Reklama

Kto pierwszy wstał, to wodę miał

Gdy wrzuci się kamień do studni na posesji Mieczysławy Matczak w Wycinkach, nie słychać plusku wody tylko głuche uderzenie o ziemię

      fot. Paweł Lachowicz

Woda, Wycinki, wójt, Woźniakowski, studnia
     Kto pierwszy wstał, to wodę miał
     Wójt Woźniakowski zaproponował Mieczysławie Matczak tydzień temu w artykule w Pałukach budowę studni. Mieszkanka Wycinek tymczasem mówi, że studnię ma, ale jest wyschnięta, a jej pogłębianie nic nie daje i wójt doskonale o tym wiedział.

     GŁUCHA STUDNIA
     W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o problemie braku wody, z jakimi borykają się mieszkańcy miejscowości Wycinki (gm. Jeziora Wielkie). Od 9 lat Mieczysława Matczak i jej bracia nie mogą korzystać dla celów pitnych z wody pobieranej z hydroforni. Psują się w domu urządzenia. Gdy chcą się wykąpać, do wody dolewają octu. Mieszkają w lesie i są jedynymi odbiorcami wody. Miało tu kiedyś powstać osiedle mieszkaniowe dla pracowników nadleśnictwa, ale do tego nie doszło. Dziś gminie nie opłaca się przejmować i naprawiać hydroforni. Nie opłaca się także zdaniem wójta Zbysława Woźniakowskiego ciągnąć nitki wodociągowej, tylko dla dwóch rodzin, bo jakość wody wtedy i tak nie poprawiałaby się. Wójt proponował rodzinie wykopanie studni. Zaznaczał, że gmina finansowo im nie pomoże, bo jest to na prywatnej działce.
     Po naszym artykule skontaktowała się z nami ponownie Mieczysława Matczak, która powiedziała, że studnia, którą wójt proponuje im wykopać na posesji się znajduje i to nie od dziś. Problem w tym, że w studni nie ma wody.
     - W tej studni wody nie ma od 30 lat, choć była kilkakrotnie pogłębiana. Pamiętam, jak jeszcze woda była, ale na tyle mało, że kto pierwszy wstał, to wodę miał. A wójt doskonale wie, że studnia jest, lecz bez wody - mówi Mieczysława Matczak.
     Studnia była pogłębiana około 15 lat temu. Ponownie do pogłębienia bracia pani Matczak podeszli 2 lata temu, bez rezultatu. - Pogłębialiśmy studnię, już jak była ta głębinowa w hydroforni. Chcieliśmy ją uruchomić, żeby mieć wodę do podlewania w ogródku. Niestety bez rezultatu. Pamiętam, gdy byłam dzieckiem, jak moja mama przyniosła ze studni trzy wiaderka wody i to samo sąsiadka, która tu mieszkała. Musieliśmy czekać do wieczora, żeby woda naszła do studni. Jak mama chciała prać, to się umawiała z panią Rzekanowską, która danego dnia pierze. Bo, jak obie by prały w jeden dzień, to do niczego innego wody by nie było - dodaje pani Mieczysława.

Mieczysława Matczak twierdzi, że wójt doskonale wiedział, że na jej posesji jest studnia, tylko nie ma w niej wody

Reklama

        fot. Paweł Lachowicz

     RADNA ZAPOWIADA POMOC
     Woda do posesji Mieczysławy Matczak miała być poprowadzona za zgodą właściciela przez pobliskie pole. Byłby to najkrótszy odcinek ułożenia nitki.
     Wójt na wniosek Mieczysławy Matczak odpowiedział, że w 2014 r. będą zebrane pieniądze, a w 2015 r. wieś Wycinki będzie podłączona do sieci wodociągowej.
     - Ja mieszkam tutaj 55 lat, to przez ten czas nic nie było zrobione u nas. Inne wioski korzystają, mają robione drogi, chodniki, kanalizację, wodę, a my nic. Pan wójt mówi, że do dwóch rodzin nie opłaci się doprowadzić wody, a w Dobskach jest woda podłączona do jednej rodziny, do osady leśnej i jest tam prawdopodobnie dłuższy odcinek niż do nas. W Rzeszynku również są rodziny bardzo oddalone i jest dobrze. I co i wodę dobrą mają. Jest to również końcowa linia i wodę mają. Jak trzeba będzie oczyścić ten odcinek, to za ten odcinek, który będą czyścić ja mogę zapłacić za tę wodę. Po prostu wójt nas zbywa. Chciałabym, aby wójt i Rada Gminy postawiła się w mojej sytuacji i wodę wozili przez rok. Niekoniecznie rowerem tylko samochodem, żeby zobaczyli, jak to jest. Woda przecież jest potrzebna do życia - mówi pani Mieczysława.
     Sołtys Proszysk, do których należą też Wycinki, a zarazem radna gminy Jeziora Wielkie Elżbieta Kozłowska zadeklarowała rodzinie pani Matczak pomoc. Twierdzi, że sprawa nie zrodziła się wczoraj, tylko trwa już kilka lat. W rozmowie z naszym reporterem twierdzi, że jak tylko została wybrana sołtysem, to pani Matczak przedstawiła jej sprawę, a ona rozmawiała o niej z ówczesnym wójtem Markiem Maruszakiem. - On powiedział, że go to nie obchodzi i niech się wyprowadzą, jak im się tam nie podoba. Gmina była bardzo zadłużona, więc dałam spokój. Jak wójtem został pan Zbysław Woźniakowski cały czas tę sprawę poruszałam i tak mi obiecywał, jak tej pani, co było napisane w artykule. Ja często rozmawiałam indywidualnie z wójtem i wójt chciał kopać tam studnię głębinową, ale okazało się, że na prywatnej działce gmina nie może przeprowadzić takiej inwestycji. Problem jest w tym, że jest to duża odległość i pan wójt mówi, że się nie opłaca. Ja nie wiem, czy się nie opłaca, przecież tam są nasi podatnicy. A nie wyobrażam sobie, aby w XXI wieku żyć bez wody. Ja również wody nie miałam i wiem co przeżywa pani Matczak, bo sama przez 2 lata woziłam wodę do picia, prania i wszystkiego. Popieram panią Matczak i będę robić wszystko, żeby wodę tam dostarczyć. Nie widzę tu innego rozwiązania. Albo gmina kopie jej studnię głębinową, albo ciągniemy nitkę - mówi Elżbieta Kozłowska.
     GMINY NIE STAĆ NA TO
     Zdaniem wójta, wodę do zabudowań pani Matczak trzeba byłoby pociągnąć drogą, a nie przez pole i jest to odcinek długości 1.800 m. Przyznaje, że były rozmowy prowadzone i właściciel pola się zgodził na pociągnięcie nitki wodociągowej przez jego pole, ale w rezultacie stwierdzono, że nie ma sensu prowadzić nitki przez pole, bo w razie awarii zniszczone zostałyby plony zasiane na polu. Zdaniem wójta, na inwestycję związaną z pociągnięciem wody do zabudowań rodziny pani Matczak gmina nie ma pieniędzy.
     - Za pieniądze przeznaczone na fundusz sołecki ta pani miałaby doprowadzoną wodę. Ja 85% z tej inwestycji bym odzyskał z dofinansowania, ale Rada Gminy zrobiła, co zrobiła. A pani Kozłowska, czy pani Matczak myślą, że jest mi to obojętne. A między innymi głosem pani Kozłowskiej stało się to, co się stało. Plany były, bo jak szkoła w Rzeszynku byłaby zlikwidowana i funduszu sołeckiego nadal by nie było, to co innego. Teraz, jak pani Kozłowska jest taka mądra, to niech mi powie, skąd wziąć na tę inwestycję pieniądze. Żeby pani Matczak nie myślała, że jest mi wszystko jedno, a już się rozeznałem i położenie tej nitki to koszt 270.000 zł. Dofinansowanie można uzyskać, tylko najpierw trzeba mieć własne środki, a ja ich nie mam. Będę jeszcze rozmawiał w Urzędzie Marszałkowskim, aby małe gminy zaliczkować, ale nie wiem, czy mi się to uda. Nas po prostu na wiele rzeczy teraz nie stać - powiedział wójt Woźniakowski.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1209 (15/2015)

 

 

 

 

Inne teksty na ten temat:

Gmina wodę dowiezie, ale odpłatnie

 

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości