Reklama

Masz zawał mózgu, licz na siebie

Najbliższa rodzina Iwony Szczepańskiej jest oburzona, że po decyzji lekarza własnym transportem musiała zawozić chorą w złym stanie do szpitala w Inowrocławiu, kiedy na rampie przy szpitalu w Strzelnie stały dwie karetki. Sytuacja była zaś śmiertelnie poważna z zagrożeniem życia włącznie, bo u pani Iwony stwierdzono zawał mózgu i już następnego dnia przechodziła poważną operację w szpitalu im. Jurasza w Bydgoszczy.

Ciocia Iwony Szczepańskiej, Krystyna Czulińska ze szczegółami opowiedziała nam o sytuacji zdrowotnej swojej siostrzenicy. Jej zdaniem, lekarka w strzeleńskim szpitalu Karolina Akcentowicz powinna zlecić transport pani Iwony karetką do szpitala. fot. Magdalena Lachowicz

     TABLETKI NIE POMAGAŁY
     Od kilkunastu tygodni 32-letnia mieszkanka Strzelna Iwona Szczepańska uskarżała się na silne bóle głowy. Miesiąc temu ból głowy tak bardzo się nasilił, że udała się na wizytę do lekarza pierwszego kontaktu w strzeleńskiej przychodni. Lekarz Beata Janowska zleciła jej wówczas badania moczu, krwi, prześwietlenia płuc i kręgosłupa. Z wynikami miała ponownie pojawić się w przychodni.
     - Pani Janowska obejrzała wyniki i powiedziała, że wyniki są super. Krew dobra, tylko w moczu miała jakieś bakterie. Zapisała jej tabletki przeciwbólowe, stwierdzając, że jest to migrena. Iwonka wykupiła tabletki, poszła do domu. Tabletki zażywała, ale nic nie pomagało, a bóle głowy się nasilały. Doszło nawet do sytuacji, że traciła równowagę. Była bardzo blada i nie miała nawet siły chodzić. Stale się jej na mdłości brało, miała mroczki przed oczami i nawet nie mogła się nachylać - opowiada mama pani Iwony, Eugenia Szczepańska.
     PRZEWRACAŁA SIĘ
     13 sierpnia ból był już nie do zniesienia. Wraz z koleżanką Magdaleną Olszewską udała się ponownie do przychodni. Dyżur pełniła wówczas lekarz Maria Wojdyła. Ponieważ pani Iwona nie mogła wejść do gabinetu o własnych siłach, jej koleżanka weszła do gabinetu razem z nią. Po zbadaniu pacjentki Maria Wojdyła wystawiła jej skierowanie do szpitala.
     - Od razu Magda zadzwoniła do nas. Więc ja z siostrą od razu udałyśmy się do szpitala, kupiłyśmy potrzebne rzeczy, bo myślałyśmy, że zostanie tam na dłużej. Gdy dotarłyśmy, Iwonka była w izbie przyjęć - opowiada Krystyna Czulińska, siostra pani Eugenii i ciocia pani Iwony.
     Dyżur na oddziale pełniła wówczas lekarz Karolina Akcentowicz. W szpitalu w Strzelnie na zlecenie lekarza wykonano u pani Iwony pomiar ciśnienia, które było bardzo niskie 100/50. EKG nic nie wykazało. Podano jej kroplówkę. - Gdy dotarłyśmy do szpitala, pani doktor spytała, czy mamy samochód, bo córka będzie miała skierowanie na neurologię do Inowrocławia i trzeba ją tam zawieźć własnym transportem. Iwonka była już tak osłabiona, że nawet nie mogła usiedzieć sama na krześle, trzeba było ją podtrzymywać, żeby nie spadła. Ona nawet nie miała siły utrzymać w ręku butelki z wodą - opowiada pełna emocji pani Eugenia.

Reklama

Mama Iwony Szczepańskiej, Eugenia Szczepańska ze łzami w oczach opowiadała o tragedii swojej córki fot. Magdalena Lachowicz

     KARETKI SOBIE STAŁY
     Jak tylko kobiety usłyszały, że potrzebny jest transport do szpitala w Inowrocławiu, Krystyna Czulińska zadzwoniła po swojego męża, by ten przyjechał pod strzeleński szpital swoim samochodem. - Pani doktor cały czas komentowała, że to nie jest Strzelno, tylko Inowrocław i „tam będziecie długo czekać”. Iwonka była cała lejąca i wymiotowała. Mój mąż zaklął i powiedział, że jak to, „dla pacjenta w takim stanie nie ma karetki?” Ale w związku z tym, że każda chwila była na wagę złota, natychmiast przyjechał pod szpital. Dwie karetki stały w tym czasie na rampie przy szpitalu w Strzelnie. Iwonka była biała jak papier, z jednej strony podtrzymywała ją mama, z drugiej ja - dodaje pani Krystyna. Jadąc do szpitala w Inowrocławiu nie spodziewali się jednak w najśmielszych snach, co jeszcze ich czeka.
     STAN KRYTYCZNY
     Okazało się, że na przyjęcie do szpitala trzeba było czekać. Potwierdziły się tym samym słowa pani doktor Akcentowicz.
     - Myślałam, że dostaniemy furii. W Inowrocławiu cztery godziny czekaliśmy, by Iwonkę przyjęto na oddział neurologiczny - dodaje mama pani Iwony, która już praktycznie ostatnimi siłami podpisała zgodę na leczenie i do kontaktu z lekarzami upoważniła ciocię Krystynę, gdyż ta prędzej była w razie takiej potrzeby dojechać do szpitala. - Pijanych w tym czasie karetką przywieźli chyba z sześciu, a my cały czas czekałyśmy - mówi.
     W końcu zdenerwowana pani Krystyna poszła i spytała, jak długo mają jeszcze czekać, skoro Iwona coraz gorzej się czuje. Dopiero wówczas wyszedł neurolog i zabrali wycieńczoną strzelniankę na badania, w tym tomografię komputerową głowy. Ale, że lekarz prosił o wynik z opisem, nie było komu tego wyniku odczytać, gdyż było już bardzo późno. Około 23:00 pani Iwona przewieziona została na neurologię, tam jak ją na łóżku położyli, tak leżała do rana.
     - A to był zawał mózgu i czaszka cały czas się powiększała. Rano pan doktor do mnie zadzwonił, że jeszcze chcą rezonans zrobić, bo podejrzewają guza mózgu. Lekarz poinformował nas, że jak najszybciej mamy przyjechać do szpitala, bo stan Iwony się pogorszył i jest krytyczny. No, żeby pani Akcentowicz w Strzelnie dała karetkę, to z karetki od razu by Iwonkę przyjęli, a tak czekaliśmy ponad 4 godziny. A tutaj każda sekunda się liczyła. Taki dzieciak młody i żeby konkretnej pomocy nie udzieliła i własnym samochodem kazała nam wieźć Iwonkę do szpitala. Przecież już w tym samochodzie mogło dojść do najgorszego, jak byśmy jej wtedy pomogli? A w karetce, to chociaż sprzęt do ratowania życia mają. Ja nawet bym za tą karetkę 200 czy 300 zł zapłaciła, byle dała skierowanie i żeby Iwona pomoc miała. Niech państwo coś zrobią, bo w Strzelnie tak traktują pacjentów, jak byle co - dodaje Krystyna Czulińska.
     Mama pani Iwony wraz z ciocią natychmiast pojechały do Inowrocławia. Iwona była akurat na rezonansie, lekarz wezwał panią Krystynę do gabinetu i powiedział, że stan jest krytyczny i mają nastawić się na najgorsze. Była zimna i nie kontaktowała. Po badaniach podłączono strzelniankę pod aparaturę. - Powiedzieli, że mamy przygotować się na śmierć. Ja krzyczałam, żeby ją ratowali, że to jest młoda dziewczyna, ma 32 lata i dopiero świat przed nią, ma do tego syna (13-letniego Tomka - przyp. mal). Lekarz powiedział, że zrobili co było w ich mocy - mówi ze łzami w oczach Eugenia Szczepańska.
     NA SYRENIE DO JURASZA
     Pani Krystyna krzyczała, żeby przetransportować Iwonę do Bydgoszczy, bo tam robią operacje mózgu. Dzisiaj twierdzi, że nie wie, czy weszła wówczas inowrocławskiemu lekarzowi na ambicję, ale chwila moment i już Iwona uszykowana była do transportu. W południe 14 sierpnia na syrenie została zabrana do Bydgoszczy. W karetce przestała oddychać i została zaintubowana. W szpitalu im. Jurasza w Bydgoszczy czekał już na nią przygotowany stół i zespół operacyjny. Po przybyciu do szpitala od razu trafiła na stół operacyjny. Lekarz Karol Nowak miał stwierdzić zawał mózgu. Po czterogodzinnej operacji stan Iwonki nadal był krytyczny. Kilka dni leżała pod respiratorem w stanie śpiączki farmakologicznej.
     - Nam kazali modlić się tylko o cud. Lekarz powiedział, że jak się zbudzi, to na 100% będą skutki uboczne. Może nic nie pamiętać, może nie mówić, może się sama nie najeść, nie chodzić. Może to być roślinka. Ale dla nas najważniejsze, żeby żyła - płacze pani Eugenia. Przy jej łóżku cały czas czuwała jej przyjaciółka Magdalena Olszewska.
     CZEKA JĄ REHABILITACJA
     Na dzień dzisiejszy pani Iwona znajduje się na oddziale neurologicznym w Inowrocławiu, gdzie po wybudzeniu ze śpiączki została przetransportowana z Bydgoszczy. 9 września ma wrócić do Bydgoszczy, gdzie rozpocznie się jej rehabilitacja.
     Rodzina ma żal, że dyżurująca w strzeleńskim szpitalu Karolina Akcentowicz nie zleciła transportu karetką do szpitala: - Jeszcze mówiła, że mamy sobie transport załatwić, a tam wiecie, że będziecie czekać 3, 4 godziny. My mamy na to świadków.
     TO ZNIECZULICA
     Kobiety zainteresowały sprawą Grzegorza Kulczyckiego, u którego w stowarzyszeniu społecznie udzielała się pani Iwona. Ten poinformował przewodniczącego Komisji Międzyzakładowej WZZ Sierpień 80 Jacka Siekierskiego. Oboje stwierdzili, że takie potraktowanie pacjenta jest niedopuszczalne. Ich zdaniem, karetki są po to, żeby pomóc w ratowaniu życia mieszkańców. - Gdyby pani Iwona pojechała do Inowrocławia karetką, wszystko byłoby wcześniej załatwione i tam od razu podjęliby akcje ratunkową. Dla nas jest skandalem, że tak zareagowali strzeleńscy lekarze. My z tą patologią w służbie zdrowia cały czas walczymy, a to cały czas postępuje jak rak. To jest zwykła znieczulica społeczna. Nasi lekarze już tak obrośli w piórka, są na kontraktach i chcą chwytać się wszystkiego, a o pacjenta nie dbają. Dbają tylko o własną kieszeń. To jest nauczka na przyszłość, żeby taki przypadek już się nie wydarzył. Żeby lekarze podejmowali tylko słuszne decyzje i pomagali pacjentom. Pani Akcentowicz mogła zareagować inaczej i zlecić transport karetką. Cóż by to kosztowało służbę zdrowia. A pani Iwona była naprawdę chora, ona mdlała już w Strzelnie i co pani doktor Akcentowicz nie widziała tego, że jest taka słaba. Przecież jak wieźli ją do Bydgoszczy, to ona umierała im w karetce. Nasza służba zdrowia, powinna w ten sposób zadziałać, jak szpital Jurasza w Bydgoszczy, który dzięki Bogu uratował jej życie, bo inaczej dzisiaj byłaby już pochowana - powiedział Grzegorz Kulczycki.
     NIE BYŁO WSKAZAŃ, BY WYSYŁAĆ KARETKĘ
     Zastępca dyrektora do spraw medycznych SPZOZ w Mogilnie Tomasz Nowak wyjaśnił, że z tego co wie, w przypadku pani Iwony Szczepańskiej nie było wskazań do zadysponowania karetki z tego względu, że pani doktor Akcentowicz po zbadaniu pacjentki zleciła leki przeciwbólowe w kroplówce. Dodał też, że nie było żadnych objawów ogniskowych, źrenice prawidłowo reagowały na światło, EKG też było prawidłowe i wszystkie badania, w tym ciśnienie było w normie. - Rodzina była zmechanizowana, w związku z tym pani doktor nie uważała, że pacjentka wymaga od razu transportu sanitarnego i dlatego wystawiła tylko skierowanie na oddział neurologii w Inowrocławiu celem dalszej diagnostyki - powiedział Tomasz Nowak. Dodał również, że pacjentka te bóle głowy miała już od trzech tygodni i oczekiwała na wizytę w poradni neurologicznej, gdzie miała ustalony termin na wrzesień 2015 r.
     - A tego dnia zgłosiła się do izby przyjęć, gdzie poza bólami głowy były wymioty i luźne stolce. To był powód zgłoszenia się. Pani doktor przeprowadziła całą diagnostykę łącznie z badaniami biochemicznymi, zapisem EKG, badaniem neurologicznym, taki jest dokładny opis w naszej karcie ambulatoryjnej. Pani doktor uważała, że nie ma konieczności transportu sanitarnego, że stan pacjenta na to nie wskazywał - dodał doktor Nowak.
     Spytaliśmy więc, w jakich przypadkach chory jest wieziony karetką. Usłyszeliśmy, że w przypadku jeżeli jest to pacjent ze świeżym zawałem serca, pacjent z urazem kończyn, że nie ma możliwości przewiezienia go własnym transportem, tylko powinien być w pozycji leżącej, pacjent z dysfunkcją narządów ruchu. - Wszystko tak, jak mówi ustawa, która jasno określa komu przysługuje transport sanitarny. Tak, że tutaj lekarz izby przyjęć podejmuje decyzję, czy stan pacjenta jest taki, że wymaga przewiezienia transportem sanitarnym bezpośrednio, czy też celem dalszej diagnostyki w dobrym stanie klinicznym pacjent może samodzielnie udać się na dalsze leczenie - powiedział Tomasz Nowak.
     MATCZAK O LEKARZACH
     Grzegorz Kulczycki zapowiada, że tej sprawy cały czas pilnuje i tak nie zostawi, bo jego zdaniem trzeba dbać o człowieka. - Później zobaczymy, jaka będzie sytuacja, niech ona się tam teraz podleczy. My na pewno jej pomożemy. Chciałbym, by w końcu zniknęła panująca znieczulica. Bo jeśli my jako społeczeństwo nie zadbamy o siebie, to podejrzewam, że lekarze o nas nie zadbają, pomimo że odprowadzamy składki - dodał działacz związkowy.
     Burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak również głęboko poruszony jest sprawą Iwony Szczepańskiej. Stwierdził, że jego zdaniem niedopuszczalne jest to, że chorej mieszkanki Strzelna nie przewieziono do Inowrocławia karetką.
     - Nie jestem lekarzem, ale wiem, że nie wszyscy lekarze w Strzelnie są lekarzami dobrymi. Walczymy o szpital w Strzelnie, żeby wszystko tutaj utrzymać, ale niektórzy lekarze w Strzelnie nie powinni tutaj być. Niestety, psują nam renomę i renomę całej naszej powiatowej służby zdrowia. Mamy też sporo lekarzy dobrych, ale jest też kilku, którzy nie powinni tutaj pracować. Nie jestem od tego, by oceniać pracę lekarza, ale pewne decyzje są dla mnie niezrozumiałe. To, co się stało, jest przerażające. Teraz najważniejsze, żeby tylko ta pani z tego wyszła i powróciła do zdrowia - powiedział burmistrz Matczak.

Reklama

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1228 (34/2015)

 

 

 

Komentarz

     Do pacjentów i lekarzy

     Dzisiaj piszemy o sprawie pani Iwony, która trafiła do szpitala w Bydgoszczy na operację zawału mózgu. Nie chcę tutaj wdawać się w dyskusję o tej konkretnej sytuacji, i nie chcę oceniać konkretnych lekarzy. Jednak gdy przeczytałem artykuł koleżanki, przed oczami stanęło mi wiele takich spraw związanych ze służbą zdrowia. Mają one wspólny mianownik, o którym postaram się poniżej napisać, i są bardzo charakterystyczne dla takich małych miejscowości jako Mogilno czy Strzelno, gdzie służba zdrowia jest na niskim poziomie.
     Człowiek trafia do lekarza najczęściej wtedy, gdy okazuje się, że coś go boli. Jest to raczej taki standard. Najpierw jeszcze idzie do pani magister do apteki, może coś przepisze, a jak nie przechodzi to konieczna jest wizyta w przychodni. Idzie do lekarza po to, żeby ten mu pomógł. Chce by lekarz w wyniku badań postawił diagnozę, co mu jest lub skierował go dalej do specjalistów, tak by chorobę rozpoznać.
     Wielu znajomych tymczasem mówi, bolało mnie, chodziłem do lekarzy, przepisywali tabletki, czasami gdzieś mnie skierowali. I tak trwało to latami. Aż w pewnym momencie przychodziła wiadomość najgorsza: to rak, guz lub jakieś inne paskudztwo. Najczęściej już takich rozmiarów, że leczenie niewiele daje.
     Odnoszę wrażenie, że gdzieś na linii lekarz - pacjent została zatracona empatia i współczucie dla pacjentów ze strony lekarzy. Najłatwiej przecież wypisać tabletki i pastylki, wysłać do domu, a może to tylko migrena. To nie powinno być tak, aby pacjent sam domagał się skierowania do jakiegoś konkretnego specjalisty czy wręcz podpowiadał lekarzowi gdzie ma go wysłać, tylko lekarz sam powinien tam chorego skierować.
     Przypadek pani Iwony taki właśnie jest. Bolała ją głowa, była coraz słabsza. Wyniki miała dobre, ale traciła równowagę, mdlała. Gdzieś zawaliła tu diagnostyka. Zawsze sobie zadaję pytanie, co by było, gdyby chora wcześniej trafiła do specjalisty, w dużym mieście, w dużym szpitalu, gdzie jest lepszy sprzęt. Prawdopodobnie chorobę można byłoby wykryć wcześniej. A nie dopiero wtedy, gdy wykona się rezonans czy tomografię i lekarz może tylko wtedy powiedzieć najbliższym, by przygotowali się na najgorsze.
     W tym konkretnym przypadku pani Iwony, na jakimś etapie odwiedzin u różnych lekarzy, gdzieś ktoś zbyt łatwo odesłał chorą do domu, a trzeba było chorą kierować, ale na kolejne badania.
     Lekarzowi powinna zapalić się czerwona lampka już wtedy, kiedy pani Iwona mówiła, że boli ją głowa i źle się czuje. To, że miała dobre wyniki, tym bardziej powinno wzbudzić u lekarzy czujność.
     Lekarz nie powinien traktować pacjenta jak kolejną osobę z kolejki, która coś od niego chce, tylko jak w danym momencie najważniejszą osobę w życiu. Pacjent nie przychodzi przecież do lekarza z wizytą towarzyską, tylko po to, by ten mu pomógł. Co najważniejsze, ale zarazem najgorsze, pacjent wierzy i ufa lekarzowi. Nie ma wyjścia. Jakież potem musi być rozgoryczenie rodziny czy samego chorego, jeżeli wyliże się z choroby, jak bardzo zawiódł się na danym lekarzu.
     Rodzina pani Iwony ma uzasadnione pretensje, że do Inowrocławia nie zawiozła jej karetka, tylko musieli jechać prywatnym samochodem. Mają rację, zyskali by na pewno kilka godzin, diagnoza byłaby szyba i szybsza operacja. Prawdopodobnie każda przysłowiowa minuta odgrywała tutaj rolę.
     Tylko rodzina musi sobie także zdawać sprawę, że ten błąd zaniechania został popełniony znacznie wcześniej. Przy diagnozowaniu choroby. Moim zdaniem niewiele poza przepisywaniem tabletek w tej sprawie zrobiono. A potem niewysłanie z chorą karetki było tylko konsekwencją wcześniejszego postępowania.
     Stąd ten przewrotny tytuł na stronie pierwszej. Miej ograniczone zaufanie, licz przede wszystkim na siebie, na rodzinę, na najbliższych. Nie daj się łatwo wypchnąć z gabinetu lekarza, nie daj sobie wmówić migreny. Zdrowie jest najważniejsze, a lekarz to ktoś, kto powinien udzielić pomocy, bo taki zawód wykonuje. Wielu mieszkańców mówi mi, że dany lekarz jest fajny, że lubi do niego chodzić. To też jest ważne, najważniejsze jest jednak, czy ci pomaga w leczeniu choroby, a nie traktuje jak zło konieczne, petenta, którego należy przyjąć.

Reklama

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1228 (34/2015)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości