Reklama

Łańcuchem obwiązał szyję

Bezdomny żąda likwidacji ... schroniska dla bezdomnych
     Łańcuchem obwiązał szyję
     Zachowanie Jerzego Rosińskiego zagrażało jego życiu. Policjanci musieli nożycami przecinać łańcuch, którym przykuł się do ratusza. Dostał skierowanie do szpitala psychiatrycznego w Gnieźnie. Tam odmówiono przyjęcia go na leczenie.

Komendant Kuss zwrócił się 28 stycznia do Jerzego Rosińskiego, by ten otworzył kłódkę. Usłyszał jednak, że bezdomny nie ma kluczyka. Kluczyk podobno wziął jego kolega i miał wrócić dopiero za kilka godzin. fot. arch. Straży Miejskiej w Mogilnie

     Szef miejskich strażników Mirosław Kuss nie miał innego wyjścia. 29 stycznia pisemnie zwrócił się do komendanta mogileńskiej policji o interwencję wobec bezdomnego Jerzego Rosińskiego, który drugi dzień z rzędu przykuwał się łańcuchem do drzwi ratusza. Ten sam człowiek wcześniej, w 2008 r., przykuwał się do budynku Opieki Społecznej. Tamto zachowanie nie zagrażało jednak jego życiu.
     DO DZIEKANKI
     Tym razem jego postępowanie było szczególnie drastyczne. Metrowym łańcuchem obwiązał sobie dookoła szyję, a drugi jego koniec przypiął kłódką do metalowej sztaby zewnętrznych drzwi ratusza. Przypiął się do tej części drzwi, która nie jest otwierana przez mieszkańców, gdy wchodzą do budynku. Jednak zimą schody wejściowe są szczególnie śliskie. Wystarczyłby jeden nieostrożny ruch, by Jerzy Rosiński zawisł na krótkim łańcuchu. Także inne zupełnie przypadkowe zdarzenie - mógł na przykład ktoś go niechcący potrącić, w wejściu jest zawsze duży ruch - mogło doprowadzić do tragicznych następstw.
     W ratuszu uznano, że zachowanie bezdomnego zagraża jego życiu. Można je było zakwalifikować nawet jako próbę samobójczą. Na żądanie przybyłych policjantów nie odpiął łańcucha, tłumacząc się brakiem kluczyka do kłódki. Komendant Kuss miał już gotowe nożyce do metalu i policjanci uwolnili bezdomnego z łańcucha. Tak, by nie zrobił sobie krzywdy. Wezwany na miejsce lekarz pogotowia ratunkowego wypisał skierowanie do szpitala psychiatrycznego w Gnieźnie. Wieczorem karetka w asyście miejskich strażników zawiozła go do Gniezna. Lekarz psychiatra z izby przyjęć szpitala w Gnieźnie po zbadaniu Jerzego Rosińskiego odmówił przyjęcia go na oddział.
     GŁODÓWKA NA RATY
     Jerzy Rosiński protestował pod ratuszem ponad miesiąc, od 22 grudnia 2009 r. Do 28 stycznia jego jedynym żądaniem było przydzielenie mu mieszkania komunalnego w Mogilnie. Nie przebywał jednak cały czas pod ratuszem. W okresie świąt Bożego Narodzenia czy sylwestra i Nowego Roku wracał do schroniska dla bezdomnych, gdzie miał zagwarantowany pobyt. Nazywał to zawieszeniem strajku głodowego i mówił, że robi to na wyraźne polecenie komendanta Kussa. Początkowo rozwieszał transparent z napisem Protest głodowy i zafoliowany plakat, na którym wypisał swoje żądania. Potem na polecenie komendant Kussa transparent i plakat musiały być zwinięte. Z upływem czasu komendant zabronił mu także pod drzwiami ratusza palić papierosy, gdyż na terenie Urzędu jest zakaz palenia tytoniu. Po upływie kilkunastu dni od początku protestu, w momencie zamykania Urzędu musiał przenosić swój bagaż poza ogrodzenie ratusza. Nikt w Urzędzie nie mógł brać za niego odpowiedzialności w godzinach, gdy urzędnicy nie pracowali. Tak naprawdę, w godzinach pracy ratusza najczęściej można było go spotkać na korytarzu, gdzie grzał się. Chodził również po budynku ratusza. By bardziej zaznaczyć swój protest z prześcieradła uszył kamizelkę z napisem Protest głodowy i tak chodził ubrany. Często, gdy znikał, pod ratuszem zostawiał na swoich rzeczach kartkę z napisem Zaraz wracam.
     MIESZKANIA NIE OTRZYMA
     Burmistrz od początku podkreślał, że mieszkania komunalnego Jerzy Rosiński nie otrzyma, gdyż gmina nie dysponuje takimi lokalami. Ponadto jest długa lista oczekujących na mieszkania. Owszem, wniosek Jerzego Rosińskiego o mieszkanie jest, ale dopiero na liście rezerwowej. Wiceburmistrz Jarosław Ciesielski zwraca uwagę na roszczeniową postawę bezdomnego, który tylko wszystkiego żąda. - Nigdy na przykład nie przyszedł do mnie zapytać się, czy jest jakaś praca. A mógłby na przykład odśnieżać okolice ratusza, skoro stoi bezczynnie pod budynkiem - mówi wiceburmistrz. Reporterowi przy każdej okazji powtarzał, że nie może pracować ze względu na liczne dolegliwości chorobowe.
     PRZYKUŁ SIĘ DO KRAT
     Z bardzo wielu powodów bezdomny nie chciał mieszkać dalej w schronisku dla bezdomnych. Już podczas pierwszego strajku głodowego, jaki miał miejsce w 2008 r., protestował on na łóżku polowym przed siedzibą MGOPS przy Rynku. Przykuł się wtedy do krat okiennych Ośrodka. Już wtedy rzucał różne oskarżenia przeciwko osobom tam pracującym. Wtedy także został mu odwieszony wcześniejszy wyrok więzienia, jaki odbywał za próbę podpalenia swego ojca. Jedna z mieszkanek schroniska oskarżyła go także wtedy o grożenie jej utratą życia. Wyszedł z więzienia i od razu 1 września 2009 r. trafił ponownie do schroniska dla bezdomnych.
     CHCE NOCLEGOWNI
     28 stycznia skierował do burmistrza Mogilna swe memorandum, w którym poza żądaniem mieszkania postawił także kategorycznie żądanie likwidacji schroniska dla bezdomnych przy ul. Łąkowej 1 i zastąpienia go noclegownią. Sam złożył oświadczenie, że dłużej nie będzie mieszkał w schronisku i zrezygnował jako bezdomny z tej możliwości.
     Nie podobało mu się m.in., że w schronisku nie ma kuchni, która jego zdaniem powinna przygotowywać trzy posiłki dziennie. W tej chwili raz dziennie serwowany jest obiad z wkładką przez jadłodajnię MGOPS, a na sobotę i niedzielę wydawany jest suchy prowiant. Ten suchy prowiant jest tak duży, że dziecko by się nie najadło. O takim jedzeniu nie da się żyć. W Mogilnie w obecnym schronisku, a nie ma żadnego pieca elektrycznego czy gazowego, żeby sobie coś ugotować bądź podgrzać - pisze w liście o burmistrza bezdomny.
     Jerzego Rosińskiego niepokoją także kraty w oknach dolnych pomieszczeń schroniska. Uważa on, że taka sytuacja przy zamkniętych w nocy drzwiach wejściowych grozi na przykład w przypadku pożaru tragedią:  (...) a opiekunowie, którzy mają w nocy dyżur, to śpią, że trzeba by było ich budzić, żeby otworzyli drzwi przed tragedią. Jerzy Rosiński jest zdania, że uruchomienie noclegowni to zmniejszenie ilości etatów, a zaoszczędzone pieniądze MGOPS będzie mógł przeznaczyć na pomoc socjalną dla najuboższych rodzin.
     Jarosław Ciesielski odpiera zarzuty. Wskazuje na to, że bezdomny atakuje opiekunów schroniska już od 2 lat. A jego zarzuty się nie potwierdzają. Mówi, że jak dotąd nie słyszał o przypadku, by gdziekolwiek w Polsce bezdomny żądał likwidacji schroniska dla bezdomnych. - To jakiś absurd - dodaje wiceburmistrz.
     Z naszych informacji wynika, że dziś bezdomny opuszcza schronisko definitywnie. Był tam od 29 stycznia, gdy nie przyjęto go na oddział szpitalny w Gnieźnie.


Marek Holak

Reklama

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 938 (5/2010)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości