Reklama

Na śniadanie buraczki

Poryte przez dziki pole Zbigniewa Banasika z uprawą buraka cukrowego fot. Paweł Lachowicz

Kożuszkowo, dziki, pola, uprawy, rolnicy, odszkodowanie
     Na śniadanie buraczki
     Odszkodowanie, jakie Zbigniew Banasik z Kożuszkowa dostałby w tej chwili za zniszczenia w uprawach buraków cukrowych i jęczmienia jarego sięgają 3%. Rolnik sam postanowił zamontować elektrycznego pastucha, gdy Koło Racjonalnego Łowiectwa z Miradza odmówiło mu ze względu na brak pieniędzy.

     STOŁÓWKA
     Zbigniew Banasik wraz z rodziną mieszka w Kożuszkowie (gm. Jeziora Wielkie). Pole, które w tym roku obsiał burakami cukrowymi i jęczmieniem jarym nie znajduje się przy jego domostwie, lecz w innej części wsi, od strony Pomian. Pole jego nie graniczy z lasem. Jednak częstymi bywalcami są tam dziki. Niszczą one uprawy. Pole nie jest blisko lasu, więc dziki muszą przejść spory kawałek polami, aby dotrzeć do buraków. Pole od sklepu w Kożuszkowie oddalone jest około 500 m, natomiast od lasu koło 1.500 m. Mimo to dziki podchodzą i robią szkody.
     W tym roku zniszczyły już część uprawy buraka cukrowego i jęczmienia. W uprawach pana Zbigniewa zrobiły sobie wręcz stołówkę. W momencie, gdy szkody wyrządzone przez lochę i jej małe stały się bardzo widoczne, gospodarz zgłosił sprawę do Koła Racjonalnego Łowiectwa w Miradzu, ponieważ to ono sprawuje dozór dzikiej zwierzyny na terenie m.in. wsi Kożuszkowo.         
     OGLĘDZINY
     Pierwsze pisemne zgłoszenie do miradzkiego koła Zbigniew Banasik wysłał 30 kwietnia. Prosił o przyjazd do jego gospodarstwa przedstawicieli Koła Łowieckiego celem oględzin i oszacowania strat jego plantacji o łącznej powierzchni 6,50 ha. Prosił także o przyznanie mu elektrycznego ogrodzenia tzw. pastucha lub refundację zakupu takiego urządzenia wraz z osprzętem celem ogrodzenia plantacji i uniknięcia dalszych strat w uprawach.
     9 maja przybyła do niego komisja z Koła Łowieckiego przy Nadleśnictwie w Miradzu. Członkowie koła - jak powiedział pan Zbigniew - mieli zasugerować mu ogrodzenie pola w celu uniknięcia większych strat.
     9 maja na polu o łącznej powierzchni 7,61 ha, powierzchnia zagrożonych upraw wynosiła 4,20 ha buraków cukrowych i 2,30 ha jęczmienia jarego.

Zbigniew Banasik pokazuje reporterowi zniszczone przez dziki uprawy buraka cukrowego na jego polu fot. Paweł Lachowicz

     PASTUCH
     Zgodnie z sugestią komisji jeszcze tego samego dnia wystosował kolejne pismo o przyznanie pastucha do Koła Łowieckiego. Odpowiedź była błyskawiczna, bowiem już 11 maja otrzymał pisemną odpowiedź podpisaną z up. zarządu przez sekretarza Koła Łowieckiego Sylwestra Czarneckiego. W piśmie tym czytamy m.in., że zarząd Koła Łowieckiego nr 124 Racjonalnego Łowiectwa w Bydgoszczy z siedzibą w Miradzu informuje, że w chwili obecnej nie jest w stanie spełnić prośby pana Zbigniewa o zakup i przyznanie pastucha elektrycznego z uwagi na wyczerpanie środków finansowych przeznaczonych na ten cel w roku bieżącym.
     KOLEJNE STRATY
     Gospodarz z Kożuszkowa nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy, tym bardziej, że w kolejnych dniach zaobserwował na swoim polu kolejne straty wyrządzone przez dziki. W związku z tym do Koła Łowieckiego wpłynęło od niego kolejne pismo, w którym po raz kolejny prosił o przyjazd celem sporządzenia kolejnych oględzin strat spowodowanych przez zwierzynę łowną 12-13 maja.
Pan Zbigniew jednocześnie zgłosił się do naszej redakcji.
     - Byłem na polu, strat jest bardzo wiele. Chciałbym, aby pan artykułem w „Pałukach” pomógł mi uzyskać ogrodzenie do tych buraków. Ta szkoda będzie się coraz bardziej powiększała, dlatego że te buraki rosną. Dopiero jak urosną do wielkości kciuka, czy marchewki, to będą wyrywać wszystko. Zaprzyjaźniony leśnik mówi, że ogrodzenie elektryczne jest najlepszym rozwiązaniem, bo są też środki zapachowe odstraszające, ale ogrodzenie jest najlepsze - opowiada pan Zbigniew.
     LICZYŁ SIEWKI
     Na wniosek gospodarza 14 maja przybyła do Kożuszkowa jednoosobowa komisja w osobie Włodzimierza Kisielewskiego w celu oszacowania strat. Jak powiedział gospodarz, oszacował on powstałe straty na 120 zł. Myśliwy miał stwierdzić, że policzy siewki, ile jest ich zniszczonych i od tego gospodarz otrzyma odszkodowanie. Jednak pan Zbigniew tłumaczy, że jego pole jest pokryte środkami chemicznymi, które nie pozwalają rosnąć chwastom. Jego zdaniem, gdy dzik przerwie barierę ochronną, to nie dość, że zniszczy siewki, to w tym miejscu urosną chwasty.
     Na dzień dzisiejszy, jak mówi gospodarz elektryczny pastuch już niewiele pomoże. W tej chwili gospodarz domaga się od Koła Łowieckiego odszkodowania. - Ja chciałem ogrodzenie na początku, żeby dziki wiedziały, że nie mają po co tutaj przychodzić. A w tej chwili jak one już się przyzwyczaiły, to może być tak, że dzik pójdzie taranem i przerwie ogrodzenie. I to nic nie pomoże. Ja wiem, że w przypadku zainstalowania takiego ogrodzenia trzeba byłoby codziennie przejść całe pole. Obejrzeć, czy nie jest przerwane, baterie naładować. Ja liczyłem się z tym. Liczyłem też, że można zapobiec tej szkodzie, niżeli za nią płacić. Teraz wychodzi na to, że mają pieniądze na odszkodowania, a nie mają pieniędzy na zapobieganie tej szkody. Skoro ta szkoda wystąpiła w tym roku po kukurydzy, to w przyszłym roku wystąpi po burakach, bo to jest normalna kolej rzeczy - mówi Zbigniew Banasik.
     BRAKUJE PIENIĘDZY
     Sylwester Czarnecki, sekretarz Koła Łowieckiego w Miradzu potwierdza, że Zbigniew Banasik zgłosił się do koła o przysłanie komisji celem oszacowania strat. Mówi, że uzgodniono z rolnikiem, że jeżeli szkoda się powiększy, to rolnik ponownie złoży wniosek i komisja się u niego zjawi.
     - Z tego co wiem, to szkoda jest tam minimalna. Zazwyczaj jest tak, że szkoda jest mniejsza teraz, a jesienią przed zbiorem rolnik zgłasza ostateczne szacowanie i wówczas komisja jedzie i szacuje ostatecznie - tłumaczył Sylwester Czarnecki.
     Jak mówi, drugą rzeczą jest kwestia przyznania pastucha, na który pan Banasik złożył wniosek. Sekretarz koła twierdzi, że w kole łowieckim robią dużo, żeby ograniczyć szkody łowieckie i w tym celu m.in. kupują dla rolników pastuchy. Co roku Koło Racjonalnego Łowiectwa w Miradzu zakupuje ich za ponad 5.000 zł. Ponadto kupują inne odstraszacze, w tym środki chemiczne. Ostatnio, jak podaje Sylwester Czarnecki, koło zakupiło go za około 800 zł. Dodatkowo w miejscach, gdzie szkody są większe, stawianych jest więcej ambon.
     - Intensyfikujemy polowania i tam łowczy odstawia więcej odstrzałów, pilnujemy w nocy tych pól. Ten pan pastucha akurat nie dostał. Przyznawanie jest po rozpatrzeniu złożonego wniosku, na zebraniu zarządu. Wówczas rozpatrujemy wnioski i akurat temu panu nie przyznaliśmy tego pastucha. Dostał odpowiedź, że nie ma go przyznanego, ponieważ jak byśmy przyznali wszystkim rolnikom pastuchy, to byśmy musieli mieć dużo pieniędzy. Rocznie na odszkodowania wydajemy ponad 100.000 zł i oprócz tego wydajemy na pastuchy i środki odstraszające - tłumaczy Sylwester Czarnecki.
     Tłumaczy, że zdaje sobie sprawę, że zachowanie zwierząt leśnych jest dokuczliwe i denerwujące. Twierdzi, że myśliwi też się denerwują, gdyż w Polsce obowiązuje ustawa, że to koła łowieckie odpowiadają za szkody. - Zwierzyna w stanie wolnym jest własnością skarbu państwa, a jak zrobi szkodę, to koła łowieckie mają za to odpowiadać. Państwo tutaj nic nie chce pomóc, ani w sensie finansowym, ani pomóc w szacowaniu strat - mówi Sylwester Czarnecki. Dodał także, że rolnicy zarzucają myśliwym z koła łowieckiego, że zwierzyny jest coraz więcej. Lecz - jak mówi - ze spisów, które prowadzi koło wynika, że w ostatnich 2 latach dzików jest coraz mniej.
     - A dziki najwięcej szkód robią. My też sporo odstrzeliwujemy. W ubiegłym roku mieliśmy plan 350 sztuk dzika i plan wykonaliśmy oraz w odstrzale jeleni około 90 i plan żeśmy wykonali. Ten plan też nie jest wymysłem nas myśliwych. Plan jest zatwierdzany przez przedstawiciela lasów państwowych. My sobie sami też nie możemy tego regulować. Pomoc w zakresie szkód z państwa nie ma. I tutaj nie chodzi o to, kto ma rację. My nie chcemy z rolnikami po sądach się włóczyć, chcemy się z nimi dogadać - powiedział Sylwester Czarnecki.
     TRZECIA WIZYTA, CZWARTA PRZED ZBIORAMI
     Ponownie komisja w celu oszacowania strat przybyła do Zbigniewa Banasika 22 maja. Włodzimierz Kisielewski i Ewaryst Drzazgowski z Koła Racjonalnego Łowiectwa z Miradza oszacowali, iż straty powstały na powierzchni 1 hektara i wynoszą 3% strat. Komisja policzyła również uszkodzone siewki.
     - Komisja powiedziała, że jest las w okolicy, to i zwierzyna może się pojawić. Komisja była rzetelna, policzyli siewki i to wszystko, a to że jest poryte między burakami, to nie wchodzi w rachubę. Oni dają tylko odszkodowanie od plonu. Powiedzieli, że nie ma w ogóle szansy, aby zrefundowali ogrodzenie elektryczne. Powiedzieli także, iż będziemy się spotykali jeszcze nie raz, bo te dziki będą tutaj nadal grasować. Dopiero na jesień, przy zbiorach obliczymy, jaka jest naprawdę strata. Jak na razie dostanę tylko odszkodowanie za jeden hektar w wysokości 3% - dodał Zbigniew Banasik.
     Sylwester Czarnecki potwierdza, że koledzy z koła byli we wtorek w Kożuszkowie i dokonali oględzin plantacji, pouczyli rolnika, że przed zbiorem ma się zgłosić ponownie do ostatecznego szacowania strat. - Trzeba czekać, co będzie dalej. Te straty nie są aż tak ogromne. Z obowiązku ewentualnych spraw na pewno się wywiążemy. Jeszcze jest tak, że ustawodawca wprowadził coś takiego, że ta szkoda minimalna musi być w wysokości co najmniej wartości 100 kg żyta z hektara. I nie jest tak, że dzik wejdzie i dwa buraki wyrzuci i my płacimy. My w tej chwili tych wniosków mamy sporo, bo ponad 50, i ten jest jednym z wniosków. W każdym bądź razie na pewno wywiążemy się z obowiązku, jak będą ewentualne szkody i wypłacimy odszkodowanie - powiedział Sylwester Czarnecki.
     SAM ZAŁOŻYŁ PASTUCHA
     Tuż przed oddaniem artykułu do druku od Zbigniewa Banasika dowiedzieliśmy się, że po wizycie komisji i oszacowaniu strat, gdy usłyszał o tak niskim procencie, jaki otrzyma za wyrządzone szkody, postanowił we własnym zakresie zamontować elektrycznego pastucha. Pożyczył go od swojego brata, dokupił 1.000 m drutu i ogrodził pole.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1058 (21/2012)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości