Jerzy Milisiewicz krótko przed śmiercią w swoim domu w Kanadzie
fot. archiwum rodziny Milisiewiczów
Trzemeszno, Szwecja, Jerzy Milisiewicz, kuter pościgowy, okupant, ucieczka
Trzemesznianin wyprowadził kuter pościgowy do Szwecji
1 października minęła 75. rocznica ucieczki przed niemieckim okupantem kutra pościgowego Batory do Szwecji. Inicjatorem ucieczki i dowódcą kutra był trzemesznianin, komandor ppor. Jerzy Milisiewicz.
BOHATER Z TRZEMESZNA
Jerzy Milisiewicz wraz z grupą 15 osób postanowił uciec, aby nie dostać się do niewoli i by uniemożliwić okupantowi przejęcie polskiego statku. Kuter Batory stacjonował na Półwyspie Helskim, który był ostatnim punktem oporu w północnej Polsce. Zapadła już jednak decyzja o kapitulacji Helu z dniem 2 października. Kilka statków i motorówek podjęło próbę ucieczki. Udało się jednak nielicznym, a wśród nich znalazł się również bohater rodem z Trzemeszna.
Grób na trzemeszeńskim cmentarzu, w którym znajdują się prochy Jerzego Milisiewicza
fot. Roman Wolek
Jerzy Milisiewicz urodził się w Trzemesznie 18 czerwca 1899 r. Ojciec Jerzego Milisiewicza, Józef, był w Trzemesznie nauczycielem. Najpierw uczył w szkole ludowej mieszczącej się w salce obok kościoła św. Łazarza, a później w gimnazjum. Cała rodzina mieszkała w kamienicy na ul. Bożnicowej (dzisiejsza ul. Marii Konopnickiej). W 1918 r. zmarła matka Jerzego - Felicja Milisiewicz. Jerzy Milisiewicz uczęszczał do szkoły podstawowej, a później do trzemeszeńskiego gimnazjum. W 1920 r. postanowił wstąpić do wojska, po tym jak na froncie wschodnim zginął jego starszy brat Alfons. Został oficerem, specjalistą łączności radiowej. Interesował się także żeglarstwem i zdobył stopień kapitana jachtowego. Ożenił się w 1933 r., ale po dwóch latach jego żona Maria zmarła. Przed wybuchem wojny pełnił funkcję kierownika referatu radiowego Szefostwa Służby Łączności Komendy Portu Wojennego Gdynia-Oksywie.
Z NAPĘDEM OD STEROWCÓW
Jerzy Milisiewicz swojego śmiałego wyczynu dokonał na jednostce Batory, która wykonana została zgodnie z polską myślą techniczną, z użyciem bardzo nowatorskich rozwiązań. O budowie tego kutra zadecydowano w 1928 r., gdy Straż Graniczna otrzymała środki na modernizację swojego taboru pływającego. Budowę kutra pościgowego zlecono Państwowym Zakładom Inżynierii w stoczni rzecznej Modlin. Budowę rozpoczęto w październiku 1930 r. Początkowo kuter miał zostać zbudowany według włoskiego projektu. Ostatecznie jednak od niego odstąpiono i jednostkę zbudowano na koncepcji technicznej opracowanej przez Aleksandra Potyrałę, kierownika technicznego Stoczni Modlińskiej. Zawierała ona nietypowe rozwiązania techniczne. Jednostkę zwodowano 23 kwietnia 1932 r. i nadano nazwę Batory. Jednostkę sklasyfikowano jako dozorowiec, ale nazywano go także: kuter pościgowy, pościgowiec, ścigacz Straży Granicznej i kuter patrolowy. Miał on 21,2 metrów długości, szerokość 3,6 m i zanurzenie 1,1 m. Prędkość pościgowa wynosiła prawie 25 węzłów, co na ówczesne czasy było bardzo dobrym wynikiem. Dla umożliwienia maksymalnej prędkości pościgowej zamontowano dwa silniki dwunastocylindrowe na benzol, czyli lekkie paliwo. Wyprodukowane one zostały w niemieckich zakładach Maybach we Fredrichshafen. Wcześniej silniki takie wykorzystywano w gondolach do napędu sterowców, budowanych w pobliskich zakładach Zeppelina.
TAK SZYBKI, ŻE ZRYWAŁ CUMY
Dla uzyskania prędkości marszowej zamontowano trzeci silnik diesel stosowany w niemieckich wagonach motorowych. Batory był uzbrojony w dwa ciężkie karabiny maszynowe maxim 08, kaliber 7,9 mm, zamontowane na rufie i dziobie. Wyposażenie stanowiła m.in. radiostacja o zasięgu 200 km i reflektor o zasięgu światła do 5 km. Pod pokładem mieściła się kabina dla dwóch oficerów i kabina dla sześcioosobowej załogi.
Po zwodowaniu kuter przepłynął Wisłą do Gdyni, gdzie poddano go próbom zdawczo-odbiorczym. Próby te odbywały się z dużymi problemami. Okazało się bowiem, że gdy Batory pływał z dużą prędkością wzdłuż brzegu, powstawała fala, która powodowała tak duże rozkołysanie wody w basenach portowych, że stojące w pobliżu statki handlowe zrywały cumy. Wskutek tego kapitan gdyńskiego portu zabronił dalszych prób. Podobno zagroził on nawet aresztowaniem Batorego w przypadku niedostosowania się do jego zakazu. Dlatego też dalsze próby przeprowadzana po wewnętrznej stronie Półwyspu Helskiego.
NIKT MU NIE UCIEKŁ
Batory do flotylli Straży Granicznej został wcielony 23 czerwca 1932 r., a jego miejscem stacjonowania stał się Hel. W lipcu kuter zwiedził ówczesny prezydent Ignacy Mościcki. Odbył nim rejs po Zatoce Gdańskiej.
Jednak dość szybo okazało się, że kuter ma pewne błędy konstrukcyjne. Elementy zbudowane eksperymentalnie z duraluminium szybko korodowały w słonej wodzie. Dlatego też w maju 1933 r. jednostka powróciła do modlińskiej stoczni, aby wymienić: pokład, sterówki, komin, włazy i świetliki na stalowe. Zachowano jednak wszystkie elementy duraluminiowe, które nie stykały się z wodą, gdyż one nie uległy zniszczeniu. Mimo tych błędów kuter znany był ze swojej szybkości i skuteczności. Podczas służby w Straży Granicznej słynął z tego, że nie uciekła przed nim żadna ścigana jednostka. Miał też na koncie kilka spektakularnych akcji. W 1935 r. wraz z motorówkami Straży Granicznej otoczyły niemieckie kutry rybackie poławiające nielegalnie ryby na polskich wodach terytorialnych. W 1936 r. Batory zatrzymał niemiecką motorówkę Margit przemycającą kilka skrzyń pistoletów.
NIE CZEKALI NA KAPITULACJĘ
Po wybuchu wojny Batory przejęty został przez Polską Marynarkę Wojenną. Dowódcą jednostki został wtedy kpt. Jerzy Milisiewicz. 1 i 2 września Batory prowadził na Helu ogień przeciwlotniczy. Przewoził też ciężko rannych do szpitala w Gdyni. 10 września załogę Batorego wcielono do obrony wybrzeża Półwyspu Helskiego i zdjęto z kutra uzbrojenie. Obrona Helu dobiegała już końca, więc jeszcze przed kapitulacją podjęto decyzję o ucieczce na wyspę Gotlandię, czyli do neutralnej Szwecji. Na ucieczkę oprócz jej inicjatora kpt. Milisiewicza zdecydowali się także przedstawiciele Marynarki Wojennej i Straży Granicznej: kpt. mar. Konrad Sawicz-Korsak, kpt. mar. Eligiusz Ceceniowski, por. mar. Tadeusz Męczyński, por. mar. Stefan Górski, ppor. mar. Mieczysław Tarczyński, mat Alfred Chęciński, st. mar. Stanisław Kwiatkowski, st. mar. Henryk Pull, st. mar. Antoni Słomiński, mar. rezerwy Witold Hubert oraz z etatowej załogi - mat Roch Kaźmierczak, kapral Jan Gawlik i radiotelegrafista Stanisław Lis. Na pokładzie znaleźli się również dwaj cywilni pracownicy wojska: Kazimierz Sokołowski i Stanisław Nikiel.
Zdjęcie Jerzego Milisiewicza zrobione podczas jego służby w wojsku
fot. archiwum rodziny Milisiewiczów
PRZECHYTRZYLI NIEMCÓW
Ucieczkę rozpoczęto 1 października. Początkowo planowano wypłynąć z Helu o 19:00. Termin wypłynięcia opóźnił się jednak o 40 minut, gdyż dłużej niż się spodziewano trwało przepompowywanie paliwa z motorówki strażniczej Mazur. Gdy Batory wychodził z portu rybackiego, było jeszcze jasno. Po opłynięciu cypla ścigacz objął kurs 45 stopni, czyli na północny-wschód. Poruszał się z prędkością 15 węzłów na silnikach benzolowych. Sterował nim kpt. Jerzy Milisiewicz. Niemcy prowadzący blokadę nie spodziewali się takiej trasy ucieczki i swoje jednostki rozstawili prosto na północy, czyli na trasie na wyspę Gotlandię oraz na północnym zachodzie spodziewając się ewentualnych ucieczek do Karlskrony lub na Olandię.
Kpt. Milisiewicz zmienił kurs dopiero po dwóch godzinach i skierował wtedy Batorego na północny zachód, w kierunku na Hoburgen, czyli na południowy cypel Gotlandii. Kuter płynął bez świateł rozpoznawczych. Noc była jednak dość jasna, co sprawiało, że jednostka mogła zostać wykryta. W pierwszych godzinach rejsu dwukrotnie obserwatorzy z Batorego dostrzegli w oddali światła innych jednostek. Zmieniano wtedy chwilowo kurs, aby nie zostać dostrzeżonym.
POGORSZENIE POGODY
Problemy zaczęły się o 8:00 2 października, gdy okazało się, że zapas benzolu wystarczy jeszcze tylko na 2 godziny. Milisiewicz zdecydował się, aby przejść na silnik diesla. Mat Roch Kaźmierczak miał spore problemy z uruchomieniem tego silnika. Po długich staraniach jednak się udało. Niespodziewanie nastąpiło wtedy pogorszenie pogody. Wiatr przybrał na sile doprowadzając do wzrostu fal. Po 15 godzinach podróży niektórzy z członków załogi uważali, że Batory powinien już dotrzeć do Gotlandii. Doszli więc do wniosku, że obrany został błędny kurs i domagali się jego zmiany.
Gdy burza ustała i poprawiła się widoczność, okazało się, że ścigacz jest na wprost latarni morskiej na południowym cyplu Gotlandii. Ścigacz opłynął cypel, po czym skierował się na północ, aby dopłynąć do Visby, miasta za zachodnim brzegu Gotlandii.
PRZED NIEMIECKIMI DZIAŁAMI
Przed 15:00, gdy Batory znajdował się w pobliżu wysp: Stora Karlsö i Lilla Karlsö, został namierzony przez niemiecką kanonierkę Grille uzbrojoną w 3 działa 127 mm. Zanim jednak niemiecka jednostka się zbliżyła, polskiego ścigacza uratował szwedzki torpedowiec Ragnar. Szwedzka jednostka eskortowała Batorego do Klintehamn, gdyż znajdował się już na szwedzkich wodach terytorialnych. Batory zacumował w Klintehamn o 1530. Kończyło już mu się wtedy paliwo. Dopiero na drugi dzień został wzięty na hol przez torpedowiec Ragnar i tak dotarł do Visby. Celników i cywili zwolniono, a marynarze wraz z kpt. Milisiewiczem zostali internowani.
EKSPONAT MUZEALNY
Załoga i ścigacz przebywali w Visby przez miesiąc. 1 listopada ścigacz został przetransportowany na holu przez statek Snapphanen do Vaxholmu położonego blisko stolicy Szwecji, Sztokholmu. Dołączył do kotwiczącego tam Daru Pomorza i trzech polskich okrętów podwodnych. Po zakończeniu II wojny światowej Szwedzi oddali kuter. Wykorzystywany był on początkowo przez Marynarkę Wojenną i Wojska Ochrony Pogranicza. Zmieniano mu nazwy na: Hel, 7 Listopada i Dzierżyński. Wycofany został ze służby w 1957 r. Zaadaptowany został na statek szkoleniowo-ratowniczy. Pływał po Wiśle i Zalewie Zegrzyńskim jako jednostka Ligi Obrony Kraju. Od 1975 znajdował się jako okręt-pomnik w porcie wojennym na Helu. Od 2009 jest eksponatem Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Uznawany jest za najstarszy zachowany okręt polskiej konstrukcji i budowy.
SPOCZĄŁ W TRZEMESZNIE
Kpt. Jerzy Milisiewicz został zwolniony z internowania pod koniec 1943 r. W lutym 1944 r. trafił do Anglii, gdzie został wcielony do Marynarki Wojennej działającej w ramach sił brytyjskich i wkrótce awansował na komandora p.por.
9 czerwca 1945 r. wziął ślub z Janiną Filcek, pracownicą Ambasady RP w Londynie. Zamieszkali pod Londynem. Urodził im się syn Jerzy i córka Krystyna. Po demobilizacji podjęli decyzję o wyemigrowaniu do Kanady. Jerzy Milisiewicz znalazł pracę w firmie lotniczej, a jego żona pracowała jako rzeczoznawca nieruchomości. Kupili dom na przedmieściach Toronto. Działali w organizacjach polonijnych. Jerzy Milisiewicz zmarł 23 marca 1978 r. Krótko przed śmiercią prosił, aby zostać pochowanym w grobie matki w Trzemesznie. Zgodnie z tym życzeniem jego żona przywiozła prochy męża do Polski w czerwcu 1978 r. i pochowane zostały one w grobowcu na trzemeszeńskim cmentarzu.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1181 (40/2014)
W trakcie pisania artykułu korzystałem z następujących publikacji i materiałów:
Jerzy Pertek - Wielkie dni małej floty.
Mieczysław Kuligiewicz - Kuter pościgowy „Batory”.
Mieczysław Kuligiewicz - Typy broni i uzbrojenia.
Antoni Kierczyński - Trzemeszno - Święta miłości kochanej ojczyzny.
Marek Padjas, Paulina Olszewska, Marta Frąckowiak, Paweł Mikołajek - Kuter pościgowy Straży Granicznej „Batory” - materiały z seminarium historycznego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze