W Strzelnie przy ul. Magazynowej
Śmietnik w miejscu rzeźni
Pracownicy interwencyjni zwożą tam śmieci, bo nie mają co z nimi zrobić. Mieszkańcy ulicy ostro protestują. Burmistrz Matczak zapowiada likwidację dzikiego miejsca.Od 2008 r. gmina Strzelno nie ma własnego wysypiska śmieci. Wysypisko w Bławatach zostało zamknięte. Od tej pory wywozem odpadów z terenu gminy zajmuje się firma Sanikont z Inowrocławia, która wywozi je na wysypisko do Giebni.
O tym, że po zamknięcia gminnego wysypiska w Bławatach mogą pojawić się
kłopoty ze składowaniem odpadów komunalnych w Strzelnie, mówiono
głośno. Ludzie zastanawiali się, gdzie nieczystości zebrane z ulic
przez pracowników interwencyjnych gminy, w tym liście, gałęzie, gruz,
piach z poboczy dróg, trafią przed wywiezieniem na wysypisko. Już
wówczas sugerowali, że na terenie miasta powstaną dzikie wysypiska
śmieci. Nie mylili się.
NA DZIKO
Po przeszło roku od zamknięcia wysypiska problem pojawił się na ul.
Magazynowej, a konkretnie w miejscu po byłej rzeźni. Tam swoją siedzibę
mają pracownicy interwencyjni gminy. Na terenie oprócz hal byłej rzeźni
znajdują się budynki mieszkalne.
Mieszkający tam ludzie prosili nas o pomoc. Twierdzą, że składowane na
tyłach budynku gałęzie oraz hałdy ziemi oraz gruzu pomieszanego
z innymi śmieciami stwarzają doskonałe warunki do zagnieżdżenia się tam
gryzoni, a szczególnie szczurów. - Mieszkam tutaj wiele lat. Za czasów,
jak funkcjonowała tutaj rzeźnia, nigdy nie mieliśmy problemów ze
szczurami, a teraz, proszę pani, wchodzą nam do mieszkań - mówi
zdenerwowana Henryka Szatkiewicz. Jak informują nas mieszkańcy, sprawę
już 2 miesiące temu zgłaszali do burmistrza Ewarysta Matczaka.
Po ich interwencji stos gałęzi, którą pracownicy interwencyjni
składowali pod szopką pani Henryki, przenieśli w inne miejsce. - To nic
nie daje. My chcieliśmy, aby oni zlikwidowali to dzikie wysypisko. Jak
tutaj wygląda? Tutaj mieszkają małe dzieciaki. Jeszcze brakuje, nie daj
Boże, żeby to podpaliły. Wtedy byłaby dopiero tragedia - mówi Henryka
Szatkiewicz. Nasza rozmówczyni dodaje, że szopkę wyremontowała za
własne pieniądze. Sama poniosła koszty wymiany dachu. - Jak ktoś te
gałęzie tutaj podpali i zapali się szopka, to kto zwróci mi pieniądze?
Ja będę musiała znowu remontować ją za tę skromną rentę, którą posiadam
- dodaje pani Henryka.
Zdaniem mieszkańców domu, wizyty w Urzędzie i prośby kierowane do
przełożonego pracowników interwencyjnych nic nie dają. - Oni nic sobie
z nas nie robią, a szczury na końcu nas pozjadają. Jeszcze rok,
a zamiast podwórka wysypisko w centrum miasta będziemy mieli - mówi
Krystian Kaszuba. Na początku - według mieszkańców - zebraną z poboczy
ziemię, liście oraz gałęzie pracownicy wrzucali do kontenera, który
stoi na podwórku. - Jednak firma wywożąca śmieci nie chciała tego
odbierać. Dlatego składują to teraz w ten sposób - mówi Krystian
Kaszuba.
BĘDZIE WYWIEZIONE
Sprawę doskonale zna burmistrz Ewaryst Matczak. - Ja rozumiem tych
ludzi. Zleciłem wywiezienie gruzu, a gałęzie miały być pocięte. Zebrany
tam gruz wykorzystany zostanie pod drogi. Co do ziemi, to jeszcze nie
wiem, co z nią zrobimy. W miarę szybko postaramy się z tym tematem
uporać. Naszym zamiarem jest likwidacja tego składowiska - mówi
burmistrz Matczak.
Mieszkańcy w rozmowie z naszym reporterem sugerowali, że miejsce na
składowanie tego typu nieczystości powinno znajdować się gdzieś daleko
od zabudowań, a nie prawie pod oknami mieszkań. - To już było sprzątane
nie raz - tłumaczy brygadzista pracowników interwencyjnych Jan Kapica.
Na dzień dzisiejszy jest on w momencie załatwiania samochodu z ZEC,
którym zgromadzone tam odpady wywiezione zostaną jeszcze w tym tygodniu
na wysypisko do Giebni. Ponadto Jan Kapica uważa, że nie ma innego
miejsca na czasowe przechowywanie tego typu nieczystości. Uważa także,
iż problemu ze szczurami tam nie ma. - Wysypałem trutkę 3 tygodnie
temu, gdyby szczury tam były, to tej trucizny już by nie było, a ona
jest nieruszona - mówi Jan Kapica.
Burmistrz natomiast zapewnił nas, że postara się poszukać inne miejsce
na czasowe składowanie takich odpadów, z dala od zabudowań. - Trudno
takie miejsce znaleźć. Gdy Agencja Rynku Rolnego przekaże nam teren po
gorzelni, to tam usytuujemy doraźnie miejsce składowania tego typu
odpadów - dodał burmistrz.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 923 (42/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze