Reklama

Chcą mieć wpływ na decyzje Wspólnoty Mieszkaniowej

W budynku przy ul. Pułaskiego w Mogilnie
     Chcą mieć wpływ na decyzje Wspólnoty Mieszkaniowej
     Najemcy trzech lokali denerwuję się, że nie mogą uczestniczyć w podejmowaniu decyzji. Kierujący Wspólnotą Mieszkaniową Jerzy Padoł tłumaczy, że tworzy ją gmina, jako właściciel tych trzech mieszkań oraz dwaj właściciele lokali, którzy wykupili je na własność.

Drewniany budynek gospodarczy usytuowany jest bardzo blisko budynku mieszkalnego. Jego odległość od domu to niespełna 40 cm. Jednak według ekspertyzy straży pożarnej nie stwarza on zagrożenia pożarowego.
             fot. Paweł Lachowicz

    Posesję przy ul. Pułaskiego 6 w Mogilnie zamieszkuje 5 rodzin, z których 2 rodziny mają wykupione mieszkania, a pozostałe 3 lokale są własnością Urzędu Miejskiego i zarządzane przez Mogileńskie Domy. W budynku zawiązała się wspólnota mieszkaniowa, która tworzą 3 podmioty: właściciele dwóch mieszkań oraz w imieniu pozostałych mieszkań Mogileńskie Domy.
    TO MA BYĆ WSPÓLNOTA
    W ubiegłym tygodniu z naszą redakcją skontaktowali się trzej najemcy komunalnych mieszkań w tej posesji. Jak mówią, nie mogą dojść do porozumienia z dyrektorem Mogileńskich Domów Jerzym Padołem i właścicielami wykupionych 2 mieszkań w sprawach dotyczących podejmowanych decyzji w związku z remontami budynku oraz opłatami za lokale. - Rozumiemy, że w budynku są dwie grupy osób zamieszkujących. Pan Jerzy Padoł wyjaśnia, że jest administratorem Wspólnoty Mieszkaniowej za pieniądze Wspólnoty, ale jednocześnie jest administratorem i reprezentuje interesy lokatorów, niebędących właścicielami zajmowanych mieszkań, za wynagrodzenie, jakie otrzymuje w miejscu pracy. Zwykle w takich sytuacjach nie ma porozumienia co do działań lokatorów i właścicieli na rzecz zajmowanego budynku - mówi jedna z lokatorek Barbara Czarnecka.
    Dodaje: -  Dlaczego pan Padoł rozmawia tylko ze Wspólnotą Mieszkaniową i tylko z nią się liczy, jakie to prawo reguluje takie bezprawie? Zwykle wszelkie działania, jakie podejmuje się, podejmuje się większością głosów, a lokatorów w tym budynku jest więcej - dodała Barbara Czarnecka. Rola Jerzego Padoła w mniemaniu lokatorów mieszkań komunalnych w tej posesji jest niewłaściwa, bo ich zdaniem dyrektor reprezentuje dwa rodzaje interesów, interesów właścicieli i interesów lokatorów, które na domiar złego są konfliktowe.
    - To nie nasza wina, że ktoś bezmyślnie kupił mieszkanie w zrujnowanym budynku, a teraz nie ma pieniędzy, by partycypować w kosztach remontu i reszta lokatorów płacąc wysoki czynsz musi godzić się na dalszą dewastację budynku, nie mogąc wykupić zajmowanych mieszkań, ponieważ nikt normalny nie kupi mieszkania w tak zdewastowanym budynku, który powstał w latach 50. i do dzisiaj nie przeszedł żadnego remontu - denerwuje się Barbara Czarnecka.
    O ZALICZKACH
    Lokatorzy twierdzą, że dach i rynny przeciekają, w piwnicy woda stoi przez większość roku po kolana, ściany szczytowe wewnątrz budynku są albo mokre, albo oblodzone, nie mówiąc o obejściu, na którym każdy stawia co chce i jak chce. - Dlaczego Wspólnota ma prawo decydować o losie całego budynku?- pytają lokatorzy mieszkań komunalnych w tym budynku: Janina Lewandowska, Bronisława Rybarczyk i Barbara Czarnecka. Lokatorzy nie mogą doczekać się ocieplenia przynajmniej szczytów budynku, wymiany okien lub częściowego ich zamurowania w suszarni, zamurowania luksfera, zlikwidowania wody w piwnicy i pod oknami od strony zachodniej, naprawy rynien i częściowo dachu, a ponadto uporządkowania obejścia, przede wszystkich usunięcia nielegalnie ustawionych przy budynku szop i garaży. Lokatorzy mają również zastrzeżenia co do pobieranych zaliczek za ogrzewanie, wodę, wywóz śmieci i rozliczanie ich dopiero na koniec roku. - Domagamy się być przy wszelkich odczytach liczników, a ilość wywożonych tygodniowo pojemników chcemy kwitować. Chcemy płacić za faktycznie zużycie, a nie za rozliczenia wzięte z przysłowiowego kapelusza. Wiemy, gdzie mamy główny licznik od wody. Wiemy, że cały rok licznik zanurzony jest w wodzie i nikt stanu tego licznika nie odczyta nie wypompowując wcześniej wody. Od bardzo dawna nikt tej wody nie pompował, zatem skąd zużycie wody na koniec roku według stanu licznika głównego, jeśli nikt tego licznika nie odczytuje? - pytała Barbara Czarnecka.
    Jej też zdaniem, podobnie może być z licznikiem zużytego ciepła. Powiedziała, że nic nie stoi na przeszkodzie, by lokatorzy notowali stany licznika na początek i koniec okresu grzewczego, jeśli ten odczyt zużytego ciepła jest faktycznie prawidłowy i uczciwy. Podwójne notowanie rozliczenia przez zarządcę i lokatorów może zdaniem naszych rozmówców wyjść tylko na korzyść.
    Podczas rozmowy z reporterem Barbara Czarnecka zastanawiała się  także, czy Mogileńskie Domy dokonując remontów i napraw budynków wybierają na drodze przetargów na wykonanie prac najtańszą firmę, czy zlecają wykonanie prac wybranej przez siebie firmie niekoniecznie najtańszej.
    TO JEST WSPÓLNOTA
    Zdaniem Jerzego Padoła mieszkańcy nie są w ogóle zorientowani, w jaki sposób działa wspólnota mieszkaniowa. - Owszem mieszkają tam lokatorzy Mogileńskich Domów i gmina jest właścicielem tych trzech lokali. W budynku mieszka również dwóch właścicieli. To oznacza, że tylko tych dwoje właścicieli i gmina jako właściciel pozostałych mogą o czymkolwiek decydować. Mieszkańcy zajmujący lokale

Barbara Czarnecka często powtarzała, że nie chce szopy przy budynku, która - jej zdaniem - stwarza zagrożenie pożarowe             
             fot. Paweł Lachowicz

gminne mieszkają tam na podstawie umowy, z której wynika, jakie oni mają obowiązki - mówił Jerzy Padoł.
    Jeżeli chodzi o wodę w piwnicy, o której wspominała Barbara Czarnecka, to - jak powiedział dyrektor Padoł - poczynione są już pierwsze kroki i odprowadzona została część wody, która  spływa z dachu. Problem polega również na tym, że w tym miejscu pojawiają się również wody gruntowe. Dyrektor mówi, że tam jest szerokie wejście do kotłowni odkryte od strony zachodniej i przy większych opadach deszczu woda się tam gromadzi i spływa do pomieszczeń piwnicznych. - W kotłowni jest zamontowana pompa, która wypompowuje nadmiar wody, ale to wiele nie pomaga, ponieważ nachodzi tam woda gruntowa - mówi Jerzy Padoł. Przy czym jednoznacznie zaprzecza jakoby główny licznik znajdował się pod wodą.
    ZAGROŻENIA NIE MA
    Odnośnie zdaniem lokatorów nielegalnie postawionych szop i garaży obok budynku dyrektor Padoł stwierdził, że budynki są wydzielone na osobnych gruntach. Natomiast teren wokół budynków jest terenem gminnym. - Za ogródki, które tam mieszkańcy mają, płacą dzierżawę gruntu, płacą również za postawione tam szopy. Natomiast resztę gruntu mogą użytkować mieszkańcy obu posesji. W budynku nr 4 wszystkie lokale są prywatne i oni mają prawo ubiegać się o wykup gruntu wokół budynku w taki sposób, który zapewni właściwe funkcjonowanie tej nieruchomości - mówił Jerzy Padoł. Zdaniem dyrektora, gdy budynek przejmowany był od Przedsiębiorstwa Robót Drogowych, to nie był on budynkiem biurowca, tylko był to budynek mieszkalny. W związku z tym nie ma mowy o jakieś adaptacji. 
    Jeżeli chodzi natomiast o nielegalnie i niezgodnie z przepisami zdaniem naszych rozmówców postawioną szopę, to sprawa jest obecnie wyjaśniana w nadzorze budowlanym. - Była staż pożarna i badała sprawę pod kątem zagrożenia. Okazało się, że takowego nie ma.  Jak ja przyszedłem tutaj do pracy, to ten drewniany budynek stał. Tylko, że był w gorszym stanie. Był bardzo zniszczony. Jeden z lokatorów naprawił go, aby poprawić jego estetykę. Te obiekty były stawiane na potrzebę budowy posesji nr 4. Było to w latach 50. i ta szopa stoi od tamtego czasu. Dyrektor dodaje, że jest to typowe pomieszczenie gospodarcze pobudowane z desek, niezwiązane z gruntem. Przechowywany jest tam rower, sanki i łopaty.
    BUDYNEK DOCIEPLĄ
    Dyrektor Padoł wyjaśnił nam także sprawę dopłat do centralnego ogrzewania, o które burzą się lokatorzy. Otóż spore w tej dziedzinie dopłaty wynikają zdaniem Jerzego Padoła z tego, że budynek jest mały i znacznie wyniesiony ponad teren, co wymaga sporej dawki ciepła do jego ogrzania. Mieszkańcy ponadto mieli teraz znaczne dopłaty, gdyż została od marca również podniesiona stawka z 5,80 zł na  6,10 zł.
    Jak poinformował nas Jerzy Padoł, w ubiegłym tygodniu odbyło się spotkanie Wspólnoty Mieszkaniowej, na którym po dużych oporach właścicieli mieszkań została podjęta uchwała o ociepleniu ściany północnej oraz o likwidacji luksferów na klatce schodowej. - Jestem zdania, żeby jakimiś etapami zacząć remont budynku i otulić ten budynek, żeby ograniczyć straty ciepła. Aby podjąć taką uchwałę, musieliśmy mieć zgodę właścicieli obu mieszkań.
    - Prace, które pochłoną około 10.000 zł, mają być zrealizowane w tym roku - mówił Jerzy Padoł.         Ponadto dyrektor dodał, że nie ma żadnego problemu i każdy może w dowolnej chwili wykupić zajmowane mieszkanie. Jego też zdaniem, nieporozumienia wynikają z relacji między sąsiadami. - Jeden powie o dwa zdania za dużo i wówczas powstaje nieporozumienie. My mamy konstruktywnie działać, a nie, że jeden drugiemu robi wszystko, żeby utrudnić życie. Zapewniam, że w tym, iż jestem zarówno administratorem wspólnoty, jak i dyrektorem Mogileńskich Domów nie ma żadnego konfliktu interesów - dodał Jerzy Padoł.

Reklama

Paweł Lachowicz

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 942 (9/2010)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości