Helena Ziółkowska od 4 miesięcy nie ma prądu
fot. Paweł Lachowicz
Konflikt, rodzina, Piotr, prąd, mieszkanie, Kożuszkowo
Dzień jest nocą, noc jest dniem
92-letnia Helena Ziółkowska insulinę trzyma w lodówce u sąsiadki. U jeszcze innej sąsiadki doładowuje telefon komórkowy, by w razie kłopotów ze zdrowiem zadzwonić po pomoc.
W sprawie 92-letniej mieszkanki Kożuszkowa (gm. Jeziora Wielkie) Heleny Ziółkowskiej, która od czterech miesięcy żyje we własnym domu bez prądu zadzwoniła anonimowo do naszej redakcji kobieta. Prosiła, byśmy zainteresowali się sprawą, gdyż starsza pani choruje na cukrzycę. Insulinę musi trzymać w lodówce u sąsiadów, bo ze względu na brak prądu w jej mieszkaniu jest to niemożliwe.
Pojechaliśmy do domu pani Heleny. Po kilkunastominutowym oczekiwaniu, starsza pani pojawiła się na ścieżce z tyłu domu. Była u sąsiadów, aby naładować telefon.
- Na noc telefon muszę mieć naładowany, bo muszę jakiś ratunek mieć. W razie czego to zadzwonię do córki, ale pierwsza jest sąsiadka - mówi Helena Ziółkowska.
Zbliżał się już wieczór. W jej mieszkaniu było na tyle ciemno, że pani Helena by móc z nami rozmawiać musiała zapalić świecę. Tak spędza wszystkie wieczory od czterech miesięcy.
Właściciel drugiej połowy domu Kazimierz Sobczak pokazuje reporterowi założone nowe zabezpieczenia na budynku i nową skrzynkę energetyczną
fot. Paweł Lachowicz
Helena Ziółkowska mieszka w byłym pałacu w Kożuszkowie od 1945 r. Kiedyś w pałacu mieszkało 5 rodzin. Po podziale pałacu na dwie części został on sprzedany. Jedną część kupiła rodzina Kazimierza Sobczaka. Z kolei drugą część kupiła pani Helena z mężem. Swoje mieszkanie ma tutaj także jej wnuk Piotr Ziółkowski z żoną Leną i pięciorgiem dzieci. Helena Ziółkowska jest właścicielką budynku w ¾ , a pozostała część należy do kilku spadkobierców po jej zmarłym mężu, m.in. w 1/20 do wnuka Piotra. Między Heleną Ziółkowską a rodziną jej wnuka Piotra od dłuższego czasu trwa konflikt rodzinny.
Mieszkańcy byłego pałacu od 10 lat wiedzieli, że muszą wymienić całą przestarzałą już instalację elektryczną i przyłącza wraz z licznikami, gdyż dalsze używanie jej groziło pożarem całego budynku. Taki nakaz nałożyła na nich energetyka. Liczniki od początku znajdowały się w części budynku należącego do Kazimierza Sobczaka.
Mieszkańcy nie mogli jednak porozumieć się co do zmiany zabezpieczenia. Kazimierz Sobczak postanowił sam załatwić wszelkie sprawy z tym związane, i na własny koszt w kwietniu tego roku na ścianie swojej części budynku dokonał wymiany zabezpieczeń oraz poprowadził nową instalację, także do części zamieszkałej przez Helenę Ziółkowską i rodzinę jej wnuka. Samo założenie liczników i koszty z tym związane pozostawił już Helenie Ziółkowskiej i jej wnukowi.
Wcześniej wnuk Piotr uzgodnił z babcią Heleną i żyjącym wówczas dziadkiem Władysławem, że rozdzielą liczniki. Państwo Ziółkowscy mieli bowiem dwa liczniki. Wnuk z rodziną sobie pozostawili licznik na siłę, a drugi, ten na 220 V, trafił do babci Heleny. Każdy miał więc swój licznik. Pani Helena przedstawiła nam taką przyczynę rozdzielenia liczników: - Wnuk ogrzewał na prąd swoje mieszkanie, dlatego z mężem przepisaliśmy w 2004 r. jeden licznik na niego, ten na siłę.
Wszystkie formalności związane z założeniem liczników i podłączeniem instalacji, zarówno u Piotra Ziółkowskiego, jak i u Heleny Ziółkowskiej, załatwiane były 28 lutego. Małżeństwo Piotra i Leny Ziółkowskich wynajęło elektryka, właściciela strzeleńskiej firmy Eltomix Tomasza Kowalskiego, który ten kosztorys sporządził. Kosztorys był sporządzony na założenie dwóch liczników u pana Piotra i u pani Heleny. Dodatkowo sporządzony był odrębny kosztorys na jeden licznik u pana Piotra - jak mówi nam Lena Ziółkowska - w przypadku, gdyby pani Helena nie zgodziła się na założenie nowego licznika. Ostatecznie założony został licznik tylko u wnuka pani Heleny.
Lena Ziółkowska, żona wnuka pani Heleny - Piotra Ziółkowskiego - twierdzi, że babcia na własne życzenie nie ma prądu
fot. Paweł Lachowicz
- Wnuk podłączył siebie, a mnie odciął, bo chce mnie jak najszybciej zmarnować. On to wieki gieroj, mądrzejszego nie ma na całą gminę - tak babcia mówi o wnuku Piotrze i dodaje - Wodę doprowadziliśmy z mężem do budynku, to wnuk krzyk zrobił, że mi wodę zakręci. Nie mógł tak zrobić, to mi światło odciął. Kilka lat mi się odgrażał, że mi światło odetnie i odciął.
Piotr Ziółkowski twierdzi, że nie wytrzymuje już panującego w rodzinie napięcia. Jego zdaniem wiecznie nasyłana jest na niego przez babcię i jej dzieci policja, albo nadzór budowlany albo energetyka.
- Mnie gila gazeta, sądy, czy policja, bo ja już to przerabiałem - mówi Piotr Ziółkowski.
Jego żona Lena dodaje, że nie oni pozbawili babcię prądu. Mówi, że wraz z mężem od samego początku chcieli razem z babcią Heleną przełożyć instalację elektryczną.
- Na naszą prośbę sąsiad (Kazimierz Sobczak, przyp. pal) pojechał do Wilczyna, do jej córki (babcia tam akurat przebywała, przyp. pal), żeby porozmawiać, i żeby z nami ten licznik przełożyła. Mimo to, że jesteśmy skłóceni ze sobą, chcieliśmy to zrobić. Babcia się na początku zgodziła tylko, że córka się odezwała, że przyjedzie to zobaczyć jej syn. Poczekaliśmy. Jak przyjechał zrobił nam taką awanturę, naubliżał nam i naszym dzieciom. Po prostu, żeśmy już nie czekali i przełożyliśmy ten prąd bez niej. U pana Sobczaka był elektryk i przy okazji poprosiliśmy tego pana, żeby u nas również założył - opowiada Lena Ziółkowska.
Właściciel drugiej części pałacu Kazimierz Sobczak twierdzi, że pani Helena prąd by miała bez problemu, ale nie mogła dogadać się z wnukiem.
- Ja się w ich rodzinę nie wtrącam. Ja chciałem, żeby wszystko było zgodnie, bo pod moje zabezpieczenie się podłączyli. Ja, żeby zabezpieczenie założyć musiałem firmie zapłacić za robotę i materiał i nie chcę od nich ani grosza. To wszystko co tutaj jest zrobiłem za moje pieniądze. Nic więcej nie mam do powiedzenia i niech oni w rodzinie się dogadują - usłyszeliśmy.
Helena Ziółkowska mówi reporterowi, że w sprawie braku prądu była też u wójta Zbysława Woźniakowskiego i w jeziorańskiej opiece społecznej. Wójt obiecał interweniować w jej sprawie w energetyce.
Interweniował także w tej sprawie Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Mogilnie Maciej Matuszkiewicz, pisząc do Enei w Mogilnie. - Tam jest wojna i prawdy się pan nie dowie. My myśleliśmy, że to „Enea” odcięła, ale okazuje się, że kobieta płaci, a pozbawili ją kontaktu ze światem. Nie jest to mój temat, ale w to wkroczyłem. Ten pan zostanie pouczony - usłyszeliśmy.
Piotr Ziółkowski twierdzi, że zgodzi się teraz na podłączenie u babci prądu, jeśli ona zwróci mu część poniesionych przez niego kosztów, chce 1.000 zł. Jego zdaniem to nikt inny, jak właśnie on wszystko załatwiał w energetyce, a teraz nie ma pewności, czy babcia odda mu część pieniędzy.
- Ja paliwo wypaliłem, ja straciłem czas. Musiałem wolne brać, żeby wszystko załatwić i praktycznie ona wszystko miałaby na gotowe. Teraz, żeby babcia miała prąd ja muszę wyrazić zgodę, a sąsiad się nie zgodzi, bo jak mówi nie chce mieć z domu choinki zrobionej - opowiada Piotr Ziółkowski.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1129 (40/2013)
Więcej na ten temat:
Dwa dni i prąd płynie
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze