Reklama

Po haracz do sex shopu

Monika Derenda pokazuje szufladę, z której łysi bandyci ukradli jej 500 zł

        fot. Joanna Świetnicka

Mogilno, sklep, sex shop, haracz, gangsterzy, policja
     Po haracz do sex shopu
     - Od dzisiaj będziesz dzieliła się z nami miesięcznymi obrotami, pół na pół, za tzw. ochronę - miała usłyszeć właścicielka sklepu Monika Derenda w sobotę 1,5 godziny przed zamknięciem lokalu. Gdy odmówiła, bandyci zdemolowali jej sklep i zabrali z kasy 500 zł. Na odchodnym rzucili: - Właśnie, że będziesz płaciła, tak jak inne sklepy w Mogilnie.

     Od października ubiegłego roku na plantach w Mogilnie mieści się sklep sex shop. Jego właścicielką jest 30-letnia Monika Derenda z Mogilna (mamy zgodę na publikację nazwiska i wizerunku). Kobieta dzierżawi lokal o pow. 25 m2 od GS w Mogilnie. W soboty sklep jest czynny od 10:00 do 16:00.
     Opowiada reporterowi, że soboty 6 lipca nie zapomni nigdy. Akurat była sama w sklepie. Mówi, że siedziała za ladą i sprawdzała coś w telefonie komórkowym. Dochodziła 14:25. W tym momencie do lokalu weszło dwóch mężczyzn.
     - Byli łysi, wysocy, dobrze zbudowani w wieku około 30-33 lat. Ubrani byli w ciemne dresy i jasne polówki. Widziałam ich pierwszy raz - opowiada reporterowi Pałuk kobieta.
30-latka myśląc, że to klienci, wstała. Wtedy jeden z mężczyzn zapytał, czy jest właścicielką. Gdy kobieta potwierdziła i zapytała o co chodzi, usłyszała: - Od dzisiaj będziesz dzieliła się z nami miesięcznymi obrotami, pół na pół za tzw. ochronę - powiedział jeden z mężczyzn. - Powiedziałam, że za nic nikomu nie będę płaciła.
     - W odpowiedzi od tego samego mężczyzny usłyszałam: - „właśnie, że będziesz płaciła, tak jak inne sklepy w Mogilnie”. Powiedział to z głupim uśmiechem na twarzy. Ja ponownie zaprzeczyłam. Wtedy ten drugi łysy mężczyzna zaczął robić mi rozpierduchę w sklepie. Rozwalał wszystko co wpadło mu w rękę. Pierwszy poleciał manekin, na którym powieszony był strój. Potem poleciał towar z półek. Na koniec podszedł do kasy i z szuflady wyjął 500 zł - opowiada Monika Derenda.
     Mieszkanka Mogilna powiedziała nam, że były to pieniądze m.in. z sobotniego utargu. - Interes nie idzie źle, ale tak dużego utargu w sobotę nie miałam. Część ze znajdujących się w szufladzie pieniędzy przeznaczona była na czynsz oraz na wypłatę dla pracownicy. W kasie znajdował się też bilon, ale tego mężczyznę interesowały tylko banknoty. Po zabraniu gotówki mężczyźni powiedzieli „do widzenia” i wychodząc rzucili „jeszcze tu wrócimy, albo będziesz płaciła albo sklepu w ogóle nie będziesz miała”. Nie widziałam, w którą stronę się udali  - dodaje nasza rozmówczyni.
     Na pytanie reportera o to czy kobieta nie bała się mówiąc dresiarzom, że nie będzie płaciła haraczu (nie wiedziała przecież jak zareagują) 30-latka odpowiedziała: - Obawy były, ale potrafię się bronić. Trenowałam „Krav Magę” - to izraelska sztuka walki.
     Po wyjściu gangsterów około 14:31 Monika Derenda chwyciła telefon komórkowy i wykręciła 112. - Powiedziałam dyżurnemu, że właśnie dwóch mężczyzn przyszło do mojego sklepu po haracz i poprosiłam o patrol. Policjanci przyjechali błyskawicznie. Zapytali, czy coś zginęło i poprosili, żebym zamknęła sklep i pojechała z nimi w celu objechania okolic miejsca zdarzenia, czyli mogileńskiego parku i miasta. Nikogo podobnego do tych dwóch mężczyzn jednak nie było. Ślad po nich zaginął. Wróciliśmy z powrotem do sklepu, gdzie pod drzwiami czekali już na nas kryminalni. Przyszli pobrać ślady. Zabezpieczyli odciski m.in. z lady i manekina, ale równie dobrze mogą to być moje odciski. Potem funkcjonariusze powiedzieli, żebym na spokojnie podliczyła straty - mówi mogilnianka.
     Właścicielka sklepu oszacowała straty na łączną sumę około 4.000 zł. - To są wstępne obliczenia. Wśród zniszczonego towaru, który nie nadaje się już do sprzedaży są m.in. płyty z filmami, które popękały. Uszkodzone też zostały pudełka od bielizny oraz gazety - usłyszeliśmy od 30-latki.
     Następnego dnia kobieta zdecydowała się nagłośnić sprawę: - Mówiąc głośno o tym co mnie spotkało chcę uczulić innych właścicieli lokali, że coś takiego się dzieje. Jeśli też padną ofiarami gangsterów niech się nie boją, tylko mówią o tym głośno. Na takie coś nie można przecież pozwolić. Trzeba z tym walczyć.
     Kobieta ponadto dodała - Nie mam zamiaru płacić komuś za nic. Poza tym nikt nie będzie mnie straszył i decydował o tym co robię. Otworzyłam sklep w październiku ubiegłego roku. Miałam pomysł na taki właśnie sklep, bo u nas nie było takiego sklepu. I chociaż nie ma z tego wielkich kokosów to interes idzie. Raz jest lepiej a raz gorzej. Ale narzekać nie mogę, bo sklep cieszy się zainteresowaniem. Sklepu na pewno nie zamknę. No chyba, że spalą mi lokal.
     Kobieta przyznała jednak, że z uwagi, iż jest tam niebezpiecznie obecnie zastanawia się nad przeniesieniem sklepu w inne miejsce, do centrum miasta. Myśli też nad tym, czy nie skrócić godzin otwarcia sklepu w soboty do 13:00, czyli tak, jak czynne są znajdujące się w pobliżu inne sklepy. Ostatecznej decyzji jednak jeszcze nie podjęła. Według poszkodowanej niewykluczone, że mężczyźni którzy ukradli jej gotówkę z kasy oraz próbowali wyłudzić haracz musieli wcześniej obserwować teren.
     Pani Monika jest zdania, że gdyby ci mężczyźni, którzy w sobotę odwiedzili jej lokal stanęli ponownie na jej drodze, na pewno by ich rozpoznała. - Będąc w siedzibie KPP w Mogilnie przeglądałam zdjęcia zgromadzone w kartotece policyjnej, niestety wśród nich nie było mężczyzn, którzy zawitali do mojego sklepu. Myślę, że gdyby stanęli przede mną rozpoznałabym ich bez żadnego problemu - powiedziała poszkodowana.
     - Zajście miało miejsce w biały dzień, więc mam nadzieję, że jakieś osoby będące na przykład na spacerach widziały dwóch łysych, dobrze zbudowanych mężczyznę i pomogą w ich ujęciu - dodała 30-letnia kobieta.
     Od zastępcy p.o. rzecznika prasowego mogileńskiej komendy sierż. szt. Tomasza Czaplickiego dowiedzieliśmy się, że w chwili obecnej trwają czynności sprawdzające, sprawa jest wielowątkowa. Policjanci przeglądają m.in. nagrania z pobliskiego monitoringu miejskiego, m.in. z pl. Wolności, ul. Kościuszki oraz z kamer w mogileńskim parku.
Monika Derenda za naszym pośrednictwem postanowiła poprosić wszystkich potencjalnych świadków zajścia oraz osoby posiadające jakiekolwiek informacje, które mogłyby pomóc w ujęciu sprawców zajścia o telefoniczny kontakt z nią pod nr. tel. 536-352-510. - Na osobę, której informacje przyczynią się do ustalenia sprawców zdarzenia czeka nagroda pieniężna - mówi reporterowi.

Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1117 (28/2013)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości