Reklama

Gorzelnia zieje ogniem i bucha sadzami

Mieszkańcy Wszednia zbuntowali się
     Gorzelnia zieje ogniem i bucha sadzami
     Ciągle brudne okna. Nie ma czym oddychać. Nie można wywiesić prania. Nie ma po co wietrzyć mieszkań. Wszędzie pełno kawałków nadpalonej słomy. Ekologiczny opał zatruwa od kilku miesięcy życie w wiosce.

Gorzelnia we Wszedniu. Z prawej strony widać baloty słomy, które palone są w kotłowni, w piecu na ekologiczny opał.
             fot. Paweł Lachowicz

    Właściciel gorzelni we Wszedniu (gm. Mogilno) Krzysztof Zwierz zainstalował w zakładzie piec na ekologiczny opał. Spalanie słomy szybko zaczęło być niezwykle uciążliwe dla mieszkańców wsi. Na ich posesjach zaczęły fruwać nadpalone fragmenty słomy. Mieszkańcy zaobserwowali, że wydostaje się ona z komina gorzelni. Gdy sytuacja zaczęła powtarzać się coraz częściej, postanowili napisać kilka miesięcy temu pismo do Urzędu Miejskiego w Mogilnie, na ręce burmistrza Leszka Duszyńskiego, z prośbą o pomoc. W sprawę mocno zaangażowała się Rada Sołecka z sołtysem Jarosławem Kwiatkowskim. Swe podpisy złożyło 26 mieszkańców. Sołtys również wiele razy był w Urzędzie dowiadywać się, czy coś w tej sprawie jest robione
    1 marca sołtys umówił się z inspektorem Patrykiem Gospodarkiem, że urzędnik przyjedzie do Wszednia i zobaczy, jak sprawa wygląda na miejscu. Poszli porozmawiać z kierownikiem gorzelni. -  Ten powiedział, że nie może w tej sprawie nic zrobić i dał panu Gospodarkowi numer telefonu do właściciela firmy. Ale do dziś nic nie wiadomo - skarżą się mieszkańcy Wszednia.
    9 marca w wiosce na spotkaniu z paniami z okazji ich święta burmistrz Duszyński wysłuchał racji mieszkanek. Twierdziły, że od czasu, kiedy w gorzelni zaczęto palić słomą, mieszkańcy wioski przeżywają tragedię. - Jak postawi się wieczorem samochód koło domu, to rano jest na nim pełno kawałków nadpalonej słomy. Na śniegu bardzo dobrze było to widać. Zależy jak zawieje, to i w domu często nie można okien otworzyć, nie można z domu wyjść. Dosłownie nie ma czym oddychać - opowiadają mieszkańcy. Twierdzą także, iż lecąca w wielkich ilościach z komina sadza brudzi wiecznie parapety i okna. - Sprawia nam to bardzo duży kłopot. Nawet jak okno jest zamknięte, to mimo to w jakiś sposób do mieszkania się to paskudztwo dostaje. Nie możemy wywiesić prania na dworze. Tym bardziej teraz, kiedy robi się ciepło. Jest to niemożliwe, bo pranie po chwili jest ponownie zabrudzone i nadaje się do ponownego prania - twierdzą mieszkańcy. Ich zdaniem taka sytuacja stwarza zagrożenie pożarowe. - Jak oni te baloty słomy całe wpychają do pieca, to żywy ogień widać. Naszym zdaniem, w mogileńskiej gminie ochrony środowiska to nie ma. Oni od zeszłego roku tą słomą palą, a reakcji nie ma - dodają.
    Sołtys Jarosław Kwiatkowski twierdzi, że o tej porze roku jest jeszcze mokro i wszystko jako tako wygląda, ale jak przyjdzie okres suchy, to jego zdaniem mieszkańcy wioski nie ognają się od sadzy i kawałków upalonej słomy. Sołtys twierdzi, że kierownik i właściciel okazują się pozwoleniami i certyfikatami. - Piec mają przystosowany do palenia słomą i podjeżdżają traktorem do załadunku całymi balotami pod piec. Ta gorzelnia pracuje całą dobę i najlepiej widać to w nocy, jak z komina dosłownie ogień leci. Wygląda to tak, jakby z jakiegoś wulkanu tryskało. A to jest ta paląca się słoma, która później opada w okolicy - mówi sołtys Kwiatkowski.
    Sołtys twierdzi także, że gdy nic w sprawie się nie ruszy, to mieszkańcom pozostanie zwrócić się do Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. - Straż Miejska również była u kierownika gorzelni i nic nie zdziałali. Na razie czekam, co będzie się działo, czy Urząd Miejski coś zadziała. Osiągalny w tej gorzelni jest tylko kierownik i mówi, że on wykonuje tylko polecenia i jak właściciel będzie kazał mu palić węglem, to będzie palił węglem, ale każe palić słomą i on pali słomą - mówi sołtys Kwiatkowski.
     Kierownik gorzelni Sławomir Domański poinformował naszego reportera, że piec i kanały kominowe są wyczyszczone, więc zanieczyszczeń na ten czas nie powinno być. - Wiem, że jakiś czas temu był problem, ale na dzień dzisiejszy problemu nie powinno być. Działamy cały czas w tym kierunku, żeby nie było zagrożenia i zanieczyszczeń - mówił kierownik Domański.
    Właściciel gorzelni Krzysztof Zwierz, który mieszka w Ostrowie Wielkopolskim, twierdzi, że nie ma czystszego opału, jak słoma. Uważa, że  wszędzie się mówi, aby w rolnictwie palić biomasą. Opowiada, ile pracy włożył w rozwój gorzelni. Jego zdaniem, zmienili cały system opalania na ekologiczny. - Jeżeli jest jakiś problem z niedopałkami, to trzeba by zobaczyć, ile dni w tygodniu, czy w roku jest ten problem. I nikt mi nie potrafi powiedzieć, czy to jest jeden dzień, dwa czy sto dni w roku. Ja rozumiem pańską dziennikarską ciekawość, ale wszystko z umiarem. Jeżeli znajdzie pan bardziej ekologiczny sposób opalania i zaspokajania potrzeb rolniczych, to o czym w radiu i wszędzie się mówi, to pewnie Nobla pan otrzyma. Cały czas jest tak, że jak się coś pojawi, jakieś rozwiązanie, to znowu jest problem. Ilu ludzi jest w temacie, to tylu ludzi ma problem mniejszy czy większy - mówi właściciel gorzelni.  Ponadto zaznacza, że zawsze jest za tym, żeby uciążliwości zmniejszać. - Każdą uciążliwość, którą jesteśmy w stanie zlikwidować, będziemy likwidować. Nie wiem, jak dalej się będzie sytuacja rozwijała, ale jestem za tym, żeby było dobrze. Komin i piec jest często czyszczony, ponieważ jest to według mnie rzeczą naturalną. Myślę jednak, że zawsze będzie tak, że będzie komuś coś przeszkadzało. Nie wiem, w jaki sposób miałbym postępować, żeby wszystkich zadowolić. Z tego wynika, że najlepiej nic nie robić, to wtedy wszyscy byliby zadowoleni. Widocznie skoro pojawiają się jakieś niedopałki, to widocznie tak musi być, że raz po raz może być coś niedopalone - dodał Krzysztof Zwierz.
    16 marca burmistrz Leszek Duszyński zwrócił się do Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej o podjęcie interwencji  i kontroli pod względem przestrzegania przepisów przeciwpożarowych podczas spalania słomy w kotłowni gorzelni we Wszedniu.
    17 marca w ratuszu przy okazji spotkania z powiatowym komendantem KP PSP Markiem Kryszakiem burmistrz Duszyński prosił o zwrócenie uwagi na panującą sytuację we Wszedniu.

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 944 (11/2010)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości