Kontrola mogileńskich służb bezpieczeństwa wykazała, że w obu przypadkach był to fałszywy alarm, ponieważ żadnych podejrzanych pakunków czy też innych zagrażających życiu przedmiotów, substancji w budynku Urzędu Skarbowego nie znaleziono
fot. Joanna Świetnicka
Urząd Skarbowy, Mogilno, e-mail, trucizna, gaz, bakteria, policja, straż pożarna
Dwa maile z trucizną, gazami i bakteriami
Informacje postawiły na nogi mogileńskie służby bezpieczeństwa. Podobna sytuacja miała miejsce w lipcu i październiku 2014 r. oraz w styczniu tego roku.
Pierwsza informacja, jakoby w Urzędzie Skarbowym przy ul. 900-lecia 20 w Mogilnie wszyscy pracownicy mieli zginąć, wpłynęła mailowo rano we wtorek 3 lutego. Sytuacja powtórzyła się 5 lutego około 7:48. Pracownicy urzędu nie mogli normalnie pracować, bowiem informacje przyszły w trakcie wykonywania przez nich obowiązków służbowych.
W obu przypadkach niezwłocznie na miejsce wysłani zostali policjanci nieetatowego zespołu rozpoznania minersko-saperskiego z KPP w Mogilnie i strażacy z KP PSP w Mogilnie. Na miejsce dotarło też Pogotowie Energetyczne, Pogotowie Gazowe i Pogotowie Ratunkowe. W okolicach budynku ograniczono ruch.
Z treści obu wiadomości wynikało, że pracownicy zginą około południa. W mailu z 3 lutego czytamy: - O 12.20 jeb... trucizna i pozabija wszystkich. Informacja z 5 lutego różni się niewiele: - O 12.07 jeb... gazy i bakterie, uciekajcie.
Służby mundurowe przeszukały urząd pod kątem obecności niebezpiecznych urządzeń i substancji mogących doprowadzić do śmierci pracowników. Obie informacje okazały się żartem. Przeszukanie budynku nie potwierdziło bowiem, by w obiekcie znajdował się jakikolwiek podejrzany pakunek, czy też inne przedmioty, substancje zagrażające bezpieczeństwu znajdujących się tam osób. Dzięki szybkim działaniom odpowiednich służb obyło się bez ewakuacji pracowników skarbówki. Działania z wynikiem negatywnym we wtorek zakończono o 12:50, natomiast w czwartek o 12:40. Decyzją naczelnika mogileńskiej skarbówki 3 lutego między 11:50 a 12:50, z kolei 5 lutego między 11:40 a 12:40 urząd był zamknięty i nie przyjmował w tym czasie interesantów.
Rzecznik prasowy komendanta powiatowego policji w Mogilnie mł. asp. Tomasz Bartecki w rozmowie z Pałukami 9 lutego podkreślił, że obie informacje nosiły znamiona fałszywego alarmu. Wspomniał poza tym, że taka sytuacja trwa od kilku miesięcy. W lipcu, październiku i styczniu do kilkudziesięciu instytucji i urzędów na terenie całego kraju - do mogileńskiej skarbówki także - wysłane zostały podobne wiadomości. Również wtedy żadna z tych informacji się nie potwierdziła. Przypomnijmy, że nawet jeśli istnieje cień zagrożenia służby bezpieczeństwa muszą to sprawdzić, by mieć 100 procent pewności, że pracownicy i mieszkańcy są bezpieczni.
Funkcjonariusze z Mogilna rozpoczęli śledztwo, które ma wskazać winnych zamieszania. Pamiętajmy, że wywołanie fałszywego alarmu jest przestępstwem, za które grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Sprawca może zostać również obciążony kosztami przeprowadzenia bezsensownej akcji przez służby bezpieczeństwa, która kosztuje nieraz od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1200 (6/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze