Reklama

Szukają stopki redakcyjnej

Policjanci z mogileńskiej komendy powiatowej
     Szukają stopki redakcyjnej
     Materiały złożone do prokuratury przez burmistrza Duszyńskiego w sprawie kolportowanego po mieście wydawnictwa trafiły do policji w ubiegłym tygodniu. Kilku najważniejszych mogileńskich polityków zostało już w tej sprawie rozpytanych.

    Mogileńska policja prowadzi postępowanie sprawdzające w sprawie pisma, jakie 19 października złożył do Prokuratury Rejonowej burmistrz Mogilna Leszek Duszyński. Burmistrz poprosił o ustalenie, kto stoi za wydawaniem bezpłatnej gazety, kolportowanej w mieście. Duszyński uważa, iż artykuły w gazecie szkalują jego dobre imię i podają publicznie nieprawdę. Chciałby się móc do nich odnieść - tym bardziej, że nikt przed wydaniem tej gazety z nim nie rozmawiał - nie może jednak tego uczynić ze względu na brak stopki redakcyjnej oraz brak podpisów pod artykułami. W kampanii wyborczej ma także prawo zakładać sprawy w trybie wyborczym, ze zrozumiałych jednak powodów nie może tego uczynić.
    Prokuratura już w środę 20 października przekazała materiały mogileńskiej policji z konkretnymi zaleceniami działań, jakie mają funkcjonariusze w tej sprawie podjąć. Z naszych informacji wynika, że kilka osób zostało już w tej sprawie rozpytanych.
    26 października otrzymaliśmy od rywala Leszka Duszyńskiego w wyborach na fotel burmistrza, starosty mogileńskiego Tomasza Barczaka oświadczenie, które publikujemy obok.
    Wspomniane wydawnictwo i biuletyny wydawane przez starostwo powiatowe łączy jedna wspólna osoba, która podpisuje się pod artykułami (pak). Jeden z zamieszczonych artykułów w powiatowym biuletynie znalazł się także w anonimowym wydawnictwie. Tomasz Barczak poinformował nas, że: - Nikt ze starostwa nie podejmował decyzji o wyrażeniu zgody na przedruk artykułów z informatora „Głosu Mogilna”.
    Spytaliśmy starostę, kto prowadzi kolportaż gazety powiatowej po sklepach i instytucjach, bo według naszych informacji jest to ta sama osoba, która kolportowała Głos Mogilna. - Nie wiem, kto fizycznie rozwoził i roznosił biuletyny i informatory wydawane przez starostwo po sklepach i instytucjach, umowy zawarte przez powiat obejmowały również ich dystrybucję - wyjaśnił Tomasz Barczak.
    Poinformował nas również, że ukażą się w sumie 3 jednodniówki starostwa. - Podpisano 3 umowy-zlecenia z Firmą Wielobranżową „Inter-Chem” Paweł Krzyżan z siedzibą w Mogilnie na wydanie jednodniówek, każda na kwotę 1.500 zł brutto, kwota ta obejmowała złożenie, złamanie, drukowanie oraz ich dystrybucję - tłumaczy Tomasz Barczak.
    Po raz kolejny nie dowiedzieliśmy się od starosty Barczaka, kto kryje się pod pseudonimem (pak). Spytaliśmy starostę o to nazwisko także w kontekście tego, że (pak) przeprowadził w jednym z numerów biuletynu starostwa wywiad z Tomaszem Barczakiem i sądziliśmy, że starosta będzie znał nazwisko osoby, z którą rozmawiał. Starosta podtrzymał swą odpowiedź, jakiej udzielił na sesji powiatowej 24 września, że autorów artykułów chroni prawo prasowe i mogą pozostać anonimowymi. Na sesji wrześniowej mówił jeszcze, że ani (pak) ani (samorządowca) nie zna i nie wie, kto to jest. Przypomnijmy również, że sekretarz powiatu Stefan Łukomski wyjaśnił nam, że zarówno (pak) jak i (samorządowiec), nie życzą sobie, by ujawniać ich nazwiska.
    - Informacje, które Pan posiada, iż ta sama osoba rozwozi „Głos Mogilna” i jednodniówki powiatowe oraz fakt przedruku artykułu z informatora powiatowego, nie uprawniają do łączenia mojej osoby z inicjatywą wydania „Głosu” - uważa starosta mogileński.

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 976 (43/2010)

Reklama

 

 

Komentarz

 

   Czym się różni prasa od wyrobu prasopodobnego
   W sprawach prasowych, o których piszemy na stronie 5, starosta mogileński popełnia dwa błędy. 
     Najpierw kilka informacji o tym, co napisane jest w artykule 20. prawa prasowego. Wydawanie dziennika lub czasopisma wymaga rejestracji w sądzie wojewódzkim, a wniosek o rejestrację winien zawierać: tytuł dziennika lub czasopisma, siedzibę i adres redakcji, dane osobowe redaktora naczelnego, określenie wydawcy, jego siedzibę i adres oraz częstotliwość ukazywania się dziennika lub czasopisma. Wydawanie dziennika lub czasopisma można rozpocząć, jeżeli organ rejestracyjny nie rozstrzygnął wniosku o rejestrację w ciągu 30 dni od zgłoszenia. Artykuł 27. zaś podaje, jakie dane winny znaleźć się w stopce redakcyjnej każdej gazety. Tej stopce, której po całym Mogilnie szukają policjanci, gdyż nie została w gazecie wydrukowana.
   Prasa podlega wielu rygorom, ma pewne przywileje, wiele obowiązków, pewne aspekty pracy w gazecie podlegają ochronie prawnej. Wśród przywilejów jest tajemnica dziennikarska - ochrona danych cennych informatorów i autorów tekstów (oraz listów), którzy sobie anonimowość zastrzegli.
   To wszystko dotyczy prasy. A nie każdego papieru, który zadrukuje się w drukarni.
   Burmistrz Leszek Duszyński, którego zdaniem kolportowane po mieście wydawnictwo podaje publicznie nieprawdę, nie ma tak naprawdę do czynienia z prasą, tylko z wyrobem prasopodobnym (tak jak za PRL był wyrób czekoladopodobny, który z czekoladą miał wspólną tyko barwę).
Dlaczego należy gazetę rejestrować i podawać dane o wydawcy i redaktorze naczelnym - czyli osobach za nią odpowiedzialnych - w stopce redakcyjnej? Dlatego, że prasa powstała nie w czasach portali internetowych, a w czasach odpowiedzialności za słowo. I tym odpowiedzialnym jest redaktor naczelny. Jego nazwisko figuruje w rejestrze sądowym i to jego pozywa się, jeśli w gazecie (prawdziwej) ktoś, kto się nie chce ujawniać, napisał nieprawdę. Za każdym tekstem w Pałukach stoi nazwisko redaktora naczelnego.
   Starosta mogileński, który powołując się na prawo prasowe nie ujawnia, kto z nim przeprowadzał wywiad, popełnia błąd. Autorów materiałów publikowanych w drukach ulotnych i niezarejestrowanych jednodniówkach nie chroni prawo prasowe.
   Warto tu jeszcze przypomnieć, że jednodniówki powstały w Polsce jako forma obchodzenia prawa prasowego za czasów komuny. Ponieważ samym rządzącym nieco doskwierały prawa, które uchwalali, wymyślili sobie, że jednodniówki wydawać można bez (istniejącej wtedy) cenzury. Było to takie obchodzenie prawa na zasadzie nas to nie dotyczy.
   Starosta mogileński, wydając jedną po drugiej jednodniówki, też - jak widać - znalazł zgrabny sposób na obejście prawa prasowego. Ale jednodniówka - jak wiadomo - jest drukiem jednorazowym. Starosta znów więc się myli - to, co wydaje, nie jest jednodniówką, tylko trzydniówką.   
   A po każdej trzydniówce - jak wiadomo - potężny kac.

Reklama

Dominik Księski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 976 (43/2010)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości