Reklama

Spotkanie z Hubertem Libnerem - uczestnikiem wyprawy na Aconcaguę

Czwartkowe popołudnie 20 lutego zgromadziło w sali Domu Kultury w Trzemesznie dziesiątki osób zainteresowanych amerykańską wyprawą, na którą wybrał się trzemesznianin, Hubert Libner. Mężczyzna od urodzenia związany jest z miastem, a wędrówki górskie stanowią jego pasję. Zaszczepił ją w nim nauczyciel w szkole podstawowej, Edmund Łukomski. W 2024 roku postanowił spełnić marzenie - wejście na Aconcaguę (6.961 m n.p.m.), najwyższy szczyt Ameryki Północnej i Południowej.

Dyrektor trzemeszeńskiego Domu Kultury Sławomir Paluch powitał w czwartek 20 lutego wszystkich, którzy przybyli na spotkanie, w tym m.in. krewnych, przyjaciół i znajomych prelegenta, także burmistrza Trzemeszna Kacpra Lipińskiego.

Hubert Libner przygotował dla wypełnionej gośćmi sali ciekawostki z odbytej wyprawy, która zajęła mu blisko miesiąc. Opowiadał o procesie aklimatyzacji, warunkach, które obowiązują w czasie wejścia na szczyt. Jak podkreślał, pułap komfortu dla niektórych jest nie do pokonania. Zakup śpiwora nie jest łatwą sprawą, musi on bowiem być odpowiedni do temperatur pułapu minus 28-30 stopni Celsjusza.

Reklama

Sam pomysł na wyprawę zrodził się w styczniu 2024 roku. Początkowo planował zdobywanie innego szczytu. Okazało się jednak, że zobowiązania zawodowe nie pozwolą mu na tamto wyzwanie. W życiu nie ma przypadków. Niedługo później zwolniło się miejsce z wejściem na Aconcaguę. Hubert Libner nie zastanawiał się zbyt długo. Podpisał umowę z agencją, kupił loty, a później... powiedział o wszystkim żonie.

Pieniądze pozyskane od rodziny, przyjaciół, znajomych i sponsorów, pozwoliły na zrealizowanie marzenia 32-latka. Jak podkreślał na spotkaniu w trzemeszeńskim Domu Kultury, na wysokościach, jakie osiągali jako grupa, zapotrzebowanie na kalorie było bardzo wysokie. Sam proces przygotowywania wody pozyskiwanej ze śniegu także pochłaniał sporo czasu. Podróżnik dzielił się z odbiorcami wieloma informacjami, które były interesujące dla pasjonatów gór. Podkreślał, że w czasie wejść bardzo często brakuje apetytu, a dostarczanie kalorii jest niezbędne, aby nie zamarznąć i mieć siły na kolejne podejścia.

Reklama

Hubert Libner przeczytał mnóstwo książek o górskich wyprawach, a i tak nie był przygotowany na wszystkie sytuacje, które go spotkały. Jedną z nich był stosunek kompanów podróży do siebie nawzajem. Okazało się, że dla każdego najważniejsze jest zdobycie szczytu, niezależnie od tego, jakim kosztem. - Wyprawa wysokogórska na kilkanaście dni to przeżycie, które obnaży całą prawdę o człowieku - mówił w czasie spotkania uczestnik wyprawy na Aconcaguę.

Obranie kierunku podróży także nie było przypadkowe. Hubert Libner chciał się wyciszyć, zrezygnować ze wszystkiego, co cyfrowe. Wszystkim odbiorcom spotkania polecał zrobienie sobie resetu od wszystkich wygód. Te rzeczy, które wydają nam się oczywiste, takie nie są. Zwykłe ubranie butów zajmuje około 15 minut.

Reklama

Hubert Libner w czasie spotkania pokazywał zdjęcia z wyprawy, filmiki. Uczestnicy zadawali pytania, na które chętnie odpowiadał. Zdradzał ceny korzystania z toalety, kąpieli w prysznicu, która razem ze zmianą ubioru trwała 7 minut, a kosztowała 15 dolarów! Co ciekawe, jej temperatura zależała od rodzaju nasłonecznienia, więc bywało i tak, że nie była ona zbyt wysoka. Także termin kąpieli nie był przypadkowy, decydowała o nim administracja obozu.

- Nie ma złej decyzji o odwrocie. To jest zawsze dobra decyzja - powiedział uczestnikom spotkania w trzemeszeńskim Domu Kultury Hubert Libner. Nie zdobył samego szczytu Aconcagui. Doszedł na wysokość 6701 m.n.p.m. Dalsza wędrówka byłaby już ryzykiem i igraniem z losem.

Reklama

Uczestnik wyprawy na najwyższy szczyt Ameryki Północnej i Południowej podziękował wszystkim, dzięki którym wyjazd był możliwy. Wspomniał m.in. o gminie Trzemeszno. Nieocenionym wsparciem w sfinansowaniu wyprawy okazały się także wpłaty w założonej zbiórce w Internecie.

Zakupioną kurtkę, w której zdobywał Aconcaguę zamierza wykorzystać na kolejną wyprawę, a docelowo przekazać na charytatywną zbiórkę. - Dostałem od ludzi coś dobrego i teraz też chcę coś dobrego zrobić - kończył spotkanie miłośnik gór.

Reklama

Na koniec Hubert Libner podziękował wszystkim za wsparcie - przyjaciołom, znajomym, rodzinie. Przede wszystkim żonie, Marcelinie, która opiekowała się ich 3-letnim dzieckiem w czasie jego nieobecności.

Paulina Kwiatkowska

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/02/2025 19:03
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości