Reklama

Stawiali wnyki, sidła i haki

Mogilno, SPZOZ, Ogrodowicz

    Stawiali wnyki, sidła i haki
     Dyrektor SPZOZ Michał Ogrodowicz nie chciał powiedzieć, dlaczego odwołany został z funkcji koordynatora Roman Bardoń. Członek Zarządu Powiatu Wiesław Gałązka sugerował jakieś nieprawidłowości, nie mówiąc nic konkretnego. Sołtys Gębic Andrzej Konieczka nazwał tę atmosferę stalinowską. Oburzyli się na to starosta Tomasz Barczak i przewodniczący Jan Bartecki, przedstawiając od razu życiorysy swych przodków. Wulgarnie dyskusję podsumował Jan Bartecki: - Pan się chce teraz wytłumaczyć z tego, co pan walnął. Tak? Proszę pana walnął pan kupę a w kupie siła, no niestety. Inny działacz PSL-u Wiesław Gałązka mówił o mieleniu ozorem i potrzebie wypyskowania się.

     KLAUZULA POUFNOŚCI
     Tydzień temu pisaliśmy o dyskusji 4 sierpnia na sesji Rady Powiatu Mogilno na temat odwołania z dniem 1 sierpnia doktora Romana Bardonia z funkcji koordynatora ratownictwa medycznego oraz wręczenia 1 sierpnia ratownikowi medycznemu z Mogilna, ale pracującemu w szpitalu w Strzelnie Maciejowi Sędzikowskiemu miesięcznego wypowiedzenia warunków pracy.
     Na sesję przyszło ponad 30 mieszkańców. Pomimo wielu zadawanych pytań nie dowiedzieli się, dlaczego doktor Bardoń i ratownik Sędzikowski, który publicznie w artykule w Pałukach wstawił się za odwołanym doktorem - zostali tak potraktowani przez dyrektora SPZOZ Michała Ogrodowicza.
Dyrektor w kółko kilkanaście razy powtórzył, że na ujawnienie przyczyn nie pozwala mu klauzula poufności. Nie chciał jednak powiedzieć, co oznacza ta klauzula ani co się pod nią kryje.
     ŻAŁOWAŁ, ŻE DYREKTOR MILCZY
     Członek Zarządu Powiatu Mogilno Wiesław Gałązka z PSL-u żałował i ubolewał nad tym, że dyrektor Ogrodowicz nie podał przyczyn.
     - Troska o interes firmy, którą wyraża pan dyrektor widzę, że bierze górę nad emocjami. Ja też emocjonalnie przeżywając tą atmosferę, wszystkie te zdarzenia pewnie chętniej powiedziałbym prawdę (...) Proszę mi wierzyć, że ta druga strona pewnie nie jest tak doskonała [mówił o doktorze Bardoniu - przyp. mah]. Teraz mamy wybór, czy wypowiedzieć się o człowieku, którego wszyscy bez wyjątku bardzo szanujemy, podkreślamy doskonałości jego pracy jako lekarza, jego poświęcenie dla człowieka - radny zaczął sugerować jakieś nieprawidłowości, których jakoby miał się dopuścić doktor Bardoń, nie mówiąc jednak nic konkretnego.
     - Czy koordynator to jest taka postać i tak ważne stanowisko, które ma wpływ na ratownictwo medyczne, ma wpływ na same czynności prowadzone w trakcie zdarzeń różnego typu, gdzie trzeba ratować życie czy koordynator to po pierwsze osoba, która ustawia grafik dyżurów a człowiek, który ma się trudnić zaopatrzeniem karetek w podstawowe składniki, które mają być na wyposażeniu karetek, a więc wszystkie po kolei wymagane przepisami, terminami, ważnościami. Czy to ma robić doktor, który potrzebny jest, by ratować życie ludzkie czy może to robić ktoś, kto po prostu potrafi to robić - pytał głośno radny Gałązka.
     PROWOKATOR
     - Ja tylko prowokuję tu pewną sytuację, celowo to robię, żeby do szczerej rozmowy doszło - tłumaczył się radny z Mokrego, dlaczego w ogóle wywołuje tę dyskusję.
     Wiesław Gałązka powtarzał, że nie jest zorientowany, ale zdradzał coraz więcej szczegółów. Mówił: - Ja też wiem, że pan doktor Bardoń no też pracował gdzieś tam jeszcze oprócz naszego SPZOZ-u. Tak też po prostu świadczył usługi. Powiem na zewnątrz powiatu. Ale to jest jego bardzo prywatna sprawa, tego nikt nie chce poruszać, bo to jest osobiste. I teraz kwestia, która nie wiem była powodem do tego, żeby został odwołany z funkcji koordynatora, czy to też jest osobiste. Dotyczy konkretnego człowieka, nie wiem, jego błędów, zasług. Bo po prostu nie mogę tego stwierdzić, tam nigdy nie byłem, nie pracowałem, więc nie wiem.
     Radny mówił, że nie wie, ale tak formułował zdania, by na doktora Bardonia padł cień podejrzeń mieszkańców, którzy przeszli na Radę Powiatu.
- Myślę, że dla wielu osób, które w życiu pracowały, pracują, wiedzą dobrze, że czasem się błąd zdarza, po prostu. A zdarza się on tym więcej, im więcej jesteśmy przemęczeni, sfrustrowani, zaganiani, to niekiedy nie dostrzegamy pewnych drobnych rzeczy, które mają wpływ na pewną kwalifikację - sugerował jakieś błędy doktorowi Bardoniowi, nadal nie mówiąc nic konkretnie.
     NIE TRZEPAĆ OZOREM
     Radny Gałązka zwracał się do mieszkańców słowami: - Ja proponuję państwu pewien racjonalny sposób myślenia. Myślę, że w podejściu do człowieka, to demokracja nas zobowiązuje do tego, żeby na niektóre tematy nie trzepać ozorem zupełnie niepotrzebnie. Bo musimy się po prostu szanować.
     WYSSANE Z PALCA
     - Proszę skończyć już te oracje do niczego nie zmierzające. Proszę nie sugerować tutaj, że powody były takie, że leżały po stronie doktora Bardonia. To już jest skandal naprawdę. Wymyślanie, sugerowanie takich rzeczy jest nie na miejscu, jest niegodziwe po prostu. To jest odwracanie kota ogonem. Niech pan zaprzestanie. My, jako radni już się do tego przyzwyczailiśmy, mieszkańcy może nie do końca są przyzwyczajeni do takich zachowań. Niech pan nie sugeruje tutaj takich rzeczy. Powody są nie takie, tak jak pan tu mówi, roztacza pan jakieś wizje, niestworzone rzeczy a coś, a nie wiadomo. Proszę powiedzieć jasno. To są kompletnie wyssane z palca jakieś próby ratowania sytuacji Zarządu, w jakim pan się znajduje. Sugestie, że gdzieś tam, coś tam, jakiś gdzieś. Mówi się jasno, albo nie mówi się wcale. Nie sugeruje tym bardziej pod nieobecność osoby, której to dotyczy - apelował szef klubu Radnych PO Wojciech Baran.
     Radny Gałązka był przekonany o swej racji: - Ja staram się myśleć racjonalnie, rozumnie a pan cały czas naciska, podgrzewa i tak pan robi już od szeregu dni. Ja myślę, że to jest największe zło, jakie mogło przytrafić się służbie zdrowia, bo służba zdrowia funkcjonuje a my robimy wizje jakiejś katastrofy. I upominam pana, żeby pan także z szacunkiem odnosił się do moich słów, bo ja panu nigdy nie komentowałem, że pan nie ma racji.
     STALINIZM TRZYMA SIĘ ŁOPATĄ
     Atmosfera, jaka od początku sesji panowała na sali zdenerwowała jednego z mieszkańców, sołtysa Gębic Andrzeja Konieczkę. Dodatkowym smaczkiem było to, że sołtys należy do Platformy Obywatelskiej i sprawuje swą funkcję w miejscowości, która uważana jest za bastion PSL-u w gminie Mogilno.
     - Co to, za nepotyzm, co to za czasy jakieś Stalina, gdzie my żyjemy, w jakim państwie. Czy tutaj na terenie powiatu mogileńskiego czas się zatrzymał. Ja wiem, że się zatrzymał - mówił sołtys Konieczka.
     Sołtys wiedział co mówi, dlatego, że w ubiegłym roku odbudowywał pomnik Powstańców Wielkopolskich na rynku w Gębicach i na własnej skórze odczuł, jak wielu ludzi nie chciało odbudowy i jak wielu ludzi nie chciało likwidacji pomnika Bohaterów ZSRR.
     - I wiem, że tu jeszcze stalinizm łopatą się trzyma. Tak, tak ja mam doświadczenia, pan tego nie ma panie przewodniczący [mówił do Jana Barteckiego -przyp. mah]. Ja na własnej skórze przerabiałem ilu to stalinowców jeszcze tutaj mamy. Tak, tak. To nie są żarty. Dziś patrzcie an Wschód, na Ukrainę, na Putina. Tutaj mała Ukraina, mały Putin - sołtys komentował rzeczywistość powiatu mogileńskiego.
     PANU SIĘ POMYLIŁO
     Wypowiedź zdenerwowała przewodniczącego Rady Powiatu Jana Barteckiego z PSL-u.
     - Myślę, że posunął się pan za daleko. Proszę na tej sali nie porównywać pewnych działań do czasów stalinizmu. I niech pan mnie, mojej osobie nie mówi co to jest stalinizm. Dwa pierwsze nazwiska na pomniku Ofiar Katynia w Mogilnie to są Barteccy. Mój ojciec walczył w wojnie obronnej 1939 r. był inwalidą wojennym II grupy, za to siedział w Trzemesznie za czasów stalinizmu. A pan mówi, że ja o niczym nie wiem, bo jestem za młody. Panu się coś pomyliło tu na tej sali, żeby mi pan mówił akurat o tym, że ja nie wiem co to jest - grzmiał radny Bartecki.
     Wojciech Baran nie był jednak do końca taki przekonany, czy sołtysowi rzeczywiście się pomyliło.
     - Ja wiem jak to jest, bo ja też za różne niewygodne wypowiedzi pewne konsekwencje zmuszony byłem ponosić - ujawnił radny.
     HAKI NA BARDONIA
     Wprost o to co mówił radny Gałązka, zapytał Przemysław Zowczak: - Wiesiu, czy ty sugerujesz, że są jakieś haki na doktora Bardonia. Powiem jedno, to jest po prostu podłe. Nawet, jeśli pan doktor Bardoń zrobił coś nie tak, to działał w stanie wyższej konieczności. Natomiast jest jedna rzecz, jeżeli zaczniemy sobie wyciągać wszyscy nawzajem pewne rzeczy, to ja też mogę wskazać na wiele takich decyzji i kroków, które podjął pan dyrektor Ogrodowicz, które nawet sobie nie wyobrażasz, jak koszmarne w skutkach byłyby, gdyby to doszło na przykład o NFZ.
     - Chcesz się licytować - pytał radny Zowczak.
     Gdy radny Gałązka usiłował tłumaczyć, że się nie licytuje, usłyszał z ust radnego Zowczaka: - Kończ waść.
     CO NA TO PROKURATURA
     Sołtysa Konieczkę interesowało, czy, skoro radny Gałązka ma jakieś informacje o przewinieniach doktora Bardonia, to czy została powiadomiona prokuratura. A jeżeli nie ma nic istotnego: - To nie mówcie takich bzdur, bo cały czas powtarzacie jakieś bzdury totalne, których nikt nie rozumie. Nie okłamujcie ludzi.
     WYPYSKOWAĆ SIĘ
     Sołtys tłumaczył, że nic nie ma ani do rodziny Jana Barteckiego, ani do jego przodków.
     - Ja rozumiem, że pan doskonale umie lawirować. Obracać wszystko tak, aby tutaj nie ruszać bo to nie ten temat. Ja tylko mówię o tym, że czuję się tutaj jak w epoce stalinizmu. Że jak coś niewygodne, to albo klauzula albo nic nie można. A jak coś pasuje, to przecież to my zrobiliśmy. To my jesteśmy autorami, to my jesteśmy ojcami sukcesu - mówił Andrzej Konieczka.
     Zaskakujące było kolejne zdanie radnego Gałązki, który uznał, że sołtys Konieczka: - Przede wszystkim wykorzystuje możliwość wypyskowania się, odniesienia się w polityczny sposób, wypomnienia jakiegoś pomnika, stalinizmu.
     Urażony mówieniem o stalinizmie, o Putinie był również starosta Tomasz Barczak z PSL-u.
     - Czuję się urażony, jeżeli pan mówi, że stalinizm się trzyma jak za Putina. Mówił, że przewodniczącego się porównuje do Stalina czy Putina, jako że go naśladuje - mówił.
     Czuł się urażony, że dotychczasowy pomnik powstańczy przeniesiono w Gębicach na cmentarz bez uchwały Rady Miejskiej i bez zgody mieszkańców.
     Mówił, że jego ojciec budował pomnik dla członków jego rodziny biorących w udział w Powstaniu Wielkopolskim. - Niepotrzebnie przy okazji służby zdrowia wywołuje pan takie duchy nieczyste. Stalin bardzo zły przykład. Teraz Putin też jest bardzo zły przykład - napominał sołtysa.
     W KUPIE SIŁA
     - Z dzisiejszej dyskusji odnoszę wrażenie, że każdy kto zabierze głos i powie coś nie po myśli panów, to albo kogoś obraża, albo się nie zna, albo jest laikiem, kimś kto przychodzi poprzeszkadzać. Ja rozumiem, że 50.000 mieszkańców wam trochę przeszkadza, bo jakbyście sami w sobie byli i sami tak rządzili, nikt by nic nie powiedział, no to by było fajnie bo nikt by głosu nie zabrał, w „Pałukach” by nie napisali i byłoby cacy. Mówiąc o stalinizmie, nawiązałem do sytuacji, która się w pewnym momencie wytworzyła, a panowie swoje życiorysy zaczęliście natychmiast przedstawiać - mówił sołtys.
     - Pan się chce teraz wytłumaczyć z tego, co pan walnął. Tak? Proszę pana walnął pan kupę a w kupie siła, no niestety - skomentował przewodniczący Jan Bartecki.
     Oburzony tym zachowaniem prowadzącego obrady był radny Zowczak: - Panie przewodniczący, przestanie pan w ten sposób komentować. Przecież to są kpiny.
     - Zdaje pan sobie sprawę z tego co pan powiedział. W kupie siła. Niech pan przynajmniej nie będzie bezczelny? Pańską bezczelność już zdążyłem poznać (...) Proszę, aby mniej butnie traktować mieszkańców, co w waszym wykonaniu jest widoczne aż nadto - podsumował sołtys Konieczka.

Marek Holak

Reklama

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1174 (33/2014)

 

Komentarze

    To nie jest demokracja

     Wolałbym na tej stronie nigdy nie używać słów buta, cynizm, układ, sitwa. Ale te słowa biegają mi po głowie, gdy pomyślę o końcówce ubiegłotygodniowej sesji powiatowej.
    Sołtys Gębic mnie naprawdę zaskoczył. Zawsze mi się wydawało - co uświadamiali mi moi koledzy z Białorusi będący w ubiegłym roku na praktyce w Mogilnie - że nasze sesje powiatowe wyglądają jak białoruskie. Oni trafili akurat na sesję nadzwyczajną, gdzie pytać nie było wolno, odpowiedzi nie było, notable ze smutnymi minami siedzą ze spuszczonymi głowami, jakby czegoś się bali.
    Ja już nie mam tego porównania, oni mieli. I nie mogli się nadziwić, że tak wygląda demokracja.
    Jednak to co władza PSL-owska zrobiła na ostatniej sesji będzie opowiadane wnukom.
    Zaatakowali niewybrednie mieszkańców (sołtys to także mieszkaniec). Mówienie przez radnego Gałązkę o mieleniu ozorem, o potrzebie wypyskowania się przez mieszkańca wystawia samorządowcowi jak najgorsze świadectwo. A to jak wulgarnie dyskusję podsumował przewodniczący Rady Powiatu Jan Bartecki słowami: - Pan się chce teraz wytłumaczyć z tego, co pan walnął. Tak? Proszę pana walnął pan kupę a w kupie siła, no niestety.
    Po prostu brak mi słów na takie zachowanie PSL-owskiej powiatowej władzy.
    Nazwać to arogancją to przedszkole. Nazwać butą to także przedszkole.
    To co robi PSL na naszych oczach to początki autorytarnej władzy. Jeżeli mieszkańców ma się za nic, a to mieszkańcy są najważniejszą władzą w powiecie, to znaczy, że ci co nami rządzą zatracili poczucie jakiejkolwiek przyzwoitości.
    Sołtys mówiąc o swoich odczuciach stalinowskich i putinowskich miał po prostu rację.
    Ta władza z nikim i z niczym się nie liczy i posunie się do każdej niegodziwości.

Reklama

Marek Holak

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1174 (33/2014)

 

 

Inne teksty na ten temat:

Widmo taczek dla Ogrodowicza

- Czym mój syn panu zawinił

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości