108 lat temu Albert Abraham Michelson otrzymał nagrodę Nobla
Rodzina Michelsonów opuszcza Strzelno i wyjeżdża do Ameryki
Samuel Michelson tak informował 20 grudnia 1852 r. strzeleński magistrat o narodzinach swego syna: „Prześwietnemu Magistratowi zgłaszam, że żona moja Rozalia z domu Przyłubska wczoraj rano o godzinie 5-tej powiła chłopca, który otrzymuje imię Albert”.
Od 12 do 19 grudnia 2007 r., codziennie w innej strzeleńskiej szkole, odbywało się szereg odczytów, pokazów, widowisk i spotkań z okazji obchodów Roku Alberta Abrahama Michelsona w Strzelnie. Okazją do popularyzacji osoby tej światowej sławy fizyka było 100 lat, jakie mijały 12 grudnia 2007 roku od przyznania mu nagrody Nobla. 19 grudnia przypadała także 155. rocznica urodzin Michelsona. W 2007 roku mijało także 120 lat od dnia przeprowadzenia słynnego eksperymentu Michelsona/Morleya. W kilku numerach Pałuk z tego roku mieszkaniec Gębic, fizyk LO w Strzelnie Tomasz Kardaś, zbierający od ponad 20 lat wszelkie pamiątki po Michelsonie, przedstawiał postać strzeleńskiego noblisty.
POCHODZILI Z FORDONU
Kim byli rodzice Alberta i jak znaleźli się w Strzelnie? Matką Alberta była Rozalia Przyłubska, urodzona w 1828 r., druga z trzech córek Abrahama Przyłubskiego, znanego kupca z Inowrocławia. Jej starsza siostra Augusta poślubiła lekarza i prawdopodobnie na jej weselu Rozalia Przyłubska po raz pierwszy spotkała Samuela Michelsona, młodego kupca żydowskiego pochodzącego z Inowrocławia. Rodzina Michelsonów prawdopodobnie pochodziła z Fordonu koło Bydgoszczy, bo tam urodził się w 1825 r. Samuel Michelson, i od kilku dopiero lat mieszkali w Inowrocławiu. W Inowrocławiu nie musiało się najlepiej im powodzić, bowiem córka Alberta A. Michelsona, Dorothy w biografii swego ojca pisze, że Samuel posiadał niewiele, prawdopodobnie sprzedawał swoje towary z pchanego wózka. Rozalia zatem nie wyszła za niego dla pieniędzy czy stanowiska, lecz jak to zwykle bywa, z miłości. Samuel miał 26 lat, a Rozalia 23 lata, gdy się pobrali i zaraz po ślubie przenieśli się do Strzelna.
OTWORZYLI SKLEP
Zapewne teść Samuela, Abraham Przyłubski wspomógł finansowo zięcia i córkę na ich nową drogę życiową. Pomoc była na tyle znacząca, że Michelsonowie mogli otworzyć swój własny sklep, a nawet udzielać pożyczek na procent pod zastaw. W państwowym archiwum w Bydgoszczy oddział w Inowrocławiu znajduje się wiele dokumentów, w których widnieje nazwisko Samuela Michelsona. Znajduje się między innymi akt notarialny o takiej treści:
Rozprawiano w Kraju Inowrocławskim dnia dwudziestego szóstego sierpnia tysiąc osiemset pięćdziesiątego trzeciego roku. Przede mną i tu zamieszkałym notariuszem Carlem Eduardem Wolffem oraz kupcem Wilhelmem Schmekelem i mistrzem szewskim Theodorem Quadem, obydwaj również tu zamieszkałymi, przybranymi jako instrumentalnymi świadkami i obecnymi na rozprawie, którym to trzem osobom żadne okoliczności i stosunki do stron, jak i przepisy paragrafów numer 5 i 9 ustawy z dnia 11 lipca 1845 roku stanowiące przeszkody i wykluczające uczestnictwo w przedmiotowej rozprawie nie były obce i z którymi byli zaznajomieni - o czym jednocześnie złożyli zapewnienia - zjawili się w dniu dzisiejszym:
- kupiec Samuel Michelson ze Strzelna - osobiście znany i zdolny do działań prawnych,
- Suzanna Schredorn ...,
- Sekretarz Felicjan Szafrański z Trzemeszna, który zgodnie z pełnomocnictwem z dnia dziesiątego maja tysiąc osiemset pięćdziesiątego roku zastępuje gospodarza Górnego. Odnośnie piętnastu talarów wraz z pięcioprocentowymi odsetkami od dnia pierwszego czerwca tysiąc osiemset pięćdziesiątego roku oraz kosztami wpisu, które według załączonego wypisu obciążają zabudowaną nieruchomość numer 7 w Strzelcach - dział III nr 2, wyrażam niniejszym zgodę na uwłaszczenie, a jednocześnie potwierdzam odbiór figurującej w zapisie sumy pieniężnej i nie stawiam żadnych przeszkód. Sporządzenie i doręczenie wypisu aktu notarialnego winno nastąpić na mój rachunek.
Notariusz zakończył rozprawę w obecności świadków głośno odczytano, zatwierdzono i własnoręcznie podpisano: Samuel Michelson.
ALBERT PIERWORODNY
Albert był pierwszym dzieckiem Samuela i Rozalii, zdrowym i bardzo kochanym. W krótkim czasie urodziły się jeszcze dwie córki, równie kochane, Paulina (1853 r.) i Joanna (1855 r.). Paulina dożyła sędziwych lat, natomiast Joanna urodziła się pod nieszczęśliwą gwiazdą, ponieważ zaraz po urodzeniu zapisano ją w urzędzie pod niewłaściwym imieniem, które ojciec kilka miesięcy później musiał poprawić. Dorothy Michelson Livingston w biografii swojego ojca pisze, że on nigdy o niej nie mówił i przypuszcza, że prawdopodobnie zmarła ona jeszcze w Strzelnie.
NA LIŚCIE HARMONII
Późnym latem 1855 r. - zdaniem D. Michelson Livingston - Michelsonowie opuścili Strzelno i przez Hamburg udali się do Nowego Jorku. Jak było naprawdę? Otóż ostatnio dzięki stronie internetowej Ancestry, która udostępniła listę pasażerów New York Passenger Lists, 1820-1957, znajdujemy w jej bazie rodzinę Michelsonów i dzięki niej dowiedzieliśmy się, kiedy i kto wyjechał do Ameryki. Państwo Michelsonowie znajdują się na liście pasażerów statku S.S. Harmonia, który wypłynął z Hamburga, a 19 lipca 1856 r. zawinął do Nowego Jorku. W spisie pasażerów drugiej klasy, w drugiej kabinie pod numerem 356 zapisana jest Rozalia Michelson lat 28, pod numerem 357 Albert Michelson lat 3, pod numerem 358 zapisana jest Paulina Michelson lat 2, a pod numerem 359 wpisana jest Johne Michelson lat 1. Brakuje nazwiska Samuela Michelsona. Prawdopodobnie, aby zaoszczędzić na bilecie Samuel zatrudnił się do pracy na statku, jako członek załogi. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby żonę z trójką małych dzieci wysłał samych w tak trudną i niebezpieczną podróż. Tym bardziej, że nie ma go w spisach pasażerów innych statków w tym czasie.
DLACZEGO WYJECHALI
Dlaczego opuścili Strzelno, Polskę i Europę? Co skłoniło Rozalię i Samuela, że z trójką małych dzieci udali się do Ameryki? W książkach, artykułach czy notatkach encyklopedycznych lub internetowych podaje się jako główną przyczynę opuszczenia Strzelna tę, iż po załamaniu się w 1848 r. Wiosny Ludów nasiliły się prześladowania Żydów, a w latach 50. owego stulecia rozszalały się z nową siłą, co wywołało ich exodus na poważną skalę, zbliżony rozmiarami do późniejszej ucieczki Żydów z hitlerowskich Niemiec.
Czy tak było w istocie? Czy była to jedyna przyczyna ich wyjazdu za ocean?
Stosunki polsko-żydowskie mają prawie taką długą historię jak dzieje państwa polskiego. Pierwszy poważny napływ ludności żydowskiej w granice państwa polskiego rozpoczął się pod koniec XI wieku, głównie z państw europejskich. Pierwszy znany przywilej żydowski nadał w Kaliszu 16 sierpnia 1264 r. książę wielkopolski Bolesław Pobożny, który w 36 artykułach przyznał Żydom pełną wolność handlu, wydał zgodę na pobieranie przez Żydów procentu od nie-Żydów (od Żydów nie pobierano procentów), potwierdził pełną wolność wyznaniową i własne sądownictwo w sprawach wewnętrznych gminy żydowskiej tzw. kahału. W praktyce każdy Żyd musiał być członkiem gminy, pod karą wyklęcia ze społeczności, całkowicie podporządkowany władzy kahału. Kiedy w Polsce późniejsi królowie potwierdzali nadane Żydom przywileje, a nawet nadawali kolejne, w Europie zachodniej w tym czasie, a szczególnie w Niemczech szalały pogromy Żydów. Ta tolerancja w Polsce i pogromy w Europie były głównymi przyczynami wzmożonego ich napływu do Polski. Rzeczpospolitą Szlachecką nazywa się złotym wiekiem Żydów w Polsce. Królowie nie czynili jednak tego bezinteresownie, bowiem czerpali niezłe dochody w postaci podatku pogłównego od ludności żydowskiej. W Polsce od XIV wieku do pierwszego rozbioru Polski przyrost ludności polskiej był pięciokrotny, a w tym samym czasie przyrost ludności żydowskiej na tym samym obszarze był ponad 75-krotny.
Założyciel ruchu chasydzkiego rabin Pinchas z Korzca tak pisał w latach sześćdziesiątych osiemnastego wieku: Żydzi (w Niemczech) w swoim stroju i mowie są nie do odróżnienia od gojów. Wygnanie na ziemi Izmaela (Turcji) nie jest tak gorzkie, jak w Niemczech, ponieważ Żydzi przynajmniej wyróżniają się tam językiem, chociaż nie strojem. Jednak w Polsce, gdzie różnią się zarówno strojem, jak i językiem, wygnanie jest mniej przykre niż w każdym innym miejscu.
ŻYDZI W STRZELNIE
A co w tym czasie działo się w Strzelnie?
W styczniu 1772 r. Prusy i Rosja podpisały traktat podziałowy, w którym ustalono, jakie części Rzeczpospolitej komu przypadną. Później do tego traktatu przyłączyła się Austria i 5 sierpnia 1772 r. w Petersburgu podpisano traktaty rozbiorowe pierwszego rozbioru Rzeczpospolitej, państwa słabego i nie w pełni suwerennego dokonanego przez Austrię, Prusy i Rosję. W wyniku traktatów podziałowych Strzelno znalazło się w granicach monarchii pruskiej, w tzw. Prusach Wschodnich w okręgu nadnoteckim. Nowi gospodarze zjawili się tu w styczniu 1773 r. i zaczęli urządzać życie mieszkańców według swojej woli. Zmienił się skład wyznaniowy mieszkańców, wynikający z założeń pruskiej polityki państwowej. W mieście zaczęli się osiedlać głównie protestanci i szybko dla nich postarano się o pastora i wybudowano zbór. Drugą grupą wyznaniową, która zaczęła się osiedlać w Strzelnie i organizować swoją gminę, byli Żydzi. Wcześniej ich nie było w Strzelnie, bowiem było ono miastem kościelnym i osiedlanie się w nim Żydów było zabronione. Według A. Heppera i J. Herzberga, pierwsi wyznawcy wiary mojżeszowej pojawili się w Strzelnie w 1777 r., a w 1788 roku mieszkało już ich 28, w pięciu rodzinach. Żydzi mieli w Strzelnie synagogę nowocześnie urządzoną zgodnie z duchem czasu, to znaczy ze śpiewem chóralnym i kazaniami głoszonymi przez rabina po niemiecku.
PRUSKIE USTAWY
Po kongresie wiedeńskim pruscy urzędnicy patrzyli na ludność żydowską zamieszkującą byłe ziemie polskie przez pryzmat uprzedzeń rasowych, panowała wśród nich opinia, że gros tutejszych Żydów jest wcieleniem wszelkiej podłości i brudu. Celem pruskiej administracji było ich wynarodowienie poprzez środki wychowawcze, i ostatecznie powinni przestać być Żydami w wyniku asymilacji z miejscową ludnością. Decydujące znaczenie dla sytuacji Żydów na terenach pod zarządem pruskim miał przełom w polityce wobec Polaków po powstaniu listopadowym. Naczelny prezes prowincji Eduard von Flottwell 22 grudnia 1832 r. otrzymał polecenie od władz pruskich w Berlinie opracowania projektu Ustawy względem żydostwa w Wielkim Księstwie Poznańskim, która ukazała się w dwóch językach niemieckim i polskim w Dzienniku Urzędowym Królewskiej Regencji w Poznaniu 30 lipca 1833 r. Twórcy ustawy we wstępie podkreślają, że powstała ona w celu polepszenia obywatelskiego stanu żydów”w Wielkim Księstwie Poznańskim, po czym w 30 paragrafach z pruską precyzją opisują, jak ten lepszy stan osiągnąć. Do ustawy ukazała się w Poznaniu 28 stycznia 1834 r. instrukcja, która informowała władze rejencji poznańskiej jak według naczelnego prezesa Flottwella wdrażać w życie postanowienia tej ustawy. Do instrukcji dołączono również wzory dokumentów, jakie należy sporządzać, aby sprostać wymaganiom ustawy. Ustawa opisywała nowy ustrój gmin żydowskich, przewidywała reformę szkolnictwa i naukę religii i precyzowała kryteria jakie musi spełnić Żyd, aby znalazł się w grupie naturalizowanych lub tolerowanych. Procedura naturalizacyjna była dokładnie opisana i sprecyzowana. Żyd musiał spełnić trzy główne wymagania:
1) nieskazitelność życia,
2) znajomość języka niemieckiego oraz zobowiązanie się, że we wszystkich sprawach publicznych, oświadczeniach woli, rachunkach i tym podobnych będzie się używać języka niemieckiego, z czego petenta mógł zwolnić naczelny prezes na wniosek rejencji,
3) przyjęcie stałego nazwiska.
Dodatkowymi warunkami były:
1) stałe miejsce zamieszkania na terenie Wielkiego Księstwa Poznańskiego od 1 czerwca 1815 r.,
2) wystarczające źródło utrzymania, lub nie zadłużoną nieruchomość o wartości co najmniej 2000 talarów albo dysponowanie kapitałem o wysokości 5000 talarów, lub legitymowanie się szczególnymi zasługami dla państwa, oraz czynami patriotycznymi.
Naturalizowani Żydzi po uzyskaniu zezwolenia dużymi grupami osiedlali się w starych prowincjach pruskich, gdzie mieli większe możliwości do prowadzenia działalności gospodarczej. Przyczyną tej emigracji było ekonomiczne zacofanie Wielkiego Księstwa Poznańskiego w stosunku do starych prowincji pruskich, a ponadto będąc mieszkańcem starych prowincji pruskich mieli prawo do swobodnej emigracji do innych krajów, pod warunkiem zapłacenia rekompensaty dla korporacji i odbyciu służby wojskowej. Emigracja do innych krajów była jednak czym innym utrudniona, mianowicie większość państw europejskich nie przyjmowało Żydów, jedynie Francja, Anglia i Stany Zjednoczone przyjmowały emigrantów żydowskich i przyznawały im równouprawnienie z innymi swoimi obywatelami. Z końcem lat czterdziestych XIX wieku rozpoczęła się masowa emigracja Żydów do Ameryki.
ŻYDOWSKA EMIGRACJA
Szacuje się, że między 1820 r. a 1880 r. rokiem wyemigrowało 250.000 Żydów z Prus do Ameryki Północnej. Żydzi z Wielkiego Księstwa Poznańskiego byli pierwszymi emigrantami, którzy wyjechali do Ameryki, wśród nich Bella Meyer wraz z rodziną - starsza siostra Samuela Michelsona, starsza od niego o 5 lat. Żydzi mieszkający na terenie Wielkiego Księstwa Poznańskiego, gdy dotarła do nich wiadomość o wybuchu rewolucji 20 marca 1848 r. w Berlinie poczuli początkowo głównie lęk i zdecydowana większość wielkopolskich Żydów pozostała obojętna wobec zrywu niepodległościowego, interesowali się jedynie czy otrzymają pełnię praw człowieka i obywatela. Wykorzystali to Niemcy i uznali Żydów za pełnoprawnych obywateli powołując własny Komitet Narodowy w Poznaniu, wciągając w jego skład przedstawicieli społeczności żydowskiej.
STRZELNO: POLAKÓW
To zbratanie się Niemców i Żydów zostało jednoznacznie odebrane przez Polaków. Były miejscowości, w których Żydzi prześcigali się z Niemcami w powstrzymywaniu polskiego buntu. Z. Kemlein pisze, że niestety do takich właśnie miasteczek należało również Strzelno. Ponad stu niemieckich i żydowskich obywateli tego miasta zwróciło się do Drugiego Połączonego Sejmu z prośbą, aby Strzelno i całą prowincję, do której ono należało przyłączyć do niemieckiego związku państw. Ta odezwa spotkała się z ostrą reakcją polskiej ludności, na co Prusacy zareagowali sprowadzeniem do Strzelna 53 niemieckich żołnierzy pod dowództwem porucznika Ravena. Jeden z nich wychodzącemu z kościoła proboszczowi w samą niedzielę wielkanocną 22 kwietnia 1848 r. zdarł polską kokardę z czapki. To spowodowało, że na uderzenie dzwonu chłopi uzbrojeni w kosy wpadli do miasta i uderzyli na Niemców. Ci zabarykadowali się na podwórzu folwarcznym i bronili się oczekując pomocy z Mogilna, po którą posłali konno gońca. Pomoc z Mogilna nadeszła pod dowództwem kapitana Frohlicha, ale w tym czasie część kosynierów pod osłoną nocy opuściła miasto i dołączyła do posiłków, które nadeszły z Inowrocławia. 23 kwietnia 1848 r. stoczono potyczkę, w której Polacy ponieśli porażkę, głównie z braku odpowiedniej broni. W całej tej okolicy z Inowrocławiem włącznie Żydzi w znikomej części poparli ten zryw narodowościowy. Gazeta Polska 30 czerwca 1848 r. pisała, że spośród 2.271 żydowskich mieszkańców Inowrocławia zasługuje jedynie na szacunek czterech, bo tylko taka znikoma ilość opowiedziała się za prawdą i sprawiedliwością. Podobnie było w pobliskim Trzemesznie, gdzie Żydzi wspólnie z Niemcami mieli zamordować rannych powstańców. Kiedy powstanie upadło, Polacy bojkotowali niemieckich i żydowskich kupców i wszyscy wzajemnie się oskarżali o przyczynienie się do upadku powstania. Na łamach prasy zarówno polskiej, jak i żydowskiej toczyła się dyskusja, dlaczego jedni nie poparli drugich, albo dlaczego jedni zapomnieli o interesach drugich. Gazeta Polska z 7 kwietnia 1848 r. szeroko opisuje śmierć z rąk Niemców i Żydów dzierżawcy probostwa w Stodołach pana Brockiego w oparciu o opowiadanie jego żony Katarzyny. Również ta sama gazeta 14 kwietnia 1848 r. potwierdza, że w tym narodowościowym zrywie Polaków Żydzi mieszkający na tych terenach w większości stanęli niestety po stronie niemieckiej. Józef Bonawentura Garczyński w swoich pamiętnikach wspomina, że podczas objazdu Wielkopolski w dniach Wiosny Ludów zastał w Trzemesznie czy Gnieźnie komitety powstańcze, które prężnie działały, natomiast w Inowrocławiu grobowa cisza panowała. W Strzelnie według Garczyńskiego obywatel Moliński zorganizował na jego polecenie 500 ludzi (raczej z okolicy niż ze Strzelna) zbrojnych w kosy, ale kiedy mieli być gotowi do walki, to opuścili swego dowódcę, dopiero interwencja Garczyńskiego pozwoliła odnowić oddział. Znane są co prawda przypadki wspierania przez ludność żydowską zrywu niepodległościowego Polaków, ale były to zdarzenia incydentalne. Publicyści niemieccy i żydowscy wrogo wypowiadali się o Polakach, a Polacy w niczym nie byli im dłużni. Postawa Żydów wobec powstania była różna, ponieważ Polacy sami niekiedy wpędzali ich w dwuznaczne role, np. wysyłali ich na przeszpiegi do Niemców, a Niemcy zmuszali ich do szpiegowania Polaków. Wspomina o takim zdarzeniu Jędrzej Moraczewski, gdzie pod Gębicami koło Mogilna Mierosławski wypuścił tylnymi drzwiami szpiega, a kiedy ten zuchwale naprzykrzał się o zwrot swego wozu i koni, od żołnierstwa zastrzelonym został. Wśród Polaków w/g Moraczewskiego panował pogląd, że skoro Prusacy rabują Polaków, to głupstwem byłoby nie rabować Niemców i Żydów. Po upadku powstania tak opisuje nastroje w Wielkim Księstwie Poznańskim C. Jarachowska w liście do pani Libeltowej: „Bieda tak wielka, że trzeba ją widzieć, aby wierzyć,... Żydzi spuścili na kwintę, dużo, bardzo dużo wynosi się do Ameryki, handle zamykają podobno, boć żadnego odbytu nie mają. Kredyt tak ustał, że możesz dać sto procent, a nie dostaniesz od Żyda grosza... . Urodzaje ogólnie piękne, toć jeść będzie co....
MIESZANE MAŁŻEŃSTWO
W takiej to atmosferze Samuel Michelson ożenił się z Rozalią Przyłubską. Nastroje społeczne między Polakami a Żydami były, jak widzimy, na tych terenach bardzo napięte, a na to nałożyło się jeszcze ich mieszane małżeństwo polsko-żydowskie.
J. Łukaszewicz opisując dzieje ludności żydowskiej na terenie Poznania, analizując ich migracje, a także stosunki polsko-żydowskie na przestrzeni dziejów, opisuje też ich sposób życia, ubiór i obyczaje. W pewnym momencie tak pisze: Ubiór Żydów poznańskich odróżniał się od reszty mieszkańców, lubo w dawniejszych czasach nosili się zupełnie tak jak Chrześcijanie. Zygmunt I dla rozróżnienia ich od Chrześcijan nakazał im w roku 1538, aby chodząc po mieście używali czapki żółtej, uwolnił ich atoli od noszenia takiej czapki w podróży. Później Żydzi utworzyli sobie strój dziwaczny, złożony częścią z dawnego kroju polskiego, częścią też z kroju ludów wschodnich i trzymali się stroju tego uporczywie przez dwa blisko wieki. Dogadzało to bowiem ich niechlujstwu i ich duchowej oszczędności. Ubiór zaś ten był taki: zwykle tunika długa, opięta, czarnego koloru, z materii wełnianej lub jedwabnej, na haftki zapinana, w zimie futrem jakowym podbita, pończochy i trzewiki, na głowie jarmułka skórzana, kapelusz z niezmiernie wielkimi piórami, albo futrzana, najczęściej kunia czapka, broda zapuszczona, loki zwijane i na twarz spadające oto jest kostium starożytnego Żyda poznańskiego. Żydówki nosiły sznurówki w rozmaitym kolorze, najczęściej w wysokich, sznurowane, zwłaszcza u bogatych Żydówek, złotymi łańcuszkami spódnice i fartuchy z drogich, sztywnych materii na głowie czółka dziwacznego kształtu, z złotogłowiu, lub innej drogiej materii na szyi zawieszały noszenia, składające się z rozmaitych monet starych, złotych i srebrnych tudzież korale. Lecz takowy ubiór był tylko odświętnym w dni zaś powszechne Żydzi, bez wyjątku, bogaci, czy ubodzy, okryci byli brudnymi łachami, których krój, i materia były nie do rozeznania.
Jak widzimy obraz Żyda w opinii autora nie był korzystny, wcześniej ich domostwa opisuje jako niechlujne i odrażające, konstatuje jednak, że „Obok tylu i tak wielkich wad Żydzi posiadali niektóre bardzo pożyteczne społeczności ludzkiej przymioty i cnoty. Do tych należała ich miłość dobra ogólnego (rozumie się żydowskiego), która ludowi temu wieczną egzystencję wśród innego, panującego narodu zapewniała. Ich oszczędność i wstrzemięźliwość w życiu, ich wytrwałość w każdym przedsięwzięciu i nie zrażanie się żadnymi trudnościami. Ze względu na bliskość Poznania w stosunku do Strzelna możemy domniemywać, że podobnie ubierali się i Żydzi strzeleńscy.
3,5-LETNI ALBERT W AMERYCE
Wiemy zatem, że jak Albert miał 3,5 roku stanął wraz z rodzicami i rodzeństwem na amerykańskiej ziemi w Nowym Jorku. Tam według D. Michelson Livingston zatrzymali się u krewnych Rozalii państwa Friedenburgów mieszkających na East Side, aby wypocząć po trudach podróży i zastanowić się, w jaki sposób dostać się do Kalifornii, bo ta była celem ich podróży. Tam bowiem przebywała już Bella, starsza siostra Samuela Michelsona, wraz z mężem Oskarem Meyerem i dwoma synami. Meyerom, którym pobyt w Kalifornii bardzo służył, bowiem dość szybko się wzbogacili dzięki temu, że Oskar Meyer był fachowcem w pracach górniczych, a te były bardzo w cenie.
W KIERUNKU KALIFORNII
Michelsonowie mieli trzy możliwości dotarcia w tamte strony, przy braku jeszcze wtedy kolei transkontynentalnej: pierwsza to podróż krytym powozem przez cały kontynent, druga to podróż statkiem z opłynięciem przylądku Horn, a trzecia to podróż kombinowana, statkiem z Nowego Jorku do Panamy lub Nikaragui, stamtąd lądem do wybrzeża Pacyfiku i dalej statkiem po wodach Pacyfiku do San Francisco. Postanowili idąc za radą siostry Samuela i z uwagi na długość zarówno w czasie i w odległości, oraz niebezpieczeństwa pierwszego i drugiego wariantu podróży, dotrzeć do Kalifornii według trzeciego wariantu, który wydawał im się najbezpieczniejszy. Kupili więc bilety na mały statek i wypłynęli z Nowego Jorku w kierunku Porto Bello. Zapewne podczas tej arcytrudnej i niebezpiecznej podróży zmarła Joanna, młodsza siostra Alberta, bowiem w spisach amerykańskich jej imię już nie widnieje. Rodzice zapewne winili siebie za śmierć swojej najmłodszej wówczas córki i dlatego woleli wymazać ze swojej pamięci jej istnienie i nie wspominali nigdy o niej.
12 grudnia 1907 roku: Michelson otrzymał Nobla
Eksperyment Michelsona-Morleya
Jak światło stało się pasją życia Alberta Michelsona
Albert Abraham Michelson - 100 lat temu otrzymał Nobla
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze