Reklama

Ekspert od radarów zajęty był tylko swoim autem

Na kolejnej sądowej rozprawie wyjaśnienia składali synowie poszkodowanej w wypadku Emilii K. Marcin, Dawid i Tomasz potwierdzili, że samochód peugeot 206, którym podróżowali, wjechał na skrzyżowanie na zielonym świetle i z prawej strony został uderzony przez kie ceed. Oskarżony Tomasz M. na rozprawie nie był obecny.

     NIE PRZYZNAŁ SIĘ
     26 czerwca w Sądzie Rejonowym w Gnieźnie odbyła się kolejna rozprawa w sprawie wypadku, do jakiego doszło 1 kwietnia 2012 r. w Trzemesznie na skrzyżowaniu ul. Gnieźnieńskiej z al. Odzyskania Niepodległości. Po 2130 jadący wtedy od strony Gniezna samochód kia ceed zderzył się z wjeżdżającym na skrzyżowanie od strony dworca kolejowego peugeotem 206. W wyniku wypadku obrażeń doznała pasażerka peugeota Emilia K. z Trzemeszna. Samochodem kierował jej syn Marcin. Policja po zbadaniu sprawy uznała, że sprawcą wypadku jest 39-letni obecnie Tomasz M. z Włocławka, kierowca kia ceed, który miał wjechać na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Ten jednak nie przyznał się. Wyjaśniał, że sygnalizacja ta od czasu do czasu działała nieprawidłowo doprowadzając do wypadków i kolizji. Winą za to obarczał Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, a pośrednio także policję.
     WJEŻDŻAJĄ NA CZERWONYM
     Zdarzenie z 1 kwietnia 2012 r. zostało najpierw zakwalifikowane jako wykroczenie i było rozstrzygane przez Sąd Rejonowy w Gnieźnie. Tomasz M. nie przyznał się do zarzucanego mu spowodowania kolizji. Jego tłumaczeniu, że wjechał na zielonym świetle jednoznacznie zaprzeczyła opinia biegłych oraz pozostały materiał dowodowy. Z opinii biegłych wynikało, że mieszkaniec Włocławka wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle i z nadmierną prędkością. Wynikało z niej także jednoznacznie, że otwarcie ruchu dla samochodu peugeot poprzedzone było 4-sekundowym zamknięciem ruchu z kierunku Gniezna, z którego wjechał na skrzyżowanie samochód kia, a sygnalizacja działała dobrze.
     Wyrywkowe badania zlecone przez GDDKiA wykazały również, że na tym skrzyżowaniu, w kierunku ruchu, w którym poruszał się oskarżony, w ciągu 3 godzin aż 32 kierowców przejechało na czerwonym świetle.
     LOKALNY BOHATER
     Po zakończeniu rozprawy mieszkaniec Włocławka powiedział reporterowi Pałuk, że w Trzemesznie jest traktowany jak lokalny bohater, bo zdecydował się walczyć o sprawę źle działającej sygnalizacji.Wyrok zapadł 15 stycznia 2014 r. Sąd nie podzielił opinii o bohaterskiej postawie mieszkańca Włocławka i uznał go winnym zarzucanemu mu czynu, czyli wykroczenia z artykułu 86 kodeksu wykroczeń i skazał go na karę grzywny w wysokości 2.500 zł i opłatę 250 zł tytułem zwrotu kosztów postępowania.
     W uzasadnieniu sędzia prowadząca sprawę stwierdziła, że nie ulega wątpliwości, iż kierowca samochodu peugeot miał zielone światło i wjechał na skrzyżowanie, po czym uderzony został przez samochód obwinionego, który wjechał na czerwonym świetle. Sąd uznał także, że obwiniony przekroczył dopuszczalną prędkość.
     Obrońca Tomasz M. odwołał się od tego wyroku. Apelacja trafiła więc do Sądu Okręgowego w Poznaniu. W piśmie do poznańskiego sądu Tomasz M. napisał: Przyglądając się tej sprawie nie można nie odnieść wrażenia, że data kolizji nomen omen przypadająca w Prima Aprilis piętnem odcisnęła się na całej historii, której sądowy finisz teraz zdaje się być także jedynie przykrym żartem, a która to w całości wielkim cieniem kładzie się teraz na reputacji GDDKiA, gnieźnieńskiej policji, prokuratury i przede wszystkim sądu.
     NIEWINNY, ZOSTAŁ EKSPERTEM
     Sąd nie zdążył jednak zbadać sprawy wypadku z Trzemeszna.
     We wcześniejszym postępowaniu uznano bowiem, że ranna w wypadku Emilia K. doznała obrażeń powodujących naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia na okres poniżej 7 dni. Doszło więc tylko do wykroczenia, które uległo przedawnieniu po 2 latach. Karalność wykroczenia ustała więc z dniem 1 kwietnia 2014 r. W związku z tym Sąd Okręgowy w Poznaniu postępowanie umorzył.
     W tym czasie Tomasz M. stawał się osobą coraz bardziej znaną i medialną. Latem 2014 r. na swoim internetowym profilu zamieścił zdjęcie paragonu ze sklepu Tesco dokumentującego zakupy produktów spożywczych za prawie 50 zł. Jak twierdził, zakupy te zrobił dla ubogiego mężczyzny proszącego o drobne przed sklepem.
     Czy czuję się lepiej? Nie, przez kilkanaście minut nie mogłem się pozbierać i ryczałem siedząc w aucie - relacjonował na swoim profilu. Po zamieszczeniu tych informacji mieszkaniec Włocławka stał się dla wielu mediów bohaterem. Tomasz M. wyrósł także na pogromcę radarów i fotoradarów. Jako znawca w tej materii występował w ogólnopolskich programach telewizyjnych. Deklarował w nich, że jest wrogiem policji. Twierdził, że radary źle mierzą prędkość, a Główny Inspektorat Transportu Drogowego, policja i straż miejska łamią prawo. W programach tych komentował, że w Głównym Urzędzie Miar, który dopuszcza radary do użytku, pracuje banda idiotów.
     Według opinii Tomasza M. zaprezentowanej w jednym z programów telewizyjnych, około 70% fotoradarów zostało dopuszczonych do użytku na podstawie poświadczenia nieprawdy.
     CUDACZNY PRZYBYTEK
     Jak się jednak okazało, przedawnienie sprawy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu nie zakończyło wyjaśniania, kto jest odpowiedzialny za spowodowanie wypadku z 1 kwietnia 2012 r. Poszkodowana w tym zdarzeniu Emilia K. złożyła bowiem do Prokuratury Rejonowej pismo, w którym wskazała, że jej obrażenia powstałe w zderzeniu spowodowały naruszenie czynności narządu ciała na okres powyżej 7 dni, a więc doszło do popełnienia przestępstwa, a nie wykroczenia. A w takim przypadku sprawa nie ulega jeszcze przedawnieniu.
     Prokuratura w związku z tym usiłowała wezwać Tomasza M. na przesłuchanie do Gniezna. Od czerwca do września 2015 r. wysłano cztery wezwania. Mieszkaniec Włocławka ich jednak nie odbierał. Zamiast tego wysłał pismo do zajmującego się tą sprawą zastępcy Prokuratora Rejonowego Radosława Krawczyka. W piśmie tym nazwał gnieźnieńską prokuraturę cudacznym przybytkiem i radził prokuratorowi, aby zajął się rzetelnym wyjaśnieniem sprawy i pociągnął do odpowiedzialności ludzi winnych sprowadzenia wielokrotnego zagrożenia katastrofą w ruchu lądowym na skrzyżowaniu w Trzemesznie.Dopiero w połowie ubiegłego roku gnieźnieńska prokuratura przekazała do Sądu Rejonowego w Gnieźnie akt oskarżenia wobec mieszkańca Włocławka. Tomasz M. oskarżony został o spowodowanie wypadku drogowego, czyli o przestępstwo z artykułu 177 paragraf 1 Kodeksu Karnego. Przestępstwo, o jakie jest oskarżony, ulegnie przedawnieniu dopiero 1 kwietnia 2022 r.
     ZAJĘTY ZDJĘCIAMI
     Pierwsza rozprawa w tej sprawie przed gnieźnieńskim sądem miała się odbyć 10 listopada 2016 r. Została jednak odroczona na wniosek obrońcy Tomasza M.
     Proces ruszył więc dopiero 30 stycznia bieżącego roku. Kolejna rozprawa, która miała się odbyć 19 kwietnia została również odroczona. Odbyła się dopiero rozprawa w ubiegły poniedziałek 26 czerwca. Oskarżony Tomasz M. nie był na niej obecny. Zeznawali synowie poszkodowanej w wypadku Emilii K: Marcin, Dawid i Tomasz, którzy brali bezpośredni udział w wypadku.
     Trójka świadków potwierdziła, że peugeot 206, którym podróżowali, wjechał na skrzyżowanie na zielonym świetle i z prawej strony został uderzony przez kie ceed. Zgodnie także stwierdzili, że kierowca tego pojazdu po zderzeniu nie interesował się pasażerami peugeota, w którego uderzył, ale skupił się na fotografowaniu swojego pojazdu.
     Termin kolejnej rozprawy wyznaczony został na 27 września.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1324 (26/2017)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości