Reklama

Tarpanem donosiciela SB dowozili nas na przesłuchania do Mogilna

Wspominają okres stanu wojennego i represji w Strzelnie
    Tarpanem donosiciela SB dowozili nas  na przesłuchania do Mogilna
    W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. wprowadzono decyzją Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego  stan wojenny na terenie całego kraju. Został wprowadzony przez władze komunistyczne PRL w 16 miesięcy po strajkach w 1980 r., które doprowadziły do powstania Solidarności i odwilży politycznej w Polsce. Tej samej nocy nastąpiły brutalne aresztowania członków KZ NSZZ Solidarność. Nieustannie trwały represje w postaci aresztowań, przesłuchań, zatrzymań i dyscyplinarnych zwolnień z pracy, nawet bez możliwości zabrania swoich rzeczy osobistych. Masowe aresztowania, represje oraz zakładowe strajki odbywały się także na terenie miasta i gminy Strzelno.

Lech Tomaszewski wodził za nas strzeleńskich SB-eków przez cały stan wojenny. Pomimo wielu represji i przeszukiwań, nigdy nie udało się aparatowi represji znaleźć u niego żadnych materiałów związanych z „Solidarnością”. Dziś są to pamiątki bezcenne. fot. Magdalena Lachowicz

     ZWOLNIONY Z PRACY
    Jedną z osób prześladowanych przez ówczesne władze po ogłoszeniu stanu wojennego był mieszkaniec Strzelna Lech Tomaszewski, który w latach osiemdziesiątych brał czynny udział w budowaniu w Polsce Solidarności i pełnił w tym czasie funkcję przewodniczącego Komitetu Założycielskiego NSZZ Solidarność w Inowrocławskich Zakładach Chemicznych w Inowrocławiu, w których pracował, był także delegatem z rejonu Strzelna na I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarność 1981. Lecha Tomaszewskiego 14 grudnia, czyli dzień po ogłoszeniu stanu wojennego zwolniono w trybie natychmiastowym z pracy. W opinii wydanej przez ówczesnego dyrektora IZCH Wojciecha Bąkowskiego czytamy m.in. Obywatel Lech Tomaszewski był zatrudniony w IZCH od dnia 22.09.78r. (…), a następnie w związku z wyborem w dniu 12.12.1980 r. pełnił funkcję Przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” do dnia 31.07.1981 r. W dniu 1.08.1981 r. został urlopowany na okres pełnienia funkcji członka Prezydium Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” w Bydgoszczy. W dniu 14.12.1981 r. umowa o pracę z Obywatelem Lechem Tomaszewskim wygasła z powodu nie stawienia się do pracy w ustawowym terminie po ogłoszeniu stanu wojennego (…).
    Kolejną osoba, do której dotarliśmy, a która również bezpośrednio była prześladowana przez komunistyczne władze po ogłoszeniu stanu wojennego jest Jan Harasimowicz - również mieszkaniec Strzelna, który w tamtym czasie prowadził państwowa aptekę na Rynku w Strzelnie. Reporterowi naszej gazety Lech Tomaszewski i Jan Harasimowicz opowiedzieli o sytuacji w jakiej wówczas znajdowali się mieszkańcy Polski, a w tym Strzelna i okolic.
    W dzień ogłoszenia stanu wojennego Lech Tomaszewski dał tylko instrukcje w domu i nie czekając na aresztowanie wyjechał i od tej pory się ukrywał. Jednak tęsknota za rodziną sprawiła, że podjął decyzję o jej odwiedzeniu. 22 grudnia 1981 r. za sprawą Stefana Graczyka, urzędnika SB z Inowrocławia i urzędnika SB Grzegorza Matuszkiewicza ze Strzelna Lech Tomaszewski trafił do więzienia przy ul. Toruńskiej w Inowrocławiu, a jego mieszkanie zostało doszczętnie splądrowane. Od tamtego czasu miał też swojego tzw. anioła stróża, czyli urzędnika SB, który śledził każdy jego krok. - Było to bardzo uciążliwe, bowiem nie mogłem nigdzie znaleźć pracy. Gdy szedłem się zapytać o pracę, zawsze mówiono, że tak oczywiście, tylko proszę przyjść jutro. Gdy szedłem na drugi dzień mówiono już co innego, a w szczególności, że pracy dla mnie nie ma. Było oczywistym, że mój anioł stróż powiedział, co było trzeba i pracy nie dostałem – opowiada Lech Tomaszewski.
      KWIACIARNIA
    Żeby utrzymać rodzinę i wyzwolić się od ciągłego szukania pracy, kupił w Strzelnie lokal na kwiaciarnię. Właściwie to wszystkie formalności załatwiła żona Lecha - Irena. - W momencie załatwienia koncesji  i uruchomienia kwiaciarni SB dopiero wtedy zorientowało się, że ja im właściwie uciekłem. Bo w tym momencie mogłem jeździć, gdzie chciałem i ile razy chciałem i nie musiałem się nikomu tłumaczyć. Stracili po prostu nade mną kontrolę – mówi Lech Tomaszewski.
     UKRYŁ WIELE MATERIAŁÓW
    Siedziba Miejskiej Komisji Zakładowej w Strzelnie znajdowała się przy ul. Kościelnej w miejscu, gdzie znajdował się punkt energetyczny (obecnie sklep AGD Wirnik). Pomimo że działalność prowadzona przez naszych rozmówców kosztowała ich sporo nerwów i zdrowia, nie ugięli się pod presją ówczesnych władz. - Czasami było ciężko, stres przypłaciłem zawałem serca w 1983 r. Ale mimo to nie zaprzestałem swojej działalności. I mam satysfakcję chociażby z tego, że już na samej końcówce w latach 90., gdy UB-ecy byli na zorganizowanej wystawie, zastanawiali się zapewne i zadawali sobie pytanie; tyle było rewizji, tyle było przeszukań, gdzie on to wszystko miał. A ja komunistycznym władzom nie ufałem ani trochę i wszystko co otrzymywałem najpierw szybko przeczytałem, a następnie głęboko zamelinowałem. Najczęściej pomagały w tym kochane emerytki, na które dzisiaj wołają moherowe berety. Jedna z nich pani Maria, mieszkanka Strzelna, haftowała dla nas specjalne makaty np. z symbolem „Solidarność walcząca” – opowiada Lech Tomaszewski.     Jak się okazuje, był doskonałym konspiratorem. Pomimo tego, że różne materiały propagandowe przechowywał w kwiaciarni, nigdy nic tam nie znaleźli. Był też na tyle zapobiegliwy, że w piwnicy budynku obok kwiaciarni, której też był właścicielem, a o której nie wiedzieli urzędnicy SB, przechowywał najważniejsze materiały propagandowe.
    Działacze Solidarności z terenu Strzelna spotykali się też często na tajnych lekcjach patriotyzmu u Stanisława Pijanowskiego w Głuchej Puszczy.
      SZTANDARY POD RĘCZNIKAMI
    Drugi nasz bohater Jan Harasimowicz w czasie ogłoszenia stanu wojennego był szefem struktury Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego, a w zasadzie wówczas Międzyzakładowego Komitetu Koordynacyjnego w Strzelnie. Po ogłoszeniu stanu wojennego z początku podszedł do tego całkiem spokojnie, dopiero po chwili uzmysłowił sobie, jakie to jest wielkie zagrożenie. Spotęgował to przejazd kolumny czołgów przez Strzelno. - Poszedłem na 11.30 do kościoła i tam moi koledzy z „Solidarności” „pytali, co teraz robić?” Kilku działaczy z rolniczej „Solidarności” m.in. Włodzimierz Wdowiak, Zygmunt Beliński i Tadeusz Mateńko proponowali nawet, żeby się schować w kryjówce. Ale ja im powiedziałem, że ukrywanie się nie ma sensu, bo i tak trzeba będzie w końcu wyjść z tego ukrycia – opowiada Jan Harasimowicz. Z kościoła poszedł do apteki, którą prowadził na rynku w Strzelnie, ponieważ miał ustalony dyżur, a tam już na niego czekali urzędnicy SB: Tadeusz Sekulski i Grzegorz Matuszkiewicz z Andrzejem Szczedrowskim na czele. - Zawiadomiłem wówczas Lidkę, że musi przyjść do apteki, bo Służba Bezpieczeństwa robi mi rewizję. Okazało się jednak, że Lidka, która miała dyżur przede mną, w nocy usłyszała już co się dzieje i wszystkie pieczątki oraz ulotki wyniosła poza teren apteki i ukryła. SB zaczęło rewizję. W moim biurku znaleźli kartkę z wypisanymi nazwami firm oraz kwotami pieniędzy. Myśleli, że już mnie mają, a tutaj okazało się, że zakłady pracy zamawiały dla swoich pracownic, które nie mogły wyjść z pracy, watę, ponieważ wtedy takie rzeczy trudno było dostać. Bardzo byli niepocieszeni, że nic nie znaleźli. Najbardziej przestraszyłem się, jak zaczęli przeszukiwać szafkę z ręcznikami, a ja tam miałem pod nimi ukryte dwa sztandary „Solidarności”, ale oni wyciągali te ręczniki po kolei i do samego spodu nie doszli, ponieważ okazało się, że nie mają więcej czasu na sprawdzanie i zaprzestali dalszej rewizji  – opowiada swoje przeżycia z tamtego okresu Jan Harasimowicz.
Takie rewizje miały miejsce co drugi, trzeci dzień.
      SZUKALI DRUKARNI
    Jak dowiadujemy się od naszych rozmówców, Służba Bezpieczeństwa szukała także na terenie Strzelna drukarni. Spowodowane to było sytuacją, która notorycznie się powtarzała. Otóż Lech Tomaszewski przebywając w Bydgoszczy zabierał plik ulotek i przywoził je do Strzelna. Takie ulotki z datą na dzień następny trafiały dzień wcześniej i to w sporej ilości do mieszkańców Strzelna. W związku z tym SB myślała, że drukarnia mieści się np. w aptece u Jana Harasimowicza. Byli w wielkim błędzie. Ulotki na terenie Strzelna rozchodziły się błyskawicznie. - Nawet moja wówczas 12- letnia córka brała plik takich ulotek i zanosiła do szkoły, tam dawała pani Szmytowej i dalej to już ona to rozprowadzała – mówi Jan Harasimowicz.
    TARPANEM NA PRZESŁUCHANIA
    W swoim działaniu SB była bezwzględna. Po wezwaniu na komisariat zawsze wypuszczali po przesłuchaniu krótko przed godziną policyjną. Wówczas, jak mówią nasi bohaterowie, trzeba było robić wszystko, aby zdążyć  do domu, bo inaczej mieli okazję do ukarania np. mandatem lub co gorsza do zatrzymania. - Hurtem nas do Mogilna dowozili „tarpanem” z napisem Zakład Malarski (...) - osoby, której na tym terenie musieliśmy się bardzo obawiać, bo niestety był donosicielem i współpracował z SB – mówi Lech Tomaszewski.
      MSZE KSIĘDZA PETY
    Z nieformalną strukturą, która nie zaprzestała działalności na terenie Strzelna po ogłoszeniu stanu wojennego, współpracował wikary ks. Tomasz Peta, obecny arcybiskup w Kazachstanie, który regularnie 13 każdego miesiąca sprawował msze św. w intencji Ojczyzny. - Wściekłość SB sprawiał moment, kiedy po mszy wyczytywane było, kto w niej uczestniczył, że byli to parafianie ze Strzelna i „Solidarność” ze Strzelna – opowiadają nasi rozmówcy.
     JEDEN INTERNOWANY
    Strzelno miało także w tym czasie swojego internowanego, którym był nauczyciel Zbigniew Tyszko, który wraz z żoną Jolantą strzelnianką, również nauczycielem, po internowaniu nie mógł znaleźć pracy. To właśnie przez niego Strzelno miało bezpośredni kontakt z Mazowszem. Wszelkie materiały bez problemu trafiały do Strzelna. W 1985 r. z przyczyn politycznych musiał wyemigrować do Norwegii, gdzie wydaje polskie czasopismo Kronika Krajowa .
     PODZIEMNA STRUKTURA
    W czasie stanu wojennego na terenie Strzelna działała nieformalna struktura Solidarności. Nie było wówczas podziału na Solidarność rolniczą, Solidarność robotniczą - wszystko było jedno. - Mieliśmy w swoich strukturach nieżyjącego już rolnika Tadeusza Mateńkę - byłego żołnierza AK, Włodzimierza Wdowiaka - szefa „Solidarności Rolniczej” w Strzelnie, który przez cały okres stanu wojennego przechowywał przedwojenny sztandar PSL, był szczególnie prześladowany przez SB  – opowiada Lech Tomaszewski. Ponadto do składu nieformalnej struktury na terenie Strzelna oprócz naszych rozmówców należeli: Stanisław Dziura, Zygmunt Beliński, Roman Fabiański, Aleksander Bednarek, Ireneusz Lewicki, Stanisław Gzella, Stanisław Pijanowski, ks. Tomasz Peta, Zygmunt Walkiewicz, Józef Dernoga oraz Piotr Bartoszcze i cała jego rodzina.
    Z inicjatywy Zbigniewa Tyszko i ks. Tomasza Pety w kościele w Strzelnie w okresie stanu wojennego zorganizowano wieczór poezji patriotycznej w wykonaniu Piotra Szczepanika. Na uwagę zasługuje także fakt, że krótko przed ogłoszeniem stanu wojennego na terenie gminy Strzelno powstała pierwsza w Polsce na tych terenach Solidarność Rolników, na czele której stanął Piotr Bartoszcze i cała jego rodzina. - Gdy rolnicy ci tworzyli swoje struktury byli bardzo nieśmiali, w związku z tym powołali mnie jako męża zaufania, takiego rzecznika. Jeździłem wtedy z nimi dzień w dzień na wszelakie zebrania. Zapraszali mnie także na różne pogadanki – mówi Jan Harasimowicz.
    Również przez cały okres stanu wojennego na organizowane na Jasnej Górze dożynki przedstawiciele Solidarności  z terenu gminy Strzelno przygotowywali wieńce dożynkowe, które miały kształty i barwy patriotyczne.
    SB prześladowała także Ryszarda Padniewskiego, przewodniczącego Komisji Zakładowej Solidarności przy PGR Strzelno. Jak podkreśla Lech Tomaszewski, nigdy SB nie udało się go złamać, dlatego trafił do wojska, do jednostki karnej. Do Strzelna już nie wrócił i Lech Tomaszewski nie wie, co się z nim dalej działo.
    PSIKUS MAJOWY
    Nasi bohaterowie w trakcie rozmowy zdradzili też, jakiego psikusa zrobili w 1982 r. na obchody 1 Maja. Lech Tomaszewski zaprojektował napisy 1 Maja, 3 Maja, ale solidarycą. Napisy te pojawiły się w oknie apteki Jana Harasimowicza, gdzie przebiegała trasa pochodu. Taki sam szablon na specjalne życzenie dostało także Liceum Ogólnokształcące w Strzelnie, gdzie rozpowszechnił go Ireneusz Lewicki. Rezultat dowcipu był taki, że już w następnym roku pochód skrócił swoją trasę i nie szedł koło apteki. - Z sentymentem patrzę na mury Strzelna, gdzie jeszcze nie zostały zatarte i nadal są na murach kotwice, czyli znak „Solidarności Walczącej” – powiedział Jan Harasimowicz.
    - Ważne jest, że to, co działo się w małych miejscowościach, w porównaniu z dużymi miastami ma o wiele większy wydźwięk i trudniej było działać niż w dużych miejscowościach. Tu w przypadku jakiejkolwiek akcji protestacyjnej nie potrzeba była zamykać kogokolwiek od razu, bo znaleźli się tacy usłużni, co powiedzieli, kto był i co zrobił. Natomiast w dużym mieście  SB nie miało takich bezpośrednich dojść i trudno im było represjonować - zakończył Lech Tomaszewski. Jednak, jak powiedzieli nasi rozmówcy, pomimo ciężkich represji nie doszło do załamania ruchu antykomunistycznego, który osiem lat po ogłoszeniu stanu wojennego zwyciężył doprowadzając do obalenia ustroju komunistycznego. - Z perspektywy czasu łatwo jest nam to dziś opowiadać, ale wtedy nikomu nie było do śmiechu - mówią Lech Tomaszewski i Jan Harasimowicz.

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 878 (50/2008)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości