Reklama

Miłe labradory i zły urzędnik

Mieszkańcy Gniezna Elżbieta i Jan Kaczmarkowie przeżyli w piątek i sobotę w Miradzu, gdzie przyjechali na weekendowy wypoczynek, przygodę z dwoma labradorami. Zaopiekowali się nimi, dlatego psy całe i zdrowe wróciły do właścicieli z Nowej Wsi.         fot. Magdalena Lachowicz

Miradz
    Miłe labradory i zły urzędnik
    Trzy tłumaczenia p.o. dyrektora ZGKiM Dariusza Sieradzkiego, dlaczego komunalka nie przyjedzie po wałęsające się psy: najpierw, że nie ma zlecenia ze Straży Miejskiej; potem, że nie ma miejsca w kojcach; a w końcu, że firma, którą kieruje tym się nie zajmuje. - Dyrektor nie miał prawa odmówić udzielenia mieszkańcom pomocy - zapewnia burmistrz Matczak.

   DWA DUŻE PSY
    Mieszkańcy osiedla domków w nadleśnictwie Miradz (gm. Strzelno) spostrzegli 19 września, że wokół ich domów biegają dwa duże psy. Ze względu na swoje bezpieczeństwo, a zwłaszcza na bezpieczeństwo dzieci, powiadomili o tym mogileńską policję, a ta przekazała informację do Straży Miejskiej w Strzelnie. Nikt jednak w piątek po psy nie przyjechał i nie zainteresował się zgłoszeniem.
    NIE MA REAKCJI
    Następnego dnia wczesnym rankiem w sobotę psy znalazły się w okolicy posesji, gdzie mieszka Janusz Nawrotek oraz ziemię dzierżawią mieszkańcy Gniezna Elżbieta i Jan Kaczmarkowie. Elżbieta Kaczmarek nie zwlekając ani chwili pojechała do Strzelna, aby załatwić sprawę błąkających się psów. Zgłaszając ponownie sprawę w Straży Miejskiej dowiedziała się, że strażnicy powiadomili już komunalkę w gminie odpowiedzialną za wyłapywanie wałęsających się psów, i na tym ich rola się kończy. Pełniący obowiązki komendanta Straży Miejskiej Paweł Namieśnik podał także kobiecie numery telefonów, pod które w danej sprawie może zadzwonić. - Pan wręczył mi dwa numery telefonów, pod którymi powinni mi pomóc. Ale pod jednym numerem zgłosiły mi się wodociągi, więc nic tam nie załatwiłam, a pod drugim numerem nikt nie odpowiadał. Byłam w tym momencie bezradna - mówi Elżbieta Kaczmarek.
    Mieszkanka Gniezna dodaje: - Mieszkańcy Miradza podpowiedzieli mi, że może redakcja waszej gazety pomoże rozwiązać ten problem. I dlatego zadzwoniłam.
    LABRADORY POD OPIEKĄ
    Gdy w sobotę reporter około 1200 przyjechał do Miradza, zobaczył przywiązane do drzewa dwa duże labradory. Okazało się, że psy wczesnym rankiem biegały najpierw po podwórku Janusza Nawrotka, po czym wbiegły do namiotu państwa Kaczmarków. Na początku mieszkańcy bardzo się wystraszyli nie wiedząc co mogą zrobić wygłodzone psy. Jednak po krótkim czasie okazało się, że są one bardzo łagodne. Aby ochronić psy przed nieszczęściem Jan Kaczmarek przywiązał je do drzew. - Dałem im pić i jeść i powiedziałem żonie, że trzeba to zgłosić ponownie, bo my przecież tych psów nie weźmiemy do Gniezna. Widać, że psy są wychowane w domu i nauczone domowego jedzenia. Widzi pani jakie są zadbane. Tutaj nawet suchej karmy nie chciały zjeść. One musiały komuś uciec z zagrody, albo ktoś je porzucił. Wzięliby je do schroniska i w gazecie napisać, że one tam są to może właściciel się zgłosi. Przecież to nie są takie tanie psy - zwraca uwagę Jan Kaczmarek.
    Nasz rozmówca zaznaczył także, że przywiązał psy ze względu na ich bezpieczeństwo. Bowiem zgodnie z obowiązującą ustawą o ochronie zwierząt, która zezwala na zwalczanie przez dzierżawców lub zarządców obwodów łowieckich zdziczałych psów i kotów, przebywających bez opieki i dozoru człowieka znajdujące się w odległości większej niż 200 metrów od zabudowań mieszkalnych psy wchodząc do lasu mogłyby zostać przez myśliwych zastrzelone. - Tutaj są duże lasy, przecież jak one tam pójdą to zginą, odstrzelą je myśliwi - opowiada Jan Kaczmarek.
    KOMUNALKA NIE POMOŻE
    Ponieważ na podane przez Straż Miejską numery telefonów nikt nie odpowiadał, mieszkańcy zdobyli numer bezpośredni do dyrektora zakładu komunalnego. Jako pierwszy zadzwonił tam Janusz Nawrotek. Rozmawiając z p.o. dyrektorem Dariuszem Sieradzkim poprosił o zabranie psów do schroniska. Niestety, jak się dowiedzieliśmy dyrektor kategorycznie odmówił udzielenia ludziom pomocy. - Powiedział, że nie podejmie żadnej interwencji, dopóki nie będzie zgłoszenia ze Straży Miejskiej, a koleżanka była w Straży Miejskiej i widziała nawet wpis, że jest zgłoszone. Więc ktoś tutaj nie dopełnił obowiązku. Powiedział, że to jest wszystko co ja jako obywatel mogłem zrobić. Ja wtedy zapytałem, co będzie jak te psy zagryzą dzieciaka, bo tu jest pełno dzieci. Czy pan będzie mógł z tym żyć, jak komuś się krzywda stanie. „To jest wszystko co mógł pan zrobić” - powiedział dyrektor. My nie ruszymy nic, dopóki nam Straż Miejska nie zleci, bo pan nie podpisze nam zlecenia. I powiedział, że się tą sprawą nie zajmie - mówi Janusz Nawrotek.
    Elżbieta Kaczmarek dodaje: - Co to za instytucje w tym Strzelnie, przecież jeden drugiego powinien powiadomić i byłoby po sprawie. Ale oni się tym nie przejmują, bo to my teraz mamy problem, a nie oni.
    DYREKTOR NIE ZAJMIE SIĘ
    Zadzwoniliśmy do dyrektora ZGKiM z pytaniem, czy zamierza zrobić coś w tej sprawie. Jednak to co usłyszeliśmy z ust dyrektora wprawiło nas w osłupienie. Otóż Dariusz Sieradzki stwierdził, że on się tą sprawą nie zajmie, ponieważ nie ma miejsca do przyjęcia zwierząt, nie dostał zlecenia na piśmie, a ostatecznie powiedział, że on nie jest odpowiedzialny w gminie za wyłapywanie bezpańskich psów. Szeroko natomiast rozwinął temat jego wizji poprawy sytuacji z psami w gminie.
    - Nie mam miejsca, nie mam gdzie tych zwierząt przyjąć. Od właścicieli ściągane są pieniądze na podatki za posiadanie psów. Nie powiem, burmistrz raz na jakiś czas coś z tych podatków przeznaczy na działalność schroniska. Ja mam pomysł na rozwiązanie problemu miejsc w schronisku. Zapłacone przez ludzi podatki za psa można by przeznaczyć na taki cel. Można by pobudować kojce 5, 10, 15 i wtedy będzie gdzie te zwierzęta przetrzymywać. Ja nie raz rozmawiałem z koleżanką tutaj w Policji i w Mogilnie, bo to jest sprawa, która trzeba rozwiązać. Trzeba poczekać do poniedziałku, a wtedy zobaczymy jak te sprawę rozwiązać. Ustalę ze Strażą Miejską i wtedy ustalimy, gdzie te psy przetrzymać. Na dzień dzisiejszy mamy pełne kojce i nie mamy, gdzie tych psów przyjąć - mówił w sobotnie południe dyrektor Sieradzki.
    DZWOŃCIE DO BURMISTRZA
    Na słowa reportera, że to przecież zakład, którym kieruje jest odpowiedzialny za wyłapywanie bezpańskich psów, Dariusz Sieradzki odpowiedział: - Wie pani kto jest odpowiedzialny, jest nim burmistrz i tam proszę kierować pytania. Ja ich na swoje podwórko nie wezmę siłą rzeczy. Mam zlecenie od burmistrza, to jadę wyłapuję psa. Na dzień dzisiejszy - nie mam. Ja nie mam w ogóle w statucie takich działalności jak wyłapywanie bezpańskich psów. A tak w ogóle to nikt oficjalnie do mnie nie dzwonił i nie zgłaszał takiego problemu. Niech pani zadzwoni do burmistrza - zakończył rozmowę dyrektor Sieradzki.
    SĄ WŁAŚCICIELE
    Po rozmowie z dyrektorem mieszkańcy Gniezna załamali ręce. Pytali co teraz zrobić. Bardzo żal było im psów. Wspólnie uzgodnili, że Elżbieta Kaczmarek zostanie w Miradzu do poniedziałku i zaopiekuje się psami. A w poniedziałek sprawą zainteresujemy bezpośrednio burmistrza Strzelna Ewarysta Matczaka. W momencie, gdy nasz reporter miał opuścić teren, zadzwonił szef strażników Paweł Namieśnik z informacją, że odnalazł właścicieli psów. - Mieliśmy trochę szczęścia, ponieważ mam koleżankę, która zajmuje się właśnie psami. Wykonaliśmy serię telefonów i na szczęście sprawa się rozwiązała - mówi.
    Właściciele błyskawicznie przyjechali do Miradza. Okazało się, że psy wabią się Maks i Byron i należą do mieszkańców Nowej Wsi (gm. Jeziora Wielkie) Marii i Jana Nowakowskich. Okazało się, że psy w nocy z czwartku na piątek, z 18 na 19 września wyrwały się z kojca. Od samego rana w piątek właściciele szukali swoich czworonogów i bardzo ucieszyli się, że psy się odnalazły.
    STRAŻ ZROBIŁA SWOJE
    Komendant Namieśnik zapewnia, że od razu po pierwszym zgłoszeniu, jakie odnotowali z Miradza 19 września, dali znać do komunalki. - Nie wiem dlaczego tak właśnie tam zareagowali. Oni podpisali porozumienie między Urzędem i otrzymują z tego tytułu pieniądze. Ustawa mówi, że rolą burmistrza jest zajmowanie się bezpańskimi psami, ale burmistrz to zrobił. Przecież uregulował to prawnie i zlecił stosowną umową to zadanie komunalce - usłyszał reporter od Pawła Namieśnika.
    TO BYŁ OBOWIĄZEK DYREKTORA
    Burmistrz Ewaryst Matczak jednoznacznie stwierdził, że odpowiedzialny za wyłapywanie wałęsających się psów i takie przypadki, jak opisujemy jest Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, a tym samym jego dyrektor Dariusz Sieradzki.
    - Mamy podpisaną umowę z komunalką na wyłapywanie psów bezpańskich i tylko oni są za to odpowiedzialni. Mamy jednak problem z przechowywaniem tych piesków. Ponieważ my jako takiego schroniska nie mamy. Posiadamy kilka kojców, ale są one przeznaczone dla psów, które pilnują oczyszczalni ścieków. Problem bezpańskich psów jest olbrzymi i to nie tylko w naszej gminie, ale także w sąsiednich gminach. W ramach Stowarzyszenia „Sąsiedzi” chcielibyśmy podjąć temat budowy wspólnego schroniska. Taki pomysł jest, tylko koszt budowy takiego schroniska sięga rzędu tysięcy złotych, ale takie rozmowy trwają - mówi burmistrz i dodaje - dyrektor nie miał prawa odmówić udzielenia mieszkańcom pomocy w danej sprawie. Na dzisiejszej naradzie był ten temat poruszony i dyrektor tłumaczył się, że nie podjął interwencji, ponieważ nie miał miejsca w żadnym kojcu. Co jednak nie usprawiedliwia nie załatwienia tej sprawy. Dyrektor nie musi mieć zlecenia na piśmie, przyjmuje tylko zgłoszenie ze Straży Miejskiej. Co miesiąc płacimy komunalce 1.000 złotych za utrzymanie tych piesków i jednorazowo za każdego wyłapanego pieska płacimy osobno. Płacimy także osobno  za badania weterynaryjne. Wiem, że sprawa bezpańskich piesków jest bardzo delikatna, ale trzeba też zaapelować do ludzi, aby opiekowali się swoimi psami. Ponieważ nie raz zdarzyło się, że psy nam po prostu podrzucono. Dyrektor ma obowiązek zająć się zgłoszeniem, bo takie jest zarządzenie. Na pewno porozmawiam w tej sprawie z dyrektorem i wyjaśnię zaistniałą sytuację.
      SĄ PRZEPISY
    Natomiast komendant Straży Miejskiej Paweł Namieśnik dodał: - Pan Sieradzki przyjmuje zgłoszenia skierowane przez nas i my na podstawie prowadzonego rejestru notujemy każde zgłoszenie. Wówczas pan burmistrz reguluje z panem Sieradzkim tylko te zgłoszenia, które są przez nas zarejestrowane.
    Sprawa wyłapywania bezpańskich psów na terenie gm. Strzelno uregulowana jest uchwałą Rady Miejskiej w Strzelnie i zarządzeniem nr 63/2007 burmistrza Strzelna z dnia 21 czerwca 2007 r. w sprawie powierzenia wykonania uchwały w sprawie wyłapywania bezdomnych zwierząt Zarządowi Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Strzelnie. W zarządzeniu znajdują się 4 paragrafy. Paragraf I brzmi: „Powierzyć Zarządowi Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Strzelnie wyłapywanie bezdomnych zwierząt z terenu miasta i gminy Strzelno”. Natomiast w paragrafie III czytamy: „Wykonanie zarządzenia zleca się dyrektorowi Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Strzelnie”.

 Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 867 (39/2008)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości