Szantażem żąda od gminy mieszkania komunalnego
Jeden łańcuch to za mało
Policja bada sprawę pod kątem ewentualnego naruszenia przez bezdomnego Jerzego R. tzw. miru domowego. W tym przypadku chodzi o porządek i spokój w miejscu publicznym, gdzie interesanci załatwiają różne sprawy.
NA ŁAŃCUCHACH
W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o tym, że bezdomny Jerzy R. obwiązał szyję łańcuchem i przykuł się do ratusza. Komendant Straży Miejskiej Mirosław Kuss - po tym jak nie skutkowały jego prośby o odczepienie łańcucha - zawiadomił policję, że bezdomny zagraża swoim postępowaniem własnemu zdrowiu i życiu. Lekarz pogotowia ratunkowego skierował go do szpitala psychiatrycznego w Gnieźnie. Tam jednak lekarz na izbie przyjęć po zbadaniu bezdomnego odmówił przyjęcia go na oddział.
Już wcześniej Jerzy R. podjął decyzję i poinformował M-GOPS o rezygnacji z mieszkania w schronisku dla bezdomnych. Po przyjeździe z Gniezna 29 stycznia został ponownie zakwaterowany do schroniska, w którym mógł przebywać do 4 lutego.
5 lutego ponownie pojawił się przed ratuszem. 8 lutego przykuł się już czterema łańcuchami. Za nogi i za ręce przytwierdził się do drzwi wejściowych ratusza. Komendant Straży Miejskiej ponownie powiadomił policję o tym, że stwarza on swym zachowaniem zagrożenie dla własnego zdrowia. - Pan R. (...) nie reaguje na wezwania funkcjonariuszy Straży Miejskiej do zdjęcia łańcucha. Zachodzi również możliwość zniszczenia mienia stanowiącego własność gminy Mogilno - napisał komendant do policji.
Rzecznik prasowy KPP podkom. Tomasz Rybczyński mówi, że to pismo funkcjonariusze traktują jako kolejne w prowadzonej sprawie. Noc z poniedziałku na wtorek, kiedy temperatura spadła do -170C, bezdomny spędził pod ratuszem.
Jerzy R., o czym pisaliśmy tydzień temu, złożył na ręce burmistrza Mogilna memorandum w sprawie likwidacji schroniska dla bezdomnych. Zażądał w piśmie z 28 stycznia całkowitej likwidacji schroniska przy ul. Łąkowej, a w to miejsce powstania noclegowni.
BEZDOMNY NIE CHCE SCHRONISKA
Bezdomny uważa, że należy zlikwidować schronisko m.in. dlatego, że nie ma tam kierownika. Agnieszka Szulc, p.o. kierownik, w przesłanej mu odpowiedzi wyjaśniła, że w przypadku mogileńskiego schroniska nie ma obowiązku zatrudniania kierownika, gdyż działa ono w strukturze M-GOPS. Kierownik M-GOPS jest automatycznie szefem schroniska. Schronisko w przypadku Mogilna nie jest ani odrębną jednostką budżetową, ani nie działa przy żadnej organizacji pozarządowej, tak jak to ma miejsce w innych miejscach kraju.
Jerzemu R. nie podoba się również to, że w schronisku nie ma lekarza. Mieszkańcy są z różnymi chorobami, wymagającymi opieki lekarskiej, na przykład z padaczką - pisze bezdomny. Agnieszka Szulc uważa, że nie ma obowiązku zatrudniania w schronisku pomocy medycznej, a osoby bezdomne mogą korzystać z pomocy placówek zdrowia na ogólnych zasadach. Wyjaśnia jednocześnie, że w większych ośrodkach miejskich, przy schroniskach pracują lekarze, czynią to jednak na zasadzie wolontariatu.
Kierownik MGOPS odpiera również zarzut braku gniazdek elektrycznych i możliwości korzystania z nich (lampka nocna, radio) po 22.00. Regulamin schroniska ustala godziny ciszy nocnej. Schronisko przeznaczone jest na pobyt większej ilości osób, wobec czego musi zakładać rygory wspólne dla wszystkich mieszkańców, w tym również prawo każdego z mieszkańców do spokojnego wypoczynku w godzinach nocnych - wyjaśnia w pisemnej odpowiedzi Agnieszka Szulc.
Bezdomny zarzuca również, że w dolnych pomieszczeniach są żelazne kraty w oknach. Jego zdaniem, przy śpiących opiekunach i zamkniętych głównych drzwiach powoduje to, że mieszkańcy schroniska są narażeni na niebezpieczeństwo. Agnieszka Szulc zwraca uwagę, że przepisy BHP dopuszczają takie środki bezpieczeństwa przy założeniu funkcjonowania wyjść ewakuacyjnych, a takie w schronisku dla bezdomnych istnieją.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 939 (6/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze