Reklama

Marek Holak przed sądem

Marek Holak, sąd, publikacja, Pałuki i Ziemia Mogileńska, polityk
     Marek Holak przed sądem
    W ostatnich tygodniach tygodnik Pałuki i Ziemia Mogileńska dwa razy musiał w sądzie bronić swoich publikacji - w obu przypadkach pozywającymi nas osobami byli politycy, i w obu przypadkach sąd pierwszej instancji nie przyznał im racji.

     KONTRAPUNKT
     11 czerwca ubiegłego roku członek władz gminnych Platformy Obywatelskiej w Mogilnie, ówczesny radny Rady Miejskiej Waldemar Krystkowiak, złożył w I Wydziale Cywilnym Sądu Okręgowego w Bydgoszczy pozew o ochronę dóbr osobistych przeciwko Markowi Holakowi. Chodziło mu o cykl artykułów i komentarzy autorstwa Marka Holaka, ukazujących się w Pałukach i Ziemi Mogileńskiej od połowy 2011 r., związanych z wypełnianiem przez niego mandatu radnego. Zamieszczane w latach 2011-2013 publikacje dotyczyły związków między prowadzeniem przez radnego działalności gospodarczej w Mogileńskim Domu Kultury a łamaniem zapisów tzw. ustawy antykorupcyjnej.

 

Reklama

     CHRONOLOGIA
     Cała sprawa zaczęła się od artykułu 18 sierpnia 2011 r. Dom Kultury, radny i faktury. Napisaliśmy w nim, że radny Krystkowiak, w ramach prowadzonej przez siebie firmy Kontrapunkt, organizuje w MDK warsztaty, próby zespołów i zajęcia muzyczne i każdorazowo wystawia za to faktury. Napisaliśmy, że radny łamie przepisy ustawy antykorupcyjnej (radnemu nie wolno zarabiać z wykorzystaniem mienia gminnego) i że jest to podstawa do wygaśnięcia mandatu radnego.
     Po artykule część mogileńskich radnych rozmawiała o tej sprawie na spotkaniu nieformalnym, na którym ustalono, że nie ma podstaw do zajmowania się nią. Jednak 20 stycznia 2012 r. pani wojewoda kujawsko-pomorski Ewa Mes zwróciła się do przewodniczącej Teresy Kujawy o formalne zbadanie tej sprawy przez Radę Miejską i powiadomienie jej (jako organu nadzoru) o podjętej decyzji. Konkretnej decyzji radnych nie było, w końcu na wezwanie wojewody Mes z 14 września 2012 r. mogileńscy radni nie zgodzili się na uchylenie mandatu swemu koledze. W wigilię Bożego Narodzenia,
     24 grudnia 2012 r. wojewoda Ewa Mes podjęła za Radę Miejską w Mogilnie zarządzenie zastępcze i uchyliła Waldemarowi Krystkowiakowi mandat radnego.
    Od decyzji wojewody radny złożył 28 lutego 2013 r. skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Wyrok zapadł 21 maja 2013 r., skarga radnego Krystkowiaka została odrzucona. Uchylenie mandatu zostało podtrzymane. Waldemar Krystkowiak odwołał się od tej decyzji i 1 października 2013 r. Naczelny Sąd Administracyjny uchylił zaskarżony wyrok WSA oraz zarządzenie zastępcze wojewody Ewy Mes. NSA przedstawił inną wykładnię, inną interpretację przepisów o samorządzie gminnym niż sąd w Bydgoszczy. Uznał, że korzystanie z mienia komunalnego oddanego przez gminę w użyczenie jednostce samorządowej (w tym przypadku do MDK), nie jest tym samym, czym korzystanie bezpośrednio z mienia komunalnego. W Warszawie uznali, że ponieważ radny prowadząc działalność gospodarczą nie korzystał z mienia komunalnego bezpośrednio od gminy, mógł to robić i dlatego decyzją NSA nie stracił mandatu radnego.
     PROCES
     Pomimo tego, że 11 października 2013 r. zamieściliśmy na 1 stronie Pałuk i Ziemi Mogileńskiej artykuł, w którym poinformowaliśmy o korzystnym dla radnego wyroku NSA, Waldemar Krystkowiak pozwał autora artykułów do sądu i żądał zamieszczenia na 1 stronie Pałuk i Ziemi Mogileńskiej przeprosin.
     W uzasadnieniu pozwu napisał m.in.: Powód w następstwie przedmiotowych artykułów czuje się urażony, bowiem stracił reputację dobrego radnego, pedagoga i nauczyciela, ponieważ prowadzi szkołę muzyczną. Sekowanie powoda w odnośnych publikacjach prasowych miało też niewątpliwy wpływ na frekwencję przy naborze uczniów do tej szkoły.
     Sąd wyznaczył termin posiedzenia na 17 grudnia 2014 r., proces trwał ponad godzinę, sprawę prowadziła sędzia Dorota Marszałkowska.
     Sędzia oddała głos Waldemarowi Krystkowiakowi, by ten mógł przed sądem przedstawić dowody na naruszenie jego dóbr osobistych w postaci czci i godności.
     Rozprawa wygląda tak, że Waldemar Krystkowiak przed sądem przytaczał kolejny numer Pałuk i Ziemi Mogileńskiej, tytuł artykułu oraz cytował konkretny fragment tekstu, konkretne zdanie, którego treścią czuł się urażony i znieważony. Pani sędzia każdorazowo dopytywała, dlaczego czuje się urażony, co go w tym zdaniu uraziło. Waldemar Krystkowiak mówił także przed sądem, że przez artykuły w Pałukach stracił w Zespole Szkół w Bielicach część godzin, które tam miał jako nauczyciel. Mówił, że zmniejszyły się zapisy do szkoły muzycznej, którą prowadzi, a na koniec - przegrał wybory na radnego Rady Miejskiej (Waldemar Krystkowiak w dniu procesu nie był już radnym, 16 listopada 2014 r. miejsce w Radzie, o które się ubiegał, zajęła Teresa Kujawa). Uważał, że wpływ na te wszystkie sytuacje miały artykuły pisane przez Marka Holaka i ogólna atmosfera panująca przez kilka lat wobec jego osoby.
     Marek Holak odniósł się do stawianych mu przez Waldemara Krystkowiaka zarzutów. Zwrócił uwagę na to, że zbierając materiały do artykułu dochował należytej staranności, korzystając z różnych źródeł i rozmawiając z różnymi osobami (także z Waldemarem Krystkowiakiem) oraz mając dostęp do różnych dokumentów. Marek Holak zwracał uwagę, że podobne jak on zdanie miała także pani wojewoda Ewa Mes oraz Wojewódzki Sąd Administracyjny. Przed Sądem Marek Holak tłumaczył także, że pisał artykuł, bo chciał zwrócić uwagę opinii publicznej w Mogilnie na niebezpieczny dla prawidłowego funkcjonowania demokracji styk polityki i biznesu, na powiązania i zależności między politykami Platformy Obywatelskiej i pełnionymi przez nich stanowiskami a korzyściami z tego płynącymi.
     WYROK
     Tego samego dnia, 17 grudnia 2014 r. Sąd ogłosił wyrok (jego uzasadnienie otrzymaliśmy tydzień temu). Sąd oddalił pozew Waldemara Krystkowiaka. Zasądził również na jego rzecz zapłatę kosztów procesu. Sąd podkreślił, że istotą sporu nie był stan faktyczny, lecz ustalenie, czy działania Marka Holaka doprowadziły do naruszenia dóbr osobistych i czy to naruszenie było bezprawne (istnieją sytuacje, w których naruszenie dóbr osobistych nie jest bezprawne). Sąd orzekł, iż nie doszło do naruszenia dobra osobistego powoda w postaci utraty przez niego czci i godności, a Marek Holak uprawniony był do formułowania takich twierdzeń i opinii na temat działalności powoda.
Wyrok jest nieprawomocny.
     ŻNIŃSKIE SREBRNIKI
     21 sierpnia ubiegłego roku w Pałukach i Ziemi Mogileńskiej ukazał się artykuł żnińskiego reportera Arkadiusza Majszaka Starosta mogileński strategiem żnińskiego szpitala. Ujawniliśmy w nim fakt zasiadania szefa powiatowych struktur PSL, starosty mogileńskiego Tomasza Barczaka w Radzie Nadzorczej Pałuckiego Centrum Zdrowia w Żninie. Fakt ten starosta zataił wówczas przez radnymi Powiatu Mogilno oraz przed opinią publiczną. Do Rady Nadzorczej starostę mogileńskiego wybrało jednogłośnie zgromadzenie wspólników Pałuckiego Centrum Zdrowia, czyli Zarząd Powiatu w Żninie, spośród stu kilkudziesięciu osób z uprawnieniami do zasiadania w radach nadzorczych z powiatów żnińskiego, mogileńskiego i inowrocławskiego, wskazanych przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Tomasz Barczak za członkostwo w radzie nadzorczej Pałuckiego Centrum Zdrowia otrzymuje dietę w wysokości 1.000 zł brutto miesięcznie.
     Przypomnijmy, że był to czas, w którym Rada Powiatu Mogilno, głównie głosami radnych PO i części SLD podjęła decyzję, że szpital w powiecie mogileńskim ma nadal funkcjonować jako jednostka samorządowa.
     Fakt przyjęcia propozycji zasiadania w Radzie Nadzorczej PCZ starosta Barczak tłumaczył wtedy tak: - Postawiłem sobie za cel, że szybko musimy szukać sprzymierzeńców i musimy się z kimś łączyć. Niektóre rzeczy można robić wspólnie z sąsiadami. Myślę tutaj m.in. o zakupie leków. Lepiej tworzyć w tym zakresie korporacje, żeby być większym kontrahentem i kupić tego więcej i taniej. Chodzi również o to, żeby nie konkurować, tylko działać na zasadzie, że wy robicie to, a my np. to (...) Jeśli chodzi o szpitale powiatowe, to jedyną szansą dla nich jest szybkie łączenie się. Najlepiej byłoby stworzyć korporację szpitali powiatowych Gniezno, Żnin, Mogilno, które by ze sobą nie konkurowały, by bronić się przed dużymi korporacjami. Tomasz Barczak tłumaczył wtedy reporterowi Pałuk, że zamierza podjąć takie działania, by stworzyć mały i wydolny szpital w Mogilnie na miarę XXI wieku. Wierzy, że jeśli uda się taki szpital stworzyć, to mieszkańcy powiatu nie będą musieli jeździć do lekarzy specjalistów do Bydgoszczy lub Torunia, bo wówczas specjaliści będą przyjeżdżać do Mogilna.
     W artykule wypowiadał się też wtedy starosta żniński Zbigniew Jaszczuk: - Mam nadzieję, że władze powiatu mogileńskiego sobie z problemami szpitala poradzą, ale jeśli im się to nie uda, to żniński szpital musi być przygotowany, żeby przyjąć pacjentów z części powiatu mogileńskiego.
     Tydzień po tej publikacji, 28 sierpnia ubiegłego roku w Pałukach i Ziemi Mogileńskiej ukazał się list otwarty ówczesnego radnego powiatowego Przemysława Zowczaka do starosty Tomasza Barczaka. Przypominamy jego fragmenty: Przyjęcie przez Pana członkostwa w radzie nadzorczej Pałuckiego Centrum Zdrowia w Żninie uważam za zdradę interesów mieszkańców naszego powiatu. Skusiły Pana „żnińskie srebrniki”.
     Na list otwarty radnego Zowczaka starosta Barczak odpowiedział listem z 1 września, opublikowanym w Pałukach i Ziemi Mogileńskiej
     4 września, w którym wezwał radnego do przeprosin. Przemysław Zowczak nie przeprosił starosty i nie odwołał żadnego z napisanych przez siebie słów pod jego adresem.
     AKT OSKARŻENIA
     26 listopada ubiegłego roku Przemysław Zowczak oraz redaktor naczelny Pałuk i Ziemi Mogileńskiej Marek Holak dowiedzieli się z zawiadomienia przesłanego z Sądu Rejonowego w Inowrocławiu, VIII Zamiejscowy Wydział Karny w Mogilnie, że są oskarżonymi oraz, że 20 stycznia odbędzie się w budynku mogileńskiego sądu posiedzenie w przedmiocie umorzenia postępowania. Do zawiadomienia nie były dołączone żadne inne wyjaśnienia - ani jakiej sprawy dotyczyło oskarżenie, ani kto je wnosił. Musiał to być prywatny akt oskarżenia, gdyż zarówno radnemu Przemysławowi Zowczakowi, jak i Markowi Holakowi, ani policja, ani prokuratura nie postawiła wcześniej żadnych zarzutów.
     Przemysław Zowczak przejrzał w Sądzie w Mogilnie teczkę tej sprawy i stamtąd dowiedział się, że prywatny akt oskarżenia przeciwko niemu złożył starosta Barczak. Marek Holak zaś o tym, kto go pozwał, dowiedział się dopiero... przed salą sądową. Okazało się, że ten sam prywatny akt oskarżenia starosty Barczaka dotyczył także Marka Holaka.
     Ten prywatny akt oskarżenia wpłynął do sądu 29 września ubiegłego roku (publikujemy go obok). Starosta Barczak napisał w nim m.in., że sformułowanie o żnińskich srebrnikach i o zdradzie interesów mieszkańców powiatu mogileńskiego poprzez zasiadanie w radzie nadzorczej Pałuckiego Centrum Zdrowia, naraża go na utratę dobrego imienia i zaufania, które są konieczne przy sprawowaniu funkcji starosty. Starosta oskarżył Przemysława Zowczaka o pomówienie. Marka Holaka starosta Barczak oskarżył zaś o to, że umożliwił Przemysławowi Zowczakowi publiczne pomówienie go przez zamieszczenie w kierowanym przez siebie tygodniku listu otwartego.
     ROZPRAWA
     20 stycznia w mogileńskim sądzie odbyła się rozprawa. Prowadziła ją sędzia Beata Szymańska. Na rozprawie stawiły się wszystkie trzy strony: Tomasz Barczak i jego pełnomocnik adwokat Wojciech Manikowski oraz oskarżeni: Przemysław Zowczak i Marek Holak.
     W czasie trwającej około półtorej godziny rozprawie, która za zgodą Tomasza Barczaka toczyła się jawnie, sędzina pozwoliła się szczegółowo wypowiedzieć wszystkim trzem stronom. Nikt nie zamierzał iść na ugodę. Przemysław Zowczak dlatego, że miał prawo do krytycznej oceny działalności starosty i nadal uważa, że przyjęcie tej funkcji jest zdradą interesów Mogilna. Marek Holak dlatego, że publikując list wypełniał swoje obowiązki, do których należy m.in. informowanie o opiniach, jakie na temat działalności politycznej władzy (starosta) ma opozycja i nie wyobraża sobie, aby tak ważnego listu nie skierował do druku. Adwokat Wojciech Manikowski mógł już tylko rozłożyć ręce i wygłosić sentencję, że do porozumienia potrzebna jest wola obu stron. Starosta Tomasz Barczak był tego samego zdania.
     Sędzina poprosiła zatem adwokata o ustosunkowanie się do zamiaru sądu, który zamierzał umorzyć tę sprawę. Adwokat starosty przyznał, że rzeczywiście prawo dopuszcza - na zasadzie wyjątku - umorzenie przedsądowe, niemniej dzieje się tak tylko w tym przypadku, kiedy z materiału dowodowego wynika w sposób oczywisty brak czynu zabronionego. Przedstawił tezę, że media, które są w demokracji pierwszą władzą, muszą odróżniać prawdę od fałszu i publikować wyłącznie prawdę. Jako argument przedstawił pogląd Andre Frossarda o bliskiej współpracy diabła ze współczesną prasą [vide: Andre Frossard, 36 dowodów na istnienie diabła, Poznań 1988]. Stwierdził, że przyrównanie starosty do Judasza jest jednoznacznym zdeprecjonowaniem jego osoby i że nie ma żadnego interesu społecznego w publikacji tego listu. Jego zdaniem, jest inaczej niż twierdzi naczelny mogileńskiej gazety, a mianowicie: prasa niczego nie sprawozdaje, tylko kreuje rzeczywistość i redaktor Holak użył swojego narzędzia propagandowego do ataku na starostę za pomocą listu radnego Zowczaka. Dlatego - zdaniem adwokata, który okraszał swój wywód barwnymi wtrąceniami - umorzenie tej sprawy jest nieuzasadnione, by nie powiedzieć - niedopuszczalne.
     Przemysław Zowczak zgodził się z sędziną, że występują formalne przesłanki do umorzenia ze względu na oczywistą bezprzedmiotowość zarzutu. Podkreślił, iż nie ocenił osoby starosty (nie napisałem, że jest zdrajcą), tylko jego postępowanie, a każdy ma prawo formułowania ocen odnoszących się do faktów - stwierdził. Zaznaczył także, że nie użył słowa judaszowe, tylko żnińskie i nigdy Judaszem starosty nie nazwał. W jego opinii, dzisiejsze postępowanie ma na celu rolę prewencyjną: zastraszenie opozycji i prasy, a ewentualnie także mieszkańców. Na koniec stwierdził, że zaakceptuje takie stanowisko w kwestii umorzenia, jakie będzie stanowiskiem Wysokiego Sądu.
     Marek Holak skontrował pogląd adwokata Manikowskiego, mówiąc, że w publikacji listu był interes społeczny - tak, jak w publikacji listu starosty. Wypełniał swoje obowiązki, każde stanowisko Wysokiego Sądu w kwestii umorzenia zaakceptuje.
     Starosta zabrał głos, aby bronić swego stanowiska. Jego zdaniem jedynym rozsądnym wyjściem dla mogileńskiego szpitala jest szukanie partnerów, aby robić pewne rzeczy razem - na przykład szukać lekarzy.
     Przed ogłoszeniem przerwy sędzina jeszcze raz spytała, czy po wyjaśnieniu stanowisk strony puszczą sobie to, co zaszło, w niepamięć, na co usłyszała zgodne nie.
     UMORZENIE
     Po przerwie, o 14:30 , Wysoki Sąd poinformował o umorzeniu sprawy i przedstawił argumentację. Uznał, że dopuszczalna granica krytyki nie została przekroczona, a opinia - choć krytyczna - nie była obraźliwa, a każdy ma prawo do rozpowszechniania własnych opinii nawet wtedy, gdy są one krytyczne dla innych. Dlatego sąd umorzył sprawę, zaznaczając, że każdemu z uczestników procesu przysługuje prawo do złożenia zażalenia na tę decyzję.
Wyrok jest nieprawomocny.

Dominik Księski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1198 (4/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/01/2026 09:19
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości