec i wówczas ponownie zapewniano ją, że wszystko niebawem wróci do normy. Pod koniec miesiąca pojechała ponownie do Niemiec i okazało się, że udziałowcy, którzy oprócz branży odzieżowej mają jeszcze udziały w innych firmach, za bardzo się sytuacją nie przejmują. 27 sierpnia sprzedali swoje udziały. Obecni nowi nabywcy udziałów mają zamiar sprawdzić, jaka jest sytuacja finansowa firmy. Demold znalazł się w stanie upadłości. - Najgorsze w tym wszystkim jest to, że my mogliśmy mieć tylko jednego kontrahenta, bo musieliśmy być dyspozycyjni. A my z oświadczeniem wobec załogi czekaliśmy na zapewnienie, że nie będzie już szansy na współpracę. I na moment zgłoszenia upadłości przez tamtą firmę - mówi Kowalska-Przybyszewska.
Burmistrz Leszek Duszyński w rozmowie z właścicielem „Rokotexu” Elką Wachtendorf oraz główną księgową zakładu Marią Kowalską-Przybyszewską TO JUŻ KONIEC
31 sierpnia do Mogilna przyjechała właścicielka i prezes firmy Niemka Elke Wachtendorf wraz z główną księgową Marią Kowalską-Przybyszewską. - Mieliśmy przyjechać tydzień temu, ale prawnikowi nie pasowało, bo pracownicy chcieli tylko z prawnikiem. Nie chcemy być gołosłowni, ale niektóre sprawy nie są zależne od nas - mówiła księgowa z Chojnic.
Przyjechały po to, by poinformować pracowników, że to już koniec firmy. Wszystkie wcześniejsze zapewnienia o utrzymaniu się na rynku upadły.
Zdeterminowani pracownicy krótko przed planowanym spotkaniem zaprosili do uczestnictwa w nim naszego reportera oraz telewizję TVN 24. O spotkaniu poinformowany został także burmistrz Leszek Duszyński. Właścicielka firmy w pierwszej kolejności rozmawiała z samymi pracownikami, a dopiero po tej rozmowie zaprosiła do gabinetu media i władze miasta.
W rozmowie z burmistrzem pracownicy Rokotexu bardzo ciepło wypowiadali się o właścicielce. Mówili, że jak do tej pory nie było zgrzytów między nią a pracownikami. Bywało nawet tak, że pracy było w nadmiarze. - Nie jest to osoba, którą można by uważać za jakąś złą osobę i trzeba powiedzieć, że do tej pory starała się ile mogła i nie można o niej złego słowa powiedzieć. Tu chyba strategia firmy była zła, ponieważ współpraca odbywała się tylko z jednym kontrahentem - mówili pracownicy. Pomimo zdenerwowania zebranych pracowników spotkanie przebiegało bardzo spokojnie.
- Nie dziwimy się, że pracownicy robią, co mogą, bo przecież nie mają środków do życia. Jest nam bardzo żal i współczujemy, ale sytuacja nie jest zależna od nas - powiedziała w imieniu właścicielki Rokotexu Maria Magdalena Kowalska-Przybyszewska.
Poinformowała ona także wszystkich zainteresowanych, że prezes Elke Wachtendorf wynajęła już adwokatów, którzy bronią interesów Rokotexu. Pracują także nad wyegzekwowaniem powstałych zaległości względem Rokotexu. - Ten proces uruchomiliśmy już jakiś czas temu. W prawie niemieckim przebiega to wszystko całkiem inaczej. Tam nie przeprowadza się żadnej likwidacji, tam od razu zgłasza się upadłość - dodała Przybyszewska. Adwokaci Rokotexu mają 3 miesiące na sprawdzenie finansów firmy.
WYPOWIEDZENIA
W lipcu wstrzymano wypłaty wynagrodzeń pracowniczych. Od 10 sierpnia pracownicy przebywali na urlopach. Natomiast ci, którzy urlopu nie mieli, chodzili do zakładu i podpisywali listę obecności i tym samym zgłaszali gotowość do pracy. W zakładzie pracowały również małżeństwa, które po likwidacji firmy zostały bez środków do życia.
W poniedziałek 31 sierpnia 90 pracowników Rokotexu otrzymało zwolnienia ze skróconym, miesięcznym okresem wypowiedzenia. Zgodnie z procedurą zwolnienia grupowego. Jak zapewnia pracodawca, wszyscy dostaną też odprawy. Ponadto mają zostać uregulowane wszystkie zobowiązania, jakie istnieją wobec pracowników. Z zapewnień prezesa Elke Wachtendorf wynika, że część zaległego wynagrodzenia pracownicy otrzymają jeszcze we wrześniu. - Najbardziej szkoda jest mi tych potencjalnych fachowców - mówi Kowalska-Przybyszewska.
PENSJE MAJĄ BYĆ WYPŁACONE
Prezes wraz z główną księgową podczas poniedziałkowego spotkania kilkakrotnie zapewniały, że wszystkie zadłużenia względem pracowników zostaną spłacone. - Jest taka grupa pracowników, która nam mówi, że poda nas do sądu. Są to 3 osoby, ale naszym zdaniem nie mają powodu, bo my zapewniamy, że wszystko zostanie im wypłacone. My ich rozumiemy, bo są to osoby zdesperowane i to jest dla nas zrozumiałe - powiedziała Maria Kowalska-Przybyszewska.
Wytłumaczyła, że do momentu, kiedy nie było rozwiązania umowy o pracę, a było domniemanie współpracy z Delmodem (bo nie ma rozwiązanej umowy kooperacyjnej), to w tym czasie pracownicy korzystali z urlopów. Najpierw były to urlopy pracownicze, a później bezpłatne. - Poinformowaliśmy pracowników, że za jakieś 2 tygodnie się spotkamy i poinformujemy, na jakim jesteśmy etapie. Mamy nadzieję, że zwłoka nie zaszkodzi, ponieważ były czasy, kiedy firmy pracownikom nie płaciły po pół roku. Wiemy, że nie jest to dobry przykład, ale we wrześniu na pewno coś pracownikom wypłacimy i nie będą to 3 miesiące. Są to sytuacje niezależne od nas - mówiła księgowa z Chojnic.
SPRZEDAŻ ZAKŁADU
Mogileński oddział Rokotexu został wystawiony na sprzedaż. - Wiemy, że nie jest to czas na sprzedawanie nieruchomości. Ogłoszenie o sprzedaży daliśmy troszeczkę wcześniej, ale poinformowaliśmy, że jak zobaczą ofertę sprzedaży, to nie mają się martwić, bo na razie chodzi tylko o orientację w cenie - mówi Kowalska-Przybyszewska.
Na jednej ze stron internetowych przy ofercie sprzedaży czytamy, że powierzchnia użytkowa wszystkich 9 obiektów wynosi 3.364,03 m2, a teren nieruchomości - 10.400 m2. Właściciel żąda za mogileński zakład 2.993.960 zł. Elke Wachtendorf prosiła burmistrza Duszyńskiego o pomoc w sprzedaży zakładu.
POMOC PRAWNA
Nazajutrz, we wtorek 1 września burmistrz w swoim gabinecie spotkał się z przedstawicielkami załogi zlikwidowanego Rokotexu. Było to już drugie spotkanie w krótkim czasie. Wcześniej była mowa o ewentualnej pomocy którejś z central związkowych dla pracownic. Stanęło jednak na tym, że to burmistrz zabezpieczy pomoc prawną dla zwolnionych.
We wtorkowym spotkaniu uczestniczył także Marcin Leśny z Kancelarii Leśny i Wspólnicy, która zajmie się właśnie pomocą prawną.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 916 (35/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze