Zajmująca na dziko mieszkanie Kamila Nowakowska przytrzymuje i zapiera się przy drzwiach wejściowych, by ochroniarze nie zamknęli ich przed reporterem Pałuk fot. Damian Stawski
Mogilno, ul. 22 Stycznia, dzika lokatorka, mieszkanie, blok nr 5
Dzika lokatorka okupuje mieszkanie
6 lutego Sąd Rejonowy podejmie decyzję, czy eksmitować Kamilę Nowakowską z trójką dzieci z zajmowanego nielegalnie mieszkania należącego do Anny Graczyk. Właścicielka nie przedłużyła umowy najmu ze względu na dewastację mieszkania. Nawet, jak Sąd postanowi o eksmisji, lokatorka będzie tam mieszkać, dopóki gmina nie znajdzie dla niej lokalu zastępczego.
AWANTURA W TŁOKU
8 stycznia do redakcji Pałuk zgłosił się jeden z mieszkańców, by poinformować o awanturze, jaka rozgrywała się właśnie w bloku nr 5 przy ul. 22 Stycznia w Mogilnie. Z jednego z mieszkań miała być wyrzucana samotna matka z trójką dzieci.
Gdy około 14:00 pojawiliśmy się pod wskazanym adresem, z mieszkania dochodziły krzyki i hałasy. Nikt nie reagował na pukanie, dopiero po tym, gdy zadzwoniliśmy, drzwi reporterowi otworzyła zapłakana kobieta. Była to matka trójki dzieci Kamila Nowakowska. Reporter jednak nie dostał się do środka. Nie zgodziła się na to właścicielka mieszkania Anna Graczyk. - Ja sobie nie życzę, żeby do mojego mieszkania jakiś fotoreporter wchodził - mówiła wyraźnie zdenerwowana.
W mieszkaniu panował istny tłok. Oprócz obu pań było tam również trzech ochroniarzy wynajętych do ochrony Anny Graczyk przed ekslokatorką, partner Kamili Nowakowskiej oraz jej 7-letnia córka. Co ciekawe w mieszkaniu przebywał też nowy najemca mieszkania, z którym Anna Graczyk podpisała nową umowę najmu. Jak się okazało, od 7 października 2015 r. Kamili Nowakowskiej skończyła się umowa najmu. Pomimo to nie opuściła ona z dziećmi mieszkania, stała się dzikim lokatorem. Anna Graczyk założyła jej sprawę o eksmisję i rozprawa ma się odbyć 3 lutego w Sądzie Rejonowym w Mogilnie.
Przy reporterze Kamila Nowakowska zadzwoniła na policję. - Halo, proszę o interwencję bo ja chcę wpuścić tutaj pana z „Pałuk”, a tutaj pan ochroniarz stoi mi na drodze i nie chce mnie przepuścić - mówiła do słuchawki.
ZABIERA SWOJE RZECZY
Akcja w mieszkaniu rozgrywała się tego dnia już od 9:00 rano. Według relacji Kamili Nowakowskiej, nie chciała ona wpuścić właścicielki i osób trzecich do mieszkania. Zamknęła drzwi na klucz. Właścicielka otworzyła drzwi z drugiej strony i 5 osób weszło do środka. Właścicielka miała dać dwie godziny Kamili Nowakowskiej na spakowanie się. Sama natomiast wszędzie pozdejmowała żyrandole, odkręciła bojler na ciepłą wodę, toaletę i powynosiła wszystkie szafki, które należały do niej. Mieszkanie nie nadawało się, by tam mieszkać.
W obronie swojej partnerki stawał Piotr Szyszkowski. - Teraz pani się obawia? Teraz pani się boi redaktora? Boi się pani, że będzie głośno, jakie ma pani serce, że chce pani wyrzucić na bruk matkę z trójką dzieci - zwracał się do Anny Graczyk.
Reporter nadal stał na klatce schodowej, a Kamila Nowakowska nogą podpierała drzwi, by nie zostały zamknięte przez jednego z ochroniarzy.
- W październiku skończyła mi się umowa najmu - tłumaczyła nam. Gdy zapytaliśmy ją, dlaczego Anna Graczyk ją wyrzuca, odpowiedziała, że nie wie. Głos zabrała sama właścicielka. - Ja jej nie wyrzucam, ja po prostu wzięłam swoje meble - tłumaczyła pani Graczyk. Na to od razu zareagował Piotr Szyszkowski: - Nie widać tego, jak na razie czeka pani za tym abyśmy ewidentnie opuścili mieszkanie.
PRZYJEŻDŻA POLICJA
Po 15 minutach pojawili się policjanci - trzeci już raz tego dnia. Weszli do mieszkania i zamknęli za sobą drzwi. Na klatce schodowej doskonale było słychać o czym rozmawiają. Jeden z policjantów najpierw zapytał czy jest orzeczenie sądu odnośnie eksmisji. - Nie, nie ma żadnego orzeczenia sądu, sprawa jest dopiero 3 lutego - tłumaczyła policjantowi Kamila Nowakowska. Jej partner pytał policjantów z kolei czy do mieszkania może wejść reporter. - Chwila, chwila - tłumaczył policjant. - Jeśli pani zaprosiła panów ochroniarzy to ja też mogę zaprosić osoby trzecie - argumentowała dzika lokatorka. Policjant tłumaczył obecnym w mieszkaniu, że w takiej sytuacji najlepszy byłby kompromis. Jego jednak próżno było szukać.
LOKATOR WYMIENIA ZAMKI
Ostatecznie reporter nie dostał się do mieszkania. Pojawiliśmy się tam później, gdy sytuacja uspokoiła się. W mieszkaniu nie było już właścicielki, ochrony, ani nowego najemcy. Była za to rodzina pani Kamili. Akurat wymieniała zamki w drzwiach mieszkania należącego do Anny Graczyk. Po wyniesieniu części urządzeń, mieszkanie nie spełniało warunków, więc Kamila Nowakowska zamieszkała u swojej siostry Barbary. - Mamy dom 100 m2 i jest dosyć miejsca - mówił szwagier pani Kamili.
PŁACĄ I RATUJĄ CO MOGĄ
Gdy emocje opadły, skontaktowała się także z nami właścicielka mieszkania Anna Graczyk. Już na spokojnie chciała przedstawić swoją wersję wydarzeń. Zrobiła to wraz z mężem 10 stycznia.
- Żona zauważyła, że jest dewastacja mieszkania i nie przedłużyła umowy, ale chciała jej dać szansę i chciała z nią podpisać umowę okazjonalną. Ta pani się nie zgodziła z takiego powodu, że umowa jest za krótka - mówił mąż właścicielki. Tym samym od czasu wygaśnięcia umowy najmu mają na utrzymaniu dziką lokatorkę. - My musimy płacić teraz za wszystko, ogrzewanie, śmieci, ja z emerytury, żona idzie teraz na „kuroniówkę”. W związku z powyższym mieszkanie wynajęliśmy następnemu lokatorowi, żeby jakieś pieniądze odzyskać - tłumaczyli.
Mówili, że działania podjęte 8 stycznia w towarzystwie ochroniarzy była tylko i wyłącznie po to, aby uchronić pozostałe mienie w mieszkaniu należące do nich przed dewastacją dzikiej lokatorki. - W związku z tym, że była taka dewastacja, żona wywiozła wszystkie meble, bo to jest jej własność - mówił mąż.
Jak tłumaczyła Anna Graczyk reporterowi Pałuk, po upływie okresu umowy najmu (od 7 października 2015 r.) Anna Graczyk nalicza nowy czynsz za bezprawne przebywanie w lokalu i kwota czynszu po uzgodnieniu z prawnikiem wzrosła miesięcznie o 800 zł. Kamila Nowakowska nie była już w stanie tego płacić. - Powiedziała, że ją nie stać, że odda wszystko po rozprawie sądowej, ja się pytam z czego - mówiła właścicielka mieszkania. Jak szacował mąż właścicielki, już w tej chwili Kamila Nowakowska jest dłużna im około 3.600 zł. - Jesteśmy w sytuacji bez wyjścia, musimy płacić, gmina nam nie pomoże (...) jakby jeszcze przyszła i chciała rozwiązać konflikt, to wszystko jest siłowo robione - martwiło się małżeństwo.
SCYSJA Z OPIEKĄ
Lokatorka zadzwoniła także do Opieki Społecznej, że właścicielka chce ją wyrzucić z mieszkania. - Z opieki oddzwoniła pani i miała wielkie pretensje, że pod koniec pracy dzwonię, że ona musi sąd zawiadomić o tym i dzieci zabrać - opowiadała reporterowi.
We wtorek 12 stycznia reporter zadzwonił do kierowniczki M-GOPS w Mogilnie Agnieszki Szulc. U kierowniczki M-GOPS-u reporter chciał skonfrontować słowa o straszeniu zabraniem Kamili Nowakowskiej dzieci przez opiekę. Pani kierownik wszystkiemu zaprzeczyła. Powiedziała dodatkowo, że 11 stycznia Kamila Nowakowska powiedziała Agnieszce Szulc, że żadnej pomocy ze strony M-GOPS-u nie chce. Chwilę po telefonie reportera do kierownik M-GOPS zadzwoniła zbulwersowana Kamila Nowakowska. - Co, i ona niby tego nie mówiła, dobrze pamiętam co mówiła. Dzieci chcieli mi zabrać, a mnie wtedy do ośrodka dla bezdomnych - mówiła Kamila Nowakowska. 11 stycznia była rzeczywiście w opiece i potwierdziła reporterowi informację, że nie chce stamtąd żadnej pomocy.
GMINA MUSI POSZUKAĆ LOKALU
12 stycznia Kamila Nowakowska mówi, że była u burmistrza i powiedziała, że w gminie szukają dla niej lokalu socjalnego.
A co o całej tej sprawie mówią przepisy prawa, o tym rozmawialiśmy z dyrektorem Mogileńskich Domów Jerzym Padołem. Zwrócił on uwagę reporterowi, że w tej sytuacji mamy do czynienia z pewną patologią w polskim prawie. Po zakończeniu umowy najmu przez Kamilę Nowakowską od tamtej pory stała się ona tzw. dzikim lokatorem i nie można usunąć jej siłą z mieszkania, którego właścicielką jest Anna Graczyk. Jedynym właściwym postępowaniem w tej sytuacji było skierowanie sprawy do sądu z powództwa cywilnego przeciwko Kamili Nowakowskiej. Wydanie przez sąd 6 lutego decyzji o eksmisji może jednak tej sprawy nie rozwiązać. Przy satysfakcjonującym Annę Graczyk wyroku, może ona dopiero skierować się do komornika, ale to wiąże się z kolejnymi, ogromnymi kosztami dla właścicielki. Tylko komornik może usunąć siłą Kamilę Nowakowską z mieszkania, jednak tylko pod jednym warunkiem - gdy ta będzie miała zapewniony lokal zastępczy wskazany przez gminę. Do czasu niezapewnienia jej lokalu odszkodowanie po zapadniętym wyroku dla Anny Graczyk będzie musiała płacić gmina Mogilno.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1248 (2/2016)
Inne teksty na ten temat:
Egzekucja na własną rękę
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze