Strażnicy miejscy przeczesując 2 stycznia o 1447 teren w Rzadkwinie nad jeziorem wykonali zdjęcie świeżo obciętego pnia. Ponadto natrafili na kilka innych przyciętych nisko pni, których grubość odpowiadała grubości zabezpieczonego w ogrodzie rodziny Bajerów drewna.
fot. Tomasz Młynarek
Katarzyna Bajer, straż miejska, kradzież, drewno
Posądziła miejskich strażników o kradzież drewna z ogrodu
Wtórował mieszkance Rzadkwina burmistrz Ewaryst Matczak: - Pani idzie na posterunek złożyć donos na Straż Miejską, że to drewno pani ukradli. Według strażników, drewno nie zostało skradzione, a zabezpieczone przez nich w ratuszowej kotłowni na potrzeby postępowania. Tym bardziej, że fakt nielegalnej wycinki drzew potwierdził mąż mieszkanki Rzadkwina Sylwester Bajer, ale winę zrzucił na nieletniego syna. Dodatkowo część drewna zniknęła podejrzanie w nocy z 30 na 31 grudnia, gdy strażnicy zaczęli interesować się sprawą. - Burmistrzowi życzę większego zaufania do swoich pracowników, i nieblokowania im wykonywania swoich obowiązków - apeluje komendant Paweł Namieśnik.
Katarzyna Bajer pokazuje reporterowi miejsce w jej ogrodzie, skąd strażnicy - jej zdaniem - ukradli 31 grudnia drewno
fot. Magdalena Lachowicz
W ubiegłym tygodniu z naszym reporterem skontaktowała się mieszkanka Rzadkwina (gm. Strzelno) Katarzyna Bajer. Powiadomiła nas o kradzieży drewna z jej posesji. Twierdziła, że drewno ukradli funkcjonariusze Straży Miejskiej ze Strzelna. Do zdarzenia miało dojść 31 grudnia. Katarzyna Bajer opowiedziała nam, jak miało do tego dojść.
30 GRUDNIA
W godzinach popołudniowych 30 grudnia patrol Straży Miejskiej przyjechał do jej mieszkania. Strażnicy powiedzieli pani Katarzynie, iż mieli zgłoszenie, że jej rodzina nielegalnie wycięła drzewo nad jeziorem.
- Odpowiedziałam strażnikom, że mają złe informacje. Mówiłam, że owszem przynoszę drewno znad jeziora, ale jest to suche i w dodatku połamane przez wiatr drewno, tzw. wiatrołomy. Z tego co wiem, wiatrołomy o średnicy do 14 cm objętości i suche mogę sobie zbierać - opowiada Katarzyna Bajer.
Zaprowadziła strażników do budynku gospodarczego i pokazała im zebrane drewno. - Strażnicy porobili zdjęcia, spisali moje dane i odjechali, a bynajmniej tak mi się zdawało, bo nie do końca odjechali. Mój sąsiad powiedział im, że kilka drążków drewna leży jeszcze w moim ogrodzie. Strażnicy cofnęli się i poszli to obejrzeć - dodaje pani Katarzyna.
Funkcjonariusze ponownie zapukali do jej domu. Drzwi otworzył im Tomasz Bajer. - Syn przyszedł do mnie i powiedział, że strażnicy mnie proszą, ale ja nie zdążyłam wyjść, bo akurat małżonek był na podwórzu. Strażnicy zwrócili się do męża z pytaniem, czyje to drewno w ogrodzie. Mąż odpowiedział, że to syn przyniósł połamane i suche znad jeziora. Ja o tym nie wiedziałam, ale i tak to były suche drążki, dosłownie „gałęziówa”. I na tym się zakończyło - opowiada Katarzyna Bajer.
Dodaje, iż zostali pouczeni przez strażników, że wycinka drzew bez zezwolenia jest karana, i że drewna nie wolno im ruszać, gdyż przyjedzie ktoś z ochrony środowiska z Urzędu Gminy i oceni sytuację.
31 GRUDNIA
Strażnicy ponownie odwiedzili posesję państwa Bajerów 31 grudnia. Pani Katarzyna o ich wizycie dowiedziała się od swojego męża Sylwestra, który zauważył jak radiowóz straży wyjeżdża już z ich podwórka. W tym czasie była w kuchni i nie widziała, jak patrol Straży Miejskiej pojawił się na podwórku ani jak posesję opuszczał. Opowiada, że po 10 minutach od odjazdu strażników jej syn Tomasz poszedł z jedzeniem dla psa niedaleko miejsca, gdzie składują drewno.
- Syn wrócił i powiedział mi, że to drewno, które było w ogrodzie, to go nie ma, że są tylko ślady od ciągnika i przyczepki. Nie dowierzałam synowi i powiedziałam „Tomek, co ty mówisz? Jak to nie ma drewna?”, a syn odpowiedział: „Normalnie mamo, nie ma drewna, bo jest zabrane”. Wtedy domyśliłam się, że to Straż Miejska zabrała to drewno. Nawet jeśli nielegalnie syn przyniósł to drewno, to oni nie mieli prawa go stamtąd zabrać, nie informując mnie o tym - opowiada pani Katarzyna.
Postanowiła wówczas nie zostawić tak tej sprawy. 31 grudnia było już zbyt późno, by pojechać do ratusza w Strzelnie, dlatego sprawę postanowiła załatwić po Nowym Roku.
2 STYCZNIA
2 stycznia Katarzyna Bajer pojechała do burmistrza Strzelna Ewarysta Matczaka i opowiedziała, co ją spotkało trzy dni wcześniej.
- Jak to burmistrz ujął, po prostu oni ukradli to drewno z mojej posesji, a powinno ono tam pozostać tak długo, aż ktoś z Ochrony Środowiska by przyjechał, ocenił je i oszacował szkodę. Burmistrz powiedział też, że w takim przypadku mam prawo iść na policję i złożyć skargę na Straż Miejską, dotyczącą kradzieży drewna z mojej posesji, której się dopuścili. Formalnie Straż Miejska zapier...ła mi to drewno z podwórka. Wezwał Namieśnika [komendant Straży Miejskiej - przyp. mal] i burmistrz powiedział mu, że jeżeli mieli zgłoszenie, to powinni powiadomić prokuraturę, a nie sami zabrać. Namieśnik mówił, że oni wiedzą, co mają robić. Burmistrz powiedział, że jego to nie interesuje i to drewno skąd wzięli ma wrócić, bo to jest jawna kradzież. A do mnie powiedział „Pani idzie na posterunek złożyć donos na Straż Miejską, że to drewno pani ukradli”. Namieśnik znowu powiedział, że bzdury gadam, a ja mu tak powiedziałam: „Legalnie, formalnie żeś zapier...lił to drewno, a jak mój syn nielegalnie ukradł, to ty je zapier...łeś” - opowiada pani Bajer.
Policja przyjęła zgłoszenie i - jak mówi Katarzyna Bajer - obiecała sprawę wyjaśnić.
Burmistrz Strzelna potwierdził reporterowi, że wysłał Katarzynę Bajer na policję w sprawie działania strażników miejskich. - To nie jest żaden nasz park. To właściciel terenu powinien być przez pana strażnika powiadomiony. Powinien być złożony wniosek do policji i wtedy policja prowadziłaby dochodzenie. Straż Miejska poszła bardzo do przodu, zabrała drewno, a nie wiadomo, może właściciel zgodził się, żeby ta pani sobie to drewno brała. To jest moje zdanie, ale ja się do końca na prawie nie znam - usłyszeliśmy od burmistrza Matczaka.
31 grudnia 2013 r. o 7:45 w ogrodzie posesji rodziny Katarzyny i Sylwestra Bajerów brakowało już około 1 metra sześciennego drewna, w stosunku do tego co leżało w tym miejscu dzień wcześniej. Strażnicy mają na tę okoliczność wykonane zarówno 30, jak i 31 grudnia zdjęcia.
fot. Tomasz Młynarek
Strażnik miejski Tomasz Młynarek zmierzył średnicę jednego z pni drewna zabezpieczonego w gminnej kotłowni, wynosiła ona 16 cm
fot. Magdalena Lachowicz
WERSJA STRAŻNIKÓW
Nieco inaczej przebieg zdarzeń z końca roku w Rzadkwinie przedstawił komendant Straży Miejskiej w Strzelnie Paweł Namieśnik. 30 grudnia do strażników wpłynęło zgłoszenie od jednego z mieszkańców Rzadkwina, że w rejonie pasa przybrzeżnego jeziora w tej miejscowości dokonywana jest nielegalna wycinka drzew. Zgłaszający wskazał jako osobę odpowiedzialną za wycinkę bez zezwolenia Sylwestra Bajera, męża pani Katarzyny. Patrol Straży Miejskiej na miejscu ten fakt potwierdził, ustalając, że w rejonie działki przy jeziorze zostało wyciętych kilka drzew. Były to wierzby, z których konary i pnie zostały odnalezione na terenie posesji rodziny Bajerów. Potwierdziły się również informacje, że nielegalnej wycinki drzew dokonał Sylwester Bajer wraz ze swoim nieletnim synem Tomaszem Bajerem.
- Sylwester Bajer przyznał się do tego, że drewno, które znajduje się na terenie jego posesji, pochodzi z nielegalnej wycinki, jednak jako sprawcę wskazał swojego nieletniego syna. Biorąc pod uwagę, że poza nielegalną wycinką drzew, drewno zostało pozyskane bez wiedzy właściciela terenu, strażnicy powyższe czynności wykonywali również pod kątem kradzieży - powiedział Paweł Namieśnik.
Interwencja strażników Aleksandra Wojtaszewskiego i Tomasza Młynarka 30 grudnia, z uwagi na późną porę zakończyła się poinformowaniem pana Sylwestra i jego syna Tomasza o dalszych konsekwencjach prawnych oraz zabezpieczeniu drewna, którego było wówczas około 1,5 m3 na terenie posesji do celów późniejszej wyceny i przekazaniu go właścicielowi terenu, którym zdaniem komendanta Namieśnika jest Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Poznaniu.
31 grudnia patrol Straży Miejskiej, tym razem Sławomir Pinczewski i Grzegorz Głowacki, podjął w Rzadkwinie dalsze czynności związane z nielegalną wycinką drzew. Dokonali oględzin miejsca zdarzenia i stwierdzili, że pomimo deklaracji Sylwestra Bajera i zastosowanych dzień wcześniej pouczeń, część drewna (około 1m3) zniknęła.
- Zostało ono prawdopodobnie ukryte. Dlatego strażnicy podjęli decyzję o przewiezieniu zabezpieczonego drewna na zaplecze (do kotłowni) Urzędu Miejskiego w Strzelnie i dokonaniu tam dalszych czynności związanych z wyceną. O sposobie zabezpieczenia drewna na terenie UM powiadomiony został też właściciel terenu, którym jest RZGW w Poznaniu - powiedział komendant Paweł Namieśnik.
Komendant potwierdził to, co stało się 2 stycznia w gabinecie burmistrza. - Zachowania i zarzutów żony Sylwestra Bajera w gabinecie burmistrza nie będę komentował, ponieważ uważam, że jest to jej nieudolna i absurdalna linia obrony. Natomiast burmistrzowi życzę większego zaufania do swoich pracowników i nie blokowania im wykonywania swoich obowiązków, które w tym przypadku wykonane były poprawnie - powiedział komendant Paweł Namieśnik.
CO WOLNO, CO NIE WOLNO
Jak ustaliliśmy, zgodnie z prawem bez zezwolenia istnieje możliwość zbierania gałęziówki bądź wiatrołomów tylko na własnym terenie. W innym przypadku konieczna jest zgoda właściciela terenu. Te informacje potwierdziła Paulina Nawrocka - młodszy referent do spraw ochrony środowiska Urzędu Miejskiego w Strzelnie.
- Nie można z czyjejś posesji zbierać gałęzi. Chcąc zebrać gałęzie, trzeba ten fakt zgłosić. Jak chciałoby się uporządkować teren z gałęzi, trzeba dogadać się z właścicielem. Nie ma samowoli, że leżą sobie gałęzie, to ja sobie je biorę. Nie można tak. Wszystko trzeba zgłaszać - usłyszeliśmy.
Zdaniem Pauliny Nawrockiej, gałęziówka nie może przekraczać 10 cm średnicy. Drewno zarekwirowane z posesji państwa Bajerów przez strażników miejskich i zabezpieczone w kotłowni Urzędu Miejskiego ma średnicę 15 i 16 cm.
Komendant Namieśnik twierdzi, że z informacji, które posiada, właściciel pasa przybrzeżnego nie wydawał żadnej decyzji, by rodzina Bajerów i jakakolwiek inna mogła dokonywać tam wycinki drzew.
Jak wczoraj, w środę 15 stycznia ustaliliśmy, ostatecznie policja nie prowadzi żadnego postępowania w sprawie kradzieży drewna. Postępowanie o wykroczenie prowadzi za to Straż Miejska.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1144 (3/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze