Reklama

Jak wieźliśmy koleją gołębie pocztowe do Kowalewa

Od 40 lat hoduje gołębie pocztowe w Mogilnie
     Jak wieźliśmy koleją gołębie pocztowe do Kowalewa
     W latach 70. poprzedniego wieku w Mogilnie nie było żadnej taksówki bagażowej i hodowcy gołębi zmuszeni byli dowozić ptaki na loty koleją. Kolejarze byli tak wyrozumiali, że potrafili zatrzymać skład pociągu nawet na 10 minut, żeby hodowcy mogli wypuścić spokojnie gołębie z koszy.

Tadeusz Jagodziński fot. Paweł Lachowicz

     Po odbyciu zasadniczej służby wojskowej w 1969 r. zająłem się hodowlą gołębi, którą podczas mojej nieobecności opiekował się mój brat wraz z kolegą. W 1970 r. oddział nasz liczył 25 członków. Do konstantowania przylotu gołębi służył tylko jeden zegar, który był własnością Gwidona Gałęzewskiego. Mimo to, że on hodował gołębie w Wylatowie, zegar udostępniał wszystkim hodowcom. Zegar znajdował się w Mogilnie, a gdy jego gołębie wracały to obrączki kontrolne były dowożone przez jego syna Stanisława Gałęzewskiego do zegara ustawionego w Mogilnie. Należało to robić, ponieważ gołębiowi, gdy wracał trzeba było zdjąć obrączkę kontrolną i dostarczyć do zegara jak najszybciej. Hodowcy spoza Mogilna więc wsiadali na rowery, motory lub niektórzy biegiem, jak najszybciej musieli dotrzeć do zegara.
     W 1970 r. w Mogilnie nie było żadnej taksówki bagażowej i transport gołębi na loty odbywał się koleją. Zarząd oddziału uchwalił lot konkursowy na gołębie młode z miejscowości Kowalewo Pomorskie za Toruniem. Zostaliśmy wraz z Tadeuszem Kolczyńskim wyznaczeni przez związek jako konwojenci. Zostaliśmy załadowani w Mogilnie do pociągu, a gołębie w sześciu klatkach po 40 gołębi do wagonu pocztowego. Tak dojechaliśmy do Inowrocławia. Tam okazało się, że pociąg, którym jedziemy nie jedzie w kierunku Torunia. Wystawili więc nam klatki na peron. Zwróciliśmy się wtedy do zawiadowcy stacji, który chcąc nam pomóc skierował nas do kierownika pociągu towarowego, który stał przy innym peronie. Zależało nam na czasie, bo gołębie musiały dojechać do Kowalewa  tak, aby wystartować rano, a my byliśmy w Inowrocławiu około 22:00. Dzięki  uprzejmości kolejarzy mogliśmy dalszą podróż odbyć pociągiem towarowym. Pracownicy kolei pomogli załadować nam gołębie do wagonu towarowego. Znaleźliśmy się w wagonie, który posiadał rozsunięte drzwi, których nie można było zamknąć. Tam usiedliśmy na klatkach i tak dotarliśmy około 2:00 w nocy do Kowalewa. Pociąg specjalnie się tam zatrzymał, my wyładowaliśmy klatki z gołębiami. Zziębnięci, bo akurat mocno padał deszcz, udaliśmy się do poczekalni, aby się czegoś ciepłego napić, ale spotkał nas kolejny pech. Poczekalnia była akurat remontowana, a od zawiadowcy dowiedzieliśmy się, że gdybyśmy chcieli się czegoś ciepłego napić, musielibyśmy iść kawałek drogi do miasta, bo tam akurat odbywała się zabawa. Okazało się jednak, że z dworca to jest około 2 km nieoświetlonej drogi. Nie chcieliśmy pozostawić gołębi bez opieki i zrezygnowaliśmy z pójścia do miasta. Do samego rana padał deszcz.
     Około 9:00 załadowaliśmy gołębie do pociągu, który jechał w kierunku Inowrocławia i poprosiliśmy kierownika pociągu, aby stanął po drodze na stacji, na której nie będzie padał deszcz, wtedy my wyładujemy gołębie na peron i wypuścimy. Tak się też stało. W tamtych czasach bowiem kolejarze byli bardzo uczynni i wyrozumiali dla hodowców. Zaczekali około 10 minut, abyśmy mogli wypuścić gołębie. Potem dojechaliśmy do Inowrocławia, gdzie czekaliśmy na pociąg w kierunku Mogilna. W taki sposób z przygodami gołębie odbyły swój lot, a my w późnych godzinach popołudniowych dotarliśmy do Mogilna.

 Tadeusz Jagodziński
Pałuki i Ziemia Mogileńska 874 (46/2008)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości