Mieszkająca od 21 lat w budynku byłego Domu Parafialnego Regina Winiecka nie może uwierzyć w to, co spotkało ją na sam koniec życia. Jest załamana postępowaniem osób, którym przez tyle lat tak bezgranicznie wierzyła i ufała. fot. Damian Stawski
Siedlimowo, Dom Parafialny, lokatorzy, Regina Winiecka, Halina Wojewoda
Ksiądz obiecał z ambony, babcia z córką wyrzucone
Trzy lata temu ks. Witold Sadłowski sprzedał Jackowi Leśniewskiemu nieruchomość Domu Parafialnego w Jeziorach Wielkich razem z lokatorami - 84-letnią Reginą Winiecką i jej 66-letnią córką Haliną Wojewodą. Ksiądz obiecał parafianom z ambony, że choć pani Regina nie ma umowy najmu, będzie tam mieszkała do śmierci. 17 czerwca została z córką wyrzucona. Mieszkańcy zaczęli zbierać podpisy w obronie mieszkanek.
SPRZEDANY Z LOKATORAMI
Trzy lata temu, we wrześniu 2013 r. parafia pw. Św. Michała Archanioła w Siedlimowie sprzedała nieruchomość (grunt + budynek) Domu Parafialnego w Jeziorach Wielkich Jackowi Leśniewskiemu z Lubstówka. W budynku były dwa mieszkania zajmowane przez rodzinę i dwie starsze kobiety. Rodzina wyprowadziła się. Jacek Leśniewski część budynku wyremontował i utworzył tam Salę Biesiadną. Od 21 lat mieszkała w budynku, dziś 87-letnia Regina Winiecka razem z niepełnosprawną córką 69-letnią Haliną.
Kobiety po wykupie mieszkały tam bez żadnej umowy najmu. Jak wynika z naszych informacji, jeszcze przed sprzedaniem budynku pani Regina płaciła księdzu co miesiąc za wynajem po 200 zł, nie zawsze jednak ksiądz od niej przyjmował pieniądze. Jackowi Leśniewskiemu miała płacić od 200 do 300 zł. Oprócz tego pomagała na plebanii, m.in. opierając kolejnych przychodzących na parafię księży.
- Jeszcze w zeszłym tygodniu prałam księdzu sutannę - mówi reporterowi Regina Winiecka.
Jako, że mieliśmy sprzeczne informacje, czy sprzedaży dokonała parafia czy Kuria Metropolitalna w Gnieźnie, spytaliśmy o to rzecznika Kurii.
Od kanclerza i rzecznika prasowego Kurii Metropolitalnej w Gnieźnie ks. Zbigniewa Przybylskiego dowiedzieliśmy się: W odpowiedzi na Pańskiego maila informuję, że sprzedaży nieruchomości dokonała parafia pw. św. Michała Archanioła w Siedlimowie, a nie Kuria Metropolitalna w Gnieźnie. Sprzedaż dokonała się za wiedzą i zgodą Kurii. Zarządca parafii poinformował Kurię o tym, że w zabudowaniach mieszczących się na sprzedawanej nieruchomości, mieszkają dwie starsze osoby i jedna rodzina.
Synowie pani Reginy Winieckiej, od lewej Jan i Hieronim oglądają lokal po siedzibie byłych SKR-ów. Nie nadawał on się jednak nawet do remontu. fot. Damian Stawski USTNA UMOWA
Po sprzedaży budynku prywatnej osobie - pomimo zmianie właściciela - cała wieś była przekonana, że pani Regina ma tam mieszkać aż do śmierci. Po śmierci matki, niepełnosprawna Halina Wojewoda miała zamieszkać z jej bratem Hieronimem z Jezior Wielkich. Takie miały być ustalenia ustne między księdzem a kupującym budynek. - Takie były ustalenia, po śmierci mamy wziąłbym siostrę do siebie - mówi reporterowi Hieronim Winiecki.
Jacek Leśniewski zapewnia reportera, że w akcie notarialnym kupna budynku ma wpisane, że jest to pustostan, chociaż kupując Dom Parafialny wiedział, że są tam lokatorzy. - Nie było żadnej ustnej umowy. Babcia tu była, ale babcia miała to opuścić, ksiądz mi mówił, że sprzedaje mi lokal bez lokatora - mówi reporterowi Jacek Leśniewski.
Jeszcze inaczej sprawę przedstawia ks. proboszcz Witold Sadłowski. Mówi, że umowy słownej między nim a Reginą Winiecką nie było. - Ja to sprzedałem notarialnie, tak że nie było żadnego problemu. A jeśli jakieś umowy były między panią Winiecką, a panem Leśniewski to nie wiem - twierdzi. Natomiast pani sołtys Alina Mohylowska - Woźniak twierdzi, są świadkowie, którzy słyszeli jak ksiądz mówił o tym trzy lata temu z ambony, że Regina Winiecka do śmierci może tam mieszkać. O umowie ustnej odnośnie mieszkania pani Reginy w budynku aż do śmierci wie właściwie cała wioska. Mówiła nam o tym, praktycznie każda osoba, z którą rozmawialiśmy w ostatnich dniach.
Jacek Leśniewski potwierdził za to, że to prawda, iż pozwolił Reginie Winieckiej póki co mieszkać i tak było przez trzy minione lata. - Robiłem to z własnego, dobrego serca i co mi teraz przyszło - mówi. Dodał jednak, że nie miał wielkich problemów z Reginą Winiecką i jej niepełnosprawną córką. Opowiada, że gdy nie było go na miejscu, to pani Regina doglądała wtedy jego teren. Podczas każdej okazji i świąt, on i pracownicy sali zawsze mieli pamiętać o niej i o jej córce.
BUTLA Z GAZEM
Jacek Leśniewski z dniem 17 czerwca nakazał mieszkankom opuścić mieszkanie. Miała o tym zdecydować sytuacja z wydobywającym się gazem z butli. Kobiety zamieszkały u syna Hieronima.
Hieronim Winiecki mówi, że okazało się, iż odgięta była lekko uszczelka przy butli z gazem. - Mama jeszcze gotowała, wielkiego zagrożenia nie było przecież, a Leśniewski zrobił taką aferę, że tam u niego gazem śmierdzi - opowiada pan Hieronim. Mówi, że według Jacka Leśniewskiego miało to stwarzać bezpośrednie zagrożenie dla korzystających z Sali Biesiadnej.
- To był tylko pretekst, żeby pozbyć się lokatora - mówił Jan Winiecki, drugi z synów pani Reginy. Tydzień po całym zdarzeniu miała pojawić się policja. Nie podjęła jednak żadnych działań.
Trochę inną wersję wydarzeń przedstawia Jacek Leśniewski. Według niego przez ten incydent mogło ucierpieć około 94 osób bawiących się akurat na osiemnastce.
- Chodzi o to, że pani Winiecka chciała wymienić butlę z gazem. Ja przyjechałem około godziny 1800, bo mieliśmy imprezę. No i wchodzę do swojego mieszkania z drugiej strony, otwieram drzwi i nie szło wejść do mieszkania takie było stężenie gazu. Idę z drugiej strony, wchodzę do pani Winieckiej. Wołamy wszyscy na nią babcia. To mówię „babcia, tu śmierdzi gazem”. No ona mówi „ Ja czułam, mówi, ale palniki są zakręcone”. To mówię, że trzeba było mnie zawołać. Kazałem jej pokazać butlę, patrzę na tę butlę i mówię „babcia, tu syczy gaz”, a ona, że nie słyszy. To przyłożyłem jej do ucha i mówi „teraz słyszę” - opowiadał Jacek Leśniewski. Jak mówił na butli z gazem nie było uszczelki i sam ją założył. Dalej opowiadał: - Niech pan się postawi w mojej sytuacji. Jeżeli wyleciało 3/4 butli gazu, smród jak jasna cholera, za tą ścianą bawiły się 94 osoby, to był pierwszy taniec na imprezie. Ta ściana to jest babci kuchnia, jakby to wy..., to kto by odpowiadał za te 100 osób? Oni tego nie mogą zrozumieć - opowiada właściciel lokalu.
NIE MA GDZIE WZIĄĆ RODZINY
Jak mówi reporterowi Hieronim Winiecki, matki z siostrą nie ma gdzie zabrać. W domu, który ma po matce ma tylko dwa pokoje, przedzielone z jednego większego. Aktualnie na dwóch pokojach mieszkają 4 osoby, a jak dodaje pan lada moment z Anglii może wrócić jego syn i nie będzie miał go gdzie ulokować. Hieronim Winiecki ma jeszcze jeden problem.
- Ja jako prawny opiekun matki i siostry też nie mam wystarczająco tyle czasu by się nimi zająć, a mama nie wymaga jeszcze takiej opieki. Nie jest osobą leżącą, sama sobie ugotuje obiad, nawet tu z jednej strony dobrze bo wczoraj obiad zrobiła i jestem nauczony takiego jedzenia - mówi.
Same panie, Regina i Halina Winieckie mówią wprost reporterowi, że nie chcą się zwalać na głowę synowi.
Tego, że pań nie może wziąć do siebie Hieronim Winiecki nie rozumie Jacek Leśniewski. Twierdzi, że syn ma obowiązek by zaopiekować się własną matką. Dodatkowo jak mówi, dom, w którym mieszka Hieronim Winiecki jest własnością jego matki Reginy.
- Ona do swojego domu nie może wrócić? Coś tu jest chyba nie tak - opowiada Jacek Leśniewski. - Jeżeli syn nie chce zaopiekować się matką to nie mój problem, babcia dostaje pieniądze na opiekę, a kto te pieniądze bierze niech się pan sam domyśli - mówił właściciel budynku po byłym Domu Parafialnym. Wrócił również do sytuacji z butlą, która doskonale obrazuje według niego to, że obie panie potrzebują opieki.
- Jak dwie babcie wymieniały butlę z gazem to one się zmęczyły z samego tego wymieniania i zapomniały, że trzeba sprawdzić - mówił Jacek Leśniewski.
69-letnia niepełnosprawna Halina Wojewoda z matką Reginą Winiecką fot. Damian Stawski SZUKAJĄ MIESZKANIA
Tymczasem w minioną niedzielę jedna z mieszkanek Jezior Wielkich poinformowała nas, że w poniedziałek 20 czerwca u wójta Zbysława Woźniakowskiego będzie spotkanie w sprawie wyrzucenia pani Reginy z budynku.
O 9:00 przed gabinetem wójta zjawili się dwaj synowie pani Reginy - Hieronim i Jan. Razem z wójtem mieli się wybrać za cmentarz w Jeziorach Wielkich na teren SKR-ów. Tam miał znajdować się lokal, który ewentualnie mieliby wyremontować sobie Winieccy. Wyjazd okazał się jednak klapą. Wójt nie pojechał na miejsce, wysłał za to jednego z urzędników, obecna była m.in. z mieszkańcami radna Katarzyna Kasztarynda i prezes SKR w Jeziorach Wielkich Zygmunt Wiśniewski. Zarwane podłogi, wapienne, niestabilne ściany, powybijane szyby. Od kilkudziesięciu lat lokum, w którym mieściło się niegdyś biuro SKR nie nadawało się nawet do remontu. Sam Zygmunt Wiśniewski odradzał mieszkańcom, by mieli to remontować. Budynek miał być przeznaczony do rozbiórki i na jego remont jak szacował prezes trzeba by wydać około 50.000 zł. Dodatkowo wiele miesięcy miałyby potrwać formalności. Budynki należą do SKR, a ziemia do Skarbu Państwa czyli do powiatu. Od wielu lat trwa konflikt, bo jedni i drudzy chcą swoje mienie sprzedać.
Jak się okazało była to jedyna propozycja mieszkania dla pani Regiony i jej córki złożona przez wójta.
- Jak był sprzedawany Dom Parafialny, to cała wieś mówiła, że babcia ma tam do śmierci mieszkać (...) Umowy ustne też obowiązują - twierdzi w rozmowie z reporterem wójt Woźniakowski.
BABCIA ODBIŁA SIĘ OD DRZWI
21 czerwca Regina Winiecka wraz z córką Haliną postanowiły powrócić do mieszkania. Po rozmowie m.in. z sołtys Aliną Mohylowską-Woźniak mieszkanki zdecydowały się na ten krok, bo chronić miało ich prawo o ochronie lokatorów. Tylko eksmisją można było pozbyć się lokatorek z mieszkania, które od tylu lat tam mieszkały. Na miejscu czekała na mieszkanki jednak niemiła sytuacja. W drzwiach zostały wymienione zamki, na miejsce została wezwana policja, która jednak miała dopiero zapoznać się z przepisami w tej sprawie.
Jacek Leśniewski mówił, że miał prawo tak postąpić.- Jeżeli babcia wyprowadziła się częściowo z mieszkania to ja mam prawo wymienić zamki, jeżeli jestem właścicielem (...) Była tutaj policja, jak mówiłem proszę zabrać część tych rzeczy z mieszkania, jeżeli chcą iść do sądu to proszę bardzo - mówił Jacek Leśniewski.
Sołtys Alina Mohylowska - Woźniak poleciła już radcę prawnego ze Strzelna dla rodziny Winieckich. Z kolei Jacek Leśniewski zapewnia, że prawo stoi po jego stronie, i że kontaktował się w tej sprawie z dwoma prawnikami.
W środę 22 czerwca swojego mecenasa - jak postępować w tej sprawie - miał zapytać również wójt Woźniakowski.
Do 24 czerwca, rodzina ma według Jacka Leśniewskiego zabrać wszystkie swoje rzeczy. Jeśli tego nie zrobi to właściciel lokalu zrobi to na własną rękę i jak zapewnia - zrobi zgodnie z prawem.
MUREM ZA BABCIĄ
- Całe sołectwo stoi za mieszkankami murem - mówi sołtys Alina Mohylowska-Woźniak. Mieszkańcy rozpoczęli zbiórkę podpisów pod oświadczeniem o treści: My niżej podpisani byliśmy świadkami wypowiedzenia słów podczas sierpniowej mszy świętej w roku 2013 przez proboszcza tutejszej parafii. Po sprzedaży gruntów parafialnych w miejscowości Jeziora Wielkie 58 wraz z budynkami oraz lokalem mieszkalnym, w którym od 18 lat zamieszkiwały dwie osoby, ksiądz proboszcz Witold Sadłowski w ogłoszeniach parafialnych powiadomił i zapewnił społeczeństwo, że mimo sprzedaży gruntu pani Regina Winiecka będzie tam zamieszkiwała do śmierci.
Jak ustaliliśmy, jako pierwszy pod tym oświadczeniem podpisał się ks. Witold Sadłowski.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1271 (25/2016)
Przejdź do forum.
Inne teksty na ten temat:
Dlaczego mnie pan wyrzuca, miałam tu mieszkać do śmierci
Usunął rzeczy Reginy Winieckiej
Przejdź do forum
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze