Reklama

Andrzej P. chciał spalić bilety

Żnin, Żnińska Kolej Powiatowa, bilet, afera kolejkowa
    Andrzej P. chciał spalić bilety
    We wtorkowej rozprawie oskarżonych w tak zwanej aferze kolejkowej zeznawała Klaudia S., była kasjerka w Żnińskiej Kolei Powiatowej. Świadek zeznał, że oskarżony Andrzej P. kazał przepisać jej księgę ścisłego zarachowania i potwierdziła, że oskarżony antydatował dokumenty. 

    Klaudia S. w żnińskiej Kolejce Powiatowej zaczęła pracować 1 kwietnia 2004 r. Jej praca polegała na prowadzeniu spraw administracyjno-kadrowych spółki. W połowie września tego samego roku zaczęła zajmować się także kasą firmy.
    Na polecenie Andrzeja P. w styczniu 2005 r. przed kontrolą spółki przez członka Rady Nadzorczej Żnińskiej Kolejki Powiatowej Ryszarda Lorczyka przepisała księgę ścisłego zarachowania. - "Były dwie takie księgi i ja o tym wiedziałem. Księgę ścisłego zarachowania prowadziła pani Bożena N. Stwierdziłem jednak, że jest ona prowadzona niechlujnie i nieczytelnie. Zleciłem więc przepisanie tej księgi pani Klaudii S. Odkryłem jednak, że nie przepisała jej dokładnie. Zgłosiłem ten fakt Radzie Nadzorczej" - powiedział były prezes.
    - "Faktycznie prezes poprosił mnie o przepisanie tej księgi. Ja to zrobiłam i starałam się ujmować wszystko tak jak tam było. Nie pamiętam jednak, czy w tej oryginalnej księdze zostały przyjęte bilety pobrane przez Andrzeja P. Nie pamiętam też, czy było polecenie, aby ich nie przyjmować" - powiedziała była kasjerka, która w późniejszej części zeznania uzupełniając wątek powiedziała: - "Razem z Karoliną K. zauważyłyśmy, że prezes nie rozliczył się z biletów za 2004 rok, miało to miejsce przy przepisywaniu tej księgi.  Przed kontrolą pana Lorczyka powiedziałyśmy o tym pani księgowej, która także powiedziała o tym prezesowi. Powiedział, że to zrobi" - usłyszeliśmy.
Kontrola, jaką przeprowadził Ryszard Lorczyk, jak dowiedzieliśmy się z dalszej części zeznań, była jedyną kontrolą przeprowadzoną w ŻKP za czasów prezesury Andrzeja P. Nie było innych kontroli ani wewnętrznych, ani zewnętrznych.
    Świadek przyznała, że faktycznie w trakcie przepisywania księgi ścisłego zarachowania, zauważyła, że jest ona mało przejrzysta. Jak oznajmiła, czasami w jednej rubryce wpisywano po dwie osoby. - "Jednak podczas przepisywania starałam się niczego nie zmieniać. Omijałam tylko te wpisy, w których nieczytelne były wpisy dotyczące Andrzeja P. Zostawiałam puste miejsca. Nie wiedziałam co z tym zrobić" - usłyszał sąd.
    W styczniu 2005 roku świadek Klaudia S. przebywała na urlopie, jednak świadek wiedziała co dzieje się w firmie. - "Zadzwonił do mnie jeden z pracowników, który, jak stwierdził, miał do mnie zaufanie i powiedział o wszystkim. Okazało się, że w spółce brakuje bloczków biletów za 2003 rok. Jednak nie pamiętam już teraz, czy były to bloczki wprowadzone do obiegu czy nie. Jak prezes się o tym dowiedział kazał spalić te bloczki, które zostały. Nie chciał,  by wyszła różnica między stanem faktycznym, a tym co było w księgach" - kontynuowała zeznania Klaudia S.
    Bilety zostały wrzucone do pieca, ale nie zostały spalone. Świadek razem z osobą, która poinformowała ją telefonicznie o kłopotach w spółce, postanowili wyciągnąć bilety z pieca zaraz po wyjściu księgowej Bożeny N. z pracy - "Zrobiliśmy to, bo wiedzieliśmy, że w firmie dużo rzeczy się nie zgadza. Bilety zostały zaniesione na policję" - oznajmiła świadek na wtorkowej rozprawy.
Na policję trafiła także kaseta, którą Klaudia S. postanowiła nagrać z inną pracownicą spółki Karoliną S. - "W gabinecie u pani księgowej odbyła się rozmowa z udziałem czterech osób. Byłam tam ja, Karolina K., Andrzej P. i Bożena N. Rozmowa dotyczyła braku ilościowego biletów za 2003 rok. Prezes stwierdził, że należy albo zniszczyć komisyjnie lub przedrukować, zwłaszcza te bilety, które z 8 złotych przerobiono na 11 złotych. Dyktafon był w biurku".
    Na wtorkowej rozprawie świadek Klaudia S. potwierdziła też, że oskarżony Andrzej P. antydatował dokumenty. Jest to jeden z zarzutów postawionych przez prokuraturę byłemu prezesowi Żnińskiej Kolei Powiatowej. -  "Kiedyś sporządziłam notatkę, z której wynikało, że trafiły się bilety z tak zwanym błędem drukarskim, czyli bilety bez numeru. Przed sezonem turystycznym miały być one przechowywane u prezesa. Ta notatka była antydatowana, bo miała taką datę, jakby przejęcie biletów nastąpiło na początku sezonu turystycznego".
    Korzystając z własnej linii obrony oskarżony Andrzej P. po złożeniu przez Klaudię S. wszystkich zeznań zapytał, czy pamięta rozporządzenie z 14 kwietnia 2004 roku, dzień przed rozpoczęciem sezonu turystycznego. - "Był tam załącznik, który mówił o wprowadzeniu do obiegu starych biletów" - powiedział oskarżony Andrzej P. - "Ten dokument na pewno nie został napisany na początku sezonu" - odpowiedziała stanowczo Klaudia S.   
    Były prezes ŻKP twierdzi, że dokument był pisany w tym czasie i należało dobrze sprawdzić komputer znajdujący się w firmie. Ten dokument się tam znajdował.
Na wtorkowej rozprawie dowiedzieliśmy się także, że bilety turystom sprzedawali zarówno Klaudia S., jak i oskarżony Andrzej P. - "Sprzedawałam bilety pojedyncze i rachunki. Rachunki były dla grup. Od biletów zbiorowych różnią się tym, że na rachunku pisze się dokładny adres grupy. Na zbiorowych biletach tego nie ma. Sprzedawaliśmy także bilety okolicznościowe. Te z 2003 roku przekazywaliśmy jako pamiątki po uprzednim oddarciu grzbietu" - powiedziała Klaudia S. i dodała: - "Prezes też sprzedawał bilety, ale w soboty i w niedziele. Ja tego nie wiedziałam, bo w te dni nie pracowałam. Powiedzieli mi o tym inni pracownicy w firmie. Kiedy sprawa była już w prokuraturze, w trakcie rozmowy, jaka odbyła się w samochodzie, kazał mi mówić, że te bilety co sprzedawał w soboty i niedziele były moimi biletami".
    Z zeznań świadka, byłej kasjerki ŻKP wynika także, że o wielu problemach jakie działy się w spółce za czasu prezesury Andrzeja P. pracownicy się domyślali. - "Dużo do myślenia dało nam przyniesienie na początku 2005 roku nieponumerowanych bloczków z biletami. Jak Andrzej P. dowiedział się, że sprawa jest w prokuraturze, zabrał bloczki i je wywiózł. Poza tym, jak prezes sprzedawał bilety na drugi dzień się z nich nie rozliczał" - mówiła Klaudia S.  
    Z jej zeznań wynika też, że kiedy świadek była kasjerką zdarzało się, że prezes pobierał z kasy zaliczki, ale nie mówił po co są mu potrzebne pieniądze. Nie słyszała też by mówił, że są one potrzebne na zakup na przykład części do kolejek. - "Mówił tylko, że potrzebna jest mu zaliczka" - oznajmiła Klaudia S.  
    Po wyjściu Klaudii S. z sali rozpraw, oskarżony Andrzej P. złożył oświadczenie: - "Kiedy we wrześniu 2005 roku przebywałem na posterunku policji, bo miałem w końcu wgląd do zebranych materiałów dowodowych, jeden z policjantów zapytał mi się czy mam klucze do spółki. Powiedziałem, że nie bo zostały mi one zabrane pod koniec stycznia, kiedy wkroczyła do nas policja. Ten policjant powiedział mi wtedy bardzo dziwne zdanie: "W dziwny sposób giną tam dokumenty"".
     Kolejna rozprawa, na której zeznania mają złożyć biegła w sprawie Małgorzata Graser i Karolina K. odbędzie się 29 czerwca o 930.

  Joanna Bejma
   Pałuki nr 745 (21/2006)
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości