Reklama

Trzemesznianka uratowała niemieckich hokeistów

Marzena Szojda jako pierwsza kobieta w Niemczech została w grudniu zwycięzcą ogólnokrajowego konkursu Bohater na drodze. Zatrzymała rozpędzony autobus, gdy kierowca pojazdu dostał udaru mózgu. W nagrodę otrzymała samochód podczas uroczystej gali w Ministerstwie Transportu i Infrastruktury cyfrowej w Berlinie.

W ubiegłym roku Marzena Szojda trafiła na pierwsze strony praktycznie wszystkich najważniejszych niemieckich gazet, od „Bilda” przez „Der Spiegel”, do lokalnych gazet z Wolfsburga, gdzie niedaleko mieszka w Wittingen fot. Roman Wolek

     Z TRZEMESZNA DO NIEMIEC
     W ostatnim czasie w niemieckich gazetach i telewizji głośno było o wyczynie, jakiego dokonała pochodząca z Trzemeszna Marzena Szojda. Bohaterka niemieckich mediów jest wnuczką p.por Władysława Bojanowskiego, uczestnika powstania wielkopolskiego z Trzemeszna. Od urodzenia mieszkała w grodzie Kilińskiego. Chodziła do Szkoły Podstawowej nr 1. Później do Technikum Odzieżowego w Gnieźnie. Następnie zrobiła zaoczne magisterskie studnia na UMK w Toruniu na kierunku historia oraz 2-letnie studia informatyczne na Politechnice Białostockiej. W 2004 r. wyjechała do Niemiec. Obecnie ma podwójne obywatelstwo: polskie i niemieckie. Mieszka w Wittingen koło Wolfsburga. Do Trzemeszna przyjeżdża kilka razy w roku. Mieszkają tu jej rodzice Jan i Teresa Szojda oraz siostra Ewa.
     Po przyjeździe do Niemiec wykonywała różne prace. W 2010 r. zdała egzamin na prawo jazdy na autobus. Od stycznia 2011 r. zaczęła pracować jako kierowca autobusu w firmie realizującej liniowe przewozy pasażerskie. Firma ta udostępnia swój autobus na dowozy dla drużyny hokeja na lodzie Grizzlys Wolfsburg. Zespół ten występuje w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech, czyli Deutsche Eishockey Liga. Drużyna z Wolfsburga w ostatnim sezonie została wicemistrzem kraju. W klubie tym występują członkowie reprezentacji narodowej Niemiec w hokeju: Felix Brückmann i Gerrit Fauser, a także kilku Amerykanów i Kanadyjczyków.
     WYJAZD DO MONACHIUM
     Marzena Szojda od jesieni 2011 roku została drugim kierowcą drużyny Grizzlys Wolfsburg. Drużyna ta, gdy rozgrywa wyjazdowe mecze ligowe, na 3 dni wyjeżdża klubowym autokarem do miasta, w którym rozgrywany jest mecz. Autobus klubowy to piętrowa setra o długości 14 m i szerokości 4 m. Pojazd ten waży 16 ton. Waga pełnego autokaru wraz z zawodnikami i sprzętem hokejowym może dochodzić do 18 ton.
     3 marca ubiegłego roku drużyna Grizzlys po meczu wyjazdowym w Düsseldorfie jechała z tego miasta autostradą A3 do Monachium na mecz z faworytem rozgrywek EHC Red Bull Monachium.
     W autokarze było 30 osób: zawodnicy, trenerzy, manager, fizjoterapeuta i dwaj kierowcy. Marzena Szojda kierowała jako pierwsza. Z Düsseldorfu wyjechali po 10:00. O 1400 drużyna zatrzymała się na przerwę obiadową. Około 14:30 autobus ruszył w dalszą podróż. Za kierownicą usiadł wtedy pierwszy kierowca autobusu klubowego, 64-letni Friendhelm Hruby. Marzena Szojda siedziała na fotelu obok niego. Jechali trzypasmową trasą. Po kilkunastu minutach jazdy byli w pobliżu miasta Aschaffenburg. Marzena Szojda czytała wtedy informacje w telefonie komórkowym i co jakiś czas patrzyła na drogę. Jechali środkowym pasem z prędkością około 95 km/h.
     - Nagle podnoszę głowę, a on podjechał bardzo blisko samochodu przed nami. Krzyknęłam do niego - co robisz, czemu nie hamujesz? Ale nie było żadnej reakcji. Normalnie siedział w fotelu - relacjonuje zachowanie kierowcy jego zmienniczka.
     TRZYMAŁ SKRĘCONĄ KIEROWNICĘ
     W tym momencie nie widziała jeszcze, że mu się już coś stało. Jednak kierowca był już wtedy sparaliżowany. Za chwilę ponownie podjechał bardzo blisko poprzedzającego pojazdu. Moment później autobus zaczął nagle skręcać w prawą stronę. Na szczęście nikt wtedy nie jechał prawym pasem. Marzena Szojda szybko doskoczyła do Friendhelma Hrubego i chwyciła za kierownicę. Autobus uderzył już jednak w barierkę i był na pasie awaryjnym. Później jechał ciągle tym pasem ocierając się o barierkę. Zmienniczka kierowcy starała się zapanować nad pojazdem. Używając nawet polskich wulgaryzmów wyzywała, że nikt jej nie pomaga. Jednak jej sparaliżowanego kolegi nie udawało się ruszyć. Ciągle trzymał on kierownicę skręconą w prawo, a Marzena Szojda starała się ją wyprostować. Stopniowo zaciągała też zwalniacz, czyli tzw. retarder pod kierownicą, aby wyhamować pojazd. Na pasie postojowym nie było żadnego pojazdu, więc nie musiała hamować nagle. Siłą zsunęła nogę kierowcy z pedału gazu.
     - To było wszystko na stojąco. Nikt mi nie pomógł. Na dole autobusu krzyczeli, a na górze zawodnicy słyszeli tylko jak blacha o blachę trze, ale byli tak przestraszeni, że nikt nawet się nie odważył zejść na schody zobaczyć, co się dzieje na dole. Tylko czekali na górze. To taka chyba była reakcja na stres. Ja pierwszy raz w życiu poczułam w rękach, co to jest przeszło 16 ton. Myślałam, że już nie uda się wyhamować. Bo autobus nie chciał się odkleić od tej barierki. Nie mogłam go wyrwać. Na tych 14 metrach swojej długości on się przykleił jak do magnesu i non stop był przy tej barierze - relacjonuje w rozmowie z Pałukami Marzena Szojda i dodaje, że gdy autobus już jechał powoli, ręką docisnęła hamulec nożny. W końcu autobus zatrzymał się po około 800 metrach.

Marzena Szojda (w środku) podczas uroczystej gali w Berlinie odbiera statuetkę w konkursie „Bohater na drodze” fot. Tobias Angrick

     MIAŁ UDAR MÓZGU
     Nikomu z pasażerów autobusu nic się nie stało. Wkrótce do miejsca postoju autobusu przyjechała policja autostradowa i karetka pogotowia. Kierowca był jak przyklejony do swojego miejsca. Trzeba było na siłę odczepiać mu ręce od kierownicy. Z autobusu wysiadł jeszcze o własnych siłach. Okazało się że miał udar mózgu. Karetką został odwieziony do szpitala w Aschaffenburgu. Kolejny silniejszy atak miał już w szpitalu. Miał po tym sparaliżowaną całą prawą stronę ciała. Po opuszczeniu szpitala przebywał w sanatorium. Obecnie cały czas przechodzi rehabilitację, ale nadal nie jest w 100% sprawny.
     Autobus, mimo że mocno poobijany z boku, nadawał się do dalszej jazdy. Policjanci pozwolili, aby dojechać nim do celu podróży.
     Po około 50-minutowym postoju Marzena Szojda ponownie zasiadła więc za kierownicą i zawiozła drużynę do hotelu w Monachium. Na drugi dzień drużyna Grizzlys wygrała po dogrywce mecz z monachijczykami 4:3. Jednak dwaj zawodnicy z podstawowego składu nie mogli w nim zagrać. Nie byli w stanie psychicznie dojść do siebie po zdarzeniu na autostradzie.
     TO ANIOŁ STRÓŻ
     Wkrótce po tym o Marzenie Szojdzie zrobiło się głośno w mediach. Artykuły o uratowaniu przez nią autobusu z hokeistami, ze zdjęciem trzemesznianki na pierwszej stronie ukazały się w największej niemieckiej gazecie Bild oraz w gazetach regionalnych Wolfsburger Nachrichten, Isenhagener Kreisblatt czy Wolfsburger Allgemeine Zeitung. Artykuł na ten temat pojawił się także w największym niemieckim tygodniku Der Spiegel. W publikacjach Polka chwalona była za swój bohaterski czyn
     - Ona jest naszym „aniołem stróżem”. Aż strach pomyśleć, jak to się mogło zakończyć - komentował zdarzenie manager drużyny Karl-Heinz Fliegauf.
     - Usłyszałem hałas i bardzo się przeraziłem. Wszyscy się przeraziliśmy. To było szokujące. Całe szczęście, że Marzena tak szybko zareagowała - komentował na łamach jednej z gazet Felix Brückmann, kapitan Grizzlys.
     BOHATER NA DRODZE
     Wieści o dzielnej Polce dotarły do jeszcze większej liczby osób w Niemczech, gdy została zgłoszona do konkursu Held der Straße 2016, czyli Bohater na drodze 2016 organizowanego przez niemieckie Ministrowo Transportu i Infrastruktury Cyfrowej. W konkursie tym co miesiąc wybierany jest bohater danego miesiąca. Marzena Szojda została Bohaterem na drodze maja. Później wraz z dwoma innymi kandydatami została nominowana do tytułu Bohatera na drodze całego 2016 r. Na ogłoszenie wyniku konkursu zaproszona została wraz ze swoim mężem Tobiasem Angrick w grudniu ubiegłego roku do siedziby Ministrowa Transportu i Infrastruktury cyfrowe w Berlinie. Tam w obecności mediów i przedstawicieli sponsorów konkursu ogłoszono, iż Marzena Szojda została zwycięzcą i przyznano jej tytuł Bohater na drodze 2016 r. Otrzymała za to nagrodę główną - samochód hyundai i30, a także inne nagrody jak np. 2 bilety do Legolandu i profesjonalny zestaw do pierwszej pomocy.
     Informacje o wynikach konkursu podawane były m.in. w głównych wiadomościach niemieckich stacji telewizyjnych.
     - Moi chłopcy, hokeiści, dali mi też odczuć, że jestem ich bohaterką. Są wdzięczni za uratowanie życia. Każdy z nas przeżył tę sytuację na własnej skórze, dlatego oni wiedzą czym to groziło i co mogło się stać. Zostałam „Bohaterką na drodze” jako pierwsza kobieta. Pani sekretarz ministerstwa bardzo się cieszyła z tego, że po raz pierwszy od 7 lat mogła tę nagrodę wręczyć kobiecie. Stałam się teraz znana. Jak jedziemy na mecze wyjazdowe, jak np. ostatnio do Berlina, to podchodzą do mnie obcy ludzie, którzy czytali artykuły lub oglądali wiadomości, gratulują i mówią np. a to jest ta pani, ten anioł który uratował zawodników - opowiada Marzena Szojda.

Reklama

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1299 (1/2017)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości