Na ukończenie czeka Marka Deskiewicza z Wójcina obraz przedstawiający naturalnej wielkości Pana Jezusa leżącego w grobie
fot. Paweł Lachowicz
Wójcin, całun, Chrystus, Marek Deskiewicz
Chrystus złożony na całunie
Marek Deskiewicz przez 20 lat malował scenografie do grobów pańskich, czy żłóbków w kościele w Wójcinie oraz obrazów przy stacjach na procesję Bożego Ciała. Chrystusa złożonego na całunie malował wzorując się na obrazie flamandzkiego malarza Philippe de Champaigne.
Marek Deskiewicz z Wójcina (gm. Jeziora Wielkie) jest emerytowanym nauczycielem miejscowej szkoły podstawowej, gdzie przez 31 lat uczył plastyki i zajęć praktyczno-technicznych. Zdolności i zamiłowanie do plastyki przełożył nie tylko na pracę zawodową. Chcąc rozwijać swoje umiejętności postanowił zająć się malarstwem. Jest samoukiem i wszystkie umiejętności posiadł dzięki własnej wytrwałości i zamiłowaniu. W swojej twórczej pracy nigdy nie podejmował prób kopiowania cudzych obrazów, ale tworzył własne interpretacje. Traktował to raczej, jako zdobywanie doświadczenia. Jego malarstwo było cykliczne. Na początku malował impresjonizm, pasjonując się kolorami. Później przeszedł na średniowiecze, pasjonując się brązami i różnymi kolorami średniowiecznymi. Kolejnym etapem była Młoda Polska i realizm. W sumie namalował około 200 obrazów. Z początku je liczył, później stracił już rachubę. Kontynuował malarską pasję tworząc obrazy przy różnych uroczystościach rodzinnych. Członkowie rodziny otrzymywali jego obrazy z okazji imienin, czy jubileuszy. Wśród prac pana Marka znajdują się też obrazy sztuki religijnej, chociaż w swym artystycznym życiu nie namalował ich wiele. Były to trzy obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej, kilka wersji portretów papieża Jana Pawła II oraz jeden obraz Chrystusa w cierniowej koronie.
Wystrój korytarza domu, w którym mieszka, stanowią jego olejne obrazy o różnorodnej tematyce. Naszą uwagę przykuł obraz niezwykły, chociaż jeszcze niedokończony. Jest to obraz naturalnej wielkości Pana Jezusa leżącego w grobie. - Nie miałem celu malując ten obraz. Malowałem go dla siebie, bo chciałem zobaczyć, czy mi wyjdzie, czy uda mi się to zrobić i myślę, że nie najgorzej mi to wyszło - mówi.
Pan Marek przez około 20 lat malował scenografie do grobów pańskich, czy żłóbków w kościele w Wójcinie oraz obrazów przy stacjach na procesję Bożego Ciała. Były też dekoracje do innych uroczystości kościelnych.
Podczas świąt wielkanocnych w kościołach dekoracją są groby pańskie. Przeważają w takich sceneriach postaci figuralne. Rzadko można spotkać namalowany obraz. I taka myśl stała się zarzewiem rozpoczęcia pracy nad obrazem postaci naturalnej wielkości Pana Jezusa leżącego w grobie. Nie malował obrazu ani na zamówienie, ani z wiary. Zafascynowany sztuką średniowiecza namalował po prostu kolejny obraz. Prace nad nim rozpoczął na przełomie 2010 i 2011 r. Malował go wzorując się na obrazie flamandzkiego malarza Philippe de Champaigne. Obraz nosi tytuł Martwy Chrystus złożony na całunie.
Obraz powstał na lnianej storze okiennej. Był to kawałek płótna pomalowany farbą emulsyjną i zakonserwowany środkiem gruntującym. - Jak coś mnie zafascynuje, to robię to po prostu. Chciałem się z tym tematem zmierzyć. Podczas fascynacji wpadła mi w ręce reprodukcja Chrystusa. Postanowiłem sobie, że spróbuję go namalować. A że miałem akurat takiej wielkości ramę drewnianą naciągnąłem płótno, które gdzieś tam znalazłem i osiągnąłem to, co zamierzałem. Trwało prawie dwa lata, nim go ukończyłem do tego stopnia. Malowałem go z doskoku. Najpierw zrobiłem ogólny pogląd i szkic. Leżało to jakiś czas i jak mnie naszło malowałem dalej i jakoś tak skończyłem - opowiada pan Marek.
Postać Pana Jezusa zaczął malować od tułowia, później przyszedł czas na nogi, głowa została na koniec. - Tułów był dość ekspresyjny. Te żebra i nogi z żyłami i ścięgnami, kości lekko wystające, jak również palce u nogi naturalne. Na końcu malowałem twarz i dekoracje. Konsultowałem również z synem, który kończył medycynę, jak wygląda nieboszczyk, czy jest bardziej, czy mniej siny. Głównie zależy to od oświetlenia - opowiada pan Marek.
Na dzień dzisiejszy obraz jest skończony w 99%. Całość jest większa niż oryginał, więc wymaga kilku poprawek. Obraz nie ma konkretnego przeznaczenia. Ze względu na swoją tematykę nie znajdzie też swego miejsca na ścianie mieszkania, wśród innych prac pana Marka. - Może kiedyś na jakiejś wystawie go zaprezentuję. Jest to temat typowo religijny i również ze względu na swoją wielkość nigdzie nie pasuje - dodaje pan Marek. Obecnie wójciński artysta przymierza się do przeróbki obrazu. Zamierza go zmniejszyć o niedomalowane fragmenty tak, by osiągnąć taką wielkość, jak oryginał, według proporcji 180 na 60 cm.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1207 (13/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze