Reklama

Mieszkają na 11 m kwadratowych

Strzelno, ul. Gimnazjalna, Smętek, mieszkanie, 11 m2
     Mieszkają na 11 m kwadratowych
     Jest to jedna izba, w której Beata i Marek Smętek gotują, jedzą, piorą, myją się. Nie mają żadnych szans na otrzymanie innego lokalu komunalnego, bo nie są umieszczeni, ani na liście oczekujących na mieszkanie, ani na liście do zamiany mieszkania.

Beata Smętek żali się, że zajmuje lokal o powierzchni 11 m2. Jest to jedna izba, w której małżonkowie śpią, gotują, jedzą, piorą, myją się. Starała się o przydział lokalu po zmarłej sąsiadce, jednak decyzja była odmowna. fot. Paweł Lachowicz

     ŁAWA NA KÓŁKACH
     Beata i Marek Smętkowie mieszkają w Strzelnie przy ul Gimnazjalnej 26. W budynku oprócz kilku lokali mieszkalnych mieści się siedziba Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji. Małżeństwo zajmuje lokal o powierzchni 11 m2. Pan Marek mieszka tam od 12 lat, a od 3 lat z żoną Beatą. W mieszkaniu nie mają dużo mebli, gdyż nie ma ich gdzie wstawić. Znaczną część pokoju zajmuje piec kaflowy. Meble są tak ustawione, by na środku pozostało miejsce na ławę. Pan Marek przymocował do nóg ławy kółka, by można było ją w łatwy sposób przestawić. Gdzie by jednak nie stała, zawsze zastawia jakiś mebel, pralkę, czy szafę. Ich zdaniem, lokal nie spełnia żadnych kryteriów, by można było nazwać go mieszkaniem.
     - Może na jedną osobę, to by wystarczyło, ale w dwójkę nie można tak mieszkać. Jak były tu cztery osoby z komisji mieszkaniowej, to nie mieli gdzie usiąść - opowiada Beata Smętek.
     - Jak się rozłoży tapczan do spania, to nie można się ruszyć. Mąż pracuje często po 12 godzin i jak wróci z pracy nie ma gdzie się wykąpać, bo gdzie ja jeszcze tu mam kabinę ustawić. Niech którykolwiek z nich, czy burmistrz Matczak, czy pan Łojewski (Kazimierz Łojewski, przewodniczący komisji mieszkaniowej przyp. pal) przyjdą tutaj na jakiś czas pomieszkać, to zobaczą jak to jest - żali się Beata Smętek.
     POMIESZCZENIE OBOK NIE DLA NICH
     Rodzina stara się poprawić swoje warunki mieszkaniowe. Złożyli wniosek do gminy o przydzielenie im przyległego do ich pokoju pomieszczenia, które obecnie zajmowane jest przez pracowników interwencyjnych pracujących na przejściach dla pieszych. Chcieli z tego pomieszczenia zrobić kuchnię. Otrzymali pismo z Urzędu Gminy, że nie otrzymają pomieszczenia, bo jest ono niezbędne dla pracowników interwencyjnych.
     - Mi to pomieszczenie by wystarczyło. Ale oni nie mają gdzie jeść śniadania, takie jest tłumaczenie pana burmistrza. Moim zdaniem, to pomieszczenie nie spełnia warunków dla pracowników. Wodę przynoszą sobie z Domu Kultury. Tam mają cztery krzesła, stolik i czajnik, a do ubikacji i tak idą do Domu Kultury - opowiada Beata Smętek.

Marek Smętek zamocował do nóg ławy kółka, by można było ją w łatwy sposób przestawić. Zresztą, gdzie by ława nie stała, zawsze zastawia jakiś mebel, pralkę, czy szafę. fot. Paweł Lachowicz

     LOKAL PO SĄSIADCE NIE DLA NICH
     Po śmierci sąsiadki Teresy Głowackiej wystąpili do burmistrza o przydzielenie im jej mieszkania. - Jest tam pokój, kuchnia i łazienka. Ja powiedziałam, że jak mi to mieszkanie dadzą, to je na własny koszt wyremontujemy. Pan burmistrz powiedział, że on nie będzie nikomu tego mieszkania remontował. Okazało się, że przyszli pracownicy interwencyjni i remontowali to mieszkanie. Dowiedziałam się, że remontowali je dla pana Derendy, który obecnie ma mieszkanie na ul. Lipowej. Tam ma dwa pokoje, kuchnię i łazienkę - powiedziała Beata Smętek.
     - Inni mają po dwa pokoje z kuchnią i przyznaje im się kolejne mieszkania i jeszcze się je remontuje. Może bym nic nie mówiła, bo wiem, że nie ma tych mieszkań, ale najbardziej mnie boli to, że ludzie mają ładne mieszkania i dostają kolejne. Przenoszeni są co rusz z mieszkania na mieszkanie, a człowiek nie może się doprosić, by mieć godne warunki - dodaje.
     Spytaliśmy panią Beatę, czy jest umieszczona na liście oczekujących na mieszkanie. Odpowiedziała twierdząco: - Jestem, mieli mnie umieścić na liście o mieszkanie. Cały czas była taka mowa.
     NIE SĄ NA ŻADNEJ LIŚCIE
     Burmistrz Ewaryst Matczak zaznaczył, że przydziałem mieszkań komunalnych zajmuje się komisja mieszkaniowa Rady Miejskiej. Nie ma jednak mowy, by osoba, która nie znajduje się na liście osób oczekujących na przydział lokalu mieszkalnego, bądź na liście osób oczekujących na zamianę mieszkania, otrzymała lokal komunalny. Ani pani Beata, ani jej mąż nie znajdują się na żadnej z list.
     Referent do spraw mieszkaniowych Urzędu Miejskiego Dariusz Głowacki powiedział, że Beata Smętek starała się o umieszczenie jej na liście oczekujących na zamianę lokalu, jednak komisja mieszkaniowa po przeprowadzeniu wizji lokalnej stwierdziła, że nie zostanie ona umieszczona na liście, gdyż jej warunki lokalowe nie są złe. - W listopadzie będziemy opublikowana nowa lista, pani Smętek może złożyć wniosek o umieszczenie jej na liście. Jednak decyzję podejmie komisja mieszkaniowa - powiedział burmistrz Matczak.
     Rzeczywiście mieszkanie o pow. 37,75 m2 po zmarłej Teresie Głowackiej przydzielone zostało rodzinie Derendów z ul. Lipowej. Rodzina ta nie starała się o przydział innego lokalu. Jej przeprowadzka jest koniecznością, gdyż gmina ma wydaną przez Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego decyzję o konieczności przeprowadzenia remontu domu przy ul. Lipowej. Dlatego też rodzina Derendów musi mieszkanie w tym budynku opuścić. - Tam się drzwi nie domykają, piec trzeba przestawić, jest wielka wilgoć i to mieszkanie trzeba wyremontować. Zrobiliśmy ekspertyzę, z której wynika, że po kapitalnym remoncie w budynku będzie można spokojnie mieszkać i nie trzeba go rozbierać. Ten budynek będzie remontowany w przyszłym roku, ale tylko dach. Nie wiem, czy ta rodzina zgodzi się na przeprowadzkę, ale taka jest konieczność. Mieszkanie przy ul. Gimnazjalnej przyznane jest tej rodzinie na stałe. Po remoncie budynku przy ul. Lipowej mieszkanie przydzielone zostanie innej rodzinie z listy - usłyszeliśmy.
     Burmistrz potwierdził, że rzeczywiście powiedział Beacie Smętek, że mieszkania po pani Głowackiej nie będzie gmina remontować, bo nie ma na to pieniędzy.
     - Jednak czasami wynikają czynniki odgórne i zamiast remontów np. kominów pieniądze idą na remonty mieszkań - powiedział burmistrz.
     Jeśli chodzi o pomieszczenie przy Domu Kultury, o które starała się Beata Smętek, by poszerzyć swoje mieszkanie, burmistrz podtrzymuje swoją decyzję i nie zamierza go przekazać rodzinie, gdyż, jak potwierdził, pomieszczenie to niezbędne jest przy wykonywaniu pracy przez pracowników interwencyjnych.
     Burmistrz poinformował, że na rok 2016 w budżecie gminy przeznaczone było 400.000 zł na remonty budynków komunalnych i prawie wszystkie pieniądze zostały już wydane. Jest pozostawiona mała rezerwa na naprawę kominów i pieców - Bo to musimy zrobić, gdyż w grę wchodzi tutaj bezpieczeństwo ludzi. Mieszkania po zmarłych osobach otrzymujemy w strasznym stanie i żeby przydzielić je innym rodzinom musimy je wyremontować - dodał burmistrz.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1281 (35/2016)

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości