Reklama

Studnia numer 3

Bakterie coli nadal są w sieci wodociągowej Strzelna
     Studnia numer 3
     Przemysława Zowczaka niepokoją wieloletnie zaniedbania, jeżeli chodzi o jakość wody. Zwraca uwagę, że w przyszłym roku nowa stacja uzdatniania wody powinna być już wybudowana. Takie są terminy sanepidu. Tymczasem nie ma widoków na rozpoczęcie budowy.

Wicestarosta Przemysław Zowczak uważa sprawę jakości wody za kluczową dla mieszkańców Strzelna. Uważa, że cała 100-letnia sieć wodociągowa powinna być wymieniona, bo może być źródłem bakterii. Burmistrz Ewaryst Matczak słucha i drapie się po głowie.
   fot. Magdalena Lachowicz

    W ubiegłym tygodniu w artykule Bakterie coli w kranach pisaliśmy o problemach mieszkańców Strzelna w związku z wykrytymi w wodzie bakteriami. Przypomnijmy, że w piątek 30 lipca Zarząd Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Strzelnie poinformował mieszkańców, że nastąpiło pogorszenie się jakości wody na terenie miasta. Woda przed spożyciem musiała być przegotowana. Zaniepokojenie mieszkańców sięgnęło zenitu. Do naszej redakcji telefony wręcz się urywały, mieszkańcy pytali, co im grozi. Większość z nich zwracała jednak uwagę na kulejącą w Strzelnie informację. Nasi czytelnicy twierdzili, że o problemie tak naprawdę dowiedzieli się dopiero z naszej gazety.
    KOMISJA
    W poniedziałek 9 sierpnia przewodniczący komisji rozwoju gospodarczego, ładu, porządku publicznego i spraw bezrobocia radny Dariusz Chudziński zwołał posiedzenie komisji, na które zaprosił starostę Przemysława Zowczaka, burmistrza Ewarysta Matczaka, dyrektora ZGKiM w Strzelnie Dariusza Sieradzkiego i powiatowego inspektora sanitarnego Urszulę Piwek-Brejecką, sołtysów wsi, które podłączone są do miejskiego ujęcia wody oraz przewodniczących zarządów osiedli mieszkaniowych w Strzelnie w celu przeanalizowania bezpieczeństwa zaopatrywania w wodę miasta Strzelna.

Dyrektor „komunalki” w Strzelnie Dariusz Sieradzki zapewnia, że sytuacja w Strzelnie jeżeli chodzi o jakość wody jest stabilna, czyli dobra
   fot. Magdalena Lachowicz

    STUDNIA
    - Panie dyrektorze, proszę przedstawić nam z punktu zakładu komunalnego jak wygląda sytuacja, którą nakreśliła nam prasa oraz opowiadają ludzie. Dowiedziałem się od mieszkańców w sklepie, gdy kupowali wodę mineralną, że podobno jest zatrucie wody bakteriami coli. Sytuacja bardzo poważna, niosąca za sobą duże zagrożenia - mówił Dariusz Chudziński.
    Dariusz Sieradzki powiedział, że woda została pobrana do badania w ramach monitorowania wewnętrznego jakości wody. Próby zostały pobrane w dwóch miejscach. Akurat tak się zdarzyło, że były to punkty mieszczące się w szkołach. Zarówno w jednej, jak i w drugiej próbie wystąpiły bakterie coli. W związku z tym, że były to punkty, gdzie zużycie wody w tym okresie było stosunkowo niewielkie, ZGKiM nie miał pełnego obrazu, jak wygląda sytuacja na terenie całego miasta. Wobec tego pracownicy komunalki  podjęli środki ostrożności, poddając wodę dezynfekcji i powiadamiając jednocześnie burmistrza oraz sanepid.

Reklama
Powiatowy Inspektor Sanitarny w Mogilnie Urszula Piwek-Brejecka twierdzi, że w Strzelnie nie ma zagrożenia dla zdrowia mieszkańców, bo nie ma wśród bakterii odkrytych - bakterii chorobotwórczych typu kałowego
   fot. Magdalena Lachowicz

    Po przeprowadzeniu chlorowania w poniedziałek pobrane zostały powtórnie próbki wody, tym razem z sześciu punktów całego miasta. Okazało się, że na 6 punktów, w 4 punktach wystąpiły przekroczenia. W związku z tym - jak mówił dyrektor Sieradzki - należało dociec przyczyn i szukać źródła tego zanieczyszczenia.
    Po ponownym pobraniu próbki z ujęcia okazało się, że tym źródłem jest studnia nr 3. Studnia w zasadzie najstarsza w całym systemie ujęcia wody. Od razu studnia została wyłączona z eksploatacji. Kolejne próbki wody z pięciu ujęć pobrane zostały w poniedziałek 9 sierpnia. - W mojej ocenie w tej chwili sytuacja jest stabilna, czyli dobra. Myślę, że nie ma już skażenia, ale na oficjalne wyniki musimy poczekać - mówił Dariusz Sieradzki.
    BAKTERII KAŁOWYCH NIE BYŁO
    Szefowa mogileńskiego sanepidu Urszula Piwek-Brejecka uspakajała uczestników zebrania. Twierdziła, że wszelkie procedury powiadamiania sanepidu zostały w tym przypadku zachowane.
    -  Ja bym była daleka od stwierdzenia o szczególnym zagrożeniu w związku z tą sytuacją. Właśnie po to jest ustalona wewnętrzna kontrola, czyli samokontrola przedsiębiorstwa, na co sporządzany jest roczny harmonogram. Postępowanie ZGKiM toczyło się według ustalonego harmonogramu, w punktach ustalonych, uzgodnionych. Tak się stało, że w ramach tej akcji stwierdzono obecność bakterii coli. Po to się proszę państwa bada, żeby stwierdzać, żeby monitorować takie sytuacje - mówiła Urszula Piwek-Brejecka.
    Stwierdziła również, że bakterie były badane pod względem występowania w nich bakterii chorobotwórczych. - Badanie w kierunku bakterii chorobotwórczych to jest badanie w kierunku bakterii coli, ale typu kałowego. Druga taka bakteria, którą badamy, to jest paciorkowiec kałowy. Podobna jeśli chodzi o skutki zdrowotne. Tych dwóch bakterii nie było obecnych ani w pierwszym przypadku, ani w drugim. Wynik należy interpretować w ten sposób, że jest obecność bakterii wskaźnikowej, ale nie ma w nich bakterii chorobotwórczych. Dlatego uważam, że w tym przypadku można by było nie powiadamiać mieszkańców - mówiła Urszula Piwek-Brejecka.
    Jak ustaliliśmy, procedura przy wykryciu bakterii polega na powtórnym pobraniu próbki wody  i dopiero wówczas, kiedy kolejne bandanie wody pokazuje zbliżony lub podwyższony stan, to dopiero wówczas rozwija się całą akcję informacyjną.
    Dodała jednak, że jak najbardziej zdroworozsądkowym było podejście pana dyrektora, który uznał, że bakterie mogą być porozsiewane po innych odcinakach sieci i dlatego mieszkańcy zostali powiadomieni o konieczności przegotowania wody. - My, proszę państwa, musimy mieszkańców do takich sytuacji przygotowywać, ponieważ zgodnie z przepisami stosowanymi w Unii Europejskiej każdy taki sygnał o przekroczonych parametrach związków w wodzie będzie powodował komunikaty do społeczeństwa. Społeczeństwo musi się przygotować do tego, że tak właśnie wygląda relacja pomiędzy dostawcą, a odbiorcą.  Informacja pojawia się po to , aby nie dopuścić do przykrych skutków zdrowotnych - powiedziała Urszula Piwek-Brejecka.
    MOŻE OPADY
    W trakcie prowadzonych rozmów dyrektor sanepidu stwierdziła także, iż prawdopodobną przyczyną zakażenia wody w sieci mogły być ostatnie zwiększone opady deszczu. Zawsze zdaniem Urszuli Piwek-Brejeckiej może nastąpić przenikanie wody z nadmiernie podniesionych wód gruntowych i to mogło być bezpośrednią przyczyną transmisji drobnoustrojów do sieci.

Piotr Dubicki w imieniu mieszkańców Strzelna zarzucił dyrektorowi „komunalki” Dariuszowi Sieradzkiemu nierzetelność w przekazywaniu informacji mieszkańcom
   fot. Magdalena Lachowicz

    POCZTA PANTOFLOWA, PAŁUKI
    Zdaniem dyrektora ZGKiM szum medialny wokół tej sprawy zrobił się dlatego, że do takiej sytuacji doszło po raz pierwszy tak oficjalnie. Kilkadziesiąt lat temu zdaniem Dariusza Sieradzkiego te procedury były zupełnie inne. Społeczeństwo w zasadzie nie wiedziało co się dzieje. - Dzisiaj obowiązują nas przepisy unijne i nie da się tego w inny sposób zrobić. Uważam, że wybudowana nowa stacja uzdatniania wody nie ustrzeże nas od takich sytuacji, ponieważ może dojść do zakażenia sieci poprzez awarie - dodał Dariusz Sieradzki.
    W dyskusję włączył się przewodniczący zarządu osiedla Piotr Dubicki, który w imieniu wszystkich mieszkańców wyraził żal w kierunku dyrektora ZGKiM na to, że ich zdaniem całkowicie zawiodła jednak informacja przekazana mieszkańcom w związku z powstałym zagrożeniem. Że nie była ona rzetelna. Piotr Dubicki twierdził, że zadaniem komunalki było skutecznie powiadomić o zagrożeniu mieszkańców. - Nie wystarczyło wydrukować 50 ogłoszeń, z których i tak 40 powieszonych zostało na Osiedlu Piastowskim, a co z resztą miasta. Większość naszych mieszkańców dowiedziała się pocztą pantoflową lub z czwartkowych „Pałuk”, a powinna dowiedzieć się od źródła, aby informacja nie stała się plotką - mówił Piotr Dubicki.
    W odpowiedzi przewodniczący usłyszał, że zapewne informacja byłaby skuteczniejsza, gdyby zakład posiadał megafon, przez który przejeżdżając przez miasto informowałby o zagrożeniach bądź awariach. Przypomnijmy, że takie urządzenie dyrektor ZGKiM ma w planach zakupić. Urszula Piwek-Brejecka twierdziła zaś, że komunalka dobrze wywiązała się z zadania. 
    - Za jakość wody odpowiada przedsiębiorstwo wodociągowe. Jest to obowiązek i zadanie własne gminy. W tym przypadku uważam, że powinny być ustalone na taki wypadek bądź innych zagrożeń, odpowiednie procedury gminnego zarządzania kryzysowego, który powinien opracować cały system powiadamiania i alarmowania społeczeństwa, które w tym przypadku wpisałoby się w przedsiębiorstwo - mówiła Urszula Piwek-Brejecka.  
    NIEPOKÓJ O JAKOŚĆ WODY
    - Czy uwaga, która się tutaj pojawiła, panie burmistrzu, nie powinna wskazywać na to, że powinna być zacieśniona współpraca z Centrum Zarządzania Kryzysowego, które funkcjonuje w starostwie? To jest bowiem zarządzanie, które ma odbicie na cały powiat - pytał Dariusz Chudziński.
    Wicestarosta Przemysław Zowczak stwierdził, że jako mieszkańca gminy Strzelno od lat niepokoi go stan jakości wody. Potęguje to wieloletnie zaniedbanie w kierunku poprawy tej sytuacji. Zaniepokoiły go słowa burmistrza Matczaka odnośnie budowy stacji uzdatniania wody, kiedy burmistrz powiedział, że jeżeli nie uda się uzyskać dofinansowania unijnego, to wtedy w przyszłym roku rozpocznie się inwestycja ze środków WFOŚ (pisaliśmy o tym już w ubiegłym roku w naszym tygodniku). W przyszłym roku, jak mówił wicestarosta, gdyby poważnie traktować decyzję sanepidu, należałoby kończyć budowę, a nie ją rozpoczynać.
    - Ponadto wymianie powinna być poddana cała ponad 100-letnia sieć wodociągowa, która może być również źródłem pojawiania się bakterii. Uważam, że kwestia wody w Strzelnie jest sprawą priorytetową - przekonywał Przemysław Zowczak.
    Jeśli chodzi o zarządzanie kryzysowe, jak powiedział wicestarosta, to informacje przekazane mu przez burmistrza były zupełnie inne i niekompletne. - Dopiero w „Pałukach” przeczytałem już znacznie więcej informacji. Praktycznie jeśli chodzi o Centrum Zarządzania Kryzysowego byliśmy całkowicie odcięci od informacji. Dobrze jednak się stało, że dyrektor  jak i burmistrz wykazali się dużą troską o mieszkańców i próbowali w taki, czy inny sposób ich powiadomić. Ale w podobny sposób powinno dowiedzieć się Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego. Gdybym sam się tym nie zainteresował i nie wykonał telefonu, nie przeczytał artykułu w „Pałukach” - nic bym nie wiedział. Zero informacji ze strony gminy jest bardzo groźne. Bardzo proszę burmistrza o współpracę w tym zakresie - dodał Przemysław Zowczak.
    BAKTERIE NADAL SĄ
    Na dzień dzisiejszy w pobranych powtórnie próbkach wody nadal stwierdzono obecność bakterii coli. Dyrektor Sieradzki uspakaja jednak, ze nie ma żadnego zagrożenia dla mieszkańców, a zakład robi wszystko, aby opanować sytuację.

Reklama

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 965 (32/2010)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości