Przez kilka godzin w Rudkach
Brak prądu zamknął szlaban
Zdezorientowani kierowcy łamiąc przepisy i ryzykując życiem podnosili szlabany i przejeżdżali przez tory.
Autobus z dziećmi stał 1,5 godziny przed nieczynnym przejazdem kolejowym w Rudkach STALI PRZED TORAMI
Prawie półtorej godziny czekali w autobusie uczniowie Szkoły Podstawowej nr 1 w Trzemesznie 6 maja na pokonanie przejazdu kolejowego w Rudkach (gm. Trzemeszno). Uczniowie piątych klas wracali z basenu w Mogilnie. Uczestniczyli tam w zajęciach w ramach programu Nie brakuje w Trzemesznie żaków, nie zabraknie też pływaków. Z Mogilna wracali razem z uczniami Zespołu Szkół w Kruchowie. Dzieci z placówki w Kruchowie wysiadały jednak wcześniej w miejscach swojego zamieszkania. Gdy autobus prywatnego przewoźnika około 1800 dojechał do Rudek, było w nim 15 uczniów SP nr 1 wraz opiekunem - nauczycielem tej szkoły Ewą Kaźmierską. Autokar jadący w stronę Trzemeszna zatrzymał się przed przejazdem kolejowym w Rudkach, gdyż zapory były opuszczone. Mijały jednak kolejne minuty, a przejazd cały czas był zamknięty. Widać było, iż nie działa sygnalizacja świetlna na przejeździe.
- Po jakiejś półgodzinie stało się jasne, że jest coś nie tak - relacjonuje Ewa Kaźmierska.
ZDANI NA SIEBIE
Kierowcy samochodów osobowych nie czekali na otwarcie przejazdu i łamiąc przepisy przejeżdżali obok szlabanów przedostając się się na druga stronę drogi. Przejazd dużym autobusem nie był jednak w ten sposób możliwy.
Na uczniów pozostających w autobusie czekali zdenerwowani rodzice: w Trzemesznie, Zieleniu i Wymysłowie. Niektóre dzieci nie miały telefonów komórkowych, więc nie mogły poinformować rodziców o przyczynach spóźnienia.
Ewa Kaźmierska wraz z kierowcą autobusu próbowali interweniować w tej sprawie i dowiedzieć się, co jest przyczyną zamknięcia szlabanów przez tak długi czas. O sprawie tej poinformowana została m.in. policja i Straż Ochrony Kolei. Nikt jednak z tych służb ani z przedstawicieli PKP nie pojawił się w Rudkach.
- Nikt się tym nie zainteresował. Mi się wydaje, że jeśli przejazd jest nieczynny, to powinna być o tym jakaś informacja dla przejeżdżających. A tak to my z dziećmi tylko patrzyliśmy, czy samochody osobowe przejadą przed pociągami, czy nie przejadą. Według mnie nie powinno się coś takiego zdarzyć - mówi Ewa Kaźmierska.
Po prawie półtoragodzinnym czekaniu, około 19:15, kierowca autobusu z dziećmi zdecydował się przejechać przez przejazd. Pomogli w tym inni kierowcy podnosząc szlabany.
Przy pomocy innych kierowców przytrzymujących szlabany autobus w końcu przejechał przez nieczynny przejazd I TAK BY NIE POMOGLI
Krystyna Kwaśniewska, dyrektor SP 1, powiedziała nam, że jest w trakcie wyjaśnienia sprawy. Poinformowała o sytuacji burmistrza Krzysztofa Derezińskiego. Rozmawiała także z właścicielem firmy przewozowej.
- Pani dyrektor poinformowała mnie, że była taka sytuacja. Nie mam podstaw, żeby interweniować. Mogę tylko ubolewać, że taka sytuacja miała miejsce. Nikt nie prosił mnie jednak o interwencję w tej sprawie - mówi burmistrz Dereziński.
Postanowiliśmy dowiedzieć się, jaka była reakcja policji i SOK na informacje o dzieciach czekających w autobusie w Rudkach oraz jaka była przyczyna zamknięcia przejazdu.
Mł. asp. Anna Osińska, rzecznik prasowy KPP Gniezno, wyjaśniła nam, że gdy trzemeszeńscy policjanci dowiedzieli się o niedziałających szlabanach, to poinformowali o tym dyżurnego KPP Gniezno, a ten przekazał informację do PKP Polskich Linii Kolejowych.
- Straż Ochrony Kolei nie ma uprawnień do kierowania ruchem. Nikt z SOK więc tam nie pojechał, bo i tak nic byśmy tam nie pomogli - powiedział inspektor Włodzimierz Selerski, rzecznik prasowy Komendy Regionalnej SOK w Poznaniu.
O przyczynach zamknięcia przez tak długi czas przejazdu kolejowego opowiedział nam Łukasz Więcek, rzecznik prasowy PKP Polskie Linie Kolejowe w Poznaniu. Z wyjaśnień tych wynika, że nie doszło do żadnej awarii.
PLK PRZEPRASZA
Przejazd kolejowy w Rudkach zasilany jest energią elektryczną z firmy Enea. Firma ta poinformowała wcześniej PKP PLK, że 6 maja od 700 będzie przerwa w dostawie prądu. Tak też się stało. W takim przypadku prąd dostarczany jest przez zasilacz awaryjny tzw. UPS. Zasilacz jednak po kilku godzinach pracy się rozładowuje.
Około 17:20 akumulatory się wyczerpały i od tego momentu szlabany nie działały, a przejazd był zamknięty. Dostawa prądu została przywrócono około 20:00 i dopiero wtedy szlabany i sygnalizacja na przejeździe w Rudkach zaczęły działać.
- Wcześniej nie mieliśmy informacji o tym, że prądu nie będzie aż tak długo. Przykro nam, że dzieci musiały tak długo czekać. Proszę napisać w artykule, że PLK przeprasza, że doszło do takiej sytuacji. Ale nie wszystko zależy od naszej spółki - tłumaczy rzecznik prasowy PKP PLK. Dodaje też, że w tym przypadku firma nie mogła podjąć żadnych działań i trzeba było czekać na przywrócenie dostawy prądu, a umieszczenie np. informacji o tym, że rogatki są uszkodzone nic by nie dało, bo i tak przejazd był zamknięty.
Łukasz Więcek powiedział nam także, iż żadne pojazdy nie powinny przejeżdżać przy zamkniętych zaporach. - Powinny jeździć najbliższym objazdem. Wiem, że to utrudnienie, ale chodzi tu o bezpieczeństwo - wyjaśnia rzecznik PKP PLK.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 952 (19/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze