Trwająca blisko 4 lata sprawa sądowa gminy Mogilno z projektantem budowy wschodniej obwodnicy miasta, firmą Mott McDonald Limited zakończyła się porażką. Nie wiadomo, czy zostanie złożona kasacja od wyroku. Radca prawny gminy Artur Kołcz uważa, że szanse na wygranie sprawy są nikłe.
Przypomnijmy, że sprawa dotyczy za nisko wiszącej nad obwodnicą linii wysokiego napięcia 110 kV. Pod koniec 2012 r. burmistrz Leszek Duszyński tłumaczył, że linia w ogóle nie była przedmiotem zapisów projektu obwodnicy wykonanego przez brytyjską firmę, a dodatkowo pomiary wysokości linii nad przyszłą drogą w wyniku informacji uzyskanych przez projektanta z Enei zostały przeprowadzone w niewłaściwym miejscu (dokładnie pomiędzy innymi słupami niż w rzeczywistości przebiega droga). Mott McDonald Limited błędu nie zauważył, Enea na etapie opiniowania przedstawionych rozwiązań również, a w związku z tym linia nie została objęta uzgodnieniem z Eneą na etapie projektu.
Linia musiała być podniesiona, gdyż gmina nie uzyskałaby zgody na użytkowanie obwodnicy. Zaś brak zgody na użytkowanie drogi to niebezpieczeństwo konieczności oddawania unijnego dofinansowania inwestycji. To niosło dla budżetu gminy dodatkowe koszty. Burmistrz Mogilna nie miał wyjścia, na własny koszt gmina musiała wykonać dodatkowy projekt i znaleźć firmę, która linię 110 kV podniesie na wymaganą wysokość. Projekt podniesienia linii wykonała firma El-Pro z Grudziądza za 43.050 zł brutto. Podniesienie linii było inwestycją specjalistyczną i w związku z tym nie mogła tego wykonać firma Strabag, która budowała wschodnią obwodnicę. Ostatecznie wyłoniona w przetargu firma Mawilux SA wykonała inwestycję za kwotę 327.764,25 zł.
Projektant winą za całą sytuację obarczał Eneę, Enea z kolei projektanta. W 2013 r. gmina w końcu postanowiła oddać sprawę do sądu i pozwać projektanta Mott McDonald Limited. Chodziło o odzyskanie kwoty związanej z podniesieniem linii, czyli 370.814,25 zł.
Wyrok sądu I instancji był dla gminy niekorzystny. W październiku 2015 r. radnych poinformował o tym radca prawny ratusza Artur Kołcz. Gmina przegrała, wyrok był nieprawomocny. - 28 sierpnia sąd oddalił nasze powództwo. Uznał, że projektant nie ponosi winy - mówił wtedy Artur Kołcz.
Gmina Mogilno odwołała się do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Na wyrok znowu trzeba było czekać 1,5 roku.
- Mam złą wiadomość, jeżeli chodzi o proces przeciwko projektantowi. Pod koniec stycznia sąd apelacyjny oddalił naszą apelację, wystąpiliśmy z wnioskiem o uzasadnienie i wtedy będziemy wiedzieli, jakimi przesłankami kierował się sąd. Teoretycznie jest możliwość wniesienia kasacji - tłumaczył radnym na lutowej sesji Artur Kołcz. Radca prawny dodał jednak, że w przypadku gdyby gmina złożyła kasacją, jego zdaniem szanse dla gminy na wygranie procesu byłyby i tak nikłe. Jak mówił prawnik, logiczne dla niego jest to, że winnym w sprawie jest albo projektant, albo energetyka. 20-letnie doświadczenie Artura Kołcza podpowiadało jednak, że gmina może tej sprawy nie wygrać.
- Czy jest sens dalej to ciągnąć, bo ponosimy koszty sądowe - dopytywała przewodnicząca Rady Miejskiej Teresa Kujawa. Artur Kołcz powtórzył, że najpierw trzeba poczekać na uzasadnienie i wtedy gmina podejmie kolejne kroki.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1309 (11/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze