Reklama

- Łapią za gardło i każą słuchać

Miesiąc po ukazaniu się debiutanckiego longplaya Kumka Olik z Mogilna
     - Łapią za gardło i każą słuchać
     Recenzje Jedynki, debiutanckiej płyty czwórki z Mogilna są wręcz entuzjastyczne. I to obojętne, czy piszą o płycie pisma branżowe Teraz Rock, Pulp, Machina, pisma opiniotwórcze Gazeta Wyborcza, Newsweek, Wprost, Przekrój, czy wreszcie Playboy. Wszyscy dostrzegają jedno - takiego debiutu na polskiej scenie rockowej nie było od lat.

     Płyta mogileńskiego zespołu gitarowego Kumka Olik jest od 13 lutego w sprzedaży. Zaledwie w 2 tygodnie od debiutu Universal Music Polska już dodrukował jej nakład, kierując się zamówieniami z muzycznych sklepów. W Polsce, by płyta mogła uzyskać status złotej, trzeba sprzedać 15.000 egzemplarzy. Dla zespołów gitarowych, alternatywnych - to duża do osiągnięcia sztuka i rzecz piekielnie trudna na polskim rynku. Zaraz po wydaniu płyty ruszyła cała machina promocyjna. Zespół udzielił kilkudziesięciu wywiadów dla stacji telewizyjnych i radiowych. Wystąpił z koncertem na żywo w programie Offensywa Piotra Stelamacha w radiowej Trójce. Regularnie gra koncerty, w tym m.in. z Myslovitz w poznańskim Eskulapie. Już w piątek 20 marca o 22.30 wystąpi na żywo w telewizyjnej liście przebojów Hit Generator. 4 i 5 kwietnia zagra na dwóch koncertach z brytyjskim Subways.
     Płyta nie przeszła bez echa. Została dostrzeżona przez wszystkich zawodowo parających się branżą muzyczną. Recenzje są wręcz entuzjastyczne. Poniżej publikujemy część z nich.
Robert Sankowski z Gazety Wyborczej:
     W polskiej muzyce nareszcie świeżość. Czwórka chłopaków z „Kumka Olik” nie przekroczyła jeszcze dwudziestki, a już może nieźle namieszać. Przesterowane gitary, nerwowe rytmy perkusji, wściekłe riffy, pełen emocji głos wokalisty - na taki zespół gitarowy czekaliśmy nad Wisłą od dobrych kilku lat, gdy podobna muzyka zaczęła podbijać listy przebojów po obu stronach Atlantyku. W piosenkach „Kumka Olik” słychać wyraźne inspiracje „The Strokes”, „The Hives” oraz - co zabawne - naszym „Cool Kids Of Death”. Chwilami te nawiązania przybierają nieco zbyt dosłowną formę („Postaraj się”, „Grzeczne dziewczynki”), ale chłopcy świetnie rekompensują to szczeniacką zadziornością, bezkompromisowością i prawdziwą pasją. Dołóżmy do tego jeszcze wpadające w ucho refreny, które ozdabiają ten gitarowy jazgot („Zaspane poniedziałki”, „Muszę biec”), i już w lutym otrzymamy materiał na jedną z fajniejszych polskich płyt 2009 r.”
     Robert Leszczyński z Wprost:
     Przynajmniej ubrać by się mogli inaczej. Na okładce wyglądają jakby okradli garderobę „Franza Ferdinanda” i pozowali do stylizacji „Moda indierockowa - jak się ubrać?” do pisemka dla nastolatek. Czyli, że ostrzegają lojalnie: uwaga, jesteśmy stylistycznymi plagiatorami! I niestety, są. Ani jednego własnego dźwięku. Stąpają w obrębie mocno wydeptanego wąskiego trójkąta: „Arctic Monkeys”-”Placebo”-”Blur”. Czyli do kosza i zapomnieć? Nic podobnego! To najważniejszy polski debiut ostatnich lat! Z trzech powodów. Najmniej ważny to brzmienie - surowe i ostre, na zmianę łagodne i noisowe (realizacja wielki Tomasz Bonarowski). Drugi to pasja - ani na sekundę nie tracą wiarygodności, łapią za gardło i każą słuchać. Aż strach iść na koncert! Trzeci i najważniejszy - to same piosenki, czyli kompozycje i teksty. Znakomite, barwne, mocne i zaskakująco dojrzałe. Zdania gwoździe: „gramy dla gówniarzy”, „grzecznym dziewczynkom się nie wybacza”, „tej piosenki nie śpiewa się z rana” i wiele innych. Na razie tyle. I aż tyle. A na styl, z takim talentem szczeniaków z Mogilna, przyjdzie czas. Narodziny gwiazdy?

     Jarek Szubrycht z Przekroju:
     Z radością informujemy, że „Kumka Olik” zrobią karierę i nawet głupia nazwa im w tym nie przeszkodzi. Wrogowie rocka mawiają, że to taka muzyka, której nie trzeba umieć grać. No pewnie, że nie trzeba - za to dobrze mieć mniej niż 20 lat i wszystko w d... . Dobrze jest się buntować, ze szczenięcą energią i błogosławioną naiwnością, że zły świat da się odmienić. Dobrze jest wykrzyczeć swoją odrębność, nawet jeśli w identyczny sposób swoją odrębność wykrzykiwali wcześniej inni, od pół wieku z okładem. Młodzieńcy z „Kumka Olik” spełniają wszystkie powyższe warunki. Mają przy tym zdrowy dystans do samych siebie (posłuchajcie tekstów, zerknijcie na okładkę nawiązującą do znanego chyba wszystkim internautom zdjęcia krążącego pod nazwą „Impreza informatyków”) - a to cecha nader rzadka u smarkatych rockowych rebeliantów. „Jedynka” to ten sam rodzaj energii, który na debiucie wylewał się uszami muzykom „Cool Kids Of Death”, z tym że „Kumka Olik” mają większy luz, są mniej ambitni, nie tak alternatywni - a co za tym idzie, mogą dotrzeć do znacznie szerszej publiczności. Tym bardziej że mają w zanadrzu kilka potencjalnych hitów z „Zaspanymi poniedziałkami” na czele. Jest przy tym szansa, że choć podpisali kontrakt z dużą wytwórnią, wilcze prawa szołbiznesu nieprędko stępią im pazury. Bracia Holak, czyli trzon „Kumka Olik”, to bowiem synowie Stanisława Holaka, lidera „Malarzy i Żołnierzy”, więc można przypuszczać, że tata nauczył ich nie tylko, jak pisać i grać fajne piosenki, ale też jak ustrzec się błędów, które przedwcześnie zakończyły karierę jego własnej formacji. Nie wiem, czego się teraz słucha w gimnazjach i liceach, ale ktoś te płyty „Feela” czy „Blog27” musi przecież kupować. Z radością donoszę więc, że pojawiła się alternatywa.
     Maciej Tomaszewski z Polskiego Radia Program 3:
     W Nowy Rok rodzimy rocknroll wchodzi bardzo udanym debiutem. Wyczekana (premiera krążka miała mieć miejsce już jesienią 2008) pierwsza płyta mogileńskiego kwartetu „Kumka Olik” spełnia pokładane w niej oczekiwania. Miało być ostro, bezkompromisowo, wreszcie: gówniarsko. I tak właśnie jest. „Muchy” były dla Ciebie zbyt wylansowane? Nie kupiłeś płyty „Rentona”, bo wkurza Cię, gdy polscy artyści śpiewają po angielsku? Dance punk w wykonaniu „Out Of Tune” odłożyłeś od razu na półkę? „Jedynka” jest więc właśnie dla Ciebie. Szanse na to, że to będzie Twoja ulubiona płyta najbliższych miesięcy, podwajają się, jeśli twoja metryka nie pozwala jeszcze na przystąpienie do matury (...) Choć zblazowana maniera wokalna Mateusza, nierzadko przeradzająca się w krzyk, może irytować (wyobraźcie sobie młodszego o dekadę Krzyśka Ostrowskiego), to z pewnością ma on zadatki na charyzmatycznego lidera. Co więcej, potrafi sprytnie i uważnie portretować świat, a przygotowanym przez niego tekstom, pisanym z perspektywy siedemnastolatka, nie można odmówić szczerości. Pogoń za karierą i statusem, pozerstwo, konieczność wypełnienia społecznych norm skutkujące jedynie pozornym dostosowaniem, rodzą bunt i wyobcowanie. I to właśnie buntu, niezgody czy wreszcie - kontestacji na tej płycie jest najwięcej. Może jest to i naiwne (vide figury retoryczne polegające na łączeniu w jednym zdaniu polskich i angielskich fraz), ale młodszy Holak rzadko wpada w nieuniknioną wydawałoby się pułapkę grafomanii, co czyni warstwę tekstową „Jedynki” godną uwagi. „Kumka Olik” na piątkę zdała również test z inspiracji. Punk rock, alternatywa amerykańskich collegeów, nowa rockowa rewolucja, proste, nieskomplikowane, acz ujmujące naturalnością gitarowe granie. Uniwersalność i ponadczasowość wzorców umożliwiła przygotowanie materiału, który w czasach, gdy trudno przypomnieć sobie nazwę obowiązującego wczoraj trendu, nie zdezaktualizuje się już za pół roku. „Sonic Youth” słychać w „Muszę biec”. The „Strokes” z okolic „Is This It?” pojawia się w promujących płytę, wzorcowo radiowych „Zaspanych poniedziałkach”. Echa debiutu „Oasis” ujawniają się w „Miasto was nie lubi” czy „Być na nie”. Motyw przewodni z „Postaraj się” to młodszy brat „Walk Idiot Walk” z repertuaru „The Hives”. „Korkociąg” to CKOD w wersji okołolicealnej. Nad całym krążkiem unosi się frywolnie duch „The Velvet Underground”, „The Smiths”, a także „Malarzy i Żołnierzy”, których głównodowodzącym był Stanisław Holak, ojciec Mateusza i Kuby (tytuł krążka został pożyczony właśnie od debiutu „Malarzy”). „Kumka Olik” nie szarżuje jednak estetykami, jedynie konsekwentnie zmienia stylistyki, prezentując w każdym kolejnym numerze nad wyraz dojrzałe wyczucie muzyczne. Jedynym zgrzytem jest niedbałość (rozumiem, że takie było zamierzenie, jest to jednak irytujące) „Grzecznych dziewczynek”, nagranych z udziałem Toli Szlagowskiej z „Blog 27”. Nie ulega wątpliwości - ta płyta jest adresowana głównie do młodzieży licealnej, która odnajdzie na niej coś więcej niż tylko jednosezonowe przeboje. Starsi dostrzegą przede wszystkim potencjał i zapowiedź jeszcze bardziej sprawnego uderzenia. Z oczywistych przyczyn potrzeba na to czasu.
     Robert Ziębiński z Newsweeka:
     Po pierwsze: duże brawa należą się grupie „Kumka Olik” za to, że zdecydowała się nagrać debiutancki album w całości po polsku. W zasadzie nie musiała tego robić - większość nowych polskich kapel gra i śpiewa po angielsku w nadziei na światowy sukces. Po drugie: brawa młodemu zespołowi należą się za to, że jego płyta brzmi. Po prostu te niespełna 40 minut muzyki słucha się przyjemnie. Może czasami tylko niektóre piosenki są do siebie zbyt podobne. Ale umówmy się - chłopcy są młodzi (średnia wieku w zespole 17 lat), a to ich pierwsza płyta. Na różnorodność przyjdzie czas wraz z dojrzałością, a na razie warto wsłuchać się w „Zaspane poniedziałki” czy „Miasto was nie lubi”. Słychać w nich potencjał młodego zespołu, który jeśli nie zostanie przelansowany przez wydawcę, naprawdę może coś na naszym rynku osiągnąć.
     Marcin Nowicki z Machiny:
     To faktycznie powinno wydarzyć się kilka lat temu, kiedy temat debiutu „Strokes” (tam) i CKOD (tu) był wciąż wystarczająco ciepły. Ale nawet jeśli okazało się, że zespoły, które będą w stanie godnie sprawdzić się w konwencji nowej młodzieżowej muzyki gitarowej, generalnie nie dają w naszym kraju rady i owa konwencja stała się - poza nielicznymi wyjątkami - pretekstem do szerzenia miałkich słabizn, nie wylewajmy teraz spóźnionego dziecka z kąpielą. Więc duża wytwórnia chce jednak wydawać rodzime alternatywne gitary z komercyjnym potencjałem? Nie jest źle, że szansę dostały nastolatki (ach właśnie!) z Mogilna. „Jedynka” stanowi ogniwo między żółtym CKOD a „Paczatarez” „Negatywu”. Choć chłopcy w „Grzecznych dziewczynkach”, „Się nie dowiesz” czy „Korkociągniku”  zbyt dosłownie traktują inspiracje płytą łodzian i w przyszłości będą też musieli lepiej dopracować teksty (klisze bolą) - chrupiące brzmienie fenderów (jak dawno majors nie wydał polskiego albumu z tyloma udanymi riffami?), ucho do przytomnych melodii i całkiem fajna zadziorność czynią z „Jedynki” debiut obiecujący. O ile CKOD i „Negatyw” nie zdyskontowali nigdy potem poziomu swoich pierwszych albumów, o tyle w przypadku młodziaków z „Kumki” nadzieje są uzasadnione. Życzyłbym chłopcom, by te wszystkie płyty, które poznają do czasu nagrywania kolejnego materiału, a także doświadczenie, jakie zdobędą, przyniosły muzykę elektryzującą, intrygującą własnym charakterem. Bo potencjał niewątpliwie jest.
     Rafał Księżyk z Playboya:
     Alternatywny zespół nastolatków z gitarami pod skrzydłami koncernu. To może budzić niepokój grupy docelowej. Tymczasem „Kumki” nie są ściemą spod znaku emo. Natchnienie znaleźli w surowym rocku o garażowo postpunkowym rodowodzie: „Velvet Underground”, „Joy Division” i „The Strokes”. Trudno mówić o oryginalności muzyki, ale „Kumki” wyciskają z niej zgrabne, energetyczne szczeniackie protest songi. Tyle wystarcza, by uczynić z „Jedynki” jeden z najbardziej brawurowych debiutów dekady na polskiej scenie rockowej. Ciekawostka: grają tu synowie muzyka niezłej formacji polskiego undergroundu lat 80. „Malarze i Żołnierze”.

Reklama

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 891 (10/2009)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości