Reklama

Gang w gimnazjum

Mogilno, gimnazjum, gang, haracz, policja

    Gang w gimnazjum

     Mogileńscy funkcjonariusze wpadli na trop młodocianego gangu, działającego w mogileńskim gimnazjum. Członkowie gangu bili, straszyli i kopali. Potem pod groźbą wymuszali haracze. Policja zna już sprawców, zaczęły się też pierwsze przesłuchania uczniów. Zastępca komendanta policji Marek Jankowski prosi, by pokrzywdzeni przez gang uczniowie przestali się bać, powiedzieli o wszystkim rodzicom i przyszli na policję. Policja nie wyklucza, że gang mógł działać też poza terenem gimnazjum. Wicedyrektor szkoły Teresa Kujawa przyznaje, że do nauczycieli dochodziły pojedyncze, niepokojące sygnały, ale nikt nie zdawał sobie sprawy ze skali zjawiska i zagrożenia.

PO CZYM ROZPOZNAĆ, ŻE DZIECKO MA KŁOPOTY?

MAREK JANKOWSKI (zastępca komendanta KPP w Mogilnie)

- By w porę zareagować na tego rodzaju niepokojące sygnały rodzice powinni obserwować nieustannie, czy ich dziecko nie woła za często pieniędzy na bułki lub inne zakupy. Trzeba też obserwować dziecko, jak wraca ze szkoły, czy nie jest przypadkiem podrapane i posiniaczone. Niepokojącym sygnałem może być też to, jak dziecko zaczyna nagle unikać kontaktów ze swoimi rówieśnikami (...) Bardzo niepokojący sygnał jest wtedy, kiedy z domu zaczynają ginąć drobne rzeczy. Na to wszystko rodzice powinni zwracać szczególną uwagę.

Reklama

     SYGNAŁY NIE WYCHODZIŁY ZA MURY SZKOŁY

     Do nauczycieli gimnazjum w Mogilnie co jakiś czas - jak udało się dowiedzieć Pałukom - dochodziły sygnały o tym, że niektórzy uczniowie gimnazjum wyłudzają od młodszych kolegów pieniądze. Potwierdziła to także w rozmowie z Pałukami wicedyrektor szkoły, przewodnicząca komisji oświaty Rady Miejskiej Teresa Kujawa. Okazuje się, że na zebraniach szkolnych rodzice często informowali nauczycieli o przypadkach pobić, czy wyłudzeń pieniędzy. Pedagodzy nie przejmowali się tym zbytnio, myśląc, że to jedynie sporadyczne i niegroźne przypadki. - Faktycznie były nam zgłaszane różne takie przypadki wymuszania pieniędzy. Myśmy jednak rozwiązywali to wewnętrznie. A kiedy pytaliśmy rodziców o nazwiska uczniów, którzy mieliby to robić, to nabierali wody w usta (...) Nic w tej sprawie nie mogliśmy przez to zrobić - mówi Teresa Kujawa.

Reklama

     WYSTARCZYŁO ODDAĆ PIENIĄDZE

     Na czym polegało to wewnętrzne rozwiązanie problemu? Zapytaliśmy. Zwykle na przerwie przybiegał do nauczyciela dyżurnego uczeń. Informował go, że przed chwilą starsi koledzy zabrali mu pieniądze i nie chcą ich oddać. Interwencja nauczyciela ograniczała się do tego, że zatrzymywał wskazaną przez ofiarę osobę i odbierał jej wyłudzone pieniądze. - To nie były duże kwoty. Zawsze zabierali innym uczniom po 30 groszy, albo złotówkę. Dlatego nie zwracaliśmy na to dużej uwagi. Nie wiedzieliśmy wtedy, że to jest taki problem - przyznaje teraz Teresa Kujawa.

Reklama

     AŻ POWSTAŁ GANG

     Nieletni bandyci z czasem stali się bardziej zuchwali. Mniej więcej rok temu zebrało się sześciu uczniów z I i II klasy gimnazjum (14- i 15-latkowie). Połączył ich wspólny cel, chęć łatwego zdobywania pieniędzy od młodszych kolegów. Młodociani bandyci zaczęli wspólnie wyłudzać pieniądze od innych uczniów.

     Schemat działania był typowy dla tego rodzaju przestępstwa. Grupa podzieliła się na podgrupy, po to by działać w dwu lub trzyosobowych składach (nigdy w komplecie). Nieletni najpierw wyszukiwali sobie przyszłą ofiarę na szkolnym boisku lub na korytarzu. Potem, jak udało nam się ustalić, podchodzili do niej na jednej z kolejnych przerw między lekcjami i zaciągali najczęściej do ubikacji. Dopiero tam dochodziło do drastycznych scen. Grupa żądała pieniędzy. Kiedy ofiara odmawiała (a tak najczęściej się działo), bili ją po brzuchu i wykręcali ręce. Kiedy i to nie skutkowało, przewracali ją na podłogę, a potem kopali po całym ciele. W końcu napadnięty uczeń "pękał" i oddawał pieniądze, które miał przy sobie. Inni uczniowie, jak wynika z naszych informacji woleli udawać, że tego nie widzą. Wszyscy, którzy podczas akcji młodocianego gangu przebywali akurat w ubikacji, czym prędzej z niej wychodzili. Nikt nie ośmielał się poinformować nauczycieli o tym co dzieje się za drzwiami ubikacji, bo nie chciał narobić sobie niepotrzebnych kłopotów. Jak dowiedzieliśmy się w rozmowach z gimnazjalistami, część mieszkająca na pobliskim Sójczym Wzgórzu wolała biegać do domu w dużą przerwę do ubikacji (lub trzymać pęcherz do końca lekcji), niż korzystać ze szkolnego w.c. Według nich, ubikacja zawsze była oblegana przez młodociany gang palący papierosy.

Reklama

     NAGONKA DO SKUTKU

     Ta sama banda ścigała najprawdopodobniej swoje ofiary również po za terenem szkoły, przed i po lekcjach. Jeżeli ścigany nie chciał płacić, był nękany tak długo, aż w końcu miękł i zastraszony ulegał żądaniom uczniów.

     ZA CO TRZEBA BYŁO PŁACIĆ SZEŚCIU GIMNAZJALISTOM?

     Jak wynika z naszych ustaleń, młodzi przestępcy nigdy nie mówili, za co ściągają haracze. Ofiara jednak wiedziała dobrze, że musi płacić za to, by móc żyć bezpiecznie w szkole i poza jej terenem.

Reklama

     Taki proceder, jak wynika z naszych informacji, trwał bezkarnie przynajmniej rok. Żaden nauczyciel nawet nie domyślał się, co dzieje się w szkolnej ubikacji.

ZYGMUNT TOBOŁA (naczelnik gminnego Wydziału Oświaty, pod który podlega gimnazjum w Mogilnie)

- Jeszcze o tym nie wiem. Dopiero od pana się o tym dowiaduję (...) Jeżeli sprawą tą zajmuje się policja, to musi być to coś poważnego. Przyjrzymy się temu i zapoznamy ze szczegółami. Więcej na dzień dzisiejszy nie mogę na ten temat powiedzieć.

Reklama

     DOWIEDZIAŁ SIĘ DZIELNICOWY

     Cała sprawa wyszła na jaw, jak powiedział Pałukom zastępca komendanta Komendy Powiatowej Policji w Mogilnie Marek Jankowski, dzięki rutynowej pracy dzielnicowego, który dowiedział się o tym procederze przez przypadek. Potem poprzez rozpytywanie w środowisku szkolnym potwierdził zasłyszane plotki.

     SPRAWĘ WYKRYLI NAUCZYCIELE

     W ostatnim okresie wicedyrektor szkoły Teresie Kujawie zginęła z portfela duża suma pieniędzy. Do kradzieży doszło kilka dni temu. Po krótkim czasie od jej wykrycia kilku nauczycieli będąc w mieście na zakupach zauważyło, jak grupa uczniów wydawała w sklepie podejrzanie dużo pieniędzy na różnego rodzaju rzeczy. Skojarzyli to ze zniknięciem pieniędzy z portfela Teresy Kujawy, a o całej sprawie powiadomiono wtedy policję.

Reklama

     Działania funkcjonariuszy przyniosły nieoczekiwane i zaskakujące wszystkich rezultaty. W krótkim czasie (w połowie ubiegłego tygodnia) funkcjonariusze już wiedzieli, że nie mają do czynienia ze zwykłą kradzieżą, tylko ze sprawą dużo bardziej poważną, bo dotyczącą wymuszania pieniędzy przez uczniów gimnazjum.

     DZIECKO PRZYZNAŁO SIĘ, ŻE BYŁO BITE I KOPANE

     Ustalono wtedy personalia ucznia I klasy gimnazjum (14-letniego chłopca), który najprawdopodobniej padł ofiarą nieletniego gangu. W związku z tym, że chłopiec jest nieletni, policja wezwała go na przesłuchanie razem z rodzicami (w środę, 20 marca). W obecności matki i ojca już po kilku minutach przyznał, że gang od około roku wyłudzał od niego pieniądze. Dziecko opowiedziało funkcjonariuszom o tym, jak było przez innych uczniów bite i kopane. Da aktów przemocy na tej jednej osobie doszło, jak ustaliła policja co najmniej kilka razy w ciągu ostatniego roku. - Zmuszany był do płacenia im pieniędzy za nic - mówi Marek Jankowski. Uczeń za każdym razem musiał płacić bandytom po kilka złotych (przeważnie po pięć złotych). Przez rok zastraszany chłopiec zapłacił im haraczu na łączną kwotę około 700 złotych.

Reklama

     RODZICE NICZEGO NIE PODEJRZEWALI

     Temu, co mówił policjantom uczeń gimnazjum, ze zdziwieniem przysłuchiwali się jego rodzice. Sami przyznali, że wcześniej nie zauważyli żadnych niepokojących sygnałów w zachowaniu dziecka. Po chwili jednak przypomnieli sobie, jak syn wracał ze szkoły z siniakami i zadrapaniami na ciele. Mówił wtedy przeważnie, że po prostu przewrócił się na przykład na boisku. Uczeń w dniu przesłuchania miał również na ciele siniaki. Policja wykluczyła, by były one wynikiem upadku.

Reklama

     DO CZASU, AŻ Z DOMU NIE ZACZĘŁA ZNIKAĆ BIŻUTERIA

     Tymczasem rodzice chłopca dopiero w ostatnim czasie zaczęli zastanawiać się, czy przypadkiem coś złego się z nim nie dzieje. Powód? Z domu zaczęły znikać drobne rzeczy, głównie biżuteria. Wcześniej z portfeli rodziców zaczęły znikać pieniądze. Dopiero teraz okazało się, co było prawdziwą tego przyczyną.

     POLICJA SZUKA OFIAR

     Policja ustaliła nazwiska uczniów, którzy najprawdopodobniej byli świadkami pobicia oraz widzieli jak grupa nieletnich bandytów wyłudzała pieniądze od ucznia. Teraz po kolei będą wzywani do KPP na przesłuchania. Funkcjonariusze podejrzewają, że ofiarami tej grupy byli też inni uczniowie. Liczą na to, że teraz te dzieci przyznają się swoim rodzicom, że były napadane, a ci przyprowadzą je na komendę policji. Policja sprawdza poszlaki, które mogłyby doprowadzić do kolejnych ofiar. Niewykluczone, że pieniądze wyłudzane były też w szkołach podstawowych na terenie miasta.

Reklama

     ODPOWIEDZĄ PRZED SĄDEM DLA NIELETNICH

     Marek Jankowski przyznaje, że znane są już prowadzącym tę sprawę funkcjonariuszom nazwiska uczniów, którzy wymuszali pieniądze, jednak oni sami, ani ich rodzice jeszcze nie zostali o tym poinformowani. Policja wezwie ich na przesłuchania dopiero jak zbierze wszystkie dowody świadczące o ich winie. Wszystko wskazuje na to, że dzieci - ze względu na swój wiek - odpowiedzą za to co robili przed Sądem dla Nieletnich.

     CHŁOPIEC JEST BEZPIECZNY

     Tymczasem chłopcu, który przez rok nękany był przez gang nieletnich, pedagodzy i nauczyciele - jak powiedział Pałukom Marek Jankowski - zapewnili odpowiednią opiekę w szkole tak, że nie grozi mu już żadne niebezpieczeństwo.

Robert Grygiel

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 527 (13/2002)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości