Reklama

Plany z chlewnią wywołują protesty

Na obrady połączonych komisji Rady Miejskiej w środę 17 lutego przybyli Paweł Kaszkowiak (pierwszy z prawej) i jego brat Jarosław Kaszkowiak, którzy odpowiadali na pytania radnych dotyczących planowanej przez nich inwestycji fot. Paweł Lachowicz Na obrady połączonych komisji Rady Miejskiej w środę 17 lutego przybyli Paweł Kaszkowiak (pierwszy z prawej) i jego brat Jarosław Kaszkowiak, którzy odpowiadali na pytania radnych dotyczących planowanej przez nich inwestycji fot. Paweł Lachowicz

Łąkie, Strzelno, chlewnia, protest, plan
    Plany z chlewnią wywołują protesty
     Mieszkaniec Łąkiego Paweł Kaszkowiak planuje inwestycję budowy chlewni w bliskim sąsiedztwie Strzelna. Jego pomysłu na biznes nie akceptuje jednak część mieszkańców miasta i sołectwa Łąkie. Na wtorkowej sesji radni podejmą decyzję (wpłynęły trzy wnioski mieszkańców) o tym, czy gmina przystąpi do opracowania planu zagospodarowania przestrzennego terenów w Łąkiem i Jeziorkach, obejmującym także działkę, na której ma powstać inwestycja budowy chlewni.

     CHCĄ POBUDOWAĆ CHLEWNIĘ
     Sprawa ciągnie się od 27 marca 2014 r., kiedy to Paweł Kaszkowiak wystąpił do burmistrza z wnioskiem o ustalenie warunków zabudowy i zagospodarowana terenu dla budowy chlewni na terenie istniejącego gospodarstwa rolnego w Łąkiem. Do tego mają powstać: zbiornik na gnojowicę z przepompownią, kotłownia z pomieszczeniem kwarantanny, rozbudowa paszarni, budowa 6 silosów zbożowych, 4 silosów paszowych oraz zmiana funkcji części pomieszczeń tuczarni i budynku gospodarczego. Planowane przez Pawła Kaszkowiaka przedsięwzięcie może znacząco oddziaływać na środowisko, dlatego burmistrz Ewaryst Matczak wystąpił do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Bydgoszczy oraz Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Mogilnie o uzgodnienie warunków realizacji przedsięwzięcia. Decyzje były pozytywne. 8 września 2014 r. burmistrz wydał decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia. Obwieszczenie ukazało się na tablicy ogłoszeń oraz na BIP Urzędu Miejskiego. Nikt wówczas od decyzji burmistrza się nie odwołał.
     Rozbudowa gospodarstwa ma polegać na budowie chlewni na 193 DJP (dużych jednostek przeliczeniowych) wraz z niezbędną infrastrukturą.
     Budynek podstawowy ma mieć pow. 1.890 m2. W budynku będą: odchowalnia prosiąt, dwie komory po 420 miejsc (łącznie 840) oraz trzy komory tuczu po 420 miejsc (łącznie 1260). Chów zwierząt prowadzony będzie w technologii bezściołowej. Obecnie w gospodarstwie prowadzony jest chów trzody chlewnej w ilości 62 DJP. W wyniku inwestycji obsada wzrośnie do łącznej ilości 255 DJP. Projektowana chlewnia przeznaczona będzie do prowadzenia tuczu trzody chlewnej od prosięcia do warchlaka. Następnie warchlaki przeniesione zostaną do sąsiedniego, istniejącego budynku inwentarskiego, gdzie będzie odbywał się ich tucz do fazy tucznika.
     Paweł Kaszkowiak w swoim wniosku zapewniał, że powstająca w wyniku procesu technologicznego gnojowica zostanie w pierwszej kolejności zagospodarowana na jego gruntach rolnych, jako nawóz naturalny. Z danych podanych przez Pawła Kaszkowiaka wynika, że dysponuje on areałem ok. 43,5 ha gruntów własnych oraz 99 ha dzierżawionych.
     PRZED WYBORAMI CISZA
     - Na spotkaniach wiejskich organizowanych przed wyborami samorządowymi na pytania mieszkańców, czy jest planowana jakaś ferma świń w Łąkiem, otrzymywaliśmy zapewnienia z Urzędu, że nie ma na naszym terenie czegoś takiego planowanego. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy wyczytaliśmy to obwieszczenie burmistrza w Internecie. My odczytaliśmy to pierwszy raz 12 listopada 2014 r. Zapewnienia były zarówno ze strony Urzędu, jak i sołtysa Kazimierza Łojewskiego. Na podstawie tego ogłoszenia dotarło do nas, że ta decyzja jest już uprawomocniona. Nie jesteśmy mieszkańcami, którzy sąsiadują bezpośrednio z działką, na której powstać ma chlewnia, w związku z tym nie byliśmy stroną i nie byliśmy o tym poinformowani - usłyszeliśmy od mieszkańców.
     PROTEST MIESZKAŃCÓW
     14 listopada 2014 r. wpłynął sprzeciw mieszkańców wobec budowy chlewni (do naszej redakcji sprzeciw trafił dopiero 13 lutego tego roku). Podpisało go 99 mieszkańców z Łąkiego, Strzelna i Ziemowit. Mieszkańcy sołectwa Łąkie są zbulwersowani faktem, że o budowie chlewni dowiedzieli się tak późno. Trudno sobie wyobrazić, jak duży będzie odór oraz jak duży obszar obejmie, ale na pewno obejmie miejscowości Łąkie, Ziemowity i część miasta Strzelna, ponieważ najczęściej u nas występują wiatry zachodnie i północne, a powstająca ferma nie będzie osłonięta żadnym naturalnym zadrzewieniem, nowa chlewnia oddalona będzie o kilkaset metrów od Strzelna - czytamy w sprzeciwie mieszkańców.
     12 lutego 2015 r. burmistrz zorganizował spotkanie z zainteresowanymi stronami. Mieszkańcy wskazali, że Paweł Kaszkowiak nie dysponuje areałem 43,5 ha, gdzie miałaby być odprowadzana gnojowica.
     23 lutego 2015 r. burmistrz wystosował do Pawła Kaszkowiaka pismo, w którym prosi o potwierdzenie dysponowania areałem własnym ok. 43,5 ha, gdyż z nakazu płatniczego wynika, że areał ten wynosi 28,16 ha. Burmistrz prosił też o dostarczenie umów dzierżawy gruntów dzierżawionych lub oświadczenia rolników o odbiorze gnojowicy powstającej w wyniku procesu technologicznego z planowanej hodowli trzody chlewnej. Jednak Paweł Kaszkowiak miał stwierdzić, że na tym etapie uzgodnień on takich danych nie musi ujawniać.
     ODMOWA I NOWE PROTESTY
     Ewaryst Matczak wydał 30 marca 2015 r. decyzję odmawiającą ustalenia warunków zabudowy, od której Paweł Kaszkowiak odwołał się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO). - SKO uchyliło wówczas decyzje burmistrza i przekazało do ponownego rozpatrzenia. Urząd wystąpił do pana Kaszkowiaka o uzupełnienie wniosku o uwagi przedstawione przez SKO i dalej toczyło się postępowanie administracyjne. Opracowano wówczas nowy projekt z pełnymi analizami o warunkach zabudowy. Dokumenty trafiły do uzgodnień. Te uzgodnienia były pozytywne. W tym czasie non stop napływały jednak protesty mieszkańców Łąkiego, Jeziorek, a także połowy miasta Strzelna - powiedziała Hanna Zebel, główny specjalista do spraw gospodarki przestrzennej Urzędu Miejskiego w Strzelnie.
     MIESZKAŃCY MUSZĄ PYTAĆ
     7 stycznia tego roku w Urzędzie doszło spotkania mieszkańców oraz inwestora z bratem. Według mieszkańców z powstaniem tak dużej chlewni wiąże się ograniczenie rozwoju gospodarczego gminy, gdyż przemysłowa hodowla zwierząt to nie tylko zespół budynków, ale również uciążliwe odory i znaczące przekształcenia krajobrazu oraz obecność niezliczonej ilości much i gryzoni. - Są to czynniki, które skutecznie blokują możliwość rozwoju agroturystyki lub rolnictwa ekologicznego. A przecież w sąsiedztwie planowanej inwestycji znajduje się Szlak Turystyczny im. Jerzego Wojciecha Szulczewskiego, w niedalekiej odległości znajdują się obszary „Natura 2000”, sięgające od Cienciska po Kurzabielę - usłyszeliśmy. Zdaniem mieszkańców, duża koncentracja zwierząt oraz przemysłowa hodowla zwierząt wiąże się z chęcią minimalizowania kosztów przy maksymalizacji zysków.
W spotkaniu 7 stycznia uczestniczyła też radna Irena Mohylowska. Po przeczytaniu raportu oceny oddziaływania na środowisko przedmiotowej inwestycji zainteresowały ją przede wszystkim zastrzeżenia i uwagi mieszkańców. - Podczas zebrania sugerowałam, aby mieszkańcy w dalszym ciągu wysuwali argumenty jeżeli chodzi o opinie organów, jak „sanepid” czy Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, bo zaopiniowała pozytywnie, ale tutaj trzeba by zakwestionować przedstawione opinie - dodała radna.
     - Szokujące dla nas na zebraniu 7 stycznia było wystąpienie przewodniczącego Rady Sołeckiej Piotra Częszaka, który w imieniu Rady Sołeckiej i mieszkańców, chociaż nie pytał nas o zdanie, oznajmił, że Rada Sołecka wyraża zgodę na realizację inwestycji. Co ciekawe, powiedział to w obecności sołtysa, a zarazem radnego Kazimierza Łojewskiego, który w żaden sposób się do tej wypowiedzi nie ustosunkował - usłyszeliśmy od mieszkańców. Co ciekawe, wśród osób, które podpisały się pod sprzeciwem, znajduje się także sołtys Łąkiego i zarazem radny Kazimierz Łojewski.
     PRZEPYCHANKA Z PISMAMI
     Po spotkaniu 7 stycznia, w którym uczestniczył też urbanista Rafał Łucki, i wnioskach, które wpłynęły od mieszkańców o opracowanie planu zagospodarowania przestrzennego burmistrz podjął decyzję, że jak do końca stycznia mieszkańcy złożą wnioski, to gmina przystąpi do opracowania planu zagospodarowania przestrzennego terenów w Łąkiem i Jeziorkach obejmującym także działkę, na której ma powstać inwestycja.
     Natychmiast do Urzędu wpłynęły 3 wnioski mieszkańców.
     - Burmistrz te wnioski przeanalizował i podjął decyzję o zawieszeniu postępowania, bo taka jest procedura - dodaje Hanna Zebel.
Ostatecznie 29 stycznia burmistrz wydał postanowienie o zawieszeniu postępowania w sprawie ustalenia warunków zabudowy planowanej przez Pawła Kaszkowiaka inwestycji. Do wydanego przez burmistrza postanowienia Paweł Kaszkowiak złożył ponowne zażalenie do SKO. 15 lutego Hanna Zebel wysyłała do SKO całą dokumentację z wyjaśnieniami.
     Do Biura Rady Miejskiej wpłynęło pismo z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Okazało się, że Paweł Kaszkowiak napisał do ministerstwa skargę na burmistrza, że blokuje mu inwestycję. Jednak odpowiedź z ministerstwa trafiła do przewodniczącego Rady Miejskiej z informacją, że oni nie zajmują się skargami na działania burmistrza, a takimi skargami zajmuje się Rada Miejska, stąd pismo trafiło do biura Rady. Na dzień dzisiejszy radni nie zajmowali się jeszcze skargą złożoną na działanie burmistrza. Hanna Zebel poinformowała nas również, że otrzymała pismo od wojewody, w którym proszono ją o wyjaśnienie sytuacji. Pismo od wojewody, które trafiło do Urzędu Miejskiego, było efektem korespondencji, jaką wysłał do wojewody Paweł Kaszkowiak.
     CHCĄ OPRACOWAĆ PLAN
     Na najbliższą sesję Rady Miejskiej 23 lutego burmistrz przygotował projekt uchwały o przystąpieniu do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla części obszaru gminy Strzelno obejmującego działki położone w miejscowości Łąkie i Jeziorki. Hanna Zebel wytłumaczyła, że jeśli Rada Miejska uchwali przystąpienie do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, to w ciągu 9 miesięcy plan musi zostać opracowany. Jeśli gmina nie zdąży, to będzie zobligowana wydać decyzję panu Kaszkowiakowi.
     INWESTOR NIE ROZUMIE BURMISTRZA
     Rozmawialiśmy z Pawłem Kaszkowiakiem 17 lutego. Na początku rozmawiał niechętnie. Właściwie rozmowa zakończyła się na niczym. Jednak za parę minut oddzwonił do reportera i w wielkim skrócie opowiedział, jak sprawa wygląda z jego strony. Na początku wytłumaczył, że podczas pierwszej rozmowy był bardzo zdenerwowany telefonem od prasy, gdyż - jak mówił - wszyscy go ze wszystkich stron atakują. Później nasza rozmowa potoczyła się już bez zbędnych emocji.
     - Jak ja udzielę prasie jakieś informacje, to ja bym oczekiwał, aby było to rzetelnie opisane. Żeby nie było takiego czegoś, że prasa stanie po jednej, czy po drugiej stronie, tylko, żeby wziąć pod uwagę dokumenty, jakie są i prawo jakie jest. Ja już na swój temat się tyle obelg i wyzwisk nasłuchałem, że to się w głowie nie mieści, a prawo jest po mojej stronie. Ja mam na to dokumenty. Dlatego mam nadzieję, że nie będzie w artykule wybrane tylko kilka moich słów, tylko będzie to przedstawione, tak, jak my powiemy.
     - Przed uzyskaniem warunków zabudowy jest takie coś, jak raport środowiskowy, który się składa do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Bydgoszczy. My to złożyliśmy, były też jakieś poprawki formalne i po jakimś czasie RDOŚ wystawiła nam decyzje pozytywną. Co ciekawe, burmistrz nie miał wtedy też żadnych przeciwwskazań, żadnych pytań, nic nie miał przeciwko. Mieliśmy pozytywną opinię „sanepidu” i wszystkich instytucji współdziałających, do których gmina wystąpiła o ustalenia. Później burmistrz wystawił nam decyzję środowiskową pozytywną, ona jest już od dawna prawomocna, bez żadnych zastrzeżeń. Teraz pojawiły się jakieś pretensje na etapie ustalenia warunków zabudowy, takie pytania, jakie tam są co do chlewni, to one nie powinny w ogóle być poruszane na tym etapie, bo takie pytania i zarzuty, jakie protestujący mają, to mogli oni uzyskać na to na etapie postępowania o uzyskaniu decyzji środowiskowej, a nie etapie warunków zabudowy. Są tam różne oskarżenia, że my jakąś fermę budujemy na półtora tysiąca loch, a my w tej chwili mamy 50 loch i chcemy zwiększyć hodowlę do 150 loch. A tutaj ludzie opowiadają, że my chcemy budować jakąś wielką fermę, że nie wiem co. A to jest tylko 150 loch. Teraz są takie czasy, że te 150 loch to nie jest wcale dużo. Porównując nasze gospodarstwa rodzinne, bo to nie jest żadna ferma, tylko normalne rodzinne gospodarstwo. Porównując nas do gospodarstw, jakie są w Niemczech, czy Danii, jakie tam są potężne gospodarstwa, to my jesteśmy naprawdę maluścy, tacy tyci, tyci. A oni mają do nas pretensje, że my nie wiadomo co chcemy tutaj wybudować, jakąś wielką fermę. A to jest tylko powiększenie z obecnej niecałej hodowli 50 loch do 150 loch w cyklu zamkniętym. Nam zarzucają, że my coś tam ukrywamy, a wszystko było udostępnione na BIP, na tablicach wiejskich. Dlatego oskarżenia wszystkich są bezpodstawne. My mamy wszystkie dotychczas wydane decyzje pozytywne. Wszystkie papiery mamy na tip-top. Ja mieszkam na wsi i jest teraz taka sytuacja, że na wsi zabrania się budowania chlewni, a gdzie ja mam produkować jedzenie dla ludności, skoro na wsi nie można. W naszej gminie jest taka sytuacja, że na wsi chlewni zabrania się budować, jednej pani w Strzelnie zabraniają restaurację pobudować i teraz to wszystko idzie w obieg i jaki później przyjdzie inwestor na teren naszej gminy, jak tutaj nic nie można zrobić. Burmistrz nie jest konsekwentny, najpierw wystawia decyzję pozytywną, a teraz to dosłownie łamie przepisy prawa (...) Burmistrz zarzucił nam, że nie mamy gruntów na wylewanie gnojowicy. A prawda jest taka, że ja nie muszę mieć nawet hektara na wylewanie gnojowicy. SKO wyraźnie napisało, że nas to nie dotyczy. Ja musiałbym mieć grunty na wylewanie gnojowicy, gdybym miał produkcję powyżej 750 loch i wtedy mnie obowiązuje pozwolenie zintegrowane. A my jesteśmy dużo mniejszym gospodarstwem rodzinnym i nie potrzebujemy pozwolenia zintegrowanego. Ja de facto nie muszę mieć ani hektara własnych gruntów na wylewanie gnojowicy. Ja to mogę rozwieść w promieniu 25 km do wszystkich chętnych rolników, a takich chętnych mam pełno, że jeszcze tej gnojowicy zabraknie. Teraz burmistrz jest niby zobowiązany wystawić nam warunki zabudowy, może nam odmówić, albo wydać pozytywną decyzję, a on nie robi ani tego, ani tego, tylko się od tego uchyla. Na zebraniu 7 stycznia, które też zwołał bezprawnie dla ogółu mieszkańców, a na tym etapie postępowania nie miał prawa zwoływać zebrania w naszej sprawie dla ogółu społeczeństwa i nakłaniał mieszkańców do tego, by składali wniosek o ustalenie planu zagospodarowania przestrzennego, żeby wstrzymać nam inwestycję na 9 miesięcy. I to jest nawet wpisane w protokole z zebrania. On to zrobił bezprawnie i nasz radca prawny mu to zarzucił i to też poszło do SKO. Powiem jeszcze, że na tej pierwotnej liście protestu, na której ludzie się wpisali, to na dzień dzisiejszy spora część tych osób się z tego wycofała, a jeszcze z tego co wiem, część z nich chętnie by się z tego wycofała, bo ci ludzie zostali wprowadzeni w błąd, bo gdy zbierano podpisy, to mówiono im, że powstanie ferma na 1.500 loch, później była wersja, że na 5.000 tuczników. Było milion wersji, a my w papierach mamy wszystko na ile sztuk chlewnię budujemy. Cała dokumentacja jest w Urzędzie i prawo w 100% jest po naszej stronie.

Magdalena Lachowicz

Reklama

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1253 (7/2016)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości