Stefania Barańska pokazuje reporterowi wyschnięty obecnie rów, biegnący od ul. Polnej wzdłuż pl. Wolności w Mogilnie za kamienicami od strony „wolnicy”. Po ulewnych deszczach w tej części centrum miasta pojawia się okropny smród z powodu stojącej w rowach wody deszczowej ze ściekami, które przelewają się z kolektora.
fot. Damian Stawski
Mieszkańcy, burmistrz Duszyński, smród, ścieki, rów
Smród nad placem Wolności
Mieszkańcy żalą się, że o park, planty i czyszczenie rzeki to Leszek Duszyński dba. Tymczasem biegnący kilkaset metrów dalej rów między wolnicą, a pl. Wolności nie jest ich zdaniem czyszczony od 10 lat. Dodatkowo przelewają się do niego fekalia z błędnie wybudowanego kolektora sanitarnego (na głównym kolektorze miasta postawiono budynek) i przy deszczowej pogodzie panuje tam smród nie do opisania.
MIESZKAŃCY CZYSZCZĄ SAMI
We wschodniej części pl. Wolności w Mogilnie za kamienicami o nieparzystych numerach u zbiegu ul. Mickiewicza i ul. Powstańców Wlkp. (wolnica) od ul. Polnej począwszy biegnie rów, który za Szkołą Podstawową nr 2 przecina aleję Armii Krajowej i dalej przy nieistniejącej już stacji paliw wpada do Jeziora Mogileńskiego.
Wielu mieszkańców pl. Wolności zbulwersował w ostatnim tygodniu fakt, że burmistrz robi sobie zdjęcia w wyschniętym korycie rzeki Siecienica w parku miejskim, że trwa czyszczenie koryta tej rzeki, a nikt nie pamięta o skandalicznym stanie rowu biegnącego przez całe centrum miasta. Sprawą całkowicie zarośniętego w tej chwili rowu zainteresowały naszą redakcję panie mieszkające przy pl. Wolności. Jak mówiła Aleksandra Kosiak, rowy te nie były czyszczone od ponad 10 lat, a mieszkańcy sami muszą sobie z tym radzić. Żadnej reakcji nie ma ze strony urzędników ratusza, ani ze strony Gminnej Spółki Wodnej, która powinna przeprowadzać konserwację tych rowów, czyli dbać o to, by nie były zarośnięte, były wyczyszczone, itd. Ma również prawo w związku z dbaniem o porządek na tych rowach wystawiać nakazy zapłaty. Każdy właściciel, którego działka graniczy z tym rowem, musi płacić składkę, w tej chwili jest to 10 zł na rok.
- „Nasza władza się nie stara. Jak przyjdą ulewne deszcze, to jest katastrofa. Tam taka ilość wody idzie, że się w głowie nie mieści. A taki smród, że szok” - mówi mieszkaniec pl. Wolności Jacek Wachowiak, patrzący przez ogrodzenie swego ogródka na dziś wyschnięty rów.
fot. Damian Stawski
- Stwierdziłam, że ja nie będę płaciła tej składki, bo ja nie mam za co płacić, ponieważ od wielu lat oni na tych rowach nic nie robią, nie utrzymują ich w należytym stanie porządku. Za porządek z tej strony rowu, który przylega do mojej działki, ja osobiście nie dbam, ale dba moja rodzina, tzn. moja bratanica i jej synowie - mówi Aleksandra Kosiak. - Zdaję sobie z tego sprawę, że kwota 10 zł nie jest wysoka. Jest za niska, w związku z tym jestem gotowa płacić wyższą składkę, ale jeżeli będą robić porządek.
Aleksandra Kosiak apeluje do władz gminy: - W związku z tym niech się zdeklarują. Albo oni, albo właściciel, ale ktoś musi o ten porządek w rowie dbać.
Mieszkanka zwraca uwagę, że jej bratanica dzwoniła kilkakrotnie do Straży Miejskiej w sprawie rowu.
- To oni powiedzieli, że ich to nie interesuje. Dlaczego ich nie interesuje, no dlatego, że powinna zajmować się tym Spółka Wodna, która mieści się w Urzędzie, czyli ich koledzy. Bo gdyby właściciele mieli dbać, to przypuszczam, że Straż Miejska by się fatygowała i by się zainteresowała, jak to wygląda. A w tej sytuacji, no przepraszam, ale Straż Miejska powinna ruszyć tyłeczki i się tym zająć, tym bardziej, że to nie jest daleko, bo jest w samym mieście - mówiła Aleksandra Kosiak.
PO DESZCZU ŚMIERDZI
Stefania Barańska, bratanica pani Aleksandry, mówi: - Tutaj jak trochę popada, to woda nie ma jak przepłynąć, zatrzymuje się i jest ogromny smród. Rów nazywa jednym ogromnym syfem. Zwraca uwag, że jak jeszcze jej synowie byli na miejscu, to przeskakiwali przez płot i czyścili ten rów. W tej chwili mieszkają za granicą. - No, ale ja im nie powiem, jak zjadą na kilka dni, że mają rowy wycinać - mówiła Stefania Barańska. Jej zdaniem, mogileńskich urzędników kompletnie nie obchodzi to, że mieszkańcy muszą sami czyścić rowy i z własnej kieszeni wydawać pieniądze na środki zwalczające chwasty i zielsko.
- Gmina ma to gdzieś - twierdzi mieszkanka. Niektórzy z mieszkańców własnymi rękoma koszą zarośnięte rowy. Inni jednak nic nie robią.
WŁADZA SIĘ NIE STARA
Również mieszkający przy tej ulicy Jacek Wachowiak zwracał szczególną uwagę na brak zainteresowania i działań ze strony urzędników ratusza. - Nasza władza się nie stara. Jak przyjdą ulewne deszcze, to jest katastrofa. Tam taka ilość wody idzie, że się w głowie nie mieści. A taki smród, że szok ... - komentuje pan Jacek. - Ja już powiedziałem panu burmistrzowi, czy by chciał, żeby koło jego domu takie coś płynęło. No on by nie chciał, ale mówi „no co panie Jacku mamy zrobić, tam jest błąd, błąd”. „Ale błędy się naprawia” - mówię.
Ten błąd polega na złym podłączeniu i rozdzieleniu kolektora sanitarnego.
- Oni wiedzą o tym wszystkim, ale twierdzą, że nie ma na to pieniędzy. Nawet raz byłem w Urzędzie i burmistrz do mnie „I co panie Jacku leci tam, śmierdzi tam?”. Ja mówią: „eee... nie będziemy tego tematu rozwijali, bo to nie ma sensu z wami rozmawiać, tak mi się wydaje” - opowiada mieszkaniec.
Jacek Wachowiak twierdzi, że ma już tego wszystkiego dosyć. Tego chodzenia do ratusza i proszenia się w sprawie rowu. - Człowiekowi już takie zniechęcenie przychodzi - żali się pan Jacek. Jego zdaniem, teraz są idealne warunki na to, by te rowy wyczyścić. Nie ma bowiem w nich wody. - A oni nic kompletnie nie robią - mówi. Burmistrz ciągle tylko powtarza mu, że nie ma pieniędzy i nie da rady zrobić. Jest zdania, że najpierw trzeba naprawić błąd w kolektorze. Jacek Wachowiak jest zrezygnowany: - Nie ma z kim porozmawiać w Urzędzie, naprawdę nie ma z kim porozmawiać. W ogóle burmistrz nie stara się, on myśli tylko o sobie. Ja nie lubię czegoś takiego, o swoje miasto się powinno dbać. Jakby to było na plantach, to od razu to by zrobili, a tutaj z tyłu, kto to ruszy.
Kiedyś mieszkaniec był na swoim ogródku i słyszał lecącą wodę. - Mówię, co jest grane, przecież nie pada. Patrzę, a tam do rowie ścieki z rury wylatują - mówi.
FEKALIA W ROWIE
O sprawie reporter rozmawiał też z zaangażowanym w tę sprawę mieszkańcem Sławomirem Śródeckim.
- No, ja się zaangażowałem, bo jaki to smród jest? Ale dostałem pismo z Urzędu Gminy, z którego wynika, że oni nie mogą nic poradzić, bo tam jest coś źle zrobione. Jakaś studnia czy coś tam, że tak musi być i koniec - mówi.
Sprawą zainteresowano też Polski Związek Wędkarski.
- Bo wszystko leci do jeziora. To jest tylko problem, jak są duże opady, jak dużo deszczu leci, to podobno z ul. Mickiewicza nie nadąża odbierać deszczówki i dlatego tutaj to tak wybijało. Teraz to jest spokój i cisza, bo jest zarośnięte, wyschnięte wszystko, trzeba poczekać do jesieni co będzie - mówi mieszkaniec.
Według Sławomira Śródeckiego, przy panującej obecnie suszy jest świetny czas, by wyczyścić ten rów. - Teraz w tej chwili to jest busz, zarośnięte, wszystko brudne, niepogłębione. My lokatorzy zgłaszaliśmy problem, jak to płynęło, przychodziła Straż Miejska, robiła zdjęcia, cuda niewidy. No to taki był fetor, taki był smród, że się w głowie nie mieści, ale jak były opady. Teraz to jest zaschnięte i jest jedyna szansa na to, żeby ktoś tym się zajął, wyczyścił, pogłębił, żeby to jakoś wyglądało - mówił.
Sławomir Śródecki wyjaśnił, na czym polega ten błąd w kolektorze, o którym miał mówić burmistrz oraz Jacek Wachowiak.
- Tu polega na tym cały szkopuł, że odpływ do tego głównego kolektora, który idzie do oczyszczalni ścieków, jest za nisko. Jak jest duży poziom wody w studni, która ją odbiera, to wylatuje potem przepływem do rowu - tłumaczył mieszkaniec.
Jak mówił, z mieszkańcami wpadli na pomysł, jak zapobiec dalszemu wydostawaniu się ścieków z rury.
- Wziąć jakiś kołek wyciosać, zapchać tę dziurę kołkiem i do widzenia. Tylko jak my to zrobimy, to ludzie na Mickiewicza mają piwnice pozalewane - żartował Sławomir Śródecki.
Taka sytuacja według Sławomira Śródeckiego nie powinna mieć miejsca: - Mnie to dziwi, bo to są fekalia, to nie leci woda deszczowa. Moim zdaniem, to w tym rowie powinna być tylko woda deszczowa, a tam wylatują z głównej rury wpadające ścieki do oczyszczalni ścieków fekalia. W XXI wieku żeby coś takiego miało miejsce, to jest coś nie tak.
Jak mówił Sławomir Śródecki, zakład komunalny na początku czyścił studnie, potem jednak uznał, że nie ma to sensu ze względu na występujący błąd. - Oni przyjeżdżali z „komunalki”, czyścili tę studnię, a potem stwierdzili, że to jest źle wykonane, bo tamten odpływ jest za nisko i koszt przerobienia tego jest bardzo wysoki, gminę nie stać na to i tak już musi zostać.
BĘDĄ CZYŚCIĆ RÓW
Zwróciliśmy uwagę prezesowi gminnej spółki wodnej Krzysztofowi Wierzbińskiemu, że mieszkańcy narzekają, iż rów nie był czyszczony od 10 lat. - No rów był już czyszczony na wiosnę. W tej chwili rzeczywiście jest on zarośnięty, jeśli będzie taka potrzeba, to będziemy go czyścili jeszcze raz - tłumaczył Krzysztof Wierzbiński. Jak mówił, rów będzie na pewno czyszczony jesienią tego roku, ponieważ jest potrzeba, by minimum rów był przeczyszczony dwa razy w roku.
Reporter zwrócił uwagę, czy jest to możliwe, żeby krzaki w rowie tak szybko odrosły. - Tak proszę pana, czym częściej się kosi, tym szybciej rośnie - tłumaczy prezes. Krzysztof Wierzbiński zwracał uwagę na dość wilgotny okres i dlatego krzaki tak szybko odrastają.
Reporter pytał również, czy spółka ma pieniądze, by czyścić te rowy. - No tak mamy pieniądze, burmistrz też dokłada pieniądze do tego. Na zlecenie burmistrza czyścimy, jeżeli jest pilna sprawa - tłumaczy prezes.
Jak mówił, koszt czyszczenia rowu jest dość duży ze względu na jego długość. - Ten rów trzeba czyścić od samego jeziora aż do Powstańców Wielkopolskich, nawet za Powstańców Wielkopolskich, tam na ulicę Polną się aż tak ciągnie, to jest 1,2 km. To jest dość duży koszt, ale ja tam z burmistrzem na tyle w zgodzie żyjemy, że zawsze dokłada jak potrzeba - mówił Krzysztof Wierzbiński.
- Na pewno będzie czyszczony w październiku i listopadzie, bo trzeba go wyczyścić, żeby zabezpieczyć przed spływem wód tych roztopowych, a teraz się nie kosi, bo to wegetacja roślin teraz jest i to odrasta - zwracał uwagę Krzysztof Wierzbiński.
BUDYNEK NA KOLEKTORZE
Prezesa MPGK Artura Lorczaka poprosiliśmy, aby objaśnił, na czym polega błąd w budowie sieci kolektora i jak to się dzieje, że ścieki wydostają się do rowu wzdłuż pl. Wolności.
- Polega on na tym, że od pl. Wolności w dół (do tego rowu) biegnie główny kolektor miasta. Niestety, swego czasu na tym kolektorze wybudowano budynek (był tam bar Fuks, teraz sklep - przyp. das), prawdopodobnie wtedy (a może wcześniej?) zasypano też studnie rewizyjne na odcinku od ulicy do tego rowu. W tym miejscu kanalizacja biegnie na dużej głębokości i poprzez brak studni mamy bardzo ograniczone możliwości czyszczenia. W momencie, kiedy nastąpi awaria - zator na tym odcinku - ścieki mogą wydostać się poza kanalizację. Staramy się możliwie często czyścić ten odcinek, ale niestety ze względu na brak studni rewizyjnych do takich zatorów nieraz dochodzi. Co prawda 3-4 lata temu udało nam się odnaleźć studnię bliżej ulicy dzięki czemu jest już lepiej, ale nadal czyszczenie jest bardzo utrudnione. Odkopana studnia znajdowała się około 1,5 metra pod ziemią, była przysypana - tłumaczy Artur Lorczak.
BURMISTRZ O BŁĘDZIE NIE WIE
O problemie mieszkańców opowiedzieliśmy burmistrzowi Leszkowi Duszyńskiemu. Ten powiedział, że z tego co mu wiadomo, to rów był czyszczony, ale zadzwoni w tej sprawie do Krzysztofa Wierzbińskiego.
- Jeżeli jest taka wola mieszkańców, to rów będzie wyczyszczony - zapewnił burmistrz.
Mówiliśmy burmistrzowi o wydobywających się z rowu nieprzyjemnych zapachach, o nie do końca sprawnym kolektorze sanitarnym i błędzie w jego budowie.
- To ja nic nie wiem o tym błędzie, musiałby pan rozmawiać z panem Arturem Lorczakiem - tłumaczył burmistrz Duszyński.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1229 (35/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze