Podczas wrześniowej sesji Jan Bartecki wyprosił z sali obrad przewodniczącego związków Jacka Siekierskiego za to, że nazwał starostę bufonem, chociaż takie słowa w ogóle nie padły. W październiku Jan Bartecki zachował się po dżentelmeńsku i przeprosił związkowca za swoją decyzję. Nie obyło się to jednak bez zagorzałej dyskusji.
Jan Bartecki wstał, podszedł i przeprosił osobiście związkowca. Z lewej strony wychyla się szef powiatowego PiS Jerzy Łaganowski, by zobaczyć ten moment.fot. Damian Stawski SŁYSZELI GŁOSY
Wracamy do sytuacji, która zaistniała w czasie wrześniowej sesji Rady Powiatu. Podczas gorącej dyskusji o sytuacji w mogileńskiej służbie zdrowia Jacek Siekierski (przewodniczący Komisji Międzyzakładowej WZZ Sierpień 80 w Bydgoszczy) wdał się w sprzeczkę ze starostą Tomaszem Barczakiem. Jacek Siekierski mówił wtedy: - Jedni tworzą strategię, żeby ratować SPZOZ w Mogilnie, a pan starosta wrócił z urlopu i dalej focha strzela bo nie ma nic do zaoferowania dla SPZOZ
Później miała miejsce dość dziwna sytuacja, gdzie starosta Tomasz Barczak oskarżył przewodniczącego Jacka Siekierskiego o to, że ten nazwał go „bufonem”, chociaż takie słowa w ogóle nie padły. - Bo teraz obrażając mnie, że „bufon” przyszedł z urlopu i „bufonuje” to pańskie obrażanie to jest obrażanie powiatu mogileńskiego bo ja się czuję jako cały powiat mogileński (...) i kierując te słowa do starosty, wicestarosty, członka Zarządu, radnego pan obraża mieszkańców powiatu mogileńskiego - mówił wtedy wzburzony starosta. Na pytanie Jacka Siekierskiego z sali, o które słowo chodzi starosta odpowiedział: - Bardzo bym prosił, o tym bufonie i innych rzeczach. Na to przewodniczący związków dodał: - Ale „bufon” to pan powiedział, ja powiedziałem, że „strzela pan focha”.
By trochę rozładować atmosferę przewodniczący rady Jan Bartecki ogłosił 10-minutową przerwę. Po przerwie miała miejsce kolejna dziwna sytuacja. Jan Bartecki przeczytał zebranym przepis nowo uchwalonego statutu i wyprosił z obrad przewodniczącego Jacka Siekierskiego - właśnie za rzekome nazwanie starosty „bufonem”.
- Pan przewodniczący zachowuje się wręcz no... niekulturalnie to mało powiedziane. On te wszystkie epitety, które kierował w kierunku starosty to on powinien do siebie skierować - atakował związkowca Jan Bartecki. - Panie przewodniczący Rady, zechce Pan powtórzyć te epitety? - próbował dociekać Siekierski. Jan Bartecki nie odpowiedział mu i pozostał nieugięty w swojej decyzji.
PODSTAWY DEMOKRACJI
Do całej sytuacji wrócono podczas październikowej sesji. Pierwszy głos zabrał radny Dariusz Chudziński.
- Nie stać pana panie przewodniczący na powiedzenie zwykłego słowa przepraszam w stosunku do pana Siekierskiego. Przepraszam za pomyłkę, która się wkradła, to jest ludzkie, ktoś się przesłyszał, po prostu źle coś usłyszałem. Pan odebrał przewodniczącemu związków zawodowych głos tylko dlatego, że coś się panu zdawało. Że coś zdawało się pana politycznemu koledze, panu Barczakowi - grzmiał radny Chudziński.
Radny odniósł się również do uchwalonego kilka miesięcy wcześniej nowego Statutu Powiatu. - Gratuluję, uchwaliliście prawo, z którego będziecie teraz korzystali. Będziecie wyrzucali nas z sali obrad. Za to, że mi się zdawało - mówił radny.
Radny Chudziński podkreślał, że odebranie głosu przedstawicielowi związków jest niedopuszczalne. - Jest pozbawianiem ludzi fundamentalnego prawa do wypowiedzi. Fundamentalnego prawa do brania udziału w pracach samorządu lokalnego. No niestety, panie przewodniczący, przykro mi, ale reprezentuje pan nie tylko siebie, nie jest pan tylko i wyłącznie strażnikiem praw, cnót swojego kolegi i przywódcy partyjnego pana Barczaka - dodał radny ze Strzelna.
BARTECKI SIĘ TŁUMACZY
Najpierw Jan Bartecki odniósł się do zarzutu Dariusza Chudzińskiego odnośnie uchwalonego statutu. - Niech pan nie mówi, że sobie uchwaliliśmy, pan również uchwalił Statut Powiatu (...) no szkoda, że pana nie było, bo jakby pan był to na pewno by pan jakieś uwagi wniósł.
Inny zarzut radnego ze Strzelna dotyczył tego, że Jan Bartecki bronił starosty Tomasza Barczaka. - Ja nie będę się do tego odnosił, to, że obrona kolegi czy coś. Proszę pana to mnie nie dotyczy - tłumaczył przewodniczący. Jan Bartecki tłumaczył również, że nie będzie tolerował podczas obrad wzajemnego obrażania. Z kolei Dariusz Chudziński powiedział, że dokładnie zgadza się odnośnie tego z przewodniczącym, z tą różnicą, że nikt nikogo miał nie obrażać.
- Wyobrażałem sobie, że ktoś przeprosi za pomyłkę. Tu nie chodzi o to, że ktoś kogoś obrażał, tu nic takiego nie miało miejsca. Panu się po prostu tylko zdawało - mówił dalej radny Chudziński.
LARYNGOLOG POTRZEBNY
Tymczasem głos zabrał obecny na sali przewodniczący związkowców. Zaczął dość sarkastycznie. - Zwrócę się do przewodniczącego Rady. Czy pan mnie słyszy? Niewątpliwie w programie naprawczym SPZOZ zadbamy o to, żeby w Mogilnie była silna laryngologia, bo ma pan problemy ze słuchem. Na podstawie niezrozumianych, niedosłyszanych sformułowań wyrzuca pan ludzi z sali co godzi w zasady demokracji, w zasady samorządu. Nie oczekuję od pana przeprosin, bo pana na te przeprosiny nie stać. Pańska władza nie robi na mnie żadnego wrażenia. Może mnie pan jeszcze raz wyrzucić z sali i jeszcze raz wyrzucić z sali - mówił w ostrych słowach Jacek Siekierski.
Na to Jan Bartecki odpowiedział krótko. - Dziękuję bardzo, nie będę komentował tych słów, bo za chwilę znów wstanie jakiś z obrońców i powie, że zdawało mi się.
BARTECKI PRZEPRASZA
Pod koniec sesji Jan Bartecki pokazał Jackowi Siekierskiemu, że na przeprosiny go stać.
- Mnie osobiście stać na to, aby powiedzieć proszę, dziękuję, przepraszam. Ja myślę, że pan przewodniczący na ostatnich sesjach troszkę się zagalopował (...) Pewnie żeśmy się na ostatniej sesji zagalopowali obydwoje. Pan próbował udowodnić swoje miejsce i swój związek, ja również dbałem o to żeby sesja Rady Powiatu w odpowiedni sposób się odbywała. W związku z tym o ile wyrządziłem panu w jakiś sposób krzywdę, jeśli chodzi o pańską osobę i panu ubliżyłem, rzeczywiście może nie słyszałem, chociaż słyszę, przepraszam pana panie przewodniczący i myślę, że nasza współpraca będzie dalej polegała na tym żebyśmy współpracowali, żebyśmy się spotykali i żeby pan również ze mną współpracował - mówił Jan Bartecki.
Na sali rozległy się oklaski. Jan Bartecki wstał z miejsca skąd prowadzi obrady i poszedł na koniec sali podać rękę na zgodę związkowcowi.
Na te przeprosiny Jacek Siekierski odpowiedział zdaniem: - To nie żeśmy się zagalopowali, jeżeli się podejmuje pewnych funkcji to trzeba mieć troszeczkę grubą skórę.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1291 (45/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze