Z dyrektorami szkół i przedszkoli w sprawie brodawczaka
Mało o profilaktyce, spotkanie bez efektów
Zagrożenia nie ma, a pustki na basenie wywołane są kryzysem po publikacji Pałuk. Z takim przesłaniem przyszedł dyrektor OSRiR Mirosław Wieczorek. Szef Sanepidu Mieczysław Czajkowski odniósł wrażenie, że wszystkiemu winna jest inspekcja sanitarna, a dyrektor Wieczorek się wybielił. Tłumaczył, że dopiero należyte sprzątanie basenu poprawi sytuację z brodawczakiem.
W związku z naszymi ostatnimi publikacjami dotyczącymi wystąpienia na mogileńskiej pływalni wirusa brodawczaka, w środę (wczoraj) o 10.00 z dyrektorami szkół i przedszkoli z gminy Mogilno zorganizowano specjalne spotkanie, które w swoich założeniach miało mieć charakter informacyjno-profilaktyczny. Takie informacje mieliśmy dzień wcześniej od burmistrzów Mogilna. Dyrektor OSRiR w Mogilnie miał poinformować dyrektorów, jak w najlepszy sposób ustrzec się brodawek, miał odpowiedzieć na wszystkie związane z problemem wątpliwości. Spotkanie w dużym stopniu bazowało na oskarżaniu naszej gazety o spowodowanie tak zwanego chaosu informacyjnego.
Dyrektorzy szkół i przedszkoli na spotkaniu z kierownictwem basenu nie otrzymali poza wyjaśnieniami żadnych fachowych materiałów profilaktycznych w sprawie brodawczaka, które mogliby rozdać rodzicom i uczniom fot. Joanna Bejma BYLIŚMY UŚPIENI
Spotkanie rozpoczął wiceburmistrz Jarosław Ciesielski. Burmistrza Mogilna nie było ponieważ miał ważne spotkanie w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska. Wiceburmistrz rozpoczął od postawienia tezy, że już nie od wczoraj czy od pół roku, tylko od pierwszego dnia funkcjonowania basenu wiadomo było, że brodawki będą występować. - Byliśmy trochę uśpieni. Można było zrobić już trzy lata temu coś, by temu problemowi zapobiec - oświadczył Jarosław Ciesielski, który zaraz po swojej wypowiedzi poprosił o zabranie głosu Mirosława Wieczorka.
KRYZYS WYWOŁAŁY PAŁUKI
- Trudno nazwać to kryzysem, kryzys jest teraz po publikacji w lokalnej prasie. Nie jest to kryzys, który trwa od trzech lat. Na wszystkich obiektach tego typu w Europie i na świecie wirus taki występuje i to jest normalne. Po prostu ludzie nie mieli wiedzy, że korzystając z tego obiektu, gdzie wiele osób, wiele dzieci, grupowo bierze prysznic, grupowo chodzą bez obuwia - choć takie zalecenia są u nas żeby chodzić w obuwiu - niestety, wirusem brodawkowym można się zarazić. Ten wirus istnieje, jest i będzie u 20%-30% dzieci w wieku szkolnym. Takie są badania naukowców. Przygotowałem informacje, które państwu rozdam. Jest taka sytuacja, że niestety te dwie sprawy zostały mocno pokazane przez “Pałuki” i to w troszeczkę złym świetle. Ja też uważam, bo nie chcę mieć żadnych pretensji do nikogo, że taka świadomość powinna istnieć. My rozmawialiśmy nie tylko z nauczycielami, ale z wszystkimi którzy przychodzą i są opiekunami dzieci, mówiliśmy o tych rzeczach. To nie były sprawy zamiatane pod kafelki. To są normalne rzeczy, o których się mówi. Jasne że nie było żadnej akcji uświadamiającej, tak można ją nazwać, żeby wszyscy wiedzieli o co chodzi i jakie są zagrożenia - oświadczył dyrektor.
LUDZIE BOJĄ SIĘ CHORÓB
Dalej Mirosław Wieczorek oznajmił, że pozwolił sobie przygotować odpowiedź na nasz artykuł umieszczony w poprzednim numerze. Odpowiedź tę mieli dostać wszyscy obecni na spotkaniu dyrektorzy (zamieszczamy ją obok).
- W tej chwili trwa na moim obiekcie kontrola z wojewódzkiego "Sanepidu". Protokół na pewno zostanie napisany pozytywnie - usłyszeli dyrektorzy. Dalej dyrektor przyznał, że od kilku dni na pływalni obniżona jest frekwencja, a co najgorsze jego zdaniem obniżona jest frekwencja wśród uczniów. - I to jest troszeczkę dziwne, moim zdaniem, choć to wynika z wielu różnych zależności. Niestety dzieciaki, wiem o tym, przynoszą zwolnienia z lekcji przeprowadzonych na pływalni. Spowodowane to jest niestety właśnie taką nagonką, między innymi przez sprawę sepsy. Ludzie boją się takich chorób. Przygotowałem informacje z różnych pływalni w całej Polsce. Pozwoliłem sobie zadzwonić do ludzi zarządzających tymi obiektami. Ludzie na początku boją się gadać, ale potem przyciśnięci trochę mocniej opowiadają, że mają podobne problemy. Niektóre pływalnie są dwa, trzy razy w roku zamykane. My mamy świadomość, że nie istnieje żadna ustawa regulująca sprawę wody w kąpieliskach. "Sanepid", który wykonuje badania podciągnął nas pod wodę kranową. Nie ma niestety pewności stuprocentowej i środków stuprocentowych, które zapewniłyby, że ta woda będzie bez bakterii. Używamy najlepszych środków w Europie.
TYLKO KLAPKI
Zdaniem Mirosława Wieczorka jeśli ktoś będzie na basenie poruszał się w klapkach basenowych w szatni, pod prysznicem i po całej hali basenowej w tym obuwiu to na 99% brodawką się nie zarazi. Dalej dyrektor przyznał, że ludzie i dzieci i tak chodzą bez klapek. - To jest uciążliwe szczególnie dla dzieciaków. Nie ma środków, który tego wirusa zabije - dowiedzieli się dyrektorzy.
FAŁSZYWY ALARM?
W dalszej mowie Mirosław Wieczorek nawiązał do problemu gronkowca. Został usprawniony system trzeciej zmiany na basenie, podczas której prowadzone są wszystkie zbiegi higieniczne. - Uważam, iż sukcesem całej obsługi pływalni jest to, że przez trzy lata jej funkcjonowania pierwszy raz takie coś zostało wykryte - powiedział Wieczorek.
- Czyli alarm był fałszywy? - nawiązał do wystąpienia gronkowca na basenie wiceburmistrz Ciesielski.
- Nie, według tych procedur, które teraz istnieją, każdy alarm po wykryciu bakterii na pływalni niestety zamyka ten obiekt - mówił dyrektor Wieczorek.
- Ja rozumiem, zamknięcie zamknięciem, ale nie potwierdzono wystąpienia tego? - pytał Jarosław Ciesielski.
- Tak jest - powiedział Wieczorek.
- Czyli alarm był fałszywy? - zapytał ponownie wiceburmistrz.
- No tak, oczywiście. Poszło inaczej niż jest. Ma pan rację oczywiście. To był alarm fałszywy, woda nadawała się do kąpieli, choć były śladowe ilości - twierdził dyrektor.
ZABRAKŁO INFORMACJI
Mimo tej zaskakująco zgodnej wymiany zdań dalej wiceburmistrz powiedział, że przekazywane informacje o chodzeniu w klapkach były niestety niewystarczające. Podtrzymał postawioną na początku spotkania tezę. - Jeżeli byłaby taka akcja już trzy lata temu, można byłoby ograniczyć występowanie tego do poziomu 1%. Liczymy na to, że informacje dzisiaj państwu przekazane nie pozostaną tylko w tym pomieszczeniu i zostaną przekazane również nauczycielom, rodzicom i uczniom - dodał wiceburmistrz.
SPRZĄTAĆ I JESZCZE RAZ SPRZĄTAĆ
Z tym co powiedział dyrektor Wieczorek, w dużej mierze nie zgodził się dyrektor Sanepidu - Proszę państwa, prawda jest taka, że żyjemy w świecie bakterii, wirusów i grzybów. Tego nie unikniemy. Chodzi o to, byśmy unikali i minimalizowali ilość zakażeń nimi. Na tym polega profilaktyczna działalność inspekcji sanitarnej. Na basenach występują tego rodzaje bakterie, które wymieniłem. Dodatkowo występuje tam ciepło i wilgoć. Oczywiście stosuje się środki prewencyjne, stosuje się środki dezynfekujące - powiedział Mieczysław Czajkowski. Dalej dyrektor mogileńskiego Sanepidu oświadczył, iż ma wrażenie, że wszystkiemu winna jest inspekcja sanitarna, a dyrektor Wieczorek się wybielił. - Jest trochę inaczej. Od trzech lat basen istnieje. Od trzech lat badamy systematycznie wodę w basenie. Przez ten czas wyniki były poprawne, ale chyba musiał wystąpić jakiś wypadek przy pracy, że nagle wystąpiły bakterie w postaci tego gronkowca. Otóż pan dyrektor nie wyciągnął wniosku, dlaczego te bakterie pojawiły się teraz. Jeśli przy zmniejszonej ilość chloru cały czas było poprawnie, to coś tam musiało się stać. Trzeba było wejrzeć w całą technologię i wyciągnąć wnioski (...) Jeśli chodzi o noszenie klapek. Oczywiście trudno jest całkowicie uniknąć możliwości zakażenia, ale wydaje mi się że szczególnie systematyczne i stałe sprzątanie może spowodować, że zakażenie się brodawczakiem można zminimalizować nawet po poziomu mniejszego niż 1%.
Zdaniem Mirosława Czajkowskiego tuż przy zejściu do wody choć na chwilę i tak nastąpi kontakt gołej stopy z powierzchnią wokół basenu. Dlatego też przedstawiciel Sanepidu ponownie podniósł kwestię dokładnego i systematycznego dezynfekowania podłóg.
GRONKOWIEC BYŁ
W tym momencie na sali wśród dyrektorów zapanowało lekkie poruszenie. Dyrektor Wieczorek bardzo chciał sprostować słowa Mirosława Czajkowskiego.
- Czyli alarm był fałszywy - upierał się przy swoim wiceburmistrz Ciesielski. - Nie, no jak to? Potwierdzono występowanie bakterii. Wynik potwierdził wystąpienie śladowej ilość bakterii, a w basenie nie powinno być żadnych bakterii chorobotwórczych i nawet jeśli wykrywa się jakieś nawet śladowe ilości bakterii, to już podejmuje się działania - odpowiedział Czajkowski.
Odpowiedź dyrektora Sanepidu nie usatysfakcjonowała Jarosława Ciesielskiego: - Przy pierwszym badaniu basenu nie dokonano żadnych specjalnych czynności czyszczących, tylko zastosowano normalną procedurę chlorowania i czyszczenia i nie potwierdzono wystąpienia bakterii. - Ale po chlorowaniu - dodał Czajkowski. - Przecież nie było żadnych specjalnych procedur czyszczących. W normalnej procedurze bakterie znikły - upierał się wiceburmistrz.
PAN NIE BYŁ NA BASENIE
W tym momencie dyrektorzy zaczęli zabierać głos. - Przepraszam, bardzo nas interesuje, tylko czy można chodzić na basen. Ja chcę powiedzieć rodzicom czy ich dzieci mogą chodzić na basen. My chcemy, żeby poszła informacja, że jest bezpiecznie - dodał dyrektor SP Padniewo Maciej Chojnacki.
Dyrektor Czajkowski potwierdził, że na basenie w chwili obecnej gronkowca nie ma.
- Pan Czajkowski zarzuca niedbałość. Z pana wypowiedzi wynika, że to niedbałość obsługi powoduje, że nie ma bieżącego czyszczenia. Całkowicie dementuję proszę pana taką informację i nie zgadzam się z nią. Zresztą pan na basenie nigdy nie był. Prosiłbym, by się pan nie upierał, że nasze pracownice, które zajmują się czystością robią, to źle - powiedział Mirosław Wieczorek.
NIECH KOMISJA TO WYJAŚNI
- Robi się to spotkanie bardzo nieprzyjemne. My, dyrektorzy szkół, nie jesteśmy zainteresowani kto jest winny. W takich przypadkach panie burmistrzu powołuje się komisję, która rozpatrzy skalę problemu, czy to się ciągnie od trzech lat, czy to jest w wyniku zaniedbania, czy jakieś inne powody są. Natomiast my obiecujemy, że zrobimy wszystko by przekazać jak najwięcej informacji. Jednak pewien proces odbudowania zaufania do pływalni będzie trwał. Spokój buduje zgodę - oświadczyła, przerywając coraz bardziej nerwową dyskusję, dyrektor szkoły Podstawowej nr 3 w Mogilnie Grażyna Olejniczak.
Inne teksty na ten temat:
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze