Gmina Strzelno zaproponowała Bartłomiejowi Janowskiemu lokal przy ul. Kolejowej. Najpierw czekał na jego dezynfekcję, a potem gdy zobaczył w jakim jest stanie - nie przyjął go. Kolejną propozycję gminy - mieszkanie na ul. Powstania Wielkopolskiego zobaczy, jak dotychczasowy właściciel zda od lokalu klucze.
Bartłomiej Janowski zapowiada, że zrobi wszystko, by jego dzieci nigdy nie miały takiego dzieciństwa jak on - w Domu Dziecka fot. Magdalena Lachowicz 99. POZYCJA
Bartłomiej Janowski w 2011 r. opuścił Dom Dziecka w Kołdrąbiu. Trafił tam po rodzinnej tragedii.
Gdy zmarł ojciec, matka została z 9 dzieci i zadecydowano wówczas o umieszczeniu rodzeństwa w Domu Dziecka.
Opuszczając placówkę otrzymał wyprawkę i zgodnie z prawem gmina była zobowiązana przydzielić mu mieszkanie.
Od razu wystąpił do burmistrza Ewarysta Matczaka z wnioskiem o przyznanie mieszkania.
- Żeby nie pomoc pracownika socjalnego Joanny Nosek nic nie byłoby w tej gminie w mojej sprawie zrobione. Do dzisiaj jestem jej wdzięczny za to, że dzięki niej jestem w ogóle umieszczony na liście - mówi reporterowi. Burmistrz twierdzi, że w tym czasie, gdy Bartłomiej Janowski opuścił Dom Dziecka, było w gminie więcej takich przypadków.
- Mieliśmy sporo osób z Domów Dziecka. Część z nich sama załatwiła sobie mieszkania, część otrzymała mieszkania z gminy. Na tyle, ile mieszkań mieliśmy. To Domy Dziecka składają do nas wniosek, by umieścić te osoby na liście oczekujących na mieszkanie. Nie potrafię powiedzieć, czy w 2011 r. taki wniosek był złożony. Niemniej od 2013 r. pan Janowski jest umieszczony na takiej liście - mówi Ewaryst Matczak.
W tej chwili znajduje się na 99. pozycji.
MIESZKA Z RODZINĄ
Ostatecznie po przyjściu z Domu Dziecka zamieszkał u matki Małgorzaty Janowskiej w mieszkaniu komunalnym przy ul. Magazynowej. Mieszkanie jest małe, a wraz z nim i matką mieszkają tam też dwaj jego bracia i konkubent matki Dariusz Nowakowski.
- Gdybym nie miał mamy i bym tutaj przyjechał, to tyle lat byłbym bezdomny i błąkałbym się po śmietnikach - opowiada.
Obecnie związany jest z Iloną Pietruszewską, mieszkanką Lipna. W lutym urodzi się im syn, termin porodu ustalony jest na 22 lutego. Narzeczona ma już trójkę swoich dzieci, które nasz czytelnik traktuje jak swoje własne. Pan Bartłomiej utrzymuje całą rodzinę z prac dorywczych. Zależy mu jednak, by na narodziny swojego syna otrzymać mieszkanie od gminy.
- Gdybym miał możliwość wynajęcia mieszkania, to bym je wynajął, ale ceny odstępnego, które prywatni właściciele żądają, są ogromne, nie do przyjęcia. Oni żądają 10.000 zł odstępnego, a za te pieniądze to ja sobie wyremontuję mieszkanie. Ja dostając wyprawkę z Domu Dziecka mam ją cały czas odłożoną na mieszkanie, które powinienem dostać z gminy. Chcę mojemu synowi zapewnić od samego początku byt. Bo później przyjdzie opieka społeczna i powie, że ja nie mam mieszkania i nie mam warunków i mi dziecko zabierze. A ja nie chcę, żeby moje dzieci spędziły życie w Domu Dziecka, tak jak ja - mówi Bartłomiej Janowski.
NA KOLEJOWEJ ZDEWASTOWANE
Pierwszy raz pojawił się na komisji mieszkaniowej 6 grudnia. Zaproponowano mu mieszkanie przy ul. Kolejowej 1/8. Mieszkanie wymagało kapitalnego remontu, ale najpierw konieczne było przeprowadzenie dezynfekcji lokalu. Bartłomiej Janowski nie widząc jak lokal wygląda, w ciemno zobowiązał się, że wyremontuje go we własnym zakresie. Komisja uznała, że dopiero po przeprowadzeniu dezynfekcji będzie można mówić o przyznaniu lokalu. Termin wykonania dezynfekcji jednak się przesuwał i w międzyczasie odbyła się kolejne posiedzenie komisji 20 grudnia.
Przewodniczący komisji Kazimierz Łojewski mówił: - Zastanawiamy się nad jedną rzeczą. Pan mówi, że pana konkubina ma trójkę dzieci. Chodzi o to, czy potem pan nie będzie składał wniosku o większe mieszkanie. My panu przyznamy to mieszkanie, a pan za jakiś czas powie, że jest za małe, że nie ma gdzie postawić łóżek. My mamy jeszcze dylemat taki, że tam jest trójka dzieci i dajmy na to, że pan tutaj ściągnie kobietę i się z nią ożeni, albo i nie. Może być tak, że się rozejdziecie i co, my panu mieszkanie przyznamy, a tu pani powie, że od pana odchodzi i pójdzie w siną dal, a pan nam mieszkanie zablokuje.
Bartłomiej Janowski twierdził, że gdyby tak się stało, to on w tym mieszkaniu zostanie. Denerwował się jednak, że dwa tygodnie minęły i dezynfekcja nie została wykonana.
- Ja poczekam, ale jak urodzi się moje dziecko, to zejdę do piwnicy (u swojej matki - przyp. mal), rozłożę tam łóżeczko, na które sam zapracowałem. Rozłożę między szczurami, bo w bloku u nas są szczury i jest wilgoć i zawołam prasę i telewizję - mówił. Dodał, że chce pokazać, jak wyglądają mieszkania komunalne w Strzelnie. Jego zdaniem nie można doprosić się burmistrza, by chociaż wybiałkował ściany w piwnicach. Sam raz w miesiącu wyciąga pieniądze z kieszeni i razem z matką kupują wapno i pryskają wszystkie ściany w mieszkaniu, żeby nie mieć grzyba. - Pomalowałem sufit, a za dwa tygodnie farba zeszła, tak jakby ktoś wałkiem ściągnął. Dziewczynę wysłałem do jej rodziców, bo nie jest w stanie w ciąży w tej wilgoci mieszkać. Mieszkając w tym grzybie non stop leżałaby w szpitalu - mówi.
Ostatecznie na początku stycznia dezynfekcja mieszkania przy ul. Kolejowej została przeprowadzona, a 11 stycznia starszy specjalista ds. administracji budynków komunalnych Sylwia Kowalska pokazała Bartłomiejowi Janowskiemu mieszkanie. Miał się zdecydować i odpowiedzieć komisji mieszkaniowej, czy lokal przyjmuje.
NA POWSTANIA WLKP. CZEKA NA KLUCZE
17 stycznia na kolejnym posiedzeniu komisji mieszkaniowej, tym razem z udziałem burmistrza Matczaka; pan Bartłomiej stwierdził, że lokal jest w tak fatalnym stanie, iż nie jest w stanie go wyremontować, a tym bardziej wykonać potrzebne prace do czasu narodzin jego dziecka. Prosił komisję o wskazanie innego lokalu.
- A moja narzeczona już ma takie skurcze, że lada dzień może urodzić. Wy państwo macie domy i niewiele was obchodzę - mówił do radnych i burmistrza. Zdesperowany tydzień temu napisał skargę do wojewody na bezczynność gminy.
- Pan może składać na nas skargi, my się z tym liczymy, ale po raz kolejny podkreślam, że opuszczając Dom Dziecka starał się pan o mieszkanie dla siebie, bo był pan sam. A teraz my mieszkanie też możemy przyznać tylko panu, bo wniosek który tutaj mamy jest tylko na pana. Gdybyśmy zatem się uparli to możemy przyznać panu tylko jednopokojowe mieszkanie i nic więcej. Pan nie miał rodziny, jak wychodził pan z Domu Dziecka, dopiero teraz chce pan zakładać rodzinę - tłumaczył Kazimierz Łojewski.
Ostatecznie komisja zaproponowała mu mieszkanie na ul. Powstania Wlkp. Jednak na dzień dzisiejszy poprzedni lokator mieszkania nie zdał jeszcze kluczy. - Jak już będziemy mieli klucze do tego mieszkania, to pan je obejrzy i wtedy możemy to mieszkanie panu przyznać, ale dopóki mieszkania nie mamy zdanego nic nie możemy zrobić - powiedział Kazimierz Łojewski.
Burmistrz podtrzymał zdanie komisji i stwierdził, że jak gmina będzie już miała klucze do mieszkania na ul. Powstania Wlkp., to Bartłomiej Janowski zostanie o tym poinformowany.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1301 (3/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze