Wszystko legalnie i zgodnie z prawem
Ścięta jarzębina
Barbara Czarnecka nie może pogodzić się z tym, w jaki sposób podzielony został gminny teren między dwa budynki nr 4 i nr 6 przy ul. Pułaskiego. Straciła jarzębinę, straciła ławeczkę. Sąsiedzi chcą grodzić teren.
Barbara Czarnecka pokazuje, w jaki sposób jej sąsiad ściął drzewo jarzębiny. Kiedyś to drzewo należało do niej, ale z dnia na dzień znalazło się na działce (granica biegnie po obrysie schodów), którą kupiła sąsiednia wspólnota mieszkaniowa. Barbara Czarnecka nie usiądzie już na ławeczce pod jarzębiną. Drzewka nie ma, a ławka ma już innych właścicieli. W piątek 4 marca do reportera Pałuk zadzwoniła zbulwersowana mieszkanka posesji nr 6 przy ul. Pułaskiego w Mogilnie Barbara Czarnecka. Poinformowała nas, że sąsiad z posesji obok (ul. Pułaskiego 4) ściął 10-letnią jarzębinę, którą posadził jeszcze jej mąż.
KUPILI DZIAŁKĘ
Kobieta za całą sytuację obwinia mogileńskich urzędników i burmistrza Leszka Duszyńskiego. Obwinia go za to, że pozwolił na taki podział gruntu między budynkami, że teraz granica sąsiedniej działki (gdzie leży budynek nr 4) przebiega przy samych schodach budynku nr 6 i jej jarzębina z dnia na dzień znalazła się na sąsiedniej działce.
Wszystko odbyło się jednak zgodnie z prawem. W budynku nr 4 wszystkie mieszkania są własnościowe. Działająca tam, podobnie jak w budynku nr 6, Wspólnota Mieszkaniowa wystąpiła do gminy o sprzedaż terenu pod budynkiem i wokół niego. Do takiej sprzedaży doszło. Do tej pory teren był dzierżawiony od gminy. Dodatkowo na terenie należącym do posesji nr 4 leży także garaż.
Administrator posesji, a zarazem dyrektor Mogileńskich Domów Jerzy Padoł powiedział naszemu reporterowi, że podział gruntu przy posesji został wykonany w taki sposób, jak obrazowały mapki. Teren ten zgodnie z mapkami był podzielony na 2 działki i obie były własnością gminy. Jedna działka, na której znajduje się posesja nr 4, została sprzedana właścicielom nieruchomości zgodnie z numerami działki.
Barbara Czarnecka zarzuca burmistrzowi, że do końca grudnia obiecywał, iż nie przedłuży dzierżawy. - Dzierżawy faktycznie nie przedłużył, ale za to sprzedał ziemię i to po linii budynku. A nam został pas do schodów - żali się - Burmistrz nas oszukał, stare kobiety 60-letnie oszukał, bo kazał nam przyjść w grudniu.
- Myśmy poszły, to powiedział, że to my jego oszukałyśmy i wprowadziłyśmy w błąd. 600 zł czynszu płacę i nic mi nie wolno. A na końcu sąsiad jak szczur przyjdzie, kiedy wszyscy wyjdą z domów i wytnie drzewo - mówi Barbara Czarnecka.
- 10-letnie drzewo, które miało zasłaniać, żeby dym nie leciał nam do mieszkania i aby dawało nam schronienie przed słońcem ot tak sobie zostało wycięte. Nie było jednego mądrego w gminie, żeby powiedział, że tak być nie może i trzeba podzielić teren działki w jakiś inny rozsądny sposób - opowiada zdenerwowana Barbara Czarnecka.
MIAŁ ZGODĘ
Sąsiad pani Barbary, Tadeusz Krasicki, potwierdza w rozmowie z reporterem Pałuk, że ściął drzewo. Powiedział nam, że nie zamierza polemizować z panią Barbarą i pokazał pozwolenie na wycięcie drzewa wydane przez Urząd Miejski i podpisane przez burmistrza Leszka Duszyńskiego. Barbara Czarnecka wezwała też Straż Miejską. Komendant Mirosław Kuss przyznał, że interwencja była i wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Powiedział także, że wycinka jarzębiny odbyła się jak najbardziej legalnie.
PŁOT
Barbara Czarnecka denerwuje się, gdyż do jej uszu dochodzą teraz słuchy, że sąsiedzi spod „4” chcą się oddzielić i będą stawiali płot wprost na bramę: - Pytam się, jak można komuś pod oknem płot stawiać? Do tej pory mieszkańcy obu posesji mieli ten sam wjazd (brama i furtka) i razem z niego korzystali. Teraz po podziale wjazd należy do posesji nr 4.
Nasza czytelniczka wskazuje, że sąsiad, wycinając 10-letnią jarzębinę, pozostawił blisko półtorametrowej wysokości pień. Pyta się: - Po co ten pień tu zostawił, jako słupek do przyszłego płotu? Dodaje: - Ja sprowadzę do naszego urzędu Najwyższą Izbę Kontroli i wtedy niech przetrzepią im te wszystkie dokumenty, zgody i wszystko inne. To było moje drzewo i nie wolno go było ruszać. Jak zapytałam sąsiada, dlaczego to zrobił, to mi powiedział: „A co ciebie to obchodzi”.
RYNNA
Dodatkowo panią Barbarę irytuje fakt, że rynna umieszczona na garażu stojącym obok została podłączona do orynnowania budynku mieszkalnego nr 6, w którym ona mieszka: - Podłączyli się do rynny przy budynku, bo mieli za daleko, żeby przekopać i w związku z tym łatwiej podłączyć się do cudzego. Jerzy Padoł mówi, że była zgoda jego jako zarządcy na podłączenie się do rynny budynku. - Było to z nami uzgodnione. Jest to na razie czasowo zrobione, żeby uniknąć nadmiaru wody spływającej z dachu. W późniejszym czasie będzie to inaczej rozwiązane - mówi.
NIE OSZUKAŁ
Burmistrz Leszek Duszyński powiedział nam, że to on został wprowadzony w błąd. - Te osoby informowały mnie, że garaż ten stoi na działce należącej do nieruchomości nr 6. Więc powiedziałem, że w żadnym przypadku nie wydam pozwolenia i nie przedłużę umowy. W posesji nr 4 jest wspólnota mieszkaniowa i zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami mogli wystąpić o poprawę warunków, więc my nie mieliśmy żadnych praw, aby nie sprzedać im podwórka i zrobiliśmy to zgodnie z podziałem gruntów. Garaż, o który monitowały panie stoi tym samym na sprzedanym gruncie należącym do wspólnoty. Ja tych pań nie oszukałem - mówi burmistrz Duszyński.
Burmistrz potwierdza, że mógł wydać pozwolenie na wycięcie jarzębiny. Zgodnie z prawem drzewo zakupione razem z działką staje się własnością właściciela działki.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 995 (10/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze