Bez zboża i pieniędzy
Grupa kilkunastu rolników z gminy Strzelno została bez zboża i
pieniędzy. Przedsiębiorca z Wymysłowic kupił ziarno, ale za nie do dziś
nie zapłacił. Burmistrz Ewaryst Matczak mówi, aby rolnicy dochodzili
swoich praw w prokuraturze, bo on nie może im pomóc. Urząd zapewni
pomoc prawną. Właściciel firmy jest nieosiągalny, gdyż zachorował.
WIZYTA ROLNIKÓW
Mogileńską redakcję "Pałuk" odwiedziła 22 października grupa zdesperowanych rolników z gminy Strzelno. Okazało się, że kilkunastu rolników, m.in. z Wymysłowic, Żegotek, Niemojewka i Stodół odstawiło w tym roku zaraz po żniwach do firmy Edwarda Filipczaka "Zbożomex" z Wymysłowic (gm. Strzelno) swoje zboże. Rolnicy mówią, że mieli otrzymywać pieniądze w czasie 2-3 tygodni. Nie otrzymali do dziś. Do firmy odstawili różne ilości ziarna, od kilku do kilkudziesięciu ton. Kwoty, które zalega im firma są też różne. Rolnicy, którzy zgłosili nam problem z płatnościami, nie otrzymali od kilku tysięcy złotych do kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Żadnych nazwisk, żadnych danych
Rolnicy zastrzegają, że ich nazwiska nie mogą ujrzeć światła dziennego. Pytani dlaczego, twierdzą, że ludzie się znają. Nie chcą aby ktoś później miał do nich pretensje. Nie chcą mieć problemów. Pokazują faktury, ale zastrzegają: - "Żadnych konkretnych kwot i ilości odstawionego zboża, bo przecież od razu ustalą, kto u was był".
PIENIĄDZE PODOBNO BĘDĄ, TYLKO KIEDY
Rolnicy żalą się, że są ciągle zwodzeni. Kiedy dzwonią do firmy, to zawsze słyszą, że właściciela nie ma. Kiedy dzwonią do jego domu, to słyszą co chwile inne terminy zapłaty. Ale pieniądze jak nie wpływają, tak nie wpływają. Dostawcy zboża twierdzą, że podaje im się konkretną datę przelania na konta zaległych pieniędzy, ale kiedy przychodzi ten dzień i rolnicy idą do banku - pieniędzy nie ma. Wówczas ponownie dzwonią do siedziby firmy lub do domu i nikt nie podnosi wtedy słuchawki. I tak w kółko od kilku miesięcy.
Dodają, że w firmie opowiada się im, iż pieniędzy nie ma, bo firma do której "Zbożomex" sprzedał swoje produkty, też nie wywiązała się ze swoich finansowych zobowiązań wobec "Zbożomexu". Rolnicy z żalem stwierdzili, iż jedna z osób związanych z firmą powiedziała, że chcą swoich niewielkich pieniędzy, a "Zbożomexowi" jedno z przedsiębiorstw zalega bardzo duże pieniądze. - "Ale to są nasze pieniądze, przecież my też mamy opłaty. Te pieniądze to dla nas duże kwoty, które są nam potrzebne" - uważają rolnicy.
WIERZYLIŚMY, ŻE PIENIĄDZE BĘDĄ
Rolnicy, z którymi rozmawiamy znają właściciela od dziecka, gdyż niektórzy pochodzą z tej samej miejscowości. Odstawiali do niego zboże, gdyż ufali mu, że pieniądze prędzej czy później otrzymają: - "Wierzyliśmy, że Edziu nas nie oszuka. W poprzednich latach też różnie bywało, ale pieniądze w końcu się znalazły. Znamy go, więc myśleliśmy, że w tym roku będzie podobnie. Przecież to chłopak od nas z wioski, z niektórymi chodził do szkoły. Zapewniał, że jak odstawimy zboże, to pieniądze na pewno otrzymamy. Czemu nie mieliśmy wierzyć. Mamy koniec października i nie mamy naszych pieniędzy" - żali się jeden z rolników.
Prawdopodobnie kilka osób otrzymuje zaliczkowo pewne kwoty, ale ilu rolnicy nie wiedzą. Jeden z rolników pokazuje też reporterowi "Pałuk" fakturę, z której wynika, że nie otrzymał pieniędzy za ubiegły rok. Mówi, że jeszcze kilka takich osób by się znalazło.
TAJEMNICZE OŚWIADCZENIE
W pewnym momencie rolnicy mówią, że kiedy podpisali faktury przy dostarczaniu zboża, wśród dokumentów było jakieś oświadczenie. Gdy pytali się pracownika "Zbożomexu" co to jest, usłyszeli, że pismo jest potrzebne firmie i to była cała informacja. Dziś rolnicy mówią, że podpisywali oświadczenie w dobrej wierze, choć - jak sami przyznają - do końca nie wiedzieli pod czym składają swój podpis. Jak mówią do dziś nie wiedzą, pod czym złożyli podpis. Podobno zgodzili się na to, że pieniądze otrzymają w chwili, gdy firma będzie w stanie je wypłacić. W ten sposób mieliby się zgodzić na nieokreślony czas płatności. Są to jednak tylko przypuszczenia rolników.
BURMISTRZ ODSYŁA DO PROKURATURY
Rolnicy szukali pomocy u burmistrza Strzelna Ewarysta Matczak, ale ten miał im powiedzieć, że firma "Zbożomex" jest firmą prywatną i on w tej sprawie niewiele może zrobić. Odesłał rolników do prokuratury, aby tam dochodzili swoich praw. Reporter "Pałuk" chciał porozmawiać z burmistrzem o problemie rolników. Próbowaliśmy wcześniej umówić się z Ewarystem Matczakiem na rozmowę. Burmistrz jednak za pośrednictwem pracownika Urzędu odmówił rozmowy z "Pałukami", mimo, że wiedział czego rozmowa miała dotyczyć.
Sekretarz ratusza Andrzej Konieczka powiedział nam, że Urząd Miejski nie jest stroną i nie może w tej sprawie wiele zrobić. Potwierdził, że gmina może pomóc rolnikom od strony prawnej, zapewniając pomoc radców prawnych. Rolnicy nie chcą jednak iść do prokuratury, bo nie wierzą, że w ten sposób można odzyskać swoje pieniądze.
RADNI NIEWIELE MOGĄ
Rolnicy rozmawiali z przewodniczącą komisji rewizyjnej i członkiem komisji rolnej Grażyną Leśną z "Samoobrony". Radna obiecała się sprawą zająć. "Pałukom" powiedziała, że sprawę przekazała radcy prawnemu Urzędu, aby ten sprawdził, jak rolnicy mogą dochodzić swoich praw. Dodaje, że ona sama jak i Rada Miejska, niewiele może zrobić, bo "Zbożomex" jest firmą prywatną. Jest też przeciwna nagłaśnianiu sprawy na sesji. Uważa, że takie sprawy należy załatwiać poprzez rozmowy. O sprawie wie również przewodniczący komisji rolnej Franciszek Pruczkowski. Rolnicy zwrócili się do niego, bo jak mówią: - "Pruczkowski to ruszy". Franciszek Pruczkowski powiedział "Pałukom", że komisja rolna zaproponuje, aby na najbliższą sesję Rady Miasta zaprosić przedsiębiorców, którzy skupowali płody rolne. Celem spotkania miałoby być ustalenie, jak wygląda sprawa płatności firm wobec producentów rolnych. Prezes PSL Krzysztof Mleczko zaznaczył, że jako radny powiatowy może złożyć interpelację lub zapytanie w tej sprawie. Jego zdaniem, firma jest prywatna i radni nie mają na nią wpływu. Radny, dodał, że działania muszą być podjęte szybko, ponieważ może się okazać, że np. do firmy wejdzie syndyk, a wówczas rolnicy mogą już nie zobaczyć swoich pieniędzy. Prezes stwierdził, że jego zdaniem trudno będzie doprowadzić do rozmów między stronami, gdyż właściciel firmy znalazł się w szpitalu.
WŁAŚCICIELA NIE MA
Gdy pojechaliśmy do Wymysłowic, na placu firmy nie widać było żadnego ruchu. Magazyny wyglądają na zamknięte. W biurze spotkaliśmy pracownicę "Zbożomexu". Kobieta stwierdziła, że nie ma szefa i odesłała nas do zięcia właściciela firmy. Mężczyzna również nie chciał udzielać żadnych informacji. Mówił tylko, że szef jest chory. We wtorek 2 listopada ponownie skontaktowaliśmy się z firmą, tym razem telefonicznie. Ponownie usłyszeliśmy, że właściciel jest chory i pracownica odesłała nas do żony i właściciela do Strzelna. Od małżonki Edwarda Filipczaka słyszymy, że mąż jest ciężko chory, przebywa w szpitalu i leczenie potrwa jeszcze długo. Kobieta stwierdziła, że firma jest jednoosobowa. Jej właścicielem jest jej mąż i tylko on udziela informacji dotyczących tego co dzieje się w przedsiębiorstwie.
Sławomir Gacek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 664 (45/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze