Mirosław Kubicki prezentuje obrażenia powyżej nadgarstka jakie odniósł po szamotaninie z policją. Na nosie widać także ślad po uderzeniu - jak twierdzi - ręką policjanta „na odlew”
fot. Marek Holak
Akcja pod barem Karczma, areszt i obdukcja
Pobiła mnie policja
Mirosław Kubicki, brat szefowej mogileńskiej Prokuratury Rejonowej Wiesławy Szajdy utrzymuje, że został pobity przez policjantów. Zamierza dochodzić swych praw u ich przełożonych. Policja twierdzi, że to on znieważył funkcjonariuszy i skierowała sprawę do prokuratury.
W KARCZMIE
Mieszkaniec Mogilna Mirosław Kubicki wybrał się w piątek 12 czerwca z kolegami do baru Karczma na piwo. Na co dzień mieszka z rodziną w Niemczech, dlatego przyjazdy do Polski wykorzystuje także na odnowienie swoich znajomości. Opowiada reporterowi Pałuk, że mogła to być godzina gdzieś około 20:00, jak zjawili się w barze. Mówi, że w pewnym momencie chciał skorzystać z ubikacji. W barze na drzwiach WC nie jest napisane, czy ubikacja jest akurat zajęta czy nie, dlatego otworzył drzwi do środka. Tam - jak mówi - zobaczył jakiegoś młodego człowieka, który wymiotował. Mówi, że przy przekleństwach tamtego gościa wycofał się z ubikacji, ale za chwilę poszedł tam jeszcze raz. Ten chłopak cały czas tam był. Miało dojść między nimi do ostrej wymiany zdań z wyzwiskami. Padały ch... i różne takie zwroty. Mirosław Kubicki zapewnia, że nie doszło tam do żadnej szarpaniny między nimi.
Wrócił do swego stolika i ze zdziwieniem usłyszał od chłopaka, który w międzyczasie wyszedł z ubikacji, że uszkodził mu jego telefon komórkowy. Młody człowiek, którym jak się później okazało był Artur R., postraszył go, że za chwilę do baru przyjedzie policja. Mirosław Kubicki mówi, że rzeczywiście za chwilę pojawiło się w barze dwóch policjantów, mogło być wtedy około 22:15. Mówi reporterowi, że policjanci nie przedstawili się, tylko zażądali, żeby wyszedł z nimi z baru. - Spytałem się, a w jakim celu. Nie odpowiedzieli. Przed barem próbowali mi wykręcić ręce do tyłu, ale się im wywinąłem. W szamotaninie przewróciłem się na ziemię, podarłem spodnie na kolanie i miałem rozerwaną koszulę na ramieniu. Marynarka, którą wyniosłem z baru pod pachą, leżała na ziemi. Gdy mówili, że mam ją podnieść, ja powiedziałem, że nie podniosę. To wtedy kopnęli ją w moją stronę. Po czym jeden z policjantów rzucił ją na radiowóz - opowiada nam Mirosław Kubicki.
W RADIOWOZIE
Mówi, że najgorsze miało miejsce już w radiowozie. Funkcjonariusze założyli mu kajdanki i wsadzili na tylne siedzenie. Wtedy mówi, że niespodziewanie dostał cios od jednego z policjantów siedzących z przodu, tzw. na odlew w twarz. Miał dostać strzał w nos i doszło także do szarpaniny. Pokazuje jednocześnie reporterowi ślady uderzenia na nosie. Mirosław Kubicki mówi, że nie potrafi nam powiedzieć, kim byli policjanci, ponieważ nie przedstawili się.
NA KOMENDZIE
Już na komendzie policji trafił najpierw na świetlicę, gdzie został sporządzony protokół zatrzymania osoby. W protokole sierż. Krzysztof Dębski napisał, iż:
W dniu 12.06.2009 ok. 23:00 znieważył policjantów podejmujących czynności służbowe w sprawie uszkodzenia telefonu komórkowego w barze „Karczma” a zachodzi obawa zatarcia śladów. Mirosław Kubicki odmówił podpisania protokołu. Mieszkaniec Mogilna dodaje, że już na świetlicy padło pytanie, czy jest on bratem szefowej mogileńskiej Prokuratury Rejonowej. Gdy powiedział, że tak, wtedy z korytarza usłyszał od jednego z policjantów głośny tekst, czy już straszy ich swoją siostrą. Mirosław Kubicki twierdzi, że najbardziej nie rozumie właśnie tego wątku. Dlaczego w ogóle policjanci pytali go, czy jest bratem szefowej prokuratury mogileńskiej, bo jego zdaniem nie miało to wcale związku ze sprawą. Mówi, że jednocześnie dmuchał w balonik dwa razy i za każdym razem zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu wynosiła około 0,5 promila. Potem rutynowo przed osadzeniem go w areszcie policjanci pojechali na mogileńskie pogotowie ratunkowe, gdzie lekarz stwierdził, że może przebywać w areszcie. Mirosław Kubicki dodaje, że przed samym osadzeniem w areszcie komendy musiał także ściągnąć buty, choć nie miał sznurowadeł. Buty czekały spokojnie przed celą. Na drugi dzień, gdzieś około 11:00, został przesłuchany przez policjanta i tym razem protokół już podpisał.
NA OBDUKCJI
Mirosław Kubicki powiedział reporterowi, że tej sprawy na pewno tak nie zostawi i zamierza zaskarżyć postępowanie wobec niego policjantów, gdyż uważa, że został przez nich bez powodu pobity i źle potraktowany. Zaraz po wyjściu z komendy pojechał do Strzelna do poradni chirurgicznej i tam lekarz wystawił mu obdukcję lekarką. Mówi, że doszło tam do śmiesznej sytuacji, gdyż pielęgniarka chciała od niego skierowanie z policji na obdukcję. - Powiedziałem jej, że nie mogę jej dać takiego skierowania, gdyż to policja mnie właśnie pobiła - opowiada. Lekarz w wydanej 13 czerwca o 15:16 informacji stwierdził: Uogólnione potłuczenie i otarcie naskórka twarzy, nosa, obu przedramion i nadgarstków, ramienia i kolana lewego. Lekarz zaproponował mu zrobienie zdjęcia nosa. Mirosław Kubicki nie zgodził się, gdyż jak mówił reporterowi, jest akurat w Polsce, otwiera tu firmę i nie chciał kłaść się do szpitala.
ZNIEWAŻYŁ POLICJANTÓW
Ponieważ sprawa dotyczy policjantów, we wtorek rozmawialiśmy z komendantem policji Waldemarem Lukstaedtem. Powiedział on, że w tej sprawie nie chciałby się wypowiadać, gdyż policja przekazała już całą dokumentację Prokuraturze Rejonowej w Mogilnie. Akta i zgromadzone materiały dotyczą znieważenia policjantów na służbie oraz uszkodzenia mienia, w tym przypadku telefonu komórkowego o wartości 500 zł. Komendant nie był zaskoczony wizytą reportera, gdyż mówił, że zatrzymany w piątek jego zdaniem odgrażał się na komendzie, że jest bratem szefowej prokuratury i że pójdzie z tym do mediów. Komendant znał sprawę i wcale nie ukrywał, że policjanci zastosowali środki przymusu bezpośredniego, gdyż zatrzymany nie chciał jego zdaniem dobrowolnie poddać się czynnościom służbowym.
Spytaliśmy, czy do materiału zostało dołączone nagranie z pobliskiego monitoringu. Kamera miejskiego monitoringu znajduje się praktycznie naprzeciwko wejścia do Karczmy. Spytaliśmy dlatego, że Mirosław Kibicki mówił nam, iż już na komendzie, gdy on się o to pytał, padały z ust policjantów stwierdzenia, że mogło się nic nie nagrać, bo taka była pogoda, bo burza itp.
Komendant nie wiedział, czy jest takie nagranie.
WCHODZIŁ I WYCHODZIŁ
Ciekawy w tej sprawie jest także wątek Artura R. z Mogilna i telefonu. W piątek wieczorem 12 czerwca wezwał on policję do baru i - jak wynika z naszych informacji - wskazał policji, który to gość z baru uszkodził jego telefon. Potem na drugi dzień przyszedł rano i wycofał oskarżenie, że niby jest to wina baterii. Jednak w niedzielę 14 czerwca znowu przyszedł na komendę i ponownie zgłosił uszkodzenie telefonu komórkowego i złożył wniosek o ściganie sprawcy.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 905 (24/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze