Reklama

Rodzice milczeli, nikt nie podniósł ręki

Zebranie w Rzeszynku w sprawie dowozów dzieci
     Rodzice milczeli, nikt nie podniósł ręki
     Mieli rozmawiać o bezpieczeństwie podczas dowozów szkolnym autobusem - nie rozmawiali. Skończyło się na połajankach wójta. Marek Maruszak uważa, że gmina nie ma obowiązku dowozić przedszkolaków, a jak się komuś nie podoba - to może dowozić sam.

    W Szkole Podstawowej w Rzeszynku odbyło się zebranie rodziców, o które walczyła Agnieszka Kaizer, mama pozostawionej bez opieki w autobusie szkolnym niespełna 3-letniej Marcelinki. Zorganizowanie spotkania z rodzicami w swoich zaleceniach pokontrolnych zleciła wizytator Kuratorium Oświaty w Bydgoszczy Melania Kranc. Podstawowym punktem spotkania była prośba rodziców o rozmowę na temat bezpieczeństwa podczas dowożenia dzieci do szkół i przedszkoli.
    PYTANIA W ZESZYCIE
    Agnieszka Kaizer poprosiła wójta Marka Maruszaka, by ten przedstawił wszystkim rodzicom kwestię dowożenia dzieci do przedszkola. Swoje pytanie poparła wcześniej otrzymaną odpowiedzią, w której wójt miał stwierdzić, że jeżeli rodzice uważają, że dzieciom grozi jakieś niebezpieczeństwo podczas drogi, to mają dowozić dzieci na własna rękę. - Pytam, czy wójt podtrzymuje tę wypowiedź? - pytała Agnieszka Kaizer.
    Jeden z rodziców zapytał wówczas, czy ktoś zabrania pani Agnieszce na własną rękę dowozić dzieci. Agnieszka Kaizer tłumaczyła: - Ja nie mam zastrzeżeń do kierowcy, czy do tego, że nie ma w autobusie pasów bezpieczeństwa. Uważam, że największym zagrożeniem dla naszych dzieci jest pani Jolanta Szarek (opiekunka, przyp. mal). Nie jest to prywatna placówka, tylko publiczna i rodzic ma prawo wyrazić swoje zdanie, ma prawo przedstawić, co mu się nie podoba. Ja otrzymałam odpowiedź, że jak mi się nie podoba, to mam dowozić dziecko na własną rękę. A z tego, co pan wójt mówi, to przymierza się do tego, że żadne dziecko nie będzie dowożone. Ja o takiej decyzji pana wójta dowiedziałam się w poniedziałek 11 października na spotkaniu z panem wójtem, panią Leśniewską i panią dyrektor. Wówczas ten temat był poruszany.
    Agnieszka Kaizer swoje pytania jeszcze przed zebraniem spisała w zeszycie. - Ja poproszę, niech może pani wszystkie pytania przedstawi, bo widzę, że ma ich pani cały zeszyt - ironizował wójt Maruszak.
    DOWOŻĄ Z DOBREJ WOLI
    Rodzice sprawiali wrażenie, jakby nie wiedzieli, w jakiej sprawie przyszli na zebranie.
Ponieważ nie było żadnych pytań ze strony rodziców, sekretarz gminy Grażyna Leśniewska wyjaśniła, że gmina jako organ prowadzący jest zobowiązana do dowożenia dzieci, które chodzą do szkoły i do zerówki, jeżeli mieszkają w określonej ustawą odległości od szkoły. Jeżeli chodzi o dowóz przedszkolaków, gmina nie ma obowiązku tych dzieci dowozić. Robi to tylko - jak mówiła sekretarz Leśniewska -  z dobrej woli. - Ale w gminie zawsze te maluchy były dowożone. I tu myślę, że określi się pan wójt, czy dzieci będą dowożone czy nie. Na dzień dzisiejszy jeszcze nie została podjęta żadna decyzja. To jest wasza wola ,szanowni rodzice, jeżeli uważacie, że autobus nie spełnia waszych oczekiwań co do bezpieczeństwa, nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście państwo dowozili dzieci sami - mówiła Grażyna Leśniewska.
    Jeden z rodziców Jacek Leśniewski wtrącił: - Tu nie chodzi o to, żeby - tak jak pani Kaizer powiedziała - miały zaraz być pasy w autobusie, tu chodzi o odpowiedzialność za bezpieczeństwo w autobusie. I tu powinien być za to odpowiedzialny albo kierowca, albo opiekun.
    Kolejny z rodziców zadał pytanie, co w przypadku, gdy w autobusie jedzie 40 dzieci, w jaki sposób może być za nie odpowiedzialna jedna osoba. Sekretarz Leśniewska odpowiedziała, że w przypadku dowożenia dzieci do szkoły i przedszkola nie liczy się ilość dzieci, tylko autokar. Wówczas - jej zdaniem -  zgodnie z przepisem prawa na autokar jest do opieki tylko jedna osoba. Dyrektor szkoły w Rzeszynku Wiesława Maciejewska zaznaczyła, że od 3 lat, od momentu objęcia funkcji dyrektora szkoły, pisze pisma do Urzędu Pracy i tylko w pierwszym roku jej pracy przydzielono dwie osoby do pomocy w autobusie. W tym roku, po zaistniałej sytuacji, z PUP ma być skierowana do pomocy stażystka.
    KTO PRZECIW DOWOŻENIU
    Wójt Marek Maruszak praktycznie nic nie mówił o poprawie bezpieczeństwa przewozów, o co prosiła Agnieszka Kaizer. Wójt skupił się jedynie na wyciągnięciu od rodziców deklaracji, czy chcą, aby ich dzieci były dowożone, czy mają zlikwidować całkowicie dowóz przedszkolaków. Przypomniał jednak, że z całego zdarzenia zostały wyciągnięte konsekwencje, że dyrektor Maciejewska ukarała opiekunkę autobusu. - Na spotkaniu u mnie (11 października, przyp. mal) przeprosiliśmy panią Kaizer. Pani Kaizer ma prawo odwoływać się do innych instancji. I nikt jej tego jej nie zabroni. Teraz trzeba się zastanowić nad tym, czy dalej będziemy to dowożenie kontynuowali - mówił wójt.
    W tej sytuacji rodzice w obawie przed decyzją wójta nie podjęli dalszych rozmów, gdyż jak powiedzieli po zebraniu naszemu reporterowi, nie chcieli utracić możliwości dowożenia dzieci autobusem
    - Ja w ogóle nie rozumiem takiego sformułowania, że pani Szarek jest zagrożeniem dla naszych dzieci. Nie wiem, jak ktoś może być zagrożeniem dla dzieci. To bardzo mocno brzmi. Jeżeli tak liczne oskarżenia padają, to ja się pytam, co pani Szarek robi, że jest dla nich zagrożeniem? Takie zdarzenie nie powinno mieć miejsca, ale pod czyimś adresem rzucać takie oskarżenia, to chyba też nie bardzo wypada. Teraz pani dyrektor będzie musiała znaleźć jakieś rozwiązanie i będzie musiała zdyscyplinować wszystkich pracowników - kontynuował wójt Maruszak.
    NIKT NIE PODNIÓSŁ RĘKI
    Agnieszka Kaizer, przysłuchując się uważnie słowom wójta, spytała tylko, czy rodzice muszą czekać na tragedię, żeby pani Szarek została zwolniona. Wójt odpowiedział, że środki dyscyplinujące opiekunkę zostały przez dyrekcję szkoły zastosowane, a ponieważ było to pierwsze potwierdzone zażalenie na jej pracę, nie było podstaw do zwolnienia. - Proponuję wszystkim, żeby trochę nad emocjami panować. Rodzic ma prawo dochodzić swoich praw w sądzie, na policji, w prokuraturze. Media raczej nie, bo media nie będą siłą sprawczą, która cokolwiek zmieni, ale jak chcecie błyszczeć, to proszę bardzo, możecie w mediach być - zakończył dyskusję wójt Maruszak.
    Ostatecznie dyrektor Maciejewska spytała rodziców, kto jest przeciwny dowożeniu dzieci przez gminę. Nikt z obecnych na zebraniu nie podniósł ręki.

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 976 (43/2010)

Reklama

 

Komentarz

    Nie o takie zebranie chodziło
      Podczas zebrania, do którego po wielu próbach doszło w szkole w Rzeszynku, rodzice nie mieli żadnych uwag odnośnie bezpieczeństwa podczas dowożenia ich dzieci do szkół i przedszkola. Niektórzy twierdzili nawet, że ich ta sprawa w ogóle nie dotyczy, gdyż ich dzieci są już w szkole, a starsi uczniowie potrafią sami sobie radzić.
    Pytam się więc, gdzie byli rodzice przedszkolaków, którzy jeszcze parę dni przed zebraniem mieli wiele uwag w tej mierze? Gdzie byli ci rodzice, których dzieci parę lat wstecz również stały się ofiarami nieuwagi opiekunki Jolanty Szarek, a którzy nam o tym mówili? Czyżby przez parę dni zapomnieli o tych sytuacjach? Otóż, wydaje mi się, że rodzice bali się po prostu odezwać, bo poczuli się na zebraniu zastraszeni.
     Wójt Marek Maruszak i sekretarz Grażyna Leśniewska w swoich wystąpieniach nawet nie wspomnieli o bezpieczeństwie dowożenia dzieci, o opiece, jaką powinna sprawować zatrudniona na stanowisku opiekunki Jolanta Szarek. Przecież głównie o zebranie w tej właśnie konkretnej sprawie zabiegała Agnieszka Kaizer. Nie chodziło o przedstawianie sytuacji prawnej dotyczącej dowożenia autobusem dzieci przez gminę. O tym wszyscy rodzice doskonale wiedzą. Tym bardziej, że podpisują stosowne deklaracje. Chodziło przecież o rozwiązanie problemu opieki nad dziećmi. Okazuje się, według wójta, podobnie jak wcześniej mówiła dyrektor szkoły Wiesława Maciejewska, że taki incydent nie powinien się zdarzyć, ale na całe szczęście, nic się nie stało.
    Stało się. Zaniedbanie pracownika - to jedno. Brak adekwatnej reakcji władz - to drugie. I traktowanie obywateli jak przedszkolaków - trzecie.
    Wójt potraktował mieszkańców jak pierwsi sekretarze traktowali robotników przed 1980 rokiem. Zmieniając temat. Przecież rodzicom nie chodziło o to, czy dowozić, czy nie dowozić. Chodziło im o to, jaka kadra zajmuje się opieką nad ich dziećmi.
    W jednym przyznaję bezapelacyjnie wójtowi rację - że nie prasa rządzi gminą Jeziora Wielkie, tylko on. I on bierze na siebie odpowiedzialność. I za zatrudnianych przez siebie pracowników, i za arogancję, z jaką traktuje wyborców.

Reklama

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 976 (43/2010)

 


Inne teksty na ten temat:

Zostawiła trzyletnią Marcelinkę bez opieki

Mama Marceliny nie składa broni

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości