Reklama

Pół roku walczą o udrożnienie melioracji

W Dobsku woda zalewa mieszkańcom piwnice i uprawy na polach
     Pół roku walczą o udrożnienie melioracji
     Feralny odcinek rur melioracyjnych przechodzi przez pola Janiny i Stanisława Goździewskich. Do tej pory nie zgadzali się oni na wejście na swoje pola firmy remontowej, gdyż ich zdaniem jeziorańska Spółka Wodna nie gwarantowała fachowości wykonanych prac.

Marek Twardowski pokazuje wypełniony wodą rów melioracyjny, co świadczyć może o zapchaniu sieci
           fot. Paweł Lachowicz

    Od wiosny rolnicy z Dobska (gm. Jeziora Wielkie) mają poważny problem z notorycznym zalewaniem ich pól. Wielokrotnie zgłaszali ten problem do jeziorańskiej Spółki Wodno-Ściekowej, która odpowiedzialna jest za sprawną meliorację. Prosili też o pomoc wójta Marka Maruszaka. Do tej pory nic w tej sprawie nie zrobiono.
    OBWINIAJĄ WÓJTA I SĄSIADA
    Rolnicy skarżą się, że poprzez stale stojącą na polach wodę gnije wszystko, co zasiali.  Ich zdaniem wina leży także po stronie sąsiadów Janiny i Jarosława Goździewskich, bo to przez ich pole przechodzi główny rurociąg. - On jest prawdopodobnie, w którymś miejscu na ich posesji zapchany - mówił sołtys Marek Twardowski. Zdaniem sołtysa, państwo Goździewscy nie wyrażają zgody na wejście na teren ich posesji i przeprowadzenie niezbędnych prac. Mieszkańcy wioski, którzy oprócz zalanych pól mają także pozalewane piwnice, uważają, że w takiej sytuacji nakaz wpuszczenia pracowników spółki celem naprawy sieci melioracyjnej powinien wystosować wójt Maruszak.  
    Sołtys Marek Twardowski podczas ostatniej sesji Rady Gminy w Jeziorach Wielkich zarzucił wójtowi, że nie obchodzi go w ogóle zgłaszana mu wielokrotnie sprawa. - Czy ja muszę iść do „Pałuk”, żebyście w końcu się nami zainteresowali? Sprawa ciągnie się od maja, a teraz za pasem jest już jesień i sprawa stoi w miejscu - mówił denerwowany sołtys Twardowski.
    Zdaniem wójta sprawa nie jest taka prosta: - Ja nie wydam takiej decyzji, bo nie mam do tego uprawnień. Teraz własność to jest świętość. Nie mogę zmusić tych ludzi, aby wpuścili pracowników na swoją posesję.
    O tym, że rurociąg jest zapchany na polu państwa Goździewskich świadczyć może - zdaniem sołtysa Twardowskiego - fakt, że z jednej strony ich posesji studnia jest pełna wody, a za posesją studnia jest pusta. - Więc, gdzieś na terenie posesji Goździewskich musi być zapchane. Wokół wszyscy jesteśmy podtopieni. Częste opady sprawiają, że tej wody jest coraz więcej. Jak spadnie
5 ml/m2, to u nas poziom podnosi się o 15 cm. Bo wszystko do rurociągu wchodzi i u nas wypływa - opowiada zdenerwowany Marek Twardowski.
    Jak ustaliliśmy, rodziny Stanny, Nejmanów, Jasińskich i sołtys Twardowski nie mogąc pogodzić się z zalewaniem ich posesji udali się wspólnie do kierownika Spółki Wodnej w Jeziorach Wielkich Eugeniusza Kobusa. Ich wizyta nie przyniosła jednak żadnych rezultatów. Sołtys mówi: - Jak się deszcze we wakacje uspokoiły, to wszyscy sobie odpuścili. Wydawało się, że jest dobrze. A to spowodowała susza, przez którą woda odparowała. A teraz, kiedy opady powróciły, znowu jest u nas krytycznie. Codziennie pompujemy wodę z piwnicy, a przy tym również się dodatkowo prąd zużywa.
    REMONT MA BYĆ FACHOWY
    Łukasz Goździewski, syn Janiny i Jarosława, twierdzi, że to nie jest tak, że jego rodzina nie wyraża zgody na kopanie. Uważa tylko, że istnieją warunki, które trzeba spełnić, zanim się zacznie takie prace. Łukasz Goździewski twierdzi, że jeśli jest wysoki poziom wód gruntowych, to należy najpierw zabezpieczyć teren. Przede wszystkim  prace - jego zdaniem - musi wykonywać kopacz z uprawnieniami, muszą być zapory, pompy i przygotowane odejście wody. Jeżeli się nie spełni tych warunków, to nie ma mowy o rozpoczęciu jakichkolwiek prac. - Oni w jeziorańskiej spółce nie mają żadnych uprawnień. Nie mają planu, co chcą zrobić, tylko chcą zacząć kopać i przekopać wszystko. Tutaj rodzi się pytanie, co się dzieje z pieniędzmi, które biorą od nas jako użytkowników sieci. Te pieniądze się gdzieś rozpływają, nie wiadomo gdzie. Ponadto nie mają sprzętu i nie mogą wynająć żadnej firmy, bo to kosztuje. A kto ma za to odpowiadać? Oberwie się droga i płot, a nawet mogą się oberwać budynki i kto będzie za to odpowiadał? - opowiada Łukasz Goździewski.

Sołtys Dobska Marek Twardowski kilka razy dziennie wypompowuje wodę z zalanej piwnicy
           fot. Paweł Lachowicz

    Jego ojciec orientował się, jak wykonywanie takich prac wygląda w Spółce Wodnej w Kruszwicy. Okazało się, jak mówi, że jest to całkiem inny zakład niż w Jeziorach Wielkich. Kruszwicka firma dysponuje odpowiednim sprzętem, wykwalifikowaną kadrą pracowniczą i są oni  na takie ewentualności przygotowani. - To nie jest tak, że mój ojciec idzie w zaparte. On chce, żeby było to zrobione po ludzku. Jak kilka lat temu była awaria, to po pracach droga się przechyliła i budynek również jest obsunięty. I dom jest praktycznie do rozbiórki. Tym razem być może nie będzie trzeba wcale  kopać. Wystarczy mieć 100 m świder, odpompować wodę, zrewidować kamerą i zobaczyć, co tam się dzieje. Zapytałem się, dlaczego chcą zaczynać właśnie od tej strony, właśnie na naszym polu, to mi powiedział, że w końcu od czegoś trzeba zacząć. Moim zdaniem przyczyna jest jasna. Melioracja ma już 100 lat i przez ten czas nic nie robi się np. w kierunku jej konserwacji - dodał Łukasz Goździewski.
    TA ROBOTA PRZERASTA
    Szef Gminnej Spółki Wodnej w Jeziorach Wielkich Franciszek Pałucki powiedział nam, że zapadła już decyzja i prace udrożnienia - prawdopodobnie zapchanej melioracji - wykona Spółka Wodna z Kruszwicy. - Właściciel działki wyraził zgodę i prace będą wykonane na jego warunkach. My nie mamy żadnego sprzętu. Żeby u nas w spółce mieć sprzęt, to trzeba mieć pieniądze. Raz, żeby kupić, dwa, żeby utrzymać. My mamy tylko pracowników, a sprzęt wynajmujemy. Tak mała spółka, jaką jesteśmy, nie byłaby w stanie utrzymać tak drogiego sprzętu - mówi Franciszek Pałucki. Drobne awarie na terenie gminy są na bieżąco usuwane. W ubiegłym roku spółka miała zgłoszonych 27 awarii, a w tym roku jest ich już 75.
    Franciszek Pałucki mówi, że w spółce wodnej brakuje również pieniędzy. Z Biura Pracy w tym roku mają 10 ludzi i gmina musi jeszcze do nich dopłacać. W ubiegłym roku mieli 20 ludzi i większość była z odpłatnością 100%. - Zewnętrzne środki na naszą działalność również nie są wysokie. Od wojewody otrzymaliśmy 8.500 zł. Są to niewielkie pieniądze - dodaje Franciszek Pałucki. 
    Zdaniem Eugeniusza Kobusa, przyczyną zapchanej melioracji mogły być susze, a w związku z nimi zasypane piaskiem kanały. - Mogło tam również pozarastać wszystko korzeniami. Woda jak płynie, to przepłucze piasek, a w tej chwili jak się porobiły zatory, to wodzie trudno jest to przepchnąć - dodaje.
    DZIŚ BEZ KOPANIA
    14 września w siedzibie spółki w Jeziorach Wielkich zapadła decyzja, że 16 września  w godzinach popołudniowych pracownicy kruszwickiej spółki rozpoczną pierwszy etap prac. Na razie bez kopania.         Podejmą próbę usunięcia zatoru w rurach specjalistycznym sprzętem.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 970 (37/2010)

Newlayer...
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości