Żnin, kolej powiatowa, drukarnia, bilet, afera kolejkowa
Wystawiano zawyżone faktury
W ubiegłym tygodniu po Andrzeju P., który obok byłej księgowej Żnińskiej Kolei Powiatowej Bożeny N. jest oskarżony w tzw. aferze kolejkowej, wyjaśnienia składał trzeci z oskarżonych - współwłaściciel drukarni Andrzej B.
Akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Żninie trafił w grudniu ubiegłego roku. Przypomnijmy, że Andrzejowi P. zarzuca się m.in., że niszczył, ukrywał, przerabiał i antydatował dokumenty oraz wprowadzał do obiegu nielegalne bilety. Bożenę N. oskarża się o nierzetelne prowadzenie dokumentacji księgowej, z kolei Andrzejowi B. prokuratura zarzuca m.in., że pomógł Andrzejowi P. w przywłaszczeniu pieniędzy w kwocie około 8.000 tys. zł. Andrzej B. miał drukować bez faktury bilety, które zostały wprowadzone do obiegu poza ewidencją.
Zanim Andrzej B. rozpoczął swoje zeznania Andrzej P. udzielił wyjaśnień dotyczących m.in. biletów reklamowych, jakie w czasie Festynu Archeologicznego w 2004 roku miały posłużyć jako dodatkowa atrakcja. - "Ja nazwałem je atrapą. One nie posiadały numerów bo nie musiały się one tam znajdować. Na zakończenie sezonu 2004 roku bilety zostały przeliczone i przekazanie Ryszardowi Lorczykowi" - usłyszeliśmy.
Dowiedzieliśmy się także, że podstawą wpisu partii biletów do księgi ścisłego zarachowania była faktura jaką wystawiał oskarżony Andrzej B. Bilety wprowadzone do obiegu musiały być ponumerowane. Odpady, które służyły jako tzw. reklamówki, nie posiadały numerów i nie było na nie faktury.
- "W kwietniu dostaliśmy od pana B. bilety do wprowadzenia do księgi. Zostało to zrobione. W październiku przyszły kolejne bilety, ale nie zostały one wprowadzone do obiegu. Były to bilety pamiątkowe, okolicznościowe, które posiadały pieczątki. Bilety te rozdawaliśmy tylko wycieczkom, które posiadały faktury. O tych biletach informowała była Rada Nadzorcza. Sprawozdania Radzie złożyłem w sierpniu, wrześniu i październiku. Informowałem też o kwestiach finansowych" - mówił Andrzej P.
- "We wrześniu 2004 roku otrzymałem zamówienie na bilety od oskarżonego. Było to zamówienie na bilety, a nie na ścinki czyli bilety okolicznościowe. To zamówienie było drukowane na papierze kredowym i w związku z tym maszyna do zszywania bloczków nie mogła zszyć 100 blankietów i w jednym bloczku zrobiliśmy wtedy po 50. Te bilety z 2004 roku nie miały numerów. To było bardzo pilne zlecenie. Andrzej P. mówił, że kończą im się bilety. Ja powiedziałem, że muszę jeszcze zrobić numery, usłyszałem jednak, że pan P. sam ponumeruje bloczki z biletami. Na to zamówienie była wystawiona faktura, ale nie wykluczam, że mogła być to faktura wystawiona z jakimś folderem".
Oskarżony Andrzej B. dodał również, iż w tamtym czasie nigdy nie rozmawiał z byłym prezesem o tym do czego zamierza je wykorzystać. Dodał także, że przy składaniu zamówienia przez Andrzeja P. nie było mowy o nienumerowaniu biletów. - "Kiedy bilety zostały zrobione zadzwoniłem do Andrzeja P. powiedziałem, że bilety są zrobione. Usłyszałem wtedy, że aby było szybciej, nie mam drukować tych biletów z numerami. Andrzejowi P. bardzo zależało na czasie. W moim przekonaniu - nie tylko jako byłego członka Rady Nadzorczej i człowieka - sytuacja ta nie była w porządku".
Były prezes zaprzecza. Twierdzi, że nigdy nie było rozmowy o tym, że on sam ponumeruje bloczki. Poza tym zamawiając we wrześniu bilety powiedział on Andrzejowi B. do czego mają one służyć.
W dalszych zeznaniach Andrzej B.nawiązał do zarzutu o wystawianie fałszywych faktur.
- "Miało to miejsce na usilną prośbę Andrzeja P. Na jednej z faktur zmieniłem kwotę niższą na wyższą. Pierwszą fakturę zniszczyłem, a tą z wyższą kwotą zostawiłem. Nie pamiętam na jakie zamówienie ta faktura została wystawiona. Najprawdopodobniej dotyczyła ona biletów bądź folderów. Kopię tej faktury wręczyłem oskarżonemu na jego prośbę. On mówił, że ma problemy i jak wystawię taką fakturę to będzie dobrze" - oznajmił oskarżony.
Na ubiegłotygodniowej rozprawie dowiedzieliśmy się także, że Andrzej B. nie wiedział, że za wykonanie tego zlecenia otrzyma wynagrodzenie.
Ze współoskarżonym nie rozmawiali na temat przelewu jakichkolwiek pieniędzy.
- "Nie zrobiłem tego w celu uzyskania korzyści majątkowej, o pieniądzach, które wpłynęły potem na moje konto dowiedziałem się dopiero na policji".
Zdaniem oskarżonego znajdują się one tam nadal.
Prokuraturę zdziwił fakt, że oskarżony Andrzej B. wystawił fakturę na zawyżoną kwotę, skoro wiedział, że zostanie ona rozliczona w Urzędzie Skarbowym na jego szkodę.
- "Wiedziałem, że będę musiał zapłacić wyższy podatek, ale ze względu na usilne prośby pana P. przystałem na nie" - powiedział drukarz.
Andrzej B. kontynuując swoje wyjaśnienia mówił także, iż jego zdaniem prośba o wystawienie faktury na zawyżoną kwotę, zmierzała do naprawienia pewnych spraw.
- "Na pewno prośbę o jej wystawienie jakoś motywował, ale już nie pamiętam co mówił wtedy dokładnie".
Andrzej P. w odpowiedzi na wyjaśnienia współoskarżonego Andrzeja B. odpowiedział: - "Na fakturze zaniżonej nie figuruje mój podpis. Jestem tego pewien, mimo że jest tam moje imię i nazwisko. Faktury o zawyżonej kwocie, które ja podpisałem zostały zaksięgowane. Faktury o zaniżonej wartości nie znajdowały się na kolejce".
Na zakończenie ubiegłotygodniowej rozprawy Andrzej B. powiedział: - "Kiedy byłem członkiem Rady Nadzorczej postrzegałem Andrzeja P. jako dobrego organizatora. Po przejęciu przez niego kolejki był tam wtedy bałagan. Andrzejowi P. zależało na tym, by kolejka funkcjonowała jak najlepiej".
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze