Reklama

Masz klucz, masz kłopoty

Żadna odnowa i rozwój Kwieciszewa nie nastąpiły
    Ma sz klucz, masz kłopoty
    S ołtys wsi Halina Gajewicz musiała oddać burmistrzowi Leszkowi Duszyńskiemu klucz do świetlicy wiejskiej. Gospodarzem obiektu - zgodnie z umową zawartą jeszcze przez Jacka Kraśnego - jest stowarzyszenie kierowane przez Mariusza Barana. Musi jednak użyczać pomieszczenia innym organizacjom na potrzeby wsi. W Kwieciszewie wrze.

- „Jak się komuś nie wierzy, a chce się pracować społecznie, to nigdy nie będzie zgody” - uważa sołtys Kwieciszewa Halina Gajewicz
  fot. Magdalena Lachowicz

     TO JUŻ PONAD 4 LATA
    Kwieciszewo jest jednym z pierwszych sołectw w województwie kujawsko-pomorskim, które opracowało plan Odnowy Wsi. Odnowę taką zainicjowano w Kwieciszewie w lipcu 2004 r. Warto wspomnieć, że w tym samym roku 14 września w wiosce odbyło się pierwsze spotkanie lokalnych liderów gminy Mogilno, na którym omawiano możliwości, jakie niesie ze sobą wdrożenie na terenach wiejskich Odnowy Wsi oraz pilotażowy program Leader+. 5 maja 2005 r. powstało Stowarzyszenie Odnowy i Rozwoju Wsi Ziemi Mogileńskiej w Kwieciszewie. W skład zarządu stowarzyszenia weszli: prezes Mariusz Baran, wiceprezes Mirosław Kinowski, członek Małgorzata Chudańska-Baran, a do niedawna sekretarzem stowarzyszenia był Maciej Gajewicz.
     DUŻO ZROBIONO
    Stowarzyszenie w Kwieciszewie w trakcie swojej działalności podjęło szeregu inicjatyw związanych z rozwojem swojej wioski oraz budowaniem partnerstwa, czyli Lokalnej Grupy Działania na obszarze powiatu mogileńskiego. Należy do nich projekt zagospodarowania nieużytków za przedszkolem w tej miejscowości na cele rekreacyjno-sportowe, który powstał w oparciu o środki finansowe pochodzące z programu Odnowy Wsi. Dzięki inicjatywie stowarzyszenia powstał w Kwieciszewie Park Piastowski, na który pozyskano dotację w wysokości blisko 20.000 zł z Urzędu Marszałkowskiego. W parku znajduje się plac zabaw Piastuś, boisko do piłki plażowej oraz boisko trawiaste do mini-piłki nożnej, ścieżka spacerowa, krąg kamienny na biesiady przy ognisku. Stowarzyszenie przystąpiło również do programu Leader+, w ramach którego powołana została Fundacja Sąsiedzi Wokół Szlaku Piastowskiego, dzięki której stowarzyszenie może uzyskać dodatkowe środki na rozwój z Unii Europejskiej.

- „Ciężka ta odnowa i rozwój. Pani sołtys nie zrozumiała. Nie zrozumiała sensu działania stowarzyszenia i reguł, jakie tu obowiązują” - mówi Mariusz Baran.   
  fot. Magdalena Lachowicz

    We wszystkich tych projektach czynny udział brała też Rada Sołecka z sołtysem Haliną Gajewicz.
    Aby jednak stowarzyszenie mogło działać i pozyskiwać środki na statutową działalność, potrzebny był lokal.
    INTERAKTYWNI
    Już 1 lipca 2005 r. udało się na drodze porozumienia burmistrza Mogilna Jacka Kraśnego i dyrekcji Poczty Polskiej utworzyć przy świetlicy w Kwieciszewie CKS, czyli Centrum Komunikacji Społecznej.
    Następnie w 2006 r. stowarzyszenie zrealizowało projekt Interaktywne Kwieciszewo, za pomocą którego CKS i świetlicę doposażono w sprzęt multimedialny oraz sprzęt kuchenny. W tym też czasie projekt Interaktywne Kwieciszewo zaowocował powstaniem strony internetowej miejscowości oraz koła fotograficznego, które jest jednocześnie kołem redagującym stronę internetową. Od tej pory obowiązuje także umowa użyczenia świetlicy zawarta między zarządem stowarzyszenia, a burmistrzem Mogilna Jackiem Kraśnym, która obowiązuje do 1 maja 2009 r.
    MOJA WYMARZONA ŚWIETLICA
    Dzisiaj oprócz dostępu do Internetu w świetlicy stworzono w ramach projektu Moja wymarzona świetlica możliwość gry w szachy i warcaby. Utworzona jest także sekcja bilarda, tenisa stołowego. Działacze stowarzyszenia przez cały okres działalności deklarują chęć współpracy partnerskiej z innymi organizacjami i instytucjami naszej gminy na rzecz wyrównywania szans rozwoju dzieci i młodzieży z obszarów wiejskich.

Reklama
W tym zabytkowym dla Kwieciszewa budynu mieści się świetlica, o możliwość korzystania z której toczą się we wsi od roku przepychanki i wojny podjazdowe. W tym budynku jest również pomieszczenie po byłej poczcie, użyczone stowarzyszeniu Mariusza Barana oraz siedziba Centrum Komunikacji Społecznej
 fot. Magdalena Lachowicz

    SOŁTYS NIE ROZUMIE REGUŁ
    Od blisko roku nie układa się jednak współpraca między stowarzyszeniem a sołtysem i Radą Sołecką wsi. Prezes stowarzyszenia Mariusz Baran zadaje sobie pytanie, co się właściwie stało. Gdzie leży przyczyna nieporozumień i konfliktów między zarządem stowarzyszenia, a sołtysem Haliną Gajewicz i całą Radą Sołecką? Polem konfliktu jest lokal świetlicy, który zgodnie z umową zawartą z burmistrzem Kraśnym  należy do stowarzyszenia. Jak mówi Mariusz Baran, sołtys Kwieciszewa głośno opowiada mieszkańcom wioski, że umowa użyczenia świetlicy jest tylko fikcją i tak w ogóle stowarzyszenie też jest tylko fikcją i powstało tylko po to, aby pozyskać zewnętrzne środki.
    - Ciężka ta odnowa i rozwój. Po 3-4 latach intensywnej działalności jako stowarzyszenie i zrealizowaniu wielu z projektów głównie ze środków Urzędu Marszałkowskiego tego wszystkiego jakby pani sołtys nie zrozumiała. Nie zrozumiała sensu działania stowarzyszenia i reguł, jakie obowiązują w stowarzyszeniu. Efektem tego było wydarzenie z ostatniego roku. Stowarzyszenie może odejść, teraz to wszystko jest już sołeckie, teraz to wszystko przejmuje ona. Ona tym dysponuje - opowiada prezes Baran.

Maciej Gajewicz wyciął ze strony internetowej Kwieciszewa wszystkie informacje o Stowarzyszeniu Odnowy i Rozwoju Wsi Ziemi Mogileńskiej.                   - „Postanowiłem to wszystko usunąć, żeby pan Baran poczuł na własnej skórze, jak to jest, jak się komuś coś zabierze” - mówi reporterowi „Pałuk” . 
  fot. Magdalena Lachowicz

    HYMN ŚPIEWAJMY, WCHODZI POLITYKA
    Ostatnim dużym projektem stowarzyszenia było zorganizowanie z końcem 2007 r. Przeglądu Chórów Radośnie Panu Hymn Śpiewajmy. W realizację tego przedsięwzięcia zaangażowała się także sołtys Gajewicz wraz z Radą Sołecką. Wszystko wtedy przebiegało, jak opowiadają prezesi stowarzyszenia Mariusz Baran i Mirosław Kinowski, bardzo dobrze, ale już wtedy zauważyli oni, że ich działalność społeczna nie  ma się nijak do działalności politycznej pani sołtys, związanej z PSL.
Jak mówią, wszystko co członkowie stowarzyszenia zrobili, sołtys Gajewicz sprzedawała jako swoje osiągnięcia i rzadko kiedy wspominała, że cokolwiek dokonane we wsi jest zasługą stowarzyszenia.
    Małgorzata Chudańska-Baran dodaje: - Kiedy chcieliśmy uregulować wszelkie sprawy stowarzyszenia, pani sołtys nie chciała tego zrobić i po prostu nie przychodziła na spotkania. Wiele razy sama byłam inicjatorem tego typu spotkań. Zapraszałam wtedy panią sołtys i pana Macieja, ale zawsze przychodził sam Maciej Gajewicz. Gdy spytałam, gdzie jest mama, odpowiadał, że robi coś w ogródku, czyli po prostu nie chciała do nas przyjść.
    WESELA, ZABAWY
    Sołtys i osoby związane z Radą Sołecką miały mówić, że stowarzyszenie jest oczywiście fajne, bo dzięki takiemu podmiotowi można starać się o środki. Sołtys cały czas uważała umowę z burmistrzem na użyczenie lokalu jako fikcyjną. Cały czas powtarzała, że to jest taka fikcyjna umowa, podkładka, żeby stowarzyszenie mogło zdobyć środki, itd. W tym kontekście - jak twierdzi Mariusz Baran - musieli niestety tolerować to, że pani sołtys kontynuowała swoją działalność polegającą na wynajmowaniu świetlicy na wesela, zabawy bez wiedzy i zgody stowarzyszenia.
    WSZYSTKO SOŁECKIE
    Dalej umowa zobligowała stowarzyszenie do tego, że nie mogą oni tego sprzętu zbywać, a po trzech latach mogą kontynuować działalność i wtedy dopiero byłaby możliwość - jak mówią członkowie zarządu stowarzyszenia - scedować to np. na sołectwo, na inne stowarzyszenie lub sprzedać, a pieniądze przeznaczyć na inną działalność statutową. - Ja wspominałem pani sołtys, że wynajmuje ona salę prywatnym osobom, np. na wesele, a te osoby korzystają z tego sprzętu, np. lodówko-zamrażarki, kuchni gazowej, kuchenki mikrofalowej i jednocześnie płacą sołtys za wynajem sali. Wtedy ja powiedziałem, że my nie możemy odpłatnie tego sprzętu wykorzystywać. Ale skoro pani już takie opłaty pobiera, to może wpłacić też chociaż 50 zł na cele statutowe stowarzyszenia. My musieliśmy chodzić po sklepach i prosić się o drobne datki, a pani sołtys dysponowała sprzętem stowarzyszenia jak swoim własnym. Ale dla świętej zgody nie ruszaliśmy tego tematu. Pani sołtys za to skutecznie wszystkim wmawiała, że stowarzyszenie ma do tego tzw. guzik, a wszystko jest sołeckie. Natomiast umowa, na którą się powołujemy, jest fikcyjna - kontynuuje prezes Baran.

Reklama
W poprzedniej kadencji burmistrz Jacek Kraśny często zaglądał z gospodarską wizytą do Kwieciszewa. Tutaj na zdjęciu z sołtys Haliną Gajewicz i szefową KGW Wiesławą Kozłowską (z lewej). W tym czasie burmistrz Kraśny podpisał stowarzyszeniu Mariusza Barana umowę na użyczenie lokalu świetlicy wiejskiej  
       fot. Joanna Świetnicka

    PLACKI NA STOLE BILARDOWYM
    Nadeszła zima 2007 r., kiedy zarząd stowarzyszenia powiedział zdecydowanie pani sołtys, że dalej tak być nie może. Powiedzieli wówczas, że nie może ona tym obiektem zawiadywać jak swoim prywatnym folwarkiem, a tym bardziej sprzętem, który się tam znajduje. Przełom nastąpił na początku 2008 r. W święta Bożego Narodzenia prezes Baran dowiedział się, że w świetlicy zorganizowane będzie wesele.
    Zarząd stowarzyszenia uważał jednak, że powinien być to czas, kiedy świetlica otwarta będzie dla dzieci. Postanowili nawet, że sami przyjdą i zaopiekują się dziećmi, które przyjdą sobie pograć, czy nawet sami skorzystają z bilarda. - W tym momencie wchodzę do świetlicy i widzę, że na nowym stole bilardowym i stolikach komputerowych leżą sobie sałatki, placki i torty. Mam nawet udokumentowane to na zdjęciach. Wówczas zadzwoniłem i poprosiłem o natychmiastowe usunięcie tego wszystkiego. To było w 3 miesiące po zakupie stołu, a był to niemały wydatek, bo rzędu 3.000 zł. Wesele się odbyło. Wówczas postanowiłem jednak, że przejście, które jest z CKS na salę po prostu zablokuję i zmienię kłódki z przodu i pewną kontrolę nad tym pomieszczeniem będzie miało stowarzyszenie - opowiada Mariusz Baran.
    W związku z tym, że była to przerwa świąteczna i CKS nie funkcjonował w tym czasie, Mariusz Baran nie czuł potrzeby, żeby wszystkim oznajmiać, że jak CKS wznowi działalność, to już na nowych zasadach.
    WYHAMOWALI NA PROŚBĘ
    Jednak sołtys Halina Gajewicz wyprzedziła zarząd stowarzyszenia. Zwołała Radę Sołecką i pojechała ze sprawą do burmistrza Leszka Duszyńskiego, mówiąc, że pan Baran robi prywatę i nie udostępnia pomieszczenia, tak jak jest zaznaczone w umowie. - Nie mam tutaj żalu do burmistrza, aczkolwiek był to znak, że trzeba potwierdzić, że istnieje umowa użyczenia. Tym bardziej, że w jego obecności padały słowa, że ta umowa jest tylko fikcją. Burmistrz, a był to styczeń 2008 r., poprosił o jedno, żeby wrócić z powrotem do Kwieciszewa, usiąść przy stole i się porozumieć. To była jego propozycja. My to zrobiliśmy. Przy rozmowie obecna była także przewodnicząca RM Elżbieta Sarnowska, która powiedziała, żeby trochę wyhamować, bo jak się wchodzi z takimi tematami, to ludzie czasami nie nadążają, może muszą się dopiero tego nauczyć. I poprosiła, abyśmy zrobili krok do tyłu i dogadali się z Radą Sołecką, a pomalutku wszystko się ułoży - opowiadają reporterowi członkowie stowarzyszenia.
    KROK W TYŁ BŁĘDEM

- „Przecież można było się dogadać. Wystarczyło powiedzieć: chłopaki, macie klucze, tylko organizujcie tak, aby każdy miał tutaj dostęp. Takie słowa powinniśmy usłyszeć od pani sołtys, a nie, żeby ona stanęła przeciwko stowarzyszeniu” - mówił Mirosław Kinowski.            
 fot. Magdalena Lachowicz

    Niestety, z perspektywy czasu Mariusz Baran i Mirosław Kinowski uważają, że zrobienie przez nich kroku do tyłu, było oznaką ich słabości, a wszystko coraz bardziej było zawłaszczane przez Halinę Gajewicz jako sołtysa.
    CZYŚCI STRONĘ
    - Nie wiem, czy to przypadek, że Maciej Gajewicz, który jest administratorem strony internetowej Kwieciszewa usunął z niej wszelki ślad istnienia i dorobku stowarzyszenia. Nie wiem, może to ta koalicja rządowa spowodowała, że powiedzieli „no nie ma lepszej okazji, jak teraz właśnie zrobić porządek ze stowarzyszeniem” i w sposób naturalny przejąć to, a w konsekwencji na wszystkich stronach internetowych funkcjonowałoby to jako dorobek pani sołtys”. Zresztą wejrzeć należy na stronę internetową Kwieciszewa. Tam park przygotowywała pani sołtys z pracownikami, podczas gdy to ja przeszedłem batalię z mieszkańcami, którzy krzyczeli „kto tam będzie sprzątał Baran z Baranką chyba”. Dzisiaj pani sołtys oprowadza tam starostów, posłów PSL i pokazuje, jaki to piękny obiekt dzięki niej tam mamy - opowiadają prezesi.
    - Pani sołtys idzie z nami ostro. Na jednym ze spotkań padło nawet stwierdzenie, że wy tutaj za dużo nie gadajcie, tylko piszcie te projekty, weźcie się do roboty, a my tutaj całą resztą będziemy zawiadywać. W tym momencie my stwierdziliśmy, że w tym roku zobaczymy, co wy chcecie. Bo żeście tak u burmistrza krzyczeli, że my wam ograniczamy dostęp, że Rada Sołecka też chce korzystać z tych pomieszczeń, że klucze muszą być w rękach pani sołtys - opowiada Mariusz Baran.
    BUDUJĄ WŁASNĄ STRONĘ
    Jednak stowarzyszenie nie przestało działać. Wiedząc, że usunięto link z ich nazwą ze strony internetowej Kwieciszewa, poświęcili czas na budowę nowej strony internetowej. Otrzymali darmową stronę od portalu ngo, który działa dla organizacji pozarządowych. - My, podobnie jak inne stowarzyszenia, sięgnęliśmy po to rozwiązanie i obecnie trwa jeszcze obróbka strony. Myślimy, że przed świętami ruszy ona na dobre - mówią dalej członkowie stowarzyszenia.
    Widząc nieustanne działania pani sołtys przeciwko nim, a szczególnie po tym jak sołtys założyła nowe kłódki do obiektu i członkowie stowarzyszenia przez blisko 2 miesiące nie mogli dostać się do świetlicy, zwrócili się do prawnika po pomoc. Zrobili - to, jak mówią - obawiając się, że nie będą mogli realizować postanowień zawartych w umowach z Urzędem Marszałkowskim.
    LOKAL PO BYŁEJ POCZCIE
    Nie mogąc dłużej czekać na rozwiązanie zaistniałej sytuacji i widząc wolny lokal przy świetlicy po byłej poczcie, stowarzyszenie wystąpiło do burmistrza o przekazanie go na ich potrzeby. 
Około dwóch tygodni temu szef Mogileńskich Domów Jerzy Padoł przekazał im klucze do tego pomieszczenia. Wtedy też zdecydowanie wystąpili do pani sołtys o klucze do świetlicy z zamiarem przede wszystkim przejęcia kontroli nad sprzętem należącym do stowarzyszenia.
    KLUCZA NIE CHCE ODDAĆ
    - Wysłaliśmy wezwanie do oddania kluczy przez panią sołtys w trybie 3 dni, które przez prawnika nazwane zostało przedsądownym wezwaniem do zwrotu niesłusznie zawłaszczonego lokalu. Z tego co wiemy, pani sołtys wezwanie otrzymała w poniedziałek 8 grudnia i niestety nie zareagowała na to. Zareagowała natomiast w inny sposób, bardzo dla nas dziwny. Otóż złożyła doniesienie do Urzędu Marszałkowskiego, że my nie realizujemy założeń projektów i nie prowadzimy żadnych zajęć oraz że brakuje tam zakupionego sprzętu. Treść tego wywnioskowaliśmy po charakterze informacji, którą otrzymaliśmy o powiadomieniu i przeprowadzeniu kontroli - mówi Janusz Baran.
    KONTROLA OD MARSZAŁKA
    10 grudnia Mariusz Baran otrzymał telefon, że 12 grudnia w świetlicy przeprowadzona zostanie kontrola. Ponieważ praca w świetlicy nie jest etatową pracą prezesa Barana i w terminie wyznaczonym jest on w swojej pracy, poinformował panią z Urzędu Marszałkowskiego, że to jest niemożliwe. Zaznaczył, że stowarzyszenie nie uchyla się od kontroli, ale usłyszał, że ma zwolnić się z pracy i na tej kontroli być. Zaproponował kontrolę w poniedziałek, bezskutecznie. - To miała być zarzucona na nas płachta. Bo nie ukrywamy, że część sprzętu, który udało nam się zabezpieczyć, mieliśmy już w tym lokalu po poczcie, ale pani sołtys myślała, że to co żeśmy wyrwali od niej i zabezpieczyli w naszym prywatnym posiadaniu. Pomyślała, że jak pozamyka wszystkie lokale - bo miała wszystkie klucze i żebyśmy nie uprzedzili kontroli i przez funkcjonujący CKS nie wnieśli nic do środka - dała pracującej w CKS pani 2 dni wolnego. Było to działanie z premedytacją - opowiada wzburzony prezes Baran.    

Reklama

    LINCZ NAD STOWARZYSZENIEM
    Mariusz Baran mówi, że kontrola przyjechała o 1000 rano, a dopiero o 1200 listonosz przyniósł mu pismo z powiadomieniem, że taka kontrola w ogóle się odbędzie. Sołtys Kwieciszewa - jak mówią nasi rozmówcy - też otrzymała informację o terminie kontroli. W związku z tym Halina Gajewicz wraz z częścią Rady Sołeckiej, szefową KGW Wiesławą Kozłowską zebrali się pod świetlicą. - W takim składzie miała odbyć się rozprawa nad stowarzyszeniem. Miało nastąpić otwarcie lokalu, stwierdzenie brakującego sprzętu, zabranie nam natychmiast kluczy, sprzętu i po prostu zlinczowanie stowarzyszenia. Jak się okazało, w cała akcję włączył się także radny Władysław Widomski. Ja próbowałem ratować się tym, że poprosiłem mojego syna, ponieważ zdawałem sobie sprawę, że zgodnie z umową przez 3 lata sprzęt musi być, żeby otworzył pomieszczenie łącznie z tym po byłej poczcie, o którym pani sołtys nie wiedziała, że jest w naszym posiadaniu - mówi Mariusz Baran.
    SPRZĘT BYŁ
    Panie z Urzędu Wojewódzkiego weszły do pomieszczenia i stwierdziły obecność w sumie 99% sprzętu. Nie było tylko aparatu cyfrowego, który był akurat wypożyczony jednemu z członków, który wykonuje dokumentację do powstającej nowej strony internetowej stowarzyszenia. Kontrola, jak mówią prezesi, była bardzo szczegółowa, szukano wszędzie znaczków, które umieszczone są na pozyskanym sprzęcie. Panie nawet dopytywały się, dlaczego nie ma znaczków na bilach. Ostatecznie komisja stwierdziła tylko brak 5 plastikowych krzeseł i prawie 30 składanych krzeseł, które w naturalny sposób zostały już zniszczone poprzez użytkowanie.
    ŻONA BARANA WYPROSZONA
    Mariusz Baran dowiedział się, że panie z Urzędu Marszałkowskiego będą także u burmistrza Mogilna i tam chciał się z nimi także spotkać. Prosił swą żonę, by to spotkanie z nimi umówiła. - Okazało się, że panie były na terenie Kwieciszewa, a dokładnie w „Chacie Wiejskiej” pana Widomskiego. Żona poszła tam z koleżanką, okazało się, że na dole nie ma tych pań, więc weszła do góry, ale od właściciela lokalu trzeba mieć zgodę na przebywanie na górze restauracji, bo tam mogą przebywać grupy, które nie chcą się spotykać publicznie. W związku z tym moją żonę wyproszono - mówi Mariusz Baran.
    SOŁTYS ODDAJE KLUCZ
    Ostatecznie burmistrz Leszek Duszyński zażądał od sołtys Gajewicz zwrotu klucza, gdyż jest umowa użyczenia i klucz powinno mieć stowarzyszenie. Musi jednak użyczać sali. Tak też się stało 12 grudnia. Do stowarzyszenia zgłosiło się KGW w sprawie pomieszczeń świetlicy, które potrzebują na przygotowanie potraw na III Powiatowy Konkurs Stołów Wigilijnych w Jeziorach Wielkich. Zarząd obiekt udostępnił, ale od tego momentu postąpili - jak mówią - tak, jak powinno się postępować od samego początku. Otóż poprosili przewodniczącą Kozłowską, żeby podpisała umowę użyczenia. Chodziło o to, że stowarzyszenie użycza lokal, a KGW w tym czasie bierze za wszystko, co się tam znajduje, odpowiedzialność. Jest to dowód na to jak mówią nasi rozmówcy, że stowarzyszenie jest otwarte na współpracę i tak chcą dalej postępować.
    PROBLEM MA TERAZ SOŁTYS
    - Co teraz pani sołtys zrobi z tą całą sytuacją, którą stworzyła? Z tą kontrolą Urzędu Marszałkowskiego, z tym usunięciem stowarzyszenia ze strony internetowej, z wykorzystywaniem świetlicy można by powiedzieć dla celów prywatnych. Przewodnicząca KGW kiedyś zarzuciła nam, że my to mamy dobrze, bo jesteśmy stowarzyszeniem i możemy pozyskiwać pieniądze z różnych źródeł, a one muszą ratować się organizowaniem imprez okolicznościowych, Wtedy ja dałem za przykład KGW w Strzelcach, które mogło zarejestrować się jako stowarzyszenie. Więc można - tylko jak się chce. A jak się chce, żeby wszystko było po staremu, to niestety tak jest - mówią prezesi stowarzyszenia.
    NARUSZYLI UKŁAD
    W ich oczach wbrew pozorom żadna odnowa i rozwój Kwieciszewa nie nastąpił, bo jedno stowarzyszenie, jedna grupka osób, jak mówią, nie jest w stanie zmienić tego, co niektórzy od kilkudziesięciu lat w Kwieciszewie tworzyli, którzy wiele inicjatyw blokowali. Współpraca z Urzędem Marszałkowskim, jak mówią prezesi, bardzo dobrze się jak dotąd układała. - Dlatego mam żal, że taka kontrola nastąpiła w takich, a nie innych, okolicznościach. Pani sołtys jako funkcjonariusz publiczny powinna wiedzieć, jakie miała prawa względem tej świetlicy. A doprowadziła do sytuacji, kiedy myślała, że stowarzyszenie się wycofa, ale my się nie wycofamy - mówi Mariusz Baran.
     Natomiast wiceprezes stowarzyszenia Mirosław Kinowski dodaje: - Przecież można było się dogadać. Wystarczyło powiedzieć chłopaki macie klucze, tylko organizujcie tak, aby każdy miał tutaj dostęp. Jeżeli będziecie potrzebować mojej pomocy, ja zawsze jestem gotowa wam pomóc. Takie słowa powinniśmy usłyszeć od pani sołtys, a nie, żeby ona stanęła przeciwko stowarzyszeniu.    
    WSPÓLNA WIZJA
    W nieco innym świetle przedstawia całą sprawę sołtys Kwieciszewa Halina Gajewicz. Uważa ona bowiem, że zawsze działała dla dobra mieszkańców. W momencie otrzymania z Urzędu Miejskiego pisma w sprawie powołania Odnowy Wsi potraktowała to bardzo poważnie. Wiedząc, że we wsi jest bardzo dużo do zrobienia, zwołała spotkanie w świetlicy, na które zaprosiła prezesów, przewodniczącą KGW i mieszkańców. Dała każdemu możliwość udziału w tym zebraniu, podczas którego wybrano lidera. - Były pewne opory, ale w ostateczności sama zaproponowałam Mariusza Barana i wszyscy się na to zgodzili - mówi Halina Gajewicz. Cały czas uważała bowiem, że jeśli ktoś chce zrobić coś dobrego dla swojej miejscowości, to nie należy mu w tym przeszkadzać. Na bazie tej odnowy powstało stowarzyszenie, o którym dzisiaj mówimy. Syn Haliny Gajewicz Maciej został sekretarzem tego stowarzyszenia. Bardzo dużo pracy Halina Gajewicz poświęcała realizowanym projektom, natomiast Maciej - jak mówi sołtys - te projekty pisał. - Mieliśmy z panem Baranem taką wspólną wizję, aby ożywić tę naszą miejscowość. Ja jestem człowiekiem, który chciałby współpracować ze wszystkimi i wręcz zaniechać takich konfliktów. Jedna scysja, druga i to wszystko się tak potęguje i wytwarzają się takie mało komfortowe sytuacje - mówi sołtys Gajewicz.
Maciej Gajewicz dodaje także, że dzięki temu burmistrz Kraśny nagrodził Kwieciszewo utworzeniem w nim CKS. Jako sołtys Halina Gajewicz zdawała sobie doskonale sprawę, że aby napisany projekt mógł być zrealizowany, potrzebny jest lokal.     
    WIEDZIAŁA O UŻYCZENIU
    Wiedziała także o umowie użyczenia lokalu dla stowarzyszenia. Jednak, jak zaznacza, w umowie tej był punkt, który mówił, że biorący do użytkowania zobowiązany jest do ogólnego udostępnienia pomieszczenia i wyposażenia w tym pomieszczeniu mieszkańcom (jest to pkt. 7 umowy użyczenia). W praktyce okazało się, że było całkiem inaczej. - Zawsze wychodziłam z założenia, że musimy wierzyć jeden drugiemu. Ja uznaję taką zasadę. Jak się komuś nie wierzy, a chce się pracować społecznie, to nigdy nie będzie zgody. Pan Baran zapewniał nas, że nie będzie się wtrącał i ingerował w działalność np. KGW i Rady Sołeckiej. Te słowa mogą potwierdzić jej członkowie. Prezes stowarzyszenia miał zawsze klucze do świetlicy i ma te klucze do dzisiaj - powiedziała Halina Gajewicz.
    KONFLIKT ZACZĄŁ SIĘ OD BILARDA
    Podczas realizacji projektów na wyposażenie świetlicy trafiały różne sprzęty. Jednym z nich w ramach projektu Moja wymarzona świetlica był telewizor, który zainstalowano w świetlicy pod koniec października 2007 r. Jednak, jak twierdzi pani sołtys, telewizor stał tam bardzo krótko, po czym zabrany został przez Mariusza Barana i nie było go do momentu piątkowej kontroli z Urzędu Marszałkowskiego. Nieporozumienia ze stowarzyszeniem - jak mówi Maciej Gajewicz - zaczęły się od momentu pisania projektu na wymarzoną świetlicę. Wtedy po raz pierwszy doszło do nieporozumienia.
    - Ja chciałem zadziałać w kierunku doposażenia świetlicy w dobre komputery, natomiast pan Baran chciał zakupić koniecznie stół do bilarda. Mama natomiast myślała o zakupie nagrzewnicy do ogrzewania świetlicy zimą i chłodziarko-zamrażarki, aby można było kupić dzieciom np. lody lub schłodzić napoje podczas upałów. Niestety, pan Baran razem z panem Kinowskim uparli się, aby kupić stół bilardowy - opowiada Maciej Gajewicz.
    SKARGI NA PREZESÓW
    W rozmowie u państwa Gajewiczów dowiadujemy się także, że  coraz częściej zdarzały się skargi na panów prezesów u sołtysa. Jednego razu przyszedł ojciec jednego z chłopców i spytał panią sołtys, czy świetlica jest własnością pana Barana i czy miał on prawo wyrzucić jego syna ze świetlicy. Do pani sołtys przychodziła także młodzież skarżąc na pana Barana, że ten nie wpuszcza ich do świetlicy. Takich skarg było kilka. Doszło nawet do takiej sytuacji, a było to 27 grudnia 2007 r. podczas przerwy międzyświątecznej, że sołtys Halina Gajewicz poszła otworzyć świetlicę dzieciom. Okazało się, jak mówi sołtys, że kłódki zostały wymienione, a wewnątrz synowie pana Barana grają w bilard. - Przed świetlicą stało około 20 osób. Była to w szczególności młodzież, która nie miała gdzie się podziać. Poprosiłam Macieja, aby poszedł po pana Barana, którego spytałam, co to ma wszystko znaczyć - opowiada Halina Gajewicz. Efektem tego było zwołanie Rady Sołeckiej, z którą sołtys udała się do burmistrza, aby przedstawić problem.
    Jak mówi nam Halina Gajewicz, nowe kłódki założone zostały po tym, jak w pierwszy dzień świąt odbywało się w wiosce wesele. Pani młoda poprosiła sołtysa, czy w świetlicy mogłaby przechować placki. Pani sołtys za zgodą Rady Sołeckiej zezwoliła na wniesienie do świetlicy placków. - Podobno wówczas pan Baran chciał sobie pograć i przyszedł do świetlicy, gdy zobaczył tam placki, oburzył się i zaczął robić zdjęcia. Efektem tego było zawieszenie nowych kłódek. Na to nie mogłam pozwolić, ponieważ ta świetlica jest tutaj naszym Domem Kultury - mówi Halina Gajewicz. Natomiast Maciej Gajewicz dodaje: - Jedni robią różne rzeczy bezinteresownie w konkretnym celu, inni chęci pomocy społeczeństwu, a jeszcze inni dla siebie. Jeden jest radnym, inny chce dopiero zaistnieć, a trzeci robi wszystko dla prywaty. Ja współpracowałem z panem Baranem długo i znam tego człowieka. On w tej chwili w ogóle się do mnie nie odzywa. Czuję się bardzo wykorzystany w tej sytuacji.
    Pani sołtys opowiedziała naszemu reporterowi, że nic nie robi na własną rękę. Zawsze porozumiewa się z Radą Sołecką, ponieważ uważa, że tak powinien zachowywać się sołtys. Wizyty u burmistrza odbywały się zawsze w porozumieniu z Radą i wówczas informowali burmistrza o tym, że sprzęt jest ze świetlicy zabierany, że dzieci nie są tam wpuszczane. Efektem takich wizyt było zatrudnienie przez burmistrza osoby do prowadzenia w Kwieciszewie CKS. Sytuacja z wymianą kłódek w świetlicy miała miejsce kilkakrotnie. Parę razy - jak mówi sołtys - w otwarciu pomieszczenia pomogli im strażacy. Latem tego roku sołtys Halina Gajewicz informowała kilkakrotnie burmistrza Leszka Duszyńskiego, że ze świetlicy zabierany jest sprzęt. Pytała nawet, czy adres, pod którym znajduje się sprzęt, mieści się pod Kwieciszewo 5 (miejsce lokalizacji świetlicy, przyp. mal), czy Kwieciszewo 8 (mieszkanie pana Barana, przyp.mal).
    Burmistrz obiecał, że jak tylko wróci z urlopu, zajmie się tą sprawą. W tym czasie doszło nawet do sytuacji - jak opowiada sołtys Gajewicz, że gdy w rękach stowarzyszenia były dwa komplety kluczy i zatrudniona w CKS kobieta nie miała jak dostać się do obiektu. Wówczas sołtys Gajewicz zwróciła się do Rady Sołeckiej, informując, że dalej to tak nie może funkcjonować. - Wtedy zapadła decyzja, że zmienimy zamki, żeby pracownica CKS miała swoje klucze. 31 października pan Baran wszedł na salę i zabrał stamtąd, z nikim nie uzgadniając, krzesła, w taki sposób sprzęt stopniowo znikał ze świetlicy. Tylko dlatego postanowiliśmy wraz z Radą Sołecka zawiadomić Urząd Marszałkowski, informując, że pozyskany przez stowarzyszenie sprzęt znajduje się w prywatnych rękach i prosimy o sprawdzenie tego faktu - opowiada Halina Gajewicz. Pismo sporządzone zostało 27 października i podpisane przez członków Rady Sołeckiej 6 listopada. Wynikiem tego była kontrola obiektu, która odbyła się 12 grudnia.
    Natomiast 11 grudnia sołtys Kwieciszewa po wcześniejszym otrzymaniu wezwania do zwrotu stowarzyszeniu kluczy do obiektu, przekazała je burmistrzowi Leszkowi Duszyńskiemu.

  STRONA INTERNETOWA KWIECISZEWA
   Strona internetowa Kwieciszewa znajduje się na serwerze firmy SputnikSoftware, gdzie Urząd Miejski w Mogilnie ma wykupiony m.in. Biuletyn Informacji Publicznej, miejsce na stronę internetową gminy oraz skrzynki pocztowe. Za całość pakietu gmina zapłaciła w 2008 r. - 1.728,33 zł brutto. W ramach tej ceny i umowy z firmą SputnikSoftware gmina ma jeszcze 3 inne strony: obok Kwieciszewa jest to strona internetowa Żabna oraz Zespołu Obsługi Szkół i Przedszkoli. Strony dodawane były w ramach powyższej ceny na zasadach gratisowych w związku z wieloletnią współpracą z firmą SputnikSoftware. Jest już propozycja przedłużenia umowy gminy z firmą na najbliższe 3 lata, po 1.708 zł brutto za każdy rok. Całością tworzenia strony kwieciszewskiej i jej aktualizowania zajmuje się mieszkaniec Kwieciszewa Maciej Gajewicz. On tworzy serwis zarówno pod kątem technicznym, jak i merytorycznym. Pomaga mu Arkadiusz Zawiasiński, głównie w robieniu zdjęć, gdyż nie ma on dostępu do serwera. Konto na stronę zostało przekazane do użytkowania Maciejowi Gajewiczowi jeszcze za kadencji burmistrza Jacka Kraśnego.
                                 Marek Holak

    CHCIAŁ, BY PREZES POCZUŁ
    Maciej Gajewicz zapytany przez naszego reportera, dlaczego ze strony internetowej Kwieciszewa, która nie jest jego własnością, ani własnością wsi, usunął wszelkie ślady działalności stowarzyszenia odpowiedział: - Postanowiłem to wszystko usunąć, żeby pan Baran poczuł na własnej skórze, jak to jest, jak się komuś coś zabierze. Jeżeli będzie taka konieczność, to w przeciągu kilku minut wprowadzę te informacje z powrotem. Jednak chciałem, żeby pan Baran zobaczył, jakie to uczucie, kiedy coś się komuś zabiera, tak jak on odebrał młodzieży możliwość korzystania ze świetlicy. To nie jest żadna złośliwość. Tak jak on chciał mnie czegoś nauczyć, tak ja w ten sposób chciałem nauczyć jego.
     ZAWSZE Z MAMĄ
    Na zakończenie Maciej Gajewicz powiedział także, iż nigdy nie mógłby stanąć przeciwko swojej mamie i  sytuacja, w której postawił go prezes Baran, kiedy powiedział, że ma wybierać po której stronie stoi - po stronie stowarzyszenia czy Rady Sołeckiej była nie do przyjęcia.
    SOŁTYS WYCHODZI
    Natomiast Halina Gajewicz zapytana, czy widzi jeszcze sens współpracy ze stowarzyszeniem, odpowiedziała, że zawsze jako sołtys, gdy zwróci się stowarzyszenie do niej z jakąś prośbą na pewno nie odmówi, jednak członkiem stowarzyszenia nie chce już być.
    UMOWA JEST JASNA
    Burmistrz Leszek Duszyński nie ma wątpliwości. Zapis w umowie sporządzonej jeszcze przez jego poprzednika jest jasny. Prawo do użytkowania świetlicy do 1 maja 2009 r. ma Stowarzyszenie Odnowy i Rozwoju Wsi Ziemi Mogileńskiej w Kwieciszewie. - Przykro bardzo, że do takiej sytuacji doszło i ubolewam, że taki konflikt w tej miejscowości istnieje. Tym bardziej, że Kwieciszewo było cały czas takim wzorem do naśladowania dla innych miejscowości. Będę dążył do tego, aby ten konflikt załagodzić, bo to leży w interesie nas wszystkich - powiedział burmistrz Duszyński.

Reklama

Magdalena Lachowicz

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 878 (51/2008)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości